środa, 4 lipca 2018

(Nigdy po imieniu)

Julia Hartwig

Koleżanki

Głos łacinniczki był jakby trochę ostrzejszy,
kiedy się do nich zwracała.
(Nigdy po imieniu)
Miriam była zawsze doskonale przygotowana,
Reginka słabsza, ale poprawna.
Trzymały się razem
i razem wychodziły z klasy przed religią.

Ostatni raz spotkałyśmy się niespodziewanie u wylotu Lubartowskiej,
na granicy świeżo utworzonego getta.
Stały tam onieśmielone jakby przydarzyło im się coś wstydliwego.

[Nie wiem z której poetyckiej książki Juli Hartwig pochodzi ten wiersz, przepisałem go z katalogu wystawy Sztuka polska wobec Holokaustu (miałem zaszczyt brać w niej udział), prezentowanej w 2013 roku w Żydowskim Instytucie Historycznym im, Emanuela Ringelbluma w Warszawie. Ekspozycję kuratorowała Teresa Śmiechowska, zaś tekst Julii Hartwig znalazł się na s. 87.]

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Żeby zamieścić komentarz, trzeba się po prostu zalogować na googlu i przedstawić.