Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefan Kiełsznia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefan Kiełsznia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 września 2012

HERITO numer 8 (2012)




W  ósmym numerze kwartalnika "Herito" o narodach w kontekście historii i pamięci piszą m.in. Miroslav Hroch, Alexandr Lipatov, Zdzisław Najder, Robert Traba i Wojciech Wilczyk. Z Krzysztofem Czyżewskim, dyrektorem artystycznym Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016, rozmawia Joanna Sanetra-Szeliga; Agnieszka Zabłocka-Kos analizuje ideę i konkurs Muzeum Bauhausu w Weimarze; Katarzyna Jagodzińska pisze o niedoszłym warszawskim Muzeum Sztuki Współczesnej a fiasko tego projektu komentują Piotr Piotrowski i Jarosław Suchan. Refleksjami z lektur i wystaw dzielą się Maria Poprzęcka, Łukasz Galusek i Magdalena Ujma, Maciej Czerwiński i Paweł Jarosz. Numer zamykają eseje o krajobrazie Prus Wschodnich i zaginionym Królewcu Janusza Sepioła oraz o kolekcjonerach sztuki w dawnej Łodzi Dariusza Kacprzaka.

Jest już dostępna 8 edycja Herito, a w niej także tekst mojego autorstwa pt. "Czas najwyższy przypomnieć twórczość Mojżesza Worobiejczyka". Wnętrze pisma wypełniają ilustracje, będące przefotografowanymi stronami jego unikatowej książki "Ein Getto im Osten - Wilna" z 1931 roku. Polecam uwadze ten bardzo treściwy oraz świetnie graficznie opracowany numer krakowskiego kwartalnika i wklejam poniżej fragment artykułu:

(...)
Co ciekawe Mojżesz Worobiejczyk i jego dzieło nie są w naszym kraju specjalnie znani. Owszem, nazwisko Worobiejczyka pojawia się w szkicu Historia fotografii polskiej do roku 1990 Krzysztofa Jureckiego, który zamieszczony został na portalu www.culture.pl oraz w książce Janiny Struk Holocaust w fotografiach, ale informacje te ograniczają się do zdań o następującej treści: „Portrety Żydów polskich przedstawiają zdjęcia Romana Vishniaca z Warszawy z końca lat trzydziestych i Mojżesza Worobiejczyka z Wilna.” (Jurecki) oraz „Józef Kiełsznia z Lublina i Mojżesz Worobiejczyk z Wilna dokumentowali życie społeczności żydowskich w swoich miastach” (Struk). Trzeba tu od razu poczynić sprostowanie, że Kiełsznia miał na imię Stefan, a nie Józef oraz że bynajmniej nie zajmował się „dokumentowaniem życia społeczności żydowskiej w swoim mieście”. Janina Struk jako źródło tej informacji podaje wydany w 1991 album 150 lat fotografii polskiej, opracowany przez redaktorów nieistniejącego już wtedy kwartalnika „Fotografia”, a właśnie na łamach tego pisma, w numerze 3–4 (49–50) z 1988 roku ukazał się najobszerniejszy jak dotąd artykuł o Worobiejczyku autorstwa Jerzego Tomaszewskiego.

W tekście Mojżesz Worobiejczyk, zapomniana karta historii fotografii Tomaszewski podaje obszerne informacje o autorze Ein Getto in Osten – Wilna, zaś ilustracjami do jego tekstu jest kilka skserowanych stron z wileńskiego albumu. Dzisiaj zawarte tam dane biograficzne moglibyśmy znaleźć w Internecie, trzeba jednak pamiętać, że wspomniany tekst powstał na osiem lat przed udostępnieniem sieci szerokiemu gronu odbiorców. Coraz szybszy i bardziej dostępny Internet niewiele jednak zmienił w tej sprawie; 24 lata po opublikowaniu artykułu w „Fotografii” znajomość dokonań Worobiejczyka w naszym kraju prezentuje prawie ten sam, czyli niemal zerowy poziom. A przez te lata coś się jednak wydarzyło, na przykład w roku 2004 wydawnictwo Steidl wypuściło na rynek wznowienie drugiego albumu Worobiejczyka Paris, książki wydanej także w 1931, a opatrzonej przedmową… Ferdnanda Légera. Reedycja ta nosi tytuł Ci-Contre – 110 Photos by Moï Ver, zaś zdjęcia z książki (dokładniej: fotomontaże) pokazywane były zimą 2004/2005 w Pinakothek der Moderne w Monachium. 
(...)


Mojżesz Worobiejczyk, z książki Ein Getto im Osten - Wilna (1931)

piątek, 6 lipca 2012

HERITO numer 7 (2012)


Już jest!!!


A wewnątrz m.in. mój tekst o albumach: Stefana Kiełszni „Ulica Nowa 3” i Maxa Kirnbergera „Fotografie getta: Lublin 1940”.

(…)
Publikacja obu albumów nie była specjalnie komentowana w mediach. Owszem, Fotografie getta otrzymały nagrodę Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek, lokalna lubelska prasa informowała o spotkaniach promocyjnych, ale próżno by szukać jakichś analiz materiału zawartego w obu wydawnictwach. Jest to dziwne, bo w przypadku prac Kirnbergera mamy jednak do czynienia z okiem zwycięzcy w wojnie i okupanta, więc zanim nazwie się jego fotografie „autentycznym fotoreportażem” (jak uczynił to prof. Tadeusz Radzik, nieżyjący już kierownik zakładu historii najnowszej UMCS), warto by się najpierw zastanowić, jakie były uwarunkowania wyboru motywów i sposobu ich prezentacji. Archiwum Kirnbergera, pozostające obecnie w posiadaniu Deutsches Historisches Museum, udostępnione zostało szerszemu gronu odbiorców przez tę właśnie instytucję. Sam autor (zmarły w 1983 r.) zdjęć z gett w Lublinie, Izbicy, Rzeszowie i Zamościu, a także fotografii z przedwojennych nazistowskich parad i parteitagów, nigdy nie zdecydował się na prezentację swoich diapozytywów, a przecież miał chyba rozeznanie, po procesie norymberskim, po późniejszych o dekadę rozprawach załóg Treblinki i Einsatzgruppen, po uprowadzeniu Adolfa Eichmanna i jego procesie w Tel Awiwie, jak ważnym zapisem dysponuje.

W przypadku fotografii Stefana Kiełszni lista problemów jest dłuższa. Przede wszystkim pojawia się pytanie o polski dokument fotograficzny sprzed 1939 roku, a ściślej rzecz ujmując o jego… zagadkową nieobecność. Czy więc wykonane w 1934 roku na lubelskim podzamczu zdjęcia żydowskich sklepów i firm, dom po domu, ulica po ulicy, należy uznać za prekursorski zapis w historii fotografii polskiej? Na pewno tak! Pozostają jednak pytania, dlaczego autor fotografii tak długo zwlekał z ich prezentacją, a później lekką ręką udostępniał swoje negatywy komu popadnie, co doprowadziło do istotnego rozproszenia kolekcji? Czym tak naprawdę się kierował, przystępując do pracy w 1934 roku, to znaczy w momencie – zgodnie z danymi z jego biografii – jego początków w tej dziedzinie? Materiał ujawniony przez Kiełsznię w 1977 roku ma wszystkie cechy świadomego działania artystycznego, jednakże nie wpłynął on zasadniczo na jego późniejszą działalność fotograficzną i właściwie przez niego samego nigdy nie został wyczerpująco skomentowany.
(…)

środa, 4 kwietnia 2012

„Pamarańczarka” z Lublina


Siedzę właśnie nad tekstem o albumie Stefana Kiełszni „Ulica Nowa 3” do kolejnego numeru Herito. Przeglądam tę arcyciekawą książkę, w której znalazły się fotografie, wykonane przed wojną na ulicach „żydowskiego miasta” w Lublinie i na stronie o sygnaturze SK_121 znalazłem następujące zdjęcie...

Stefan Kiełsznia, ul. Kowalska 3, lublin lata 30.

Na którym postać stojąca przy lewym brzegu kadru, wykazuje pewne wizualne pokrewieństwo z wcześniejszym o ok. 60 lat obrazem Aleksandra Gierymskiego, znanym pod bezpieczną nazwą „Pomarańczarka”. Jednak bardziej prawidłowy tytuł tego płótna to „Żydówka z pomarańczami”... (i w ten sposób, wspomniane chwilę wcześniej pokrewieństwo staje się jasne i oczywiste). Obrazem, który zaginał w czasie wojny, tzn. został zrabowany przez okupanta i całkiem niedawno pojawił się w ofercie domu aukcyjnego Eva Aldag w Buxtehude, po czym po interwencji Ministrestwa Kultury i spisaniu ugody z właścicielem płótna (obejmującej rekompensatę finansową), wrócił do kolekcji warszawskiego Muzeum Narodowego.

Aleksander Gierymski,   Żydówka z pomarańczami  , 1881 (fotografia ze strony internetowej domu aukcyjnego Kunst & Auktionhaus Eva Aldag w Buxtehude)

Tak w ogóle, to Gierymski przynajmniej trzykrotnie malował ten motyw. W Kolekcji Muzeum Śląskiego w Katowicach znajduje się wariant tego obrazu  (czy też tzw. szkic olejny?) pt. „Żydówka z cytrynami”.

Aleksander Gierymski,   Żydówka z cytrynami , 1881, Muzeum Śląskie w Katowicach