poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Zbigniew Dłubak „Stadion '55”


O niniejszym albumie oraz wystawie w Kordegardzie dowiedziałem się z artykułu Doroty Jareckiej w Gazecie Wyborczej. No więc, ponieważ autorka zachwycała się zdjęciami Dłubaka, przy okazji najbliższego pobytu w Warszawie (wypadło to w piątek 13...) popędziłem do siedziby Archeologii Fotografii, żeby zdobyć to wydawnictwo.


Na miejscu okazało się, że nie jest jednak album, tylko raczej katalog lub broszura czy też po prostu „albumik”... To tyle, co do rozmiarów i charakteru tego wydawnictwa. Jeśli idzie wizualną zawartość, czyli 33 fotografie Zbigniewa Dłubaka, to muszę przyznać, że spotkało mnie tutaj spore zaskoczenie in plus (a właściwie IN PLUS). Od jakiegoś czasu, co ma związek z działalnością Archeologii Fotografii i penetrowaniem oraz opracowywaniem archiwum Dłubaka, raz po raz na światło wydobywane są serie jego prac, które określa się mianem dokumentu”. I o ile ta właśnie kategoria, wydaje się być jak najbardziej trafna i adekwatna, do charakteru tych zdjęć, to powstaje tutaj pytanie dotyczące „autorskich” intencji... Sam Dłubak jakoś specjalnie nie cenił tych fotografii (o czym mówiła mi np. Elżbieta Janicka, która w latach '90 przeprowadziła szereg rozmów z autorem „Ikonosfery” - mam nadzieję, że ten obszerny wywiad ukaże się w końcu w postaci książkowej), więc mamy tutaj do czynienia z typowym kuratorskim rodzajem „pracy na archiwum”. I nie ma w tym nic złego, bo fotografie świetne (!), poza małym szczegółem, że prawdopodobnie sam Dłubak być może nie chciałby ich oglądać w takiej (czy jakiejkolwiek) postaci.

Zbigniew Dłubak, z książki „Stadion '55” 

Zbigniew Dłubak, z książki „Stadion '55” 

Zdjęcia, jak już powiedziałem, świetne!!! I chociaż wykonane przy okazji wizyty na budowie, która spowodowana była partycypowaniem Dłubaka (obok Mariana Bogusza) w wykonaniu ceramicznego fryzu na „budynku sportowym”, widać w tych kadrach prawdziwe mistrzostwo. Bo przecież sam temat, czyli wznoszony przy użyciu warszawskich gruzów, Stadion X-lecia sam w sobie nie był jakimś specjalnie porywającym obiektem (raczej należałoby go zaliczyć do „tematów ubogich). A w każdym zdjęciu Dłubaka widać kapitalne wyłapywanie  (i zestawianie ze sobą)  kształtów oraz elementów o geometryczno-abstrakcyjnym charakterze. I mimo, że nie są one na pierwszym planie, to obecność takiego porządku jest zauważalna, co sprawia, że wszystkie te zarejestrowane obrazy przekonują swym układem. 

Zbigniew Dłubak, z książki „Stadion '55” 

Zbigniew Dłubak, z książki „Stadion '55” 

Szkoda, że niektóre z kwadratowych kadrów Dłubaka (co ciekawe, są one komponowane idealnie do kwadratów właśnie) w wydawnictwie Archeologii Fotografii pojawiają się na rozkładówkach... Ponieważ albumik jest wprawdzie szyty, a nie klejony, lecz nie posiada twardej okładki i grzbietu, więc takich rozdzielonych na dwie kartki zdjęć, zbyt komfortowo się nie ogląda, bo nie da się tej broszury otworzyć do postaci całkowicie płaskiej. Powtórzę więc raz jeszcze, wielka szkoda, bo zdjęcia świetne i gdy je raz po raz przeglądam, zadaję sobie pytanie, na jaką cholerę były potrzebne Zbigniewowi Dłubakowi, te wszystkie asymetrie i ikonosfery” (owszem, ostatni z wymienionych projektów widziałem w Muzeum Historii Fotografii w Krakowie i mi się podobał)?

niedziela, 15 kwietnia 2012

Legenda (wyjaśnienie)


Pomyślałem sobie, że nazwa kilku postów zwierająca słowo Legenda, może być trochę nieczytelna... No więc chodzi tutaj o nazwę aparatu, którym robimy „Nowe Miasto” - Cambo Legend (przez jakiś czas myślałem, że jest to Cambo Legend II, ale jednak nie...). A wygląda on tak, jak na poniższym obrazku:

2012-04-13  11:26 (Nokia 2700)

Ustawiony na ostatniej kondygnacji Pasty i z podpiętym obiektywem Sironar Rodenstocka o ogniskowej 135mm, który najczęściej wykorzystujemy (przekładając na mały obrazek, to jest jakieś 40mm, czyli bardzo użyteczna ogniskowa). Camera ma podpięty miech do szerokiego kąta, bo najlepiej się przy nim shiftuje (shiftujemy bez przerwy,  bez umiaru), a na zdjęciu jest tak rozciągnięty (czy też nadęty), bo wcześniej używaliśmy obiektywu z 210mm i jeszcze nie skróciłem odległości miedzy przednim i tylnym standardem.

2012-04-13  11:30 (Nokia 2700)

Ela celuje tutaj w stronę Placu Bankowego et consortes. Cambo Legend to fajna kamera, ale przeznaczona raczej (czy też zdecydowanie) do pracy w studio. Jest ciężka (prawie 9 kg), co utrudnia transport i przemieszczanie się po tych wszystkich klatkach schodowych, ale z drugiej strony jest bardzo stabilna i nie trzęsie się przy porywach wiatru (a w górze wieje zwykle bardzo mocno).

2012-04-14  12:29 (Nokia 2700)

Ma też długą szynę, po której chodzą standardy, więc można całe to ustrojstwo wysunąć mocno do przodu, tak żeby w pole widzenia obiektywu nie wchodziły nam okienne glify (Ela zaklina własnie pogodę, bo akurat słońce wylazło zza chmury, a kadr jest lekko po skosie pod światło...)

 2012-04-14  12:36 (Nokia 2700)

2012-04-14  12:36 (Nokia 2700)

Teraz celujemy w kierunku Hali Mirowskiej, a słońca z każdą minutą jest coraz więcej... Jednak udało nam się doczekać momentu, gdy pojawiła się większa chmura.

2012-04-14  12:55 (Nokia 2700)

Legenda w całej okazałości na tle ściany klatki schodowej jednostki mieszkalnej Osiedla za Żelazną Bramą.

2012-04-14  14:19 (Nokia 2700)

A tego kadru w końcu nie zrobiliśmy. Celujemy tutaj w budynek przy ulicy 10/26, w którym przed wojną mieszkał Józef Lewartowski - komunista i działacz społeczny, współtwórca (razem z Mordechajem Anielewiczem, Icchakiem Cukiermanem oraz Josefem Kapłanem) i przywódca Bloku Antyfaszystowskiego w warszawskim getcie, zamordowany przez Gestapo 25 sierpnia 1942. Chodzi o szarą kamienicą po lewej stronie kadru (patrząc do góry nogami), której górna kondygnacja wyłania się zza co dopiero postawionego apartamentowca i socrealistycznego bloku. 

piątek, 13 kwietnia 2012

LEGENDA i ja


 2012-04-13  09:55 (Nokia 2700)

2012-04-13  09:56 (Nokia 2700)

  2012-04-13  10:23 (Nokia 2700)

  2012-04-13  10:24 (Nokia 2700)

 2012-04-13  10:25 (Nokia 2700)

Dla odmiany kawa i wifi w korporacyjnym Cofeehell na Królewskiej (BŁEEE...). Nieźle nas wywiało na dachu Pasty. Przy okazji WIELKIE PODZIĘKOWANIA dla Pani Dominiki Kaweckiej z firmy BOOM, za możliwość wejścia na taras na 11 kondygnacji budynku (skąd robiliśmy dzisiaj zdjęcia).
Wiadomość z ostatniej chwili (13:01), właśnie do wnętrza tej nory zaglądnęło mocne słońce. Fuck!

czwartek, 12 kwietnia 2012

Ela i Legenda (2)


 2012-04-14  09:40 (Nokia 2700)

2012-04-14  09:55 (Nokia 2700)

A my jak zwykle na kawce i wifi w Starbucksie na rogu Marchlewskiego i Świerczewskiego (chyba powinni nam wreszcie coś odpalić za reklamę...), dzisiaj jednak tylko chwilowo, ponieważ czekamy, aż nam się słońce (dzisiaj na całe szczęście raczej za chmurami) przesunie bardziej na zachód. A wtedy zrobimy z balkonu na 7 piętrze biurowca Biprokruszu kolejne zdjęcia - TU NASZE GORĄCE PODZIĘKOWANIA DLA PANI Z ADMINISTRACJI BUDYNKU, która zgodziła się na nasze fotografowanie. 

środa, 11 kwietnia 2012

KAPLICZKA POLSKA (3)


Kraków-Prądnik Biały, ul. Henryka Pachońskiego, 13.02.2012

[Kapliczka „wiecowa. Bo chodzi tutaj o Marsz Równości sprzed roku, ale też - tu zaskoczenie - była to jedna z prorokowanych dat końca świata... Jak widać nietrafnie.
Na widocznym tutaj przedstawieniu - które w schematycznej wersji, jako swój oficjalny znak - zarejestrował niedawno nacjonalistyczny ONR, w pochylonej postaci rozpoznaję rysy byłego rzecznika krakowskiej policji... Postać wyprostowana przypomina mi trochę Richarda Nixona, ale zapewne nie o tego konserwatywnego amerykańskiego polityka, znanego najbardziej z podsłuchowej afery Watergate, twórcom malowidła chodziło...

Wczoraj w drugą rocznicę katastrofy smoleńskiej, w kanale TVP Kultura oglądnąłem dokumentalny film Artura Żmijewskiego pt. „Katastrofa”. Nie byłem do tej pory jakimś specjalnym fanem działań Żmijewskiego, ale jego dokument jest rewelacyjny! I spore wrażenie zrobił też na mnie sposób prezentacji religijnego aspektu wydarzeń sprzed Pałacu Prezydenckiego. Okazało się, że można to zrobić krytycznie, ale bez przedstawiania bohaterów tej pikiety, jako oszołomów lub skończonych idiotów - jak to mają w zwyczaju czynić np. rodzimi fotoreporterzy...
No i oglądnąłem sobie też potem transmisję z wystąpienia Prezesa PiS-u na Krakowskim Przedmieściu. Wydaje mi się, że sposób organizacji i prowadzenia tego wiecu - wbrew temu co mówili komentatorzy zaproszeni do studia TVN24 - nie przypomina masówek z epoki Edwarda Gierka, zaś sterowane przez wodzirejów chóralne skandowanie: Ja-ro-sławJa-ro-sławdzię-ku-je-mydzię-ku-je-my (głównie Ja-ro-sła-wo-wi) czy też np. Wie-lka Pol-ska Ka-to-lic-ka, nasuwać może skojarzenia z jakimś dziwnym konglomeratem plenerowej mszy i parteitagu...]

piątek, 6 kwietnia 2012

Straight To Hell


Mysłowice-Piosek, ul. Boliny, 18.02.2012

[Tak mi się jakoś automatycznie skojarzyło, chociaż piękna piosenka The Clash jest o czymś kompletnie innym...
Zdjęcie zrobione idealnie pod światło (na całe szczęście słońce schowało się za chmurami) i Noblexem, więc się trochę obawiałem, że kamera typu swing lens namnoży mi w tym kadrze dystorsji (patrząc przez wizjer nie da się wszystkiego przewidzieć). A tymczasem jest zupełnie, zupełnie...
Nieźle trafiłem wtedy z tą odwilżą, po południu temperatura mocno podskoczyła, więc śnieg momentalnie zaczął się przekształcać brunatną bryję - co tak malowniczo zagrało w powyższym kadrze]

środa, 4 kwietnia 2012

„Pamarańczarka” z Lublina


Siedzę właśnie nad tekstem o albumie Stefana Kiełszni „Ulica Nowa 3” do kolejnego numeru Herito. Przeglądam tę arcyciekawą książkę, w której znalazły się fotografie, wykonane przed wojną na ulicach „żydowskiego miasta” w Lublinie i na stronie o sygnaturze SK_121 znalazłem następujące zdjęcie...

Stefan Kiełsznia, ul. Kowalska 3, lublin lata 30.

Na którym postać stojąca przy lewym brzegu kadru, wykazuje pewne wizualne pokrewieństwo z wcześniejszym o ok. 60 lat obrazem Aleksandra Gierymskiego, znanym pod bezpieczną nazwą „Pomarańczarka”. Jednak bardziej prawidłowy tytuł tego płótna to „Żydówka z pomarańczami”... (i w ten sposób, wspomniane chwilę wcześniej pokrewieństwo staje się jasne i oczywiste). Obrazem, który zaginał w czasie wojny, tzn. został zrabowany przez okupanta i całkiem niedawno pojawił się w ofercie domu aukcyjnego Eva Aldag w Buxtehude, po czym po interwencji Ministrestwa Kultury i spisaniu ugody z właścicielem płótna (obejmującej rekompensatę finansową), wrócił do kolekcji warszawskiego Muzeum Narodowego.

Aleksander Gierymski,   Żydówka z pomarańczami  , 1881 (fotografia ze strony internetowej domu aukcyjnego Kunst & Auktionhaus Eva Aldag w Buxtehude)

Tak w ogóle, to Gierymski przynajmniej trzykrotnie malował ten motyw. W Kolekcji Muzeum Śląskiego w Katowicach znajduje się wariant tego obrazu  (czy też tzw. szkic olejny?) pt. „Żydówka z cytrynami”.

Aleksander Gierymski,   Żydówka z cytrynami , 1881, Muzeum Śląskie w Katowicach 

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Ulica Kwiatowa


Mysłowice, ul. Kwiatowa, 18.02.2012

[Gdy po raz pierwszy - a było to jesienią 2009 - zapuściłem się głębiej w to blokowisko, startując od „Boniola i idąc w kierunku południowo-wschodnim, z każdą nową ulicą i za każdym nowym blokiem, odkrywałem coraz bardziej fascynujący i odjechany krajobraz. Nie wiem, czy jest bardziej depresyjne terytorium, od tego w Mysłowicach - pardon! - w „polskim Manchesterze”? Jednak ponieważ teren jest tutaj pofałdowany, a bloki budowano na łagodnych wzniesieniach, więc ustawione są one często „amfiteatralnie”, co dość fajnie się fotografuje... Tak w ogóle, to kapitalny poligon, na jakiś większy projekt fotograficzny, dotyczący architektury blokowej.
Widoczny na garażu po lewej stronie rodzaj „zrównania”, jest dość typowy nie tylko dla Górnego Śląska, Krakowa czy Łodzi, ale - spoglądając szerzej - także dla całego naszego kontynentu, który ma - jak to często podkreślają prawicowi publicyści - „chrześcijańskie korzenie”... Patrząc na te - dość nieporadne od graficznej strony - zabiegi symboliczne, trudno o tych korzeniach” zapomnieć.]

niedziela, 1 kwietnia 2012

RTS CHN


Łódź-Chojny, ul. Rzgowska, 11.03.2011

[Za oknem śnieg albo oślepiające słońce... Zeskanowałem wiec wszystkie zaległe filmy. Tzn. zrobiłem sobie cyfrowe wglądówki. Ponieważ jest to format panoramiczny, więc muszę używać szufladki z szybkami, co nie jest problemem, tylko że skanuję się po jednej klatce i trochę (dużo) czasu schodzi...
I przy tej okazji policzyłem też ile do tej pory naświetliłem klatek (tzn. policzył to komputer...). I wyszło mi (jemu), że od 28.06.2009 liczba kadrów to: 2586. Czyli zupełnie nieźle, jak na wstępnie wybranych ok. 200 klatek (oczywiście do dalszej decyzji), ale też nie porywająco, jeśli porównać to do niegdysiejszych działań fotografów National Geographic (nie, nie należę do fanów), którzy przy okazji jednego zlecenia naświetlali 10.000 kadrów na Kodachromach, z czego do artykułu w gazecie wybierano... 18 obrazków np.

Odpuściłem sobie wyjazd na otwarcie wystawy do Mińska (musiałbym wyruszyć jutro), bo chociaż nie mam już gorączki, to jednak ciągle kaszlę i w ogóle nie mam siły... Szkoda. Mam nadzieję, że bez mojej obecności wszystko się odbędzie bez problemów (tzn. znając Aleksieja Matiuszonka, jestem o tym przekonany).]

piątek, 30 marca 2012

„Nowa Warszawa” Jędrzeja Sokołowskiego


w większym wyborze (przynajmniej dla mnie, bo nie miałem okazji zobaczyć wystawy, jaka miała miejsce w listopadzie 2010 w redakcji pisma Res Publika Nova) dostępna pod tym adresem, który autor tego dzieła udostępnił dzisiaj rano na Facebooku. No więc od razu tam zajrzałem i nie doznałem uczucia zawodu. Wręcz przeciwnie zresztą.

Jędrzej Sokołowski, z cyklu Nowa Warszawa

Ten projekt spodobał mi się od razu, kiedy o nim usłyszałem, a w pozytywnym nastawieniu utwierdziły mnie pierwsze zobaczone zdjęcia. Fotografowanie procesu nazywanego „suburbanizacją”, które jest w Polsce zjawiskiem dość powszechnym i dotyka dużych miast, wcale jakoś nie przyciąga uwagi fotografów. To dziwne, bo chyba wszyscy patrzą, ale nie widzą”... I niekoniecznie chodzi mi tutaj np. o dokonanie krytyki neoliberalnego modelu gospodarki, powiedzmy w stylu Alejandro Cartageny, choć takie akurat spojrzenie bardzo by się u nas przydało, ale w ogóle o dostrzeżenie procesu zachodzącego na naszych oczach w przedmiejskim krajobrazie.

Oglądając nie znane mi do tej pory panoramy z projektu Nowa Warszawa” dostrzegłem ich pewnego rodzaju wizualne powinowactwo ze zdjęciami, jakie pojawiły się albumie „Powiększenie. Fotografie w czasach zgiełku”, wydanego 10 lat temu przez Koalicję Latarnik (której członkiem był też Jędrzej Sokołowski). Kupiłem sobie niedawno ten album w internetowym antykwariacie za 25 zł + koszty wysyłki (o ile dobrze pamiętam, dekadę wcześniej w księgarni kosztował 6x tyle...), opatrzony pieczątką o treści EGZEMPLARZ BEZPŁATNY i go namiętnie ostatnio studiuję. Ten „latarnikowy”, czyli lekko estetyzujący trop, wydaje mi się w przypadku zdjęć Jędrzeja dość istotny, choć nie jest to na pewno (i na całe szczęście) ton dominujący. 

Jędrzej Sokołowski, z cyklu Nowa Warszawa

W tekście komentującym projekt, napisanym przez Jana Sokołowskiego (brata autora) pojawia się porównanie sposobu działania Jędrzeja do paryskiego nieśpiesznego przechodnia, co odsyła nas do figury flaneura, o którym wspomina też Tomasz Drzazgowski w jednym z tekstów wprowadzajacych do albumu „Powiększenie. Fotografie w czasach zgiełku”. A więc (nieśmiertelny w rodzimej literaturze fotograficznej) flaneur, Charles Baudelaire (w którego sonecie pojawia się ta postać), Walter Benjamin (analizujący sonet Baudelaire'a) i Krzysztof Rutkowski (zbieżność nazwisk przypadkowa, którego zapis z Raptularza na koniec wieku, poświęcony benjaminowskiej analizie sonetu, przytoczył Tomasz Drzazgowski). Wszystko pięknie i ładnie, tyle, że np. mój dobry znajomy z IBL-u twierdzi (a jest w analizach literackich niezły), że w ujęciu Beniamina Baudleaire'owski flaneur miał raczej cechy... rewolucjonisty. 

W końcówce tekstu Jana Sokołowskiego Pojawia się następujący fragment, który pozwolę sobie przytoczyć w całości: 

Zdjęcia Jędrzeja ukazują Warszawę w chwili zawieszenia. Te kilkupiętrowe bloki stanowią przyczółki, enklawy, wyspy polskiej nowoczesności, wciąż poddawanej w wątpliwość, migotliwej, kwestionowanej. Nie jest jeszcze pewne co po kolejnym przedwiośniu wyłoni się spod warstw śniegu i błota, spod tej „substancji metafizycznej”. Czy budowane już w nowej Polsce osiedla reprezentują inną jakość, czy w ich obszarze wyłonią się nowe postawy kulturowe? Czy przeciwnie, stare przyzwyczajenia i nawyki przeważą, pozwalając na stopniową degradacje i degenerację utopii, czy szklane domy kolejny raz ugrzęzną w błocie, przygniecione ciężarem polskiej codzienności?

Cholera, zadawane tu pytania mają chyba charakter retoryczny? I te „Szklane domy”, „wyspy polskiej nowoczesności”... 
Patrzę na zdjęcia Jędrzeja i w sposobie podania tematu oraz selekcji motywów, nie dostrzegam naiwności spojrzenia. Te wybrane do sfotografowania budynki, które wyrosły na granicy miasta, mówią bardzo dużo językiem swojej architektury. I jest to mowa brutalna, bezwzględna, nie licząca się z nikim i z niczym. Oczywiście można to atrakcyjnie sfotografować (ton latarnikowy) i o to też m.in. chodzi!

 Jędrzej Sokołowski, z cyklu Nowa Warszawa

czwartek, 29 marca 2012

You'll Never Walk Alone


Katowice-Nikiszowiec, ul. ks. Alojzego Ficka, 14.02.12

Można wpaść w prawdziwy zachwyt, bo nie tylko
You'll Never Walk Alone
ale też
OBERSCHLESIEN
i
ANIA CIPA
a wszystko w połączeniu z garażową architekturą z czasów Towarzysza Gierka oraz prawdziwą architekturą miasta-ogrodu, autorstwa Emila i Georga Zillmannów, zrealizowaną na zlecenie koncernu Georg von Giesches Erben. 

No i wpadłem w zachwyt...

Zawsze miałem wrażenie, że polska literatura olewa takie miejsca/sytuacje, albo też nie ma tzw. „narzędzi” ;)
(ujmując rzecz eufemistycznie)

środa, 28 marca 2012

KARLICZKA TERRORIZEN


Katowice-Giszowiec, ul. Karliczka, 14.02.12

[Z dedykacją dla Obrazowego Terroryzmu ;)
Od niedzieli leżę chory w domu. I wcale się lepiej nie czuję, albo - by nawiązać do kawału o polowaniu na łosia - z każdą kolejną dawką antybiotyku się gorzej czuję... ;)
Więc wzięły w łeb nasze fotograficzne plany w Warszawie. 
Nie wiadomo też czy pojadę do Mińska na otwarcie wystawy (będzie to już trzynasta prezentacja projektu Niewinne oko nie istnieje).
FUCK!]