[Wrocławskie niby-Ferrari raz jeszcze. Tak jak zapowiadałem, w kwadracie i na Ektarze.]
środa, 14 września 2011
poniedziałek, 12 września 2011
RITA OSTROVSKAYA „JEWS IN THE UKRAINE”
Rita Ostrovskaya, z kiążki Jews in The Ukraine (autorka albumu, 1978)
Przy okazji przeczytanej niedawno powieści Jonathana Safran Foera „Wszystko jest iluminacją”, gdzie powieściowy Jonathan (także pisarz) szuka szetla o nazwie Trachimbrod , w którym przed wojną żyli jego przodkowie, przypomniałam sobie o zdjęciach Rity Ostrovskiej. Kilka lat temu znajomi z Berlina podarowali mi jej album, zatytułowany po prostu „Jews in The Ukraine”. Książka ta wydana przez oficynę Hatje Canz w 1995 roku zawiera materiał zarejestrowany w latach 1989-1993. Ostrovskaya, mająca sama żydowskie korzenie, zaobserwowała odradzanie się poczucia tożsamości w tamtejszej żydowskiej, niemal całkowicie zasymilowanej diasporze, co nastąpiło w końcowych latach pierestrojki oraz w niepodległym państwie ukraińskim. Zaczęła więc jeździć z aparatem fotograficznym do miejscowości takich, jak: Bershad, Chernevtsui, Mogilev-Podolski, Petchera, Shargorod, Tulchin, gdzie spotkała się zabudową typową dla sztetli (nie miała pojęcia, że taka forma urbanistyczne jeszcze tam istnieje) oraz ze zjawiskiem narastającej emigracji do Izraela, Niemiec i USA. Jej zapis dokumentuje sytuację – by tak to nazwać - „na chwilę przed”, oglądamy więc głównie starych mieszkańców, sportretowanych w mieszkalnych wnętrzach oraz wygląd dawnych żydowskich miasteczek lub dzielnic, opuszczone cmentarze, a także puste już mieszkania ze spakowanymi walizkami. Narracja w ma tutaj charakter bardzo osobisty, a całość zaczyna się od sekwencji zdjęć, przedstawiających rodzinę fotografki. Na jednym z nich (jest to autoportret w lustrze, gdzie Ostrovskaya pozuje w mocno zaawansowanej ciąży) widać też kamerę, jaką się posługiwała. Jest to radziecki aparat Iskra 2 (w latach 1961-64 wyprodukowano 6400 szt.), kopia kamery Agfa Super-Isolette, wyposażona w obiektyw Industar o ogniskowej 75mm (bardziej zaawansowane Agfy miały szkło wzorowane na zeissowskim Tessarze), dający na filmie zwojowym 12 kwadratowych kadrów. Sądząc ze zdjęć zamieszczonych w albumie, aparat ten posiadał ostro rysujący i dobrze przenoszący kontrast obiektyw. Wszystkie kadry są centralnie skomponowane (do czego zresztą skłania ich zwykle kwadratowa forma), a konsekwentna praca jednym tylko szkłem, nadaje materiałowi wyraźnie spójny charakter. Album Rity Ostrovskiej w naszym kraju nie został jakoś zauważony (w każdym razie nie natknąłem się na żadne recenzje czy omówienia), co trochę dziwi… Choć z drugie strony, nie dziwi wcale, biorąc pod uwagę ton artykułów prasowych, które dotyczą np. relacji polsko-żydowskich. Publikację tę, moi berlińscy znajomi nabyli w tamtejszej „taniej książce”, co też jest w jakiś sposób znaczące… Jeśli idzie o powieść Foera, od której zacząłem ten wpis, to prawdę mówiąc mocno mnie rozczarowała i entuzjazm recenzji Jerzego Jarniewicza, którą przywoływałem, wydaje mi się być nieco przesadzony. Wszystko zaczęło się kilka tygodni temu od filmu, nakręconego przez Lva Schreibera na podstawie książki Foera, który zobaczyłem na Zone Europa i bardzo mi się spodobał, więc natychmiast w wysyłkowej księgarni zamówiłem powieść. I mniej więcej od setnej strony, zrozumiałem, dlaczego Schreiber pisząc filmowy scenariusz, zrezygnował z całej tej mocno niemożliwej oraz niemożliwie grafomańskiej narracji, którą snuje na temat Trachimbrodu powieściowy Jonathan, zostawiając relację z podróży do tego miejsca, autorstwa Saszy Perczowa, napisaną wprawdzie „ruskim angielskim”, ale za to pełną konkretów.
Rita Ostrovskaya, z kiążki Jews in The Ukraine (w warsztacie kapelusznika, Shargorod, 1989-1992)
Rita Ostrovskaya, z kiążki Jews in The Ukraine (Mikhail Seidenstein i jego świat, Bershad, 1991)
-----
Istotna uwaga. Zdjęcia ściągnąłem ze strony Rity Ostrovskiej i nie są one niestety najlepszej jakości, zaś wybór zaprezentowanych prac też można uznać za dyskusyjny. Niestety też, album Jews in The Ukraine nie mieści mi się skanerze...
Za projekt tej właśnie książki, Rita Ostrovskaya otrzymała w 1994 nagrodę im. Alberta Rengera Patzscha, przyznawaną przez Fotografische Sammlung Museum Folkwang, Essen.
czwartek, 8 września 2011
PIETER HUGO „PERMANENT ERROR”
Pieter Hugo, z cyklu Permanent Error
Pieter Hugo, z cyklu Permanent Error
„Pernament Error”, a właściwie to Pernament Fuckup. Elektroniczny sprzęt trafiający w krajach rozwiniętych na wysypiska śmieci, zamiast na linie do segregacji odpadków, w sporej części trafia do kontenerów, które potem lądują np. w Afryce. W sumie można by się tego domyślać, patrząc na zjawisko nadprodukcji elektroniki, gdzie sprzęt o wieku dwóch lat, jest już przestarzały, a potem szybko przestaje być kompatybilny z kolejną generacją akcesoriów, więc się go wyrzuca. Teoretycznie powinien podlegać recyclingowi, dzięki czemu użyte surowce i metale, będzie można wykorzystać ponownie, ale taki proceder jest drogi, tzn. nie zawsze opłacalny. Wg danych ONZ, Europa produkuje rocznie 50 milionów ton elektronicznych śmieci, z których tylko 25% trafia na wysypiska i do przetworzenia.
Pieter Hugo, z cyklu Permanent Error - Abdulai Yahaya
Pieter Hugo, z cyklu Permanent Error - Al Hasan
Pieter Hugo, z cyklu Permanent Error - Saani
Od czego więc kraje trzeciego świata… Cykl Południowoafrykańskiego fotografa Pietera Hugo dotyczy właśnie tego procederu. Jego zdjęcia wykonane w Ghanie w miejscu o nazwie Agbogbloshie, nazywane przez mieszkańców Sodomą i Gomorą, są wstrząsające. Mieszkający tam i pracujący ludzie, zajmują się paleniem elektronicznego złomu, z którego w ten prosty sposób odzyskują miedź i inne metale. Jak nietrudno się domyślić, cała okolica Agbogbloshie jest mocno skażona, okoliczne laguny zaśmiecone plastikowymi częściami obudów, a w próbkach ziemi pobranych z tego miejsca w 2008 przez Greenpeace, stwierdzono wysokie stężenie rtęci, talu, cyjanowodoru i polichlorku winylu.
Pieter Hugo, z cyklu Permanent Error -David Akore
Pieter Hugo, z cyklu Permanent Error
Pieter Hugo, z cyklu Permanent Error
Świetnie skadrowane i atrakcyjne wizualnie zdjęcia Pietera Hugo, mogą przywrócić wiarę w fotografię reporterską, taką, która ma też istotny wymiar interwencyjny. Szkoda, że współczesny fotograficzny dokument nie za często o tym pamięta (tzn. jego autorzy).
środa, 7 września 2011
Alexander Gronsky na Foto Art Festiwalu w Bielsku-Białej!
Alexander Gronsky, z cyklu The Edge
Dostałem wczoraj maila od organizatorów tegorocznej edycji Foto Art Festiwalu w Bielsku-Białej z programem imprezy, czytam go, a tam informacja o pokazie prac Alexandra Gronskyego, pochodzących z jego dwóch serii pt. „Tło” (Background) i „Krawędź” (The Edge). Konkretnie w budynku BWA od 14 do 30 października 2011. Jaka miła wiadomość!
O wystawie tej organizatorzy festiwalu piszą w sposób następujący (szczerze mówiąc, dla mnie nieco mętny, ale może to tylko kwestia przekładu?):
O wystawie tej organizatorzy festiwalu piszą w sposób następujący (szczerze mówiąc, dla mnie nieco mętny, ale może to tylko kwestia przekładu?):
Artysta bada koncept granicy, dzielącej linii, zarówno mentalnej, jak i realnej.
To granica pomiędzy przedmieściami a centrami miast, przestrzenią publiczną a prywatną, życiem i śmiercią, obrazem i abstrakcyjną odbitką.
Niniejszy projekt odwołuje się do tradycji spektaklu teatralnego, w którym wykorzystuje się różne rekwizyty, i w którym tło, scenografia,
czy mise-en-scene mają swoje znaczenie.
Wszystkie normalne elementy krajobrazu – ludzie, samochody, domy – są w tych fotografiach jakby wyłączone, odczłowieczone.
Ludzie są tu częścią pejzażu jak plastikowe figurki w modelach projektów architektonicznych.
Rozległa nieskończoność pejzażu oraz tło wywołują u odbiorcy uczucie niewysłowionej samotności i fizycznej wręcz niemożności komunikacji.
Tak czy owak, muszę koniecznie tę wystawę zobaczyć.
wtorek, 6 września 2011
Skawina, koniec lat 70.
Joanna Helander, Skawina (ze strony http://www.karta.org/)
Joanna Helander, Skawina (ze strony http://www.karta.org/)
W zestawie zdjęć „Życie na Śląsku” Joanny Helander, które można oglądać na stronie Karty, znajduje się kilka kadrów z… podkrakowskiej Skawiny. Pod koniec lat 70. Miała tam miejsce prawdziwa klęska ekologiczna, związana z produkcją aluminium w zlokalizowanej na obrzeżach miasta hucie. Podczas procesu uzyskiwania tego metalu z boksytów, dochodziło do nadmiernej emisji fluorowodoru (wanny elektrolityczne zbudowano w radzieckiej technologii), co skutkowało skażeniem otaczających terenów. Sprawa była wtedy dość głośna, praktycznie rzecz biorąc wszyscy mieszkańcy Skawiny i Krakowa wiedzieli o sytuacji, natomiast ówczesna prasa zakneblowana cenzuralnym zapisem, milczała na ten temat (pamiętam krążące wówczas pogłoski o osteoporozie nękające ludzi oraz zwierzęta hodowane w sąsiadujących z hutą wsiach, o noworodkach z niezrastającymi się szwami na czaszkach, o wiejskich drogach zbudowanych z pohutniczych odpadów, co spowodowało skażenie wód gruntowych…). Sytuacja zmieniła się dopiero jesienią 1980, po powstaniu Solidarności, kiedy cenzura zelżała i Gazeta Krakowska, prowadzona wówczas przez śp. Macieja Szumowskiego, zaczęła zamieszczać obszerne artykuły na ten temat. W 1981 wydział elektrolizy zamknięto, natomiast huta zaczęła się zajmować wyłącznie przerobem złomu aluminiowego. Wracając do zdjęć Joanny, to jedyny znany mi zapis z tego miejsca w tamtym czasie (zapewne są też inne prasowe materiały?), jak zawsze w jej przypadku idealnie trafiony (ciekawe, czy autorka ma więcej materiału ze Skawiny w swoim archiwum?).
Joanna Helander, Dzieci w Skawinie (ze strony http://www.karta.org/)
Joanna Helander, Mieszkaniec Skawiny (ze strony http://www.karta.org/)
niedziela, 4 września 2011
Oświęcim, 2011-09-04 08:20, kładka na dworcu PKP
[Dzisiaj o szóstej rano wybrałem się ponownie do Chełmka, żeby sfotografować tę bramę z wiszącymi motocyklami. Nie wiem co z tego wyjdzie, bo światło było dość ostre, ale mam nadzieję, że Ektar zniesie dużą różnicę kontrastu. Około ósmej już było po ptokach, więc spakowałem sprzęt i podjechałem do pobliskiego Oświęcimia (7 km), który zwykle omijam w swoich podróżach. Zaparkowałem samochód pod Dworcem PKP i udałem się w kierunku stojącej obok tego budynku budy z napisem Restauracja Casablanca, żeby zrobić temu uroczemu obiektowi zdjęcie komórką. Potem wszedłem na znajdującą się nieopodal kładkę nad torami i oto co znalazłem... Szlag może człowieka trafić!]
sobota, 3 września 2011
You Li trzyma formę
O fotografiach You Li pisałem w styczniu 2010 i od tego czasu nie zaglądałem na jej autorską stronę. Pokazywałem natomiast jej świetny cykl Latitude of Silence studentom i prawdę powiedziawszy, reakcje były „różne”… Sam oglądałem go też wielokrotnie, a moje pozytywne nastawienie do tego projektu nie uległo zmianie. Zastanawiałem się też, co jeszcze może wyniknąć z działań chińskiej fotografki, w jakim kierunku pójdzie i jakie tematy weźmie na warsztat. No i przedwczoraj odwiedziłem jej stronę, a tam znalazłem jej najnowszy zatytułowany Kashgar. Kashgar to miasto leżące na zachodzie Państwa Środka (w przypadku Latitude of Silence miałem niejasne przeczucie, że You Li fotografuje właśnie te tereny) w Autonomicznym Obwodzie Ujgurskim Xinjiang, który graniczy z Rosją, Mongolią, Kazachstanem, Kirgizją, Tadżykistanem, Pakistanem, Afganistanem i Indiami. Kashgar zamieszkuje ok. 350.000 mieszkańców, a jego ulice (przynajmniej tak, jak jest to widoczne na zdjęciach You Li) bardziej przypominają miejskie ośrodki z sąsiedniego Tadżykistanu lub Kirgizji, a nie zalane betonem megalopolis na wschodzie Chin (tak chętnie ostatnio fotografowane).
Świetne zdjęcia!
piątek, 2 września 2011
40000 (!!!)
Dokładnie o godzinie 21:44:50 wczoraj, IP gościa z Southhampton (POZDROWIENIA!). Czego jednak nie odnotowałem. Wiedziałem, że wskazówka licznika zbliża się do tej liczby, ale ponieważ dotarła wreszcie do mnie książka "Wszystko jest iluminacją" Jonathana Safran Foera, zamówiona w www.poczytaj.pl (mają siedzibę w bliskim sąsiedztwie, więc nie muszę płacić za porto), oddałem się lekturze. Fascynującej. Przy okazji pierwszego wydania tej książki (WAB, 2003), bardzo ciekawą i trafną recenzję napisał w Gazecie Wyborczej Jerzy Jarniewicz. Czego wtedy nie "odnotowałem", natomiast kilka tygodni temu zobaczyłem na kanale Zone Europa (zupełnie przypadkowo zresztą) film, który na podstawie prozy Foera nakręcił Isaac Liev Schreiber (2005). Film świetny i stosunkowo - jak na współczesną kinową produkcję - mało komercyjny. A dodatkowo w ścieżce dźwiękowej wykorzystano piosenki zespołu Leningrad, pochodzące z ich absolutnie rewelacyjnej płyty Мат без eлектричества. Zakończyłem wczoraj lekturę na stronie 89, a dzisiaj rano zobaczyłem na liczniku cyfry... 40030.
czwartek, 1 września 2011
Chełmek, ul.Mieszka I
(Nokia 2700)
Ćwierkają wróbelki od samego rana, ćwir, ćwir, dokąd idziesz Marysiu kochana... Dzyń, dzyń i pierwszy września. Początek roku szkolnego i kolejna rocznica wybuchu wojny, ale w przekazach informacyjnych wyraźnie przykrył ją wyczyn rodzimych neofaszystów, którzy zdewastowali pomnik w Jedwabnem, malując na nim swastyki, sieg runy i obraźliwe hasła. Straszne i obrzydliwe.
A ja, korzystając z facebookowej podpowiedzi Marka Lochera, wybrałem się do Chełmka na ulicę Mieszka I, a to co zobaczyłem... wprawiło mnie w prawdziwy podziw, graniczący z osłupieniem. No i też poniższe zdjęcie jakoś tam łączy się z dzisiejszą rocznicą, choć intencje autora tej instalacji, wydają mi się być, hm... mroczne (chyba się tutaj nie mylę?).
(Nokia 2700)
środa, 31 sierpnia 2011
Appendix do wpisu o ŚŻK nr 2
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,10209838,Atak_neofaszystow_na_pomnik_w_Jedwabnem.html
i nformacja która jakoś mi umknęła (była tylko w dodatku białostockim GW?):
http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,35241,10098242,Nienawisc_na_synagodze__Antysemickie_hasla_w_Orli.html
i nformacja która jakoś mi umknęła (była tylko w dodatku białostockim GW?):
http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,35241,10098242,Nienawisc_na_synagodze__Antysemickie_hasla_w_Orli.html
wtorek, 30 sierpnia 2011
Węgrzce (PIZZA 20m --->)
A tego Trabanta dołączyłem do kolekcji dzisiaj. Chyba codziennie jest wypychany na ten podjazd, bo przedwczoraj (tak mi się przynajmniej wydaje) stał w nieco innym miejscu, a kiedyś, jeszcze wczesną wiosną, gdy się specjalnie wybrałem, żeby mu zrobić zdjęcie, to go po prostu nie było.
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
niedziela, 28 sierpnia 2011
Pseudo-Ferrari, Wrocław, 27.08.2011
Namiary na widoczny obiekt podesłane przez Wojtka Sienkiewicza (Dzięki raz jeszcze). Sprawdzałem w sieci, co to mógłby być za model - auto ma na masce wierzgającego konia włoskiej firmy, ale nic mi nie pasowało (szczególnie ta wznosząca się ostro ku górze tylna część nadwozia). Więc bardziej prawdopodobne jest chyba, że to jakaś replika... Bo zresztą, kto by w charakterze reklamy używał autentycznego Ferrari, w przypadku firmy zajmującej się wymianą opon i prostowaniem felg?
Oczywiście sfotografowałem to cudo w kwadracie (Hasselbladem na Ektarze).
czwartek, 25 sierpnia 2011
ŚŻK, 12-25.08.2011
Skrótowiec bardzo popularny w Łodzi z przyległościami, którego rozwinięcie widać na fotografii poniżej. Pojawił się w Krakowie, na ulicy Lucjana Rydla, na bocznej ścianie budynku pod nr 6, chyba w piątek 12 sierpnia, w każdym razie wtedy go zobaczyłem.
2011-08-17, 19:25 (Nokia 2700)
W sobotę 13 sfotografowałem go jak P.B. przykazał moim analogowym X-Panem, w formacie panoramicznym, na filmie Ektar 100 Kodaka i pomyślałem sobie, że zapewne ktoś powodowany obywatelskim odruchem, szybko to antysemickie hasło zamaluje lub też zgłosi (wyrazi) potrzebę takiegoż zamalowania. Nic takiego jednak się nie stało. Nic w niedzielę, nic w poniedziałek, nic we wtorek, nic w środę, więc wykonałem telefon do straży miejskiej, która obiecała podjąć stosowne działania i tegoż dnia zrobiłem pierwsze zdjęcie moją Nokią, a potem każdego dnia robiłem jedną fotografię (jak się zaraz okaże, starałem się tak postępować).
2011-08-18, 19:02 (Nokia 2700)
2011-08-19, 18:58 (Nokia 2700)
2011-08-20, 19:15 (Nokia 2700)
2011-08-21, 20:15 (Nokia 2700)
[Tu jeden dziń mi umknął]
2011-08-23, 09:02
[Drugi dzień przerwy. Siedziałem od rana do nocy przy kompie i po prostu zapomniałem]
I dzisiejszy niespodziewany finał.
2011-08-25, 09:58 (Nokia 2700)
2011-08-25, 10:22 (Nokia 2700)
2011-08-25, 15:29 (Nokia 2700)
Czyli 13 dni od momentu, gdy zobaczyłem ten napis i 8 od telefonu do SM.
Takich haseł jest w Krakowie całkiem spora liczba i niektóre z nich tkwią na murach miesiącami. Np. sporych rozmiarów napis o treści ŻYDZDEW ŁÓDŹ w obramowaniu dwóch gwiazd Dawida, namalowany na kamienicy przy ulicy Śląskiej jest tam obecny chyba od kwietnia... Jest to o tyle ciekawe, że w jego bliskim sąsiedztwie (jak mi się wydaje) mieszka krytyk sztuki i marszand w jednej osobie, co to rozsyła przez galeryjnego maila swoje grafomańskie i moralizujące zarazem felietony. W jednym z ostatnich tekstów przybiera postać urzędnika, który bada "obecność dzieł o tematyce Holocaustu na wystawach młodych artystów" (sic!).
środa, 24 sierpnia 2011
Podwórko przy ulicy Złotej, 19.03.2011
Siedzenia przed ekranem ciąg dalszy.
Jakoś do tej pory omijałem tę kliszę i w końcu z decydowałem się ją opracować.
Jak wybierzemy się ponownie w to miejsce późną jesienią (myślę, że śnieg może dobrze zagrać w przypadku tego kadru), budowany intensywnie wieżowiec wg. projektu Daniela Libeskinda całkowicie już zasłoni PKiN.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








































