Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbigniew Herbert. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbigniew Herbert. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 września 2021

Smak

Zapewne znacie Państwo to straszne wierszydło Wilki, które tak chętnie rodzimi „patrioci‟ (tak siebie sami nazywają) lubią smarować na murach polskich miast? Jego autor popełnił także szlagier pod tytułem Potęga smaku, popularny jednak w zupełnie innych kręgach odbiorców poezji. Wydaje mi się, że widoczny poniżej wiersz Grzegorza Wróblewskiego Pułapka (z tomu „Symbioza‟, Legnica 1997) luźno nawiązuje do wspomnianego tekstu. 
Szukając tego wiersza w książce „Prawo serii‟ (byłem przekonany, że właśnie tam się znajduje, a nie w „Symbiozie‟) natknąłem sie na tekst Pies w nocy, będący efektownym nawiązanie do znanego utworu Charlesa Reznikoffa Co robisz na naszej ulicy, który niedawno tak poruszył umysły kilku rodzimych autorów (co anonimizując ich sylwetki, kiedyś tu zrelacjonowałem). 
Niezmiennie dobrze mi się czyta wczesne utwory Wróblewskiego.
[„Prawo serii‟ ukazało się w Instytucie Wydawniczym „Świadectwo‟ (nie ma to jak bezpretensjonalne nazwy...) w Bydgoszczy w 2000 roku. Książka miała jednak dziwną dystrybucję i bardzo trudno było na nią trafić.] 

wtorek, 1 października 2019

(zła metafora jest nieśmiertelna)

Tadeusz Różewicz


POEMAT PATETYCZNY

Opluli poetę
przez wieki będą
wycierali ziemię i gwiazdy
przez wieki
będą wycierali własne twarze

Poeta żywcem pogrzebany
jest jak podziemna rzeka
przechowuje w sobie
twarze imiona
nadzieję 
ojczyznę

Poeta okłamany
słyszy głosy
słyszy swój głos
rozgląda się
jak człowiek w nocy
obudzony

Lecz kłamstwo poety
jest wielojęzyczne
i ogromne
jak wieża Babel

jest monstrualne
i nie umiera

1967


KOREKTA

Śmierć nie poprawi
w zwrotce ani jednej linijki
to nie korektorka
to nie życzliwa pani
redaktorka

zła metafora jest nieśmiertelna

kiepski poeta który umarł
jest kiepskim martwym poetą

nudziarz po śmierci nudzi
głupiec zza grobu
jeszcze głupstwa gada


[Z książki: Tadeusz Różewicz, Poezje zebrane, Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1971, s. 649, 650.
Po całym dniu siedzenia przy kompie (334 obrobione zdjęcia z docelowych 500, jakie mają się znaleźć w Słowniku polsko-polskim, a deadline 7 październiak, JPRDL... ), chwila z poezją... W szkole podstawowej i średniej skutecznie, aczkolwiek tymczasowo, obrzydzano mi wiersze Tadeusza Różewicza (jakkolwiek mimo wysiłków pedagogów, w przypadku twórczości Zbigniewa Herberta niejako automatycznie i samoistnie pojawiły się odruchy womitalne). Ale po latach, kiedy od  czasu do czasu sięgam po ten tom, znajduję teksty, które po tych pięciu dekadach brzmią wyjątkowo aktualnie. I mam przekonanie, że trafiają (trafiały) w sedno.
Na koniec chciałbym zaznaczyć, że te 500 fotografii, jakie znajdą się w książce prezentującej polskie imaginarium, jakie pojawia się muralach malowanych z patriotycznych motywacji, to nie aluzja do rządowego Programu 500+. Tak się po prostu złożyło. ]

poniedziałek, 25 lutego 2019

Sokółka

[Sokółka, ul. Kolejowa, 24.11.2018]

Remanentów ciąg dalszy... 

Mam taki pomysł, żeby w książce ten mural (83 metry długości!) poszedł na trzech rozkładówkach. Nawet nie musiałem specjalnie centrować kadrów, aby linie dachu i chodnika się zbiegały (choć oczywiście trochę im pomogłem). W planowanym wydawnictwie, podobnie jak w Świętej Wojnie, pojawi się też słownik, dzięki któremu łatwiej będzie można umiejscowić używane na muralach cytaty oraz hasła, czy też rozpoznać symbole lub wizerunki malowanych postaci. W książce znajdą się także informacje o autorach i sponsorach grafów, oczywiście - o ile takie dane są dostępne.

Skądinąd ciekawe jak zareagowałby Zbigniew Herbert na wieść, że cytują go na muralu działacze faszyzującej Młodzieży Wszechpolskiej (którymi są właśnie autorzy malowidła z Sokółki)? Przy całej mojej rezerwie względem dorobku autora Raportu z oblężonego miasta, nie mam wątpliwości, że kazałby im SPIER... W PODSKOKACH!

piątek, 18 maja 2018

Kompleks Anioła

Zbigniew Herbert

Miron

Mirona znałem mało raz wszedł w mój życiorys
w kolejce elektrycznej relacji Otwock-Warszawa Główna
Nawet nie powiedział cześć tylko ostro zapytał czy mam ważny bilet
Przytaknął[em] A on "To pan mi go da" Ja "A jak będzie kontrola?"
"To łupnie pan[u] mandat Ja nie mam nawet na bilet
więc skąd mam wziąć na mandat." Dałem bilet i do końca
życia będę myślał bez fałszywej skromności: zrobiło się coś dla poezji
Raz powiedziano mi że jest ciężko chory i leży na Lwowskiej 55 pierwsza oficyna
na lewo nie pukać tylko nacisnąć klamkę
wchodzę cisza siadłem na stołku który przypominał centaura-inwalidę
z pierwszej wojny światowej na oknach sine koce ciemno
Przyniosłem wszystko co potrzeba ciężko chorym
samogon w flaszce zatkanej kaczanem ostatni numer Trybuny Ludu
W powietrzu woń kapuśniaku na żeberkach [...?]
aromaty Wschodu ściślej Dworca Wschodniego
zapach zdechłego na parapecie gołębia

Żeby go rozśmieszyć palnąłem "Artur umarł - ten
akrobata metafory i administracji" "Ato dobrze,
to bardzo dobrze" - głos z siennika pod ścianą
a właściwie dwa głosy czysty jak źródło głos Mirona
chrapliwy głos Demiurga "Źle Ogolonych"
z kolczykiem zastygłego mydła za uchem
Wiem że Artur nie lubił Mirona "Zalega ze składka[mi]
nie przychodzi na zebrania i bierze stypendia
A inni harują jak osły" - Wedle stawu grobla - chciałem
powiedzieć coś mnie zatkało. A w koła roztaczała swoje zapachy
Pani Kapusta zapach zdechłego na parapecie gołębia aromaty Orientu
ściślej Dworca Wschodniego

Nigdy za życia - liczę że także potem - nie mówiliśmy o pięknie
o Panu Bogu i braku papieru
Jestem dumny że go znalem co opiszę w książce wspomnień
warto to utrwalić - bo przecież bądźmy szczerzy - nie każdy spotkał Anioła


[Nie wiem co mnie podkusiło, żeby kupić tę książkę ? Chyba właśnie wiersz o Mironie Białoszewskim, na którym tom (Zbigniew Herbert Utwory rozproszone. Rekonesans2, Wydawnictwo a5, Kraków 2017, s. 335-336) przypadkowo mi się otwarł w krakowskiej Głównej Księgarni Naukowej. Jest to jednak tekst wyraźnie w roboczej wersji... Prawdę mówiąc nigdy nie przepadałem (eufemizm) za poezją Herberta i pod tym względem książka nie sprawiła mi zawodu (eufemizm). Publikowanie rzeczy nieukończonych jest zawsze problematyczną sprawą... W kwestii motywu anioła w polskiej kulturze współczesnej, to zwykle jest to facet ze skrzydłami - vide okładka wywiadu-rzeki z Marcinem Świetlickim, zresztą przykładów można by podać więcej. Kobiety ze skrzydłami pojawiają się zdecydowanie rzadziej.]

czwartek, 20 grudnia 2012

Dlaczego klasycy?


Chyba nigdy nie przepadałem za twórczością Zbigniewa Herberta... Ale ten tytuł mi spasował do postawienia pewnej tezy. Najpierw jednak kilka zdjęć, które ściągnąłem ze strony www.shorpy.com.

[Russell Lee, Hammond Ranch general store. Chicot, Arkansas. January 1939]

[Russell Lee, Gas station. Edcouch, Texas. February 1939]

Teraz dla odmiany fotografia w ramce negatywowej.

[Russell Lee, Secondhand tires for sale at a gas station in San Marcos, Texas, March 1940]

Gdy patrzy się na te fotografie z końcówki czwartej dekady XX wieku, które powstały na zamówienie federalnej agencji o nazwie FSA, nie dziwi zupełnie pojawienie się "nowej topografii" i np. zdjęć Stephena Shore'a (nota bene jedynego autora, który przedstawił prace w kolorze na tej słynnej wystawie kuratorowanej przez Williama Jenkinsa). Nie dziwią też wcześniejsze o 10 lat serie Eda Ruschy, by przywołać jego Twentysix Abandoned Gasoline Stations lub Some Los Angeles Apartments. I spróbujmy wyobrazić sobie do czego mógł się odnosić na przełomie lat 70/80 Michał Cała, kiedy realizował swój "Śląsk". Do Bułhaka? Wańskiego? Hartwiga? Mógłby się pewnie odnieść (i byłoby to bardzo pomocne) do zdjęć Maxa Steckela czy Henryka Poddębskiego, ale nie sądzę, żeby znał wtedy wymienionych autorów...

Wróćmy do Herberta, który w trzeciej części swojego wiersza pisze:

jeśli tematem sztuki
będzie dzbanek rozbity
mała rozbita dusza
z wielkim żalem nad sobą

to co po nas zostanie
będzie jak płacz kochanków
w małym brudnym hotelu
kiedy świtają tapety

I jak najbardziej chodzi właśnie o to, co zresztą w przypadku autora "Pana Cogito" było chyba solą jego egzystencji. O "dzbanek rozbity", o "małą rozbitą duszę z wielkim żalem nad sobą", o "płacz kochanków w małym brudnym hotelu kiedy świtają tapety"...

[Russell Lee, Abandoned garage on Highway No. 2. Western North Dakota, October 1937]