wtorek, 9 lutego 2021

Postępy ciemności...

[Fot. Eugeniusz Wilczyk - 1978]

Bułgaria, Wielkie Tyrnowo, droga prowadząca na Carewec (Царевец), czyli twierdzę, gdzie w czasach gdy miasto było stolicą Carstwa Tyrnowskiego, znajdowały się pałace cara i prawosławnego patriarchy. Chodziłem po tym terenie z aparatem, więc pewnie robiłem tam zdjęcia, ale nic nie pamiętam, także okoliczności wykonania fotografii, na której widać mamę i naszego wyżła Passata. Poszperałem wczoraj trochę w pudłach z negatywami ojca (mam plan, żeby je przełożyć do pergaminów, uporządkować, a przy tej okazji zrobić też cyfrowe wglądówki) i kadrów, gdzie pojawiają się jakieś rodzinne sytuacje, w których brałem udział jest więcej, ale zupełnie nie pamiętam okoliczności fotografowania. Co być może wynika też z faktu, że większość tych kadrów nigdy nie została odbita na papierze w bliskim dystansie czasowym od momentu rejestracji (w ogóle nie została odbita!). Tak więc czeka mnie nieco traumatyczne odkrycie, gdy trafię w końcu na negatywy z mojej Komunii Świętej (niestety wziąłem udział w tym rytuale przejścia), z których ojciec nigdy - mimo wielokrotnych nalegań mamy, a to akurat zapamiętałem - nigdy nie zrobił odbitek. I tutaj wcale mu się nie dziwę... Wpisując tytuł wczorajszego posta nieco przestrzeliłem cytat z wiersza Początek Marcina Świetlickiego, który brzmi nie Będziemy śledzić postępy ciemności, lecz Będziemy obserwować postępy ciemności (co już poprawiłem). Więc może w roli komentarza tekst Marcina, który pochodzi z debiutanckiego tomu „Zimne kraje‟ (1993) opublikowanego w słynnej serii „fioletowej pisma bruLion, ale ponieważ nie mogłem znaleźć tego wydania, wklejam skan z edycji Lampy i Iskry Bożej, późniejszej o dziesięć lat (w zamyśle Pawła Dunin-Wąsowicza miała to być druga seria „fioletowa‟. Na okładce książki widać portret poety, namalowany przez Marcina Maciejowskiego, który w typowej dla niego wtedy stylistyce przemalował moje zdjęcie z... 1983 roku. No to teraz może chyba chwilowo zapaść kurtyna.