Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Federico Maria Sardelli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Federico Maria Sardelli. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 grudnia 2023

Farnace król Pontu

Opera Antonio Vivaldiego z 1727 roku (premiera w weneckim Teatro Sant'Angelo), ale w tym przypadku/nagraniu jest to wersja o 11 lat późniejsza, przygotowana przez kompozytora dla teatru w Ferrarze. Jeżeli ktoś chce dokładnie ustalić kto kogo i kto z kim w tej dramma per musica, to może zajrzeć na świetną stronę dolcetormento.pl, oczywiście można też (należałoby) przeczytać libretto Antonio Marii Luchiniego. A ja będę sobie porównywać teraz w długie zimowe wieczory interpretację Diego Fasolisa z nagraniami Jordi Savalla i Federico Marii Sardellego, które mam w swojej płytotece. Widoczny poniżej album, to używka (Niemiec płakał, jak sprzedawał) z Allegro.

sobota, 7 grudnia 2019

Św. Mikołaj nie dzwoni dwa razy

Jeżeli w ogóle dzwoni? Przynosi za to np. dwa prezenty. Pierwszy od Marty, mojej żony. Drugi... ode mnie samego. I tak się chronologicznie - za przeproszeniem - składa, że obie płyty to dzieło Jordi Savalla oraz orkiestry Le Concerts de Nations (w przypadku oratorium Juditha Trioumphans dochodzi chór z La Capella Reial de Catalunya).



Historia mojej fascynacji oratorium Antonio Vivaldiego ─ opartego na biblijnej historii Judyty, która urzyna łeb Helofernesowi, dowódcy asyryjskich wojsk  i chroni swych żydowskich ziomków w oblężonej Betulii (dodajmy może jeszcze, że dekapitacja Helofernesa była tematem podejmowanym kilkakrotnie przez genialną włoską malarkę z epoki baroku Artemisię Gentileschi - jej monograficzną wystawę zaprezentuje w kwietniu londyńska Galeria Narodowa) ─ przedstawia się następująco. Latem 1988 roku pracowałem przy konserwacji polichromii w klasztorze w Hebdowie. Znajdowała się ona w pomieszczeniu dawnego refektarza, w którym w czasach gdy część klasztornych pomieszczeń wykorzystywał tamtejszy PGR, urządzono magazyn nawozów sztucznych. Chemiczne opary nie przysłużyły się trwałości malowideł na suficie, zresztą może to i dobrze, bo nie było to jakieś wielkie malarstwo. Niemniej jednak żyjąca w Anglii ziemianka z sąsiedztwa Hebdowa wyasygnował sporą kwotę w twardej walucie na zabezpieczenie polichromii. Właśnie siedziałem okrakiem na drabinie i z przyczepionego do niej wiadra nakładałem wapienną pobiałę na puste miejsca między ornamentami, kiedy z ustawionego na II Program radia (podczas pracy non stop czegoś słuchałem, bo od tej monotonii wykonywanych czynności można było ocipieć lub – uszanujmy parytet – ochujeć) buchnęły pompatyczne fanfary z intro Judithy Triuphans Antonio Vivaldiego. Muzyka zrobiła na mnie tak silne wrażenie, że mało co nie wylądowałem na betonowej posadzce tego pomieszczenia. Oszołomiony nieco dźwiękami zlazłem z drabiny i dosłuchałem audycji na stojąco, patrząc przez okno refektarza na leniwie przepływającą obok klasztoru Wisłę. Po latach zastanawiam się co to mogło być za wykonanie i przez pewien obstawiałem nagranie Nicholasa McGegana z Capellą Savaria, jednak - jak sprawdziłem teraz – realizacja ta pochodzi z 1990 roku. Więc kto? Berlińska Orkiestra Kameralna i Vittorio Negri, którzy nagrali to oratorium w 1975 roku (kilka lat temu udało mi się kupić enerdowskie wydanie Eterny na analogach)? Być może (zapewne). Na pewno nie była to interpretacja Ferenca Szekeresa z 1964 (też mam to wykonanie na LP), ponieważ w obsadzie przewidzianej wyłącznie na głosy kobiece – oratorium Vivaldiego zostało napisane dla żeńskiego zespołu Ospedale della Pietà – partie Helofernesa, Vagausa i Ozjasza zaśpiewali mężczyźni. Trudno dzisiaj dojść do tego, a i też nie mam zamiaru specjalnie drążyć tematu. Mniej więcej piętnaście lat później w sklepie Musiccorner, który mieścił się wówczas w pasażu handlowym przy Rynku Głównym 13 w Krakowie (był to prawdziwy salon muzyczny!), wypatrzyłem wykonanie The King’s Consort & Roberta Kinga, co miało tez pewien wymiar symboliczny, bo po dłuższym czasie wróciłem wtedy do słuchania klasyki. W międzyczasie udało mi się kupić wspomniane wcześniej edycje analogowe, a także kapitalną interpretację Modo Antiquo i Federico Marii Sardellego (to oczywiście nie wszystko, co posiadam w tym temacie). Na wykonanie Jordi Savalla trafiłem przez facbooka… ponieważ polubiłem kiedyś profil artysty, więc wyświetlił mi się reklamowy anons tego nagrania (przy okazji Alia Vox wciąż wydaje swoje płyty w zapisie SACD!). Sprawdziłem więc na youtubie kilka udostępnionych ścieżek i niezwłocznie skontaktowałem się z św. Mikołajem w kwestii prezentu.

środa, 26 czerwca 2019

(bądź dobry dla siebie)

Dwa wiersze Antjie Krog w przekładzie z afrikans Jerzego Kocha z książki Ciało ograbione (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017). No i takie dokładnie od pewnego czasu usposobienie... Od czego jednak jest wspaniały szczep Primitivo i sfermentowany sok z tej winorośli (należy zażyć w dużej dawce, przed spożyciem - przy takich upałach, jak ostatnio - można schłodzić). 


Dopisek z 09:26. Działanie wspomnianej powyżej substancji można wzmocnić  np. słuchając oratorium Juditha Triumphans Vivaldiego (główna bohaterka użyna łeb Holofernesowi) w wykonaniu kapitalnej orkiestry Modo Antiquo (dyrygent - Federico Maria Sardelli, soprany - Alessandra Rossi, Nicki Kennedy, Rowena Anketell, mezzosoprany - Barbara di Castri, Lucia Sciannimanico). Polecam.

A tak wygląda okładka rzeczonego CD (dopisek z 10:00).