Pisze erudycyjnie i z sensem o tym projekcie, nad którym pracowałem ćwierć wieku temu... Polecam więc wszystkim ten tekst, w ogóle cały najnowszy numer Herito, tym bardziej, że CZARNO-BIAŁY ŚLĄSK nie miał jakoś specjalnego szczęścia do wnikliwych recenzentów ;) Jak tylko Herito udostępni esej w domenie publicznej, to go tutaj wkleję. Szczególnie polecam jedank wersję papierową, ponieważ tekstowi Łukasza towarzyszy dziesięć fotografii, specjalnie przygotowanych przez mnie do tej publikacji. Zdjęcia wyglądają tak, jak powinny wyglądać (zeskanowałem negatywy i obrobiłem potem pliki do monochromatycznego CMYK-a), w przeciwieństwie do tego, jak zostały wydrukowane w albumie, wydanym dwadzieścia jeden lat temu przez Górnośląskie Centrum Kultury i Galerię Zderzak. Może pora pomyśleć o wersji rozszerzonej tej książki (znacznie rozszerzonej) i z nowym layoutem (Jan Michalski nie jest/nie był orłem w projektowaniu publikacji).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herito. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herito. Pokaż wszystkie posty
piątek, 6 czerwca 2025
niedziela, 25 lipca 2021
Bastion „Król‟
[Kostrzyń nad Odrą - 21.7.2021]
W świetnej książce Odra_Rhein_Oder_Ren André Köhlera, na zdjęciu przedstawiającym ów bastion dawnej Festung Küstrin, widać na jego narożniku stojącą radziecką armatę dywizyjną ZiS-3, zza której wyłania się obelisk z pięcioramienną gwiazdą. W tamtym czasie (rok 2006) mieścił się tam jeszcze cmentarz żołnierzy Armii Czerwonej, kryjący mogiły 264 żołnierzy, którzy polegli w lutym/marcu 1945 podczas walk nad Odrą. Kiedy kilka lat później pod pretekstem prac zabezpieczeniowych przy fortyfikacji (na powyższym kadrze widać, że bastion nie jest w najlepszym stanie), postanowiono cmentarz przenieść - oczywiście przy akompaniamencie protestów Ambasady Federacji Rosyjskiej - okazało się jednak, że groby sa puste...
Obszerny zestaw zdjęć z terenu starego miasta w Kostrzyniu nad Odrą, pojawi się w najnowszej edycji kwartalnika Herito. Stay tuned!
środa, 21 czerwca 2017
O "Šumperáku" Tomáša Pospěcha
w najnowszym Herito (nr 26, 2017), które tematycznie poświęcone jest jednak Węgrom. Bardzo ciekawe teksty, polecam i zapraszam do lektury!
Licznik bloga nieuchronnie zbliża się do liczby 700 000 odwiedzin... Więc może pora na małą przerwę?
---
Uzupełnienie z 17:31. Trafić akurat w taką liczbę statystyczną... Przypadek? Nie sądzę!
wtorek, 21 lutego 2017
Oczekiwanie
Kraina Książek wysłała mi rano maila, że przesyłka z
Hungarian Cubes została dostarczona do DPD. Więc można się spodziewać, że
dotrze do mnie pojutrze (a może już jutro?). Fajnie.
Na moim ulubionym portalu plotkarskim Nikon Rumors
opublikowano zdjęcia nowego zooma sigmy z serii art: 24-70mm f/2.8. Też fajnie,
bo myślałem o kupnie czegoś ostro rysującego w tym zakresie ogniskowych. Więc
jeżeli testy wypadną pomyślnie, a cena nie będzie z sufitu, to czemu nie?
Prawdę mówiąc celowałem w starą wersję nikkora, tą ostrzejszą i bez
stabilizacji.
Miałem się wybrać na zdjęcia w tym tygodniu, ale
rozłożyła mnie jakaś francowata infekcja. Niefajnie. To nic specjalnego, ale
mając w perspektywie podróż za ocean wolę uważać. Do tego leje, podwójnie
niefajnie.
Ale jest dość ciepło (w Krakowie). Fajnie. Było trochę
wiatru, więc przewiało tymczasowo smog (ludożerka też mniej hajcuje tym miałem
węglowym w domach). Fajnie. Właściwie mam już napisany tekst o Šumperáku dla Herito.
Bardzo fajnie. Jakkolwiek jest też dużo spraw, których nie zrobiłem/załatwiłem
(niefajnie).
Ale zaraz, zaraz, jest też coś megafajnego. Wydrukowałem
umowę z wydawnictwem, podpisałem i wysłałem. Książka oficjalnie ujrzy światło
dzienne pod koniec marca, jakakolwiek w sieci można już tu i ówdzie znaleźć jej
zapowiedzi. Więcej szczegółów niebawem.
Oglądam sobie Churches Davida Spero i muszę powiedzieć,
że jest to świetna rzecz. Chociaż chyba album się zbyt dobrze nie sprzedawał...
Od publikacji minęło 10 lat, a książkę ciągle i bez specjalnych problemów można
kupić. Co oczywiście nie rzutuje negatywnie na to wydawnictwo (jeżeli już, to
raczej na tych niezainteresowanych...). Parametr czy też wymóg
"oglądalności", który pojawił się w przypadku działań artystycznych w
słodkich latach '90 jest grubym nieporozumieniem!
piątek, 17 lutego 2017
Węgierskie kostki
Czyli projekt, a zarazem też książka niemieckiej artystów wizualnej Kathariny Roters. Na Hungarian Cubes trafiłem przypadkowo, szukając materiałów dotyczących czechosłowackich domów jednorodzinnych typu "V", znanych pod popularną nazwą šumperák. Ponieważ piszę dla Herito recenzję albumu Tomáša Pospěcha, który poświęcony jest temu właśnie budynkowi zaprojektowanemu przez Josefa Vaňka (pierwszy taki obiekt powstał dla byłego dyrektora szpitala w Šumperku, stąd nazwa), więc postanowiłem się nieco rozejrzeć w googlach. Zdjęcia Kathariny Roters wydały mi się być interesujące, więc znalazłem w sieci jej album i go zamówiłem. Pojawiająca się w tytule rzeczonej książki "kostka", to słowo obecne także w nazwie rodzimego projektu poświęconego architekturze jednorodzinnej z czasów realnego socjalizmu, a mam tu na myśli serię Łukasza Skąpskiego Szara kostka/Grey Cube. Wygląda na to, że zarówno Skąpski, jak i niemiecko-węgierski duet niemal równolegle wykonali podobne tematycznie przedsięwzięcia (gdy będę miał już album, to sprawdzę jakie są ramy czasowe realizacji Hungarian Cubes). Ale zanim książka do mnie trafi, trochę fotografii z sieci.
czwartek, 2 lutego 2017
czwartek, 1 grudnia 2016
O "Kościołach, kościołach" Lukáša Jasansky'ego i Martina Poláka w najnowszym Herito (Nr 24)
Może coś widać (a może nie?), może (na pewno!) warto kupić najnowszą edycję krakowskiego kwartalnika Herito.
środa, 21 września 2016
Zabłocie cd.
[Kraków, ul. Zabłocie, maj 1985]
Ulica ta sama, sprzęt także.
Wydaje mi się, że właśnie to zdjęcie poszło do Herito.
Budynki widoczne po prawej stronie już nie istnieją.
Ktoś pamięta, kiedy konne platformy zniknęły z ulic Krakowa?
poniedziałek, 19 września 2016
Zabłocie
[Kraków, ul. Zabłocie, maj 1985]
Porządkując foldery na zewnętrznym dysku trafiłem na skan tego negatywu.
Z tego co pamiętam, to widoczne wyżej zdjęcie zrobione zostało Zenitem TTL + Helios 58mm f/2 + film Foto 65.
Ponad 31 lat temu...
Budynków składnicy węgla, które widać w kadrze nie ma już od dobrych dwóch dekad. Niedokończony wieżowiec na drugim planie (miał się on stać Pałacem Prasy w Krakowie), to teraz tzw. błękitek przy Rondzie Kotlarskim.
Fotografia miała być wykorzystana kilka lat temu w kwartalniku Herito, ale czy do tego doszło? No właśnie, nie wiem...
czwartek, 3 kwietnia 2014
Leipzig-Plagwitz, 1990/1991
Skończyłem właśnie pisanie tekstu o albumie Odra_Rhein_Oder_Ren André Köhlera dla Herito, skoczyłem więc dla releksu na Facebooka, a tam wiadomość od Louisa Volkmanna z linkiem do strony Haralda Kirschnera... Oglądam portfolio i piszę mu, że te zdjęcia z Plagwitz z tymi liniami kolejowymi, to już chyba gdzieś widziałem. A Louis na to, żebym nie mylił ich ze fotografiami Petera Theieme... (nie znałem wcześniej). No to wklejam poniżej te tory dla przyjmności oka, a jak kto chce, to i dla kontemplacji (bo się nadają!).
Harald Kirschner, z cyklu Leipzig-Plagwitz, 1990/1991
Harald Kirschner, z cyklu Leipzig-Plagwitz, 1990/1991
Peter Thieme, z serii Plagwitz - Giesserstrasse, 1990
Peter Thieme, z serii Plagwitz - Industriegleis an der Karl-Heine-Strasse, 1991
poniedziałek, 24 lutego 2014
Faust i Herito
Na niemieckim portalu www.faust-kultur.de przy okazji wystawy War hiereine Synagoge? Synagogenbauten in Polen w Kraszewski-Museum w Dreźnie ukazał się artykuł dr Stefany Sabin, poświęcony projektowi Niewinne oko nie istnieje. Zapraszam do lektury!
W najnowszym kwartalniku Herito (nr 13/2013) natomiast można przeczytać mój szkic Po co tworzyć fotograficze "archiwum rzeczywistości"?, którego tematem są zdjęcia, jakie można oglądać w albumach Vor Ort Ost. Eine Sammlung Topografisher Fotografien Ostdeutschlands (Hatje Canz Verlag, Leipzig 1997) oraz Stadt Land Ost (Hatje Canz Verlag, Leipzig 2001), będące efektem planowo sporządzanej dokumentacji wschodnich landów przez grupę kilkunastu fotografów, finansowanych przez koncern VNG (o czym kilkakrotnie pisałem na hiperrealizmie).
Wspomniany tekst nie powstałby bez niemieckiego fotografa Louisa Volkmanna, ponieważ to on sprezentował mi pierwszą z wymienionych książek, a potem wyszukał dla mnie w tamtejszych antykawriatach kolejne publikacje z tej "serii". Wielkie Dzięki Louis!
Zapraszam więc wszystkich do lektury nowego, bardzo interesującego numeru Herito, który poświęcony jest - jak głosi zajawka na okładce - konfliktom pamięci.
A poniżej wklejam dla zachęty fragment mojego tekstu:
Dokumentalne zdjęcia zgromadzone w tomie Vor Ort, które w Polsce zarówno przeciwnicy jak i admiratorzy tego rodzaju obrazowania mają zwyczaj określać czasem mianem „nudnej fotografii”, wydają się rodzajem rejestracji rzeczywistości, który dostępny jest każdemu użytkownikowi kamery fotograficznej. I o ile same techniczne uwarunkowania procesu zapisu obrazu są dość łatwe do opanowania (czy wręcz banalnie proste, szczególnie po cyfrowej rewolucji, która przeorała to medium), o tyle decyzja o wykonania zdjęcia w konwencji werystycznej nie jest wcale czymś oczywistym. Warto tutaj zaznaczyć, że kolekcja fotografii zgromadzona przez VNG ma charakter unikatowy i to nie tylko w Niemczech, gdzie w sztukach wizualnych żywe są przecież tradycje realistycznego obrazowania spod znaku Neue Sachlichkeit. tak kompleksowych zapisów nie zrealizowano w innych państwach byłego bloku wschodniego. Procesy transformacyjne, które zaszły na tych terenach i doprowadziły do poważnego przemeblowania krajobrazu, czemu towarzyszyły przecież silne społeczne zwirowania, nie były konsekwentnie dokumentowane.
Dokumentalne zdjęcia zgromadzone w tomie Vor Ort, które w Polsce zarówno przeciwnicy jak i admiratorzy tego rodzaju obrazowania mają zwyczaj określać czasem mianem „nudnej fotografii”, wydają się rodzajem rejestracji rzeczywistości, który dostępny jest każdemu użytkownikowi kamery fotograficznej. I o ile same techniczne uwarunkowania procesu zapisu obrazu są dość łatwe do opanowania (czy wręcz banalnie proste, szczególnie po cyfrowej rewolucji, która przeorała to medium), o tyle decyzja o wykonania zdjęcia w konwencji werystycznej nie jest wcale czymś oczywistym. Warto tutaj zaznaczyć, że kolekcja fotografii zgromadzona przez VNG ma charakter unikatowy i to nie tylko w Niemczech, gdzie w sztukach wizualnych żywe są przecież tradycje realistycznego obrazowania spod znaku Neue Sachlichkeit. tak kompleksowych zapisów nie zrealizowano w innych państwach byłego bloku wschodniego. Procesy transformacyjne, które zaszły na tych terenach i doprowadziły do poważnego przemeblowania krajobrazu, czemu towarzyszyły przecież silne społeczne zwirowania, nie były konsekwentnie dokumentowane.
Fotografie zebrane w albumie Vor Ort wyróżnia
swoiste „zawieszenie osądu”, zdefiniowane przez Williama Jenkinsa w kurtorskiej
przedmowie do słynnej wystawy New
Topographics: Photographs of a ManAltered Landscape (pokazywanej w Georg
Eastman Hause w 1975 roku) w następujący sposób: „Fotografowie dokładają
wszelkich starań, aby w ich prace nie wkradł się choćby najdrobniejszy ślad
osądu czy komentarza”. Przymiotnik „topograficzny” użyty jako określenie charakteru
fotografii, pojawia się więc w tytule tej publikacji nieprzypadkowo, bo obok
przywołanej wcześniej Nowej Rzeczowości to właśnie zdjęcia „nowych topografów” są
tutaj płaszczyzną odniesienia. Powstrzymywanie się od wydawania sądów w trakcie
rejestrowania miejskich lub przemysłowych krajobrazów byłej NRD ma też swój
wymiar praktyczny. W powszechnym odbiorze takie tereny (dotyczy to także innych
państw dawnego bloku wschodniego) są przede wszystkim „brzydkie” i „naznaczone komunizmem”.
Jeżeli popatrzymy na zdjęcia rodzimych fotoreporterów, którzy fotografowali
schyłek PRLu oraz czasy politycznej transformacji, to raczej nie dowiemy się z
nich, jak wyglądał miejski, wiejski czy industrialny krajobraz. Działo się tak
nie tylko dlatego, że wizualnym odniesieniem dla krajowych fotografów była
zwykle anachroniczna estetyka prac Jana Bułhaka, ale także dlatego że – tu mrugniecie
okiem „prawdziwe życie jest (było) gdzie indziej”.
czwartek, 5 września 2013
NEW TOPOGRAPHICS - WSTĘP
Siedzę i piszę tekst (do następnego Herito) poświęcony przedsięwzięciu o nazwie Eine Sammlung Topohrafischer Fotografien in Ostdeutschland, posiłkując się przy tej robocie studiowaniem albumu New Topographics, który życzliwie udostępnił mi Krzysztof Eberle (DZIĘKI!). To edycja Steidla z 2010 roku, w której umieszczono też na końcu książki reprodukcje stron oryginalnego katalogu wystawy New Topographics. Photographs of a Man-altered Landscape, pokazywanej w International Museum of Photography at George Eastman House w Rochester w roku 1975. I jest to bardzo wciągająca lektura - tego jak wyglądała ta publikacja oraz samego kuratorskiego tekstu Williama Jenkinsa (który - co ciekawe - nie został przedrukowany w tej albumie Steidla...). A ponieważ proponowana w nim kategoria "bezstylowości" bywa przywoływana przez komentatorów fotografii w Polsce i zazwyczaj w negatywnym raczej znaczeniu, warto poznać jak ją rozumiał sam Jennkins i do kogo się odwoływał:
[skany z albumu New Topographics, Steidl Publishers and Center for Creative Photography in cooperation with George Eastmann House, 2010, str. 250]
czwartek, 22 sierpnia 2013
Milczenie wokół "6 mètres avant Paris"
to tytuł mojej recenzji kapitalnego albumu Eustachego Kossakowskiego w najnowszym jedenastym wydaniu kwartalnika Herito. Dla zachęty wklejam poniżej fragment tekstu i zachęcam do lektury pisma, które w tej edycji zawiera materiały (bardzo ciekawe zresztą) poświęcone głównie Republice Chorwacji.
[Herito nr 11 (2013) str 160-167]
(...) Nie
sposób omawiać 6 mètres avant Paris, nie odnosząc się do portretów Paryża,
które powstawały od momentu wynalezienia przez Niépce’a i Daguerre’a metody
fotograficznej rejestracji obrazu. Gdy przypomnimy sobie fotografie zabytkowych
budynków wykonane w połowie XIX wieku w ramach Mission Héliographique, nieco
późniejsze „widoki administracyjne” zarejestrowane w czasie przebudowy miasta
przez Georges’a Haussmanna, tworzoną przez prawie cztery dekady dokumentację
Eugène’a Atgeta, nocne zdjęcia Brassaïa czy uliczne kadry Henriego
Cartier-Bressona i André Kertésza (by poprzestać na autorach najbardziej
znanych czy też popularnych widoków miasta na rzeką Seine), widzimy, jak
odmienne i nowatorskie było spojrzenie oraz działanie Kossakowskiego.
Oczywiście – w jego podejściu sporo jest też ironii czy sarkazmu świeżego
imigranta, niepewnego przedłużenia wizy pobytowej i poruszającego się po
mieście najtańszą metodą per pedes. Sfotografowany przez Kossakowskiego w 1971
roku Paryż, otoczony wówczas jeszcze nimbem „kulturalnej stolicy świata”,
ukazuje nam swe dojmująco banalne oblicze.
[Herito nr 11 (2013) str 160-167]
Wróćmy jednak do samej metody pracy autora 6 mètres avant
Paris. Jeżeli jego zdjęcia zestawić z fotografiami pokazanymi na słynnej i
wpływowej ekspozycji New Topographics: Photographs of a Man-Altered Landscape
Williama Jenkinsa, gdzie oglądać można było prace takich autorów jak (między
innymi) Robert Adams, Lewis Baltz, Bernd i Hilla Becher, Frank Gohlke czy
Stephen Shore, to dostrzeżemy zadziwiające podobieństwa w wyborze motywów i
sposobie prezentacji zurbanizowanego krajobrazu. Jednak wystawa Jenkinsa zaprezentowana
została w Muzeum Fotografii George Eastman House w styczniu 1975 roku, czyli
niespełna cztery lata po 6 metrów przed Paryżem w Musée des Arts Decoratifs.
Kierując się własną wizualną intuicją, podrasowaną zapewne przez obserwacje
konceptualnych działań artystów Galerii Foksal (których akcje dokumentował
przed wyjazdem z kraju) oraz widoczną przekorą wobec „artystycznych” – w
popularnym odbiorze – konwencji obrazowania, Kossakowski w swoim sposobie
prezentacji tematu „Paryż” zdecydował się na weryzm mogący nasuwać skojarzenia
z dadaistycznym ready made z lat dwudziestych XX wieku lub pokrewnymi mu i
późniejszymi o trzy dekady serigrafiami, na których możemy oglądać wypadek
ambulansu pogotowia ratunkowego lub (bez specjalnej różnicy) puszkę z zupą
pomidorową. (...)
środa, 24 października 2012
zdjęcie ze stylem ;-)
Kosów Lacki, synagoga, data... a czy to ważne?
Teraz muszę jeszcze (ale w wolnym czasie) wyszopować - by użyć terminu Roberta Koniecznego, skądinąd ciekawego architekta - tę niepotrzebną tutaj kałużę, która swą nachalną kałużowatością nic nie wnosi, a w styl godzi. No i kundelka po prawej, co swą kundlowatość niepotrzebnie prezentuje.
-------
Z innej beczki. Jutro w MPiKu w Krakowie na Rynku Głównym o 17:00, przy okazji promocji ósmego numeru Herito, Justyna Nowicka (Radio Kraków) będzie rozmawiać z Agatą Wąsowską-Pawlik (Herito) oraz ze mną o najnowszej edycji kwartalnika. A więc także o fenomenalnych fotografiach Mojżesza Worobiejczyka, na którego temat napisałem tekst do obecnego wydania krakowskiego pisma. Jak kto na miejscu i ma potrzebę, to SERDECZNIE ZAPRASZAM!
-------
Z innej beczki. Jutro w MPiKu w Krakowie na Rynku Głównym o 17:00, przy okazji promocji ósmego numeru Herito, Justyna Nowicka (Radio Kraków) będzie rozmawiać z Agatą Wąsowską-Pawlik (Herito) oraz ze mną o najnowszej edycji kwartalnika. A więc także o fenomenalnych fotografiach Mojżesza Worobiejczyka, na którego temat napisałem tekst do obecnego wydania krakowskiego pisma. Jak kto na miejscu i ma potrzebę, to SERDECZNIE ZAPRASZAM!
piątek, 21 września 2012
HERITO numer 8 (2012)
W ósmym numerze kwartalnika "Herito" o narodach w kontekście historii i pamięci piszą m.in. Miroslav Hroch, Alexandr Lipatov, Zdzisław Najder, Robert Traba i Wojciech Wilczyk. Z Krzysztofem Czyżewskim, dyrektorem artystycznym Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016, rozmawia Joanna Sanetra-Szeliga; Agnieszka Zabłocka-Kos analizuje ideę i konkurs Muzeum Bauhausu w Weimarze; Katarzyna Jagodzińska pisze o niedoszłym warszawskim Muzeum Sztuki Współczesnej a fiasko tego projektu komentują Piotr Piotrowski i Jarosław Suchan. Refleksjami z lektur i wystaw dzielą się Maria Poprzęcka, Łukasz Galusek i Magdalena Ujma, Maciej Czerwiński i Paweł Jarosz. Numer zamykają eseje o krajobrazie Prus Wschodnich i zaginionym Królewcu Janusza Sepioła oraz o kolekcjonerach sztuki w dawnej Łodzi Dariusza Kacprzaka.
Jest już dostępna 8 edycja Herito, a w niej także tekst mojego autorstwa pt. "Czas najwyższy przypomnieć twórczość Mojżesza Worobiejczyka". Wnętrze pisma wypełniają ilustracje, będące przefotografowanymi stronami jego unikatowej książki "Ein Getto im Osten - Wilna" z 1931 roku. Polecam uwadze ten bardzo treściwy oraz świetnie graficznie opracowany numer krakowskiego kwartalnika i wklejam poniżej fragment artykułu:
(...)
Co ciekawe Mojżesz Worobiejczyk i jego dzieło nie są w naszym kraju specjalnie znani. Owszem, nazwisko Worobiejczyka pojawia się w szkicu Historia fotografii polskiej do roku 1990 Krzysztofa Jureckiego, który zamieszczony został na portalu www.culture.pl oraz w książce Janiny Struk Holocaust w fotografiach, ale informacje te ograniczają się do zdań o następującej treści: „Portrety Żydów polskich przedstawiają zdjęcia Romana Vishniaca z Warszawy z końca lat trzydziestych i Mojżesza Worobiejczyka z Wilna.” (Jurecki) oraz „Józef Kiełsznia z Lublina i Mojżesz Worobiejczyk z Wilna dokumentowali życie społeczności żydowskich w swoich miastach” (Struk). Trzeba tu od razu poczynić sprostowanie, że Kiełsznia miał na imię Stefan, a nie Józef oraz że bynajmniej nie zajmował się „dokumentowaniem życia społeczności żydowskiej w swoim mieście”. Janina Struk jako źródło tej informacji podaje wydany w 1991 album 150 lat fotografii polskiej, opracowany przez redaktorów nieistniejącego już wtedy kwartalnika „Fotografia”, a właśnie na łamach tego pisma, w numerze 3–4 (49–50) z 1988 roku ukazał się najobszerniejszy jak dotąd artykuł o Worobiejczyku autorstwa Jerzego Tomaszewskiego.
W tekście Mojżesz Worobiejczyk, zapomniana karta historii fotografii Tomaszewski podaje obszerne informacje o autorze Ein Getto in Osten – Wilna, zaś ilustracjami do jego tekstu jest kilka skserowanych stron z wileńskiego albumu. Dzisiaj zawarte tam dane biograficzne moglibyśmy znaleźć w Internecie, trzeba jednak pamiętać, że wspomniany tekst powstał na osiem lat przed udostępnieniem sieci szerokiemu gronu odbiorców. Coraz szybszy i bardziej dostępny Internet niewiele jednak zmienił w tej sprawie; 24 lata po opublikowaniu artykułu w „Fotografii” znajomość dokonań Worobiejczyka w naszym kraju prezentuje prawie ten sam, czyli niemal zerowy poziom. A przez te lata coś się jednak wydarzyło, na przykład w roku 2004 wydawnictwo Steidl wypuściło na rynek wznowienie drugiego albumu Worobiejczyka Paris, książki wydanej także w 1931, a opatrzonej przedmową… Ferdnanda Légera. Reedycja ta nosi tytuł Ci-Contre – 110 Photos by Moï Ver, zaś zdjęcia z książki (dokładniej: fotomontaże) pokazywane były zimą 2004/2005 w Pinakothek der Moderne w Monachium.
(...)
poniedziałek, 16 lipca 2012
Mojżesz Worobiejczyk „Ein Ghetto im Osten – Wilna”
Opisywana post wcześniej „historia palca” sprawiła, że na kilka dni wypadłem z obiegu i teraz muszę nadrabiać zaległości (jest lepiej, natomiast co do podobieństwa głównego bohatera do charakteryzacji stosowanej w „Nocy żywych trupów” - bez zmian...). No więc siedzę i kończę tekst o Mojżeszu Worobiejczyku dla Herito. Ze sporą przyjemnością, bo i autor i jego zdjęcia oraz fotomontaże z dzielnicy żydowskiej w Wilnie (1929), to prawdziwa rewelacja! I ciekawe jest też to, że Worobiejczyk, występujący także pod artystycznym pseudonimem Moï Ver, nie jest jakoś specjalnie w naszym kraju znany... A trzeba np. wiedzieć (tzn. wypadałoby), że w roku 1931 szwajcarsko-niemieckie wydawnictwo Orell Füssli Verlag w swojej popularnej i wysokonakładowej serii schaubüchów wydało albumik pt. „Ein Ghetto in Osten – Wilna”, gdzie znalazło się 65 fotografii i fotomontaży Worobiejczyka, zaś wstęp do tej publikacji wyszedł spod pióra nie byle kogo, a Zalmana Shneoura, poety oraz prozaika piszącego po hebrajsku i w jidysz (a w tamtym czasie przeżywającego prawdziwy szczyt popularności za sprawą publikacji krótkich opowiadań na łamach, wydawanego w jidysz nowojorskiego dziennika Forverts). Poniżej okładka tego niezwykłego wydawnictwa:
piątek, 6 lipca 2012
HERITO numer 7 (2012)
Już jest!!!
A wewnątrz m.in. mój tekst o albumach: Stefana Kiełszni „Ulica Nowa 3” i Maxa Kirnbergera „Fotografie getta: Lublin 1940”.
(…)
Publikacja obu albumów nie była specjalnie komentowana w mediach. Owszem, Fotografie getta otrzymały nagrodę Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek, lokalna lubelska prasa informowała o spotkaniach promocyjnych, ale próżno by szukać jakichś analiz materiału zawartego w obu wydawnictwach. Jest to dziwne, bo w przypadku prac Kirnbergera mamy jednak do czynienia z okiem zwycięzcy w wojnie i okupanta, więc zanim nazwie się jego fotografie „autentycznym fotoreportażem” (jak uczynił to prof. Tadeusz Radzik, nieżyjący już kierownik zakładu historii najnowszej UMCS), warto by się najpierw zastanowić, jakie były uwarunkowania wyboru motywów i sposobu ich prezentacji. Archiwum Kirnbergera, pozostające obecnie w posiadaniu Deutsches Historisches Museum, udostępnione zostało szerszemu gronu odbiorców przez tę właśnie instytucję. Sam autor (zmarły w 1983 r.) zdjęć z gett w Lublinie, Izbicy, Rzeszowie i Zamościu, a także fotografii z przedwojennych nazistowskich parad i parteitagów, nigdy nie zdecydował się na prezentację swoich diapozytywów, a przecież miał chyba rozeznanie, po procesie norymberskim, po późniejszych o dekadę rozprawach załóg Treblinki i Einsatzgruppen, po uprowadzeniu Adolfa Eichmanna i jego procesie w Tel Awiwie, jak ważnym zapisem dysponuje.
W przypadku fotografii Stefana Kiełszni lista problemów jest dłuższa. Przede wszystkim pojawia się pytanie o polski dokument fotograficzny sprzed 1939 roku, a ściślej rzecz ujmując o jego… zagadkową nieobecność. Czy więc wykonane w 1934 roku na lubelskim podzamczu zdjęcia żydowskich sklepów i firm, dom po domu, ulica po ulicy, należy uznać za prekursorski zapis w historii fotografii polskiej? Na pewno tak! Pozostają jednak pytania, dlaczego autor fotografii tak długo zwlekał z ich prezentacją, a później lekką ręką udostępniał swoje negatywy komu popadnie, co doprowadziło do istotnego rozproszenia kolekcji? Czym tak naprawdę się kierował, przystępując do pracy w 1934 roku, to znaczy w momencie – zgodnie z danymi z jego biografii – jego początków w tej dziedzinie? Materiał ujawniony przez Kiełsznię w 1977 roku ma wszystkie cechy świadomego działania artystycznego, jednakże nie wpłynął on zasadniczo na jego późniejszą działalność fotograficzną i właściwie przez niego samego nigdy nie został wyczerpująco skomentowany.
(…)
piątek, 29 czerwca 2012
HERITO numer 6 (2012)
A w środku mój tekst „Wschodnie pogranicze w sepii lub bez” o albumach Henryka Poddębskiego i Zofii Chomętowskiej. Numer ukazał się jakoś pod koniec kwietnia, ale redakcja nieco zwlekała z aktualizacją swojej strony internetowej, więc stąd też moja mała zwłoka.
Lada chwila światło dzienne ujrzy kolejny numer krakowskiego kwartalnika, gdzie w tekście „Dokumentaliści mimo woli” piszę o zdjęciach (i albumach, świetnych!) Stefana Kiełszni oraz Maxa Kirnbergera.
(…)
Już sam układ albumu, którego części odpowiadają podziałowi przedwojennych wschodnich województw, już sam tytuł wysuwający na plan pierwszy sfotografowane terytorium, a nie autora zdjęć, sprawiają, że szansa zaprezentowania Henryka Poddębskiego, jako wybitnego fotografa została niniejszym częściowo pogrzebana. Poddębski nie czuł się za dobrze w gęstej zabudowie miejskiej, więc jego zdjęcia z Wilna lub Lwowa niczym specjalnym nie zachwycają, ale w książce ułożonej „dzielnicowo” musiały się znaleźć… Wszystkie fotografie reprodukowane w albumie pojawiają się w różnych odcieniach sepii, co zapewne w intencji redaktorów ma im przydać „archiwalnego” charakteru, gdy tymczasem autentyczne przedwojenne odbitki nie starzeją się w aż tak drastyczny sposób, a gdy weźmiemy pod uwagę, że część zdjęć prawdopodobnie zeskanowano z negatywów i poddano zabiegowi wyostrzenia w programie graficznym, ich sepiowa lub czasem zielonkawa tonacja jest przysłowiowym kwiatkiem do kożucha. Henryk Poddębski zasługuje na książkę stricte fotograficzną, wydrukowaną w regularnym duotonie np. z pantonem warm gray, jak albumy wspomnianego wcześniej Augusta Sandera lub (dlaczego nie?) Walkera Evansa, z którymi śmiało można go porównywać w dziedzinie fotografii krajobrazowej (mam na myśli zdjęcia Evansa z Pensylwanii, Zachodniej Virginii, Georgii i Alabamy z lat 30.) czy używając bardziej współczesnej terminologii – „topograficznej”.
Sięgając po wydany w 2011 roku przez Fundację Archeologia Fotografii album Zofii Chomętowskiej pt. „Polesie” i mając w pamięci opisany powyżej katalog błędów, jakie popełnione zostały podczas składania publikacji Henryka Poddębskiego, pełen byłem niepokoju. Znając dotychczasowe publikacje „Archeologii”, właściwie mogłem sobie darować te obawy, jednakże czytając wydawnicze zapowiedzi dotyczące książki Chomętowskiej oraz recenzje wystawy, która poprzedziła jej publikacje, dręczyło mnie pytanie, jak redaktorzy albumu, zawierającego przecież fotografie ze wschodniego pogranicza II RP, unikną syndromu tak dobrze rozwijającej się w ostatnich latach w naszym kraju „nostalgii kresowej”. W uniknięciu wspomnianej przypadłości pomógł na pewno sposób podejścia do archiwalnego materiału, nie opracowanego zresztą wcześniej i tylko w niewielkich porcjach publikowanego w przedwojennych czasopismach. To właśnie „archeologiczna” metoda pracy, by nawiązać do nazwy Fundacji, mająca na celu systematyzację poleskiego archiwum Chomętowskiej oraz ułożenie go w wizualną narrację, pozbawioną przekłamań i atrakcyjną dla osób niekoniecznie zainteresowanych fotografią, sprawiły, że wspomniana książka może być uznawana za wzór tego rodzaju edytorskich działań.
(…)
czwartek, 19 stycznia 2012
BRAKUJĄCE OGNIWO
Dotarło właśnie do mnie Pocztą Polską (skutki tej formy transportu widać na skanie okładki) najnowsze wydanie kwartalnika OPCJE (nr 3 z 2011) z moim felietonem Brakujące ogniwo, który poświęcony jest postaci Maksa Steckela. Działającego na Górnym Śląsku niemieckiego fotografa, zdecydowanie najwybitniejszego z autorów robiących tu zdjęcia przed 1945 rokiem. I jak się tego należy słusznie domyślać, a także biorąc pod uwagę, że mieszkamy w kraju nad Wisłą (Odrą i Nysą Łużycką), Maks Steckel nie doczekał się do tej pory albumu z prawdziwego zdarzenia, ani żadnej porządnie zrobionej monografii, chociaż miejsca przebywania negatywów jego autorstwa, tudzież pozytywowych odbitek, są znane...
A w rzeczonym numerze można też przeczytać teksty dotyczące fotografii i fotografów działających na Górnym Śląsku, napisane przez następujących autorów:
- Filip Springer Śląski pierwiastek
- Adama Sobota Śląska fotografia (zarys historii do 1990 roku)
- Marika Kuźmicz Wilhelm von Blandowski. Australijski traper, gliwicki fotograf
- Krzysztof Pijarski Jerzy Lewczyński - archiwum jako gest
- Adam Mazur Subiektywny dokumentalista. Uwagi o twórczości fotograficznej Rafała Milacha
To zabawne. Przeczytałem pierwszy z wymienionych tutaj tytułów i zdałem sobie sprawę, że pisząc ostatni tekst dla Herito, czysto intuicyjnie popełniłem polemikę względem artykułu Springera...
wtorek, 17 stycznia 2012
CO Z TYM ŚLĄSKIEM?
To mój tekst opublikowany w najnowszym, piątym już numerze kwartalnika HERITO, a dotyczący fotografowania postindustrialnych terenów Górnego Śląska. Polecam go więc uwadze Szanownych Czytelników.
Przy okazji, wracając w ostatnią sobotę ze zdjęć w okolicach Zabrza, zahaczyłem o Centrum Kultury Katowice im. Krystyny Bochenek. Specjalnie, żeby zobaczyć wystawę pt. „Śląskie. Zmiana 2011”, eksponowaną w Galerii Pustej, w której udział wzięli: Bartosz Barczyk, Grzegorz Celejewski, Dawid Chalimoniuk, Arkadiusz Gola, Arkadiusz Ławrywianiec oraz Joanna Nowicka. No cóż, wbrew tytułowi o żadnej zmianie nie można tu mówić. Jest to co zawsze. Niestety.
Subskrybuj:
Posty (Atom)























.jpg)
.jpg)
.jpg)




.jpg)






