sobota, 9 marca 2013

SZTUCZNE ODDYCHANIE



Jakoś mi się tak wydało, że ten fragment poematu Stanisława Barańczaka, w którym autor naszkicował figurę obojętnego, asekuranckiego świadka, jest niezwykle celny i właściwie ponadczasowy. Książeczka, którą zeskanowałem opublikowało w 1981 roku podziemne wydawnictwo KOS (Krakowska Oficyna Studentów), a ilustracje są dziełem Doroty Martini. Poemat został napisany w latach 1971-74 i jak pamiętam spotkanie autorskie w 1981, to Barańczak nie za bardzo się z tym tekstem wtedy utożsamiał...

----------
[Dopadło mnie w zeszły czwartek zapalenie oskrzeli. I od zeszłego czwartku po prostu pływam po mieszkaniu. Zażywany antybiotyk spowodował niby jakąś poprawę, ale w chwili, gdy to napisałem, od razu zrobiło mi się słabo...]


piątek, 8 marca 2013

Rocznica

 
Ponieważ akurat dzisiaj wypada 45 rocznica wydarzeń marcowych, więc całkiem świeży przypis (choć w nieco staroświeckim stylu). Jakiś czas temu "zalajkowałem" na Facebooku stronę posła Roberta Biedronia, który od czasu do czasu wkleja ksera listów, jakie do niego przychodzą. Ten dzisiejszy jest idealnie trafiony... Choć przyznam, że nie do końca rozumiem co miał na myśli autor pisząc: "do zobaczenia w komorze gazowej" (czy brał tu pod uwagę także swoją osobę?). Stylistyka listu oraz argumentacja przypominają do złudzenia komentarze na prawackich portalach, takich jak np. wPolityce braci Karnowskich.


środa, 6 marca 2013

Mark Ruwedel o New Topographics



Jakieś zaskoczenie?

Wczoraj odebrałem na poczcie paczkę z albumem Marka Ruwedela Westward, the Course of Empire. Książka jest genialna! Nie mogę się od niej oderwać...

wtorek, 5 marca 2013

Moje Okęcie


Jak widać na dedykacji musiało się to stać podczas festiwalu poetyckiego Fort Legnica '97 (nazwa imprezy dość debilna, podobnie zresztą jak jej podtytuł "Barbarzyńcy i nie"). Tadeusz Pióro podszedł do mnie nieco płynnym krokiem i spytał (pamiętam dobrze jak podchodził) "czy masz moje Okęcie". Ponieważ kompletnie nie miałem pojęcia o co chodzi, zgodnie z prawda powiedziałem, że nie. A wtedy Tadeusz Pióro wyciągnął z kieszeni malutki tomik z zieloną okładką i wpisał mi tę zamaszystą dedykację.


A niespełna rok później w Krakowie, chyba podczas sesji poświęconej Henrykowi Berezie (ale tu mogę się mylić... może to była jakaś sesja portretowa?), Tadeusz Pióro spytał mnie "czy mam może jego Okęcie" i... kompletnie zaskoczony tym pytaniem, odpowiedziałem szybko, że nie. A wtedy Tadeusz Pióro przyjrzał mi się uważnie, wyciągnął z kieszeni malutki tomik z zieloną okładką i wpisał mi tę - jak widać utrzymaną w bardziej oficjalnym w tonie - dedykację.


Okładka "Okęcia" wygląda tak:


poniedziałek, 4 marca 2013

John Plombe, United States Patent Office, ca. 1846


[John Plombe, United States Patent Office, Washington, D.C., showing F Street facade, possibly taken from the upper floor of the General Post Office, ca. 1846]

Od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie to zdjęcie, a ujmując rzecz ściślej - degerotyp. Ponieważ wielkim krokami zbliża się wiosna, a ja mam ostatnio jakoś wyjątkowo podły nastrój, więc kontempluję sobie na ekranie ten kadr ściągnięty z zasobów Biblioteki Kongresu USA
I właściwie mniej mnie interesuje klasycyzujący budynek Urzędu Patentowego w Waszyngtonie widoczny w tle (bardzo ładny zresztą), co plan pierwszy - czyli takie klasyczne "zaplecze rzeczywistości", które zawsze wygląda ciekawie, gdy sporzy się na nie z wyższej perspektywy. I co dalej? Nie ma żadnego dalej. Siedzę i patrzę dziś na ten obrazek jak sroka w kość.

sobota, 2 marca 2013

WIEŃCE


[04.01.2013]

Zdjęcie urodzinowe... I jedyne udane z tamtego dnia.
Przy pochmurnej i szaroburej aurze, założenie Portry 400 zamiast Ektara okazało się zbawienne...

piątek, 1 marca 2013

WIOSNA


Grzegorz Wróblewski

WIOSNA

wariant nr 1
– powiesić się
wariant nr 2
– też się powiesić
wariant nr 3
    – przezimować
       a na wiosnę
          się powiesić


----------
Wiersz z debiutanckiego tomu: Grzegorz Wróblewski Ciamkowatość życia. I inne wiersze z lat 1982-1992, wyd. bibLioteka Kraków-Warszawa 1992, str. 41. 

[Okładka pierwszego wydania Ciamkowatości życia. Stopka redakcyjna ma w całości brzmienie następujące:

redakcja: Zakon Żebraczy
bibLioteka, Kraków Warszawa 1992, wydanie I
wydawca: Fundacja 'brulionu' przy wsparciu
finansowym Ministerstwa Kultury i Sztuki
projekt okładki: Olga Okoniewska
korekta: Krystyna Andrzejewska
redaktor serii: Robert Telkieli
ISBN 83-85339-07-8
printed in RPRL]

[Reedycja Ciamkowatości życia, opublikowana w 2002 roku przez Lampę i Iskrę Bożą, w dziesięciolecie wydania "filetowej serii" bruLionu. Tym razem stopka redakcyjna wygląda tak:

Copyright © by Grzegorz Wróblewski, 1992-2002
Projekt okładki: Marcin Maciejowski wg zdjęcia Wojciecha Wilczyka
ISBN 83-86735-85-6
Druk: Efekt, Warszawa, ul. Lubelska20/32]

czwartek, 28 lutego 2013

GAZ-53


[Okolice Nowego Miasta nad Wartą, luty 2013. Za podpowiedzią Karola Gustawa Szymkowiaka]

Zaledwie zdążyłem rozłożyć statyw i zapiąć Hassiego na głowicy, a pojawił się właściciel terenu i zaczął ze mną rozmowę. Nie, nie miał nic przeciwko fotografowaniu, ale chciał się upewnić czy nie jestem przypadkiem z prasy, bo na łąkę, na której działałem prowadziła rustykalna brama z napisem o treści BURO 2012 (sic!). Pierwotnie napis brzmiał oczywiście EURO 2012, ale ponieważ jest zastrzeżony przez FIFA, więc mojemu rozmówcy pod karą grzywny kazano go usunąć. A ten zamienił tylko pierwszą literę i trzeba przyznać, że hasło w nowym brzmieniu doskonale pasuje/pasowało do charakteru tej imprezy... Potem opowiadał mi o swoich długoletnich zmaganiach z lokalnymi urzędami (jakieś kwestie pozwoleń na budowę, bo po drugiej stronie drogi miał nieukończony budynek warsztatu samochodowego), czego nie słuchałem jednak uważnie, będąc zajęty kadrowaniem. 
- Jak zobaczyłem proszę pana, że na takiego samego Zisa ładują trumny po tym niby wypadku pod Smoleńskiem, gdzie ta pancerna brzoza przewróciła samolot do góry nogami, to się proszę pana popłakałem... - powiedział w pewnej chwili.
Przez moment zastanawiałem się czy ma sens sprostowanie nazwy  samochodu, bo GAZ (Gorkowskij Awtozawod) to jednak nie to samo co ZIS (Zawod Imieni Stalina), po prostu dwie różne fabryki, no i widoczny na zdjęciu model oznaczony jako "53" produkowano w latach 1961-1993, czyli grubo po śmierci Ziutka Słoneczko.
Właściciel terenu, na którym stałem, wyraźnie i dość przewidywalnie rozkręcał się w temacie katastrofy smoleńskiej. Widząc, że światło zaczyna mi uciekać, postanowiłem zakończyć tę konwersację, co mój rozmówca na szczęście jakoś wyczuł, ale na odchodnym powiedział jeszcze.
- Jak się wkurwię proszę pana, to przebuduję ten mój warsztat, dostawię do niego wieżę, a w środku urządzę ekstra burdel. Bo to jest proszę pana, najlepszy interes na świecie, ale wszystko legalnie, jak tylko Palikot uchwali te nowe przepisy.
Zaniemówiłem...

wtorek, 26 lutego 2013

John Vachon - Warszawa / Stephen Shore - El Paso


Właściwie mógłbym tego posta opatrzyć tytułem Dlaczego klasycy? (3)...
Te dwa zdjęcia, od dawna chodziły mi po głowie i od pewnego czasu chciałem dokonać ich porównania.
Chociaż dzieli je 29 lat, a pierwsze to klasyczny monochrom (4x5"), zaś drugie to odbitka z kolorowego negatywu (8x10"), mają ze sobą wiele wspólnego, jeżeli przyjrzeć się metodzie/konwencji obrazowania.
Powiedziałbym nawet, że w jakiś sposób jedno wynika z drugiego.
I warto też wiedzieć, że Vachon robił dla FSA również kolorowe zdjęcia (można je zobaczyć na stronie Biblioteki Kongresu USA).

John Vachon, Poland 1946, Ruined shrine in Warsaw

Stephen Shore, El Paso Street, El Paso, Texas, July 5, 1975


----------
Pierwsze zdjęcie z książki John Vachon Poland, 1946. The Photographs and Letters of John Vachon, Smithsonian Institution Press, Washington and London 1995. Str. 83.
Druga fotografia pochodzi z albumu Stephen Shore Uncommon Places. The Complete Works, Aperture Foundation, New York 2004. Str. 111.

poniedziałek, 25 lutego 2013

John Vachon, "Poland, 1946" (2)


Dwie fotografie, które w albumie "Poland, 1946" znajdują się pomiędzy pierwszą, a drugą stroną tytułową.



Pierwsza fotografia, do której pozują dwie dziewczynki z pociągu repatriacyjnego (rewelacyjny kadr!), wykonana została na stacji kolejowej gdzieś na Górnym Śląsku.
Na drugiej widać pchli targ w Warszawie. Co ciekawe, publikacja albumu Vachona, w którym naliczyłem 14 zdjęć zrujnowanej stolicy przeszła właściwie bez echa... A fotografie świetne i w każdym calu dokumentalne. I gdyby porównać je do Kodachromów Henry'ego N. Cobba z 1947 roku, których "odkrycie" (a później prezentacja w Domu Spotkań z Historią) narobiło ostatnio tyle szumu, to dostrzec można dość istotną różnicę na niekorzyść tego drugiego.
Jak przeczytałem w posłowiu pióra Ann Vachon, jej ojciec odwiedził Polskę ponownie w 1956 roku i zrealizował tu materiał dla dwutygodnika Look (ciekawe, jak wyglądają te zdjęcia?).

----------
Zdjęcia z książki John Vachon Poland, 1946. The Photographs and Letters of John Vachon, Smithsonian Institution Press, Washington and London 1995.
Kolejno:
1. Two polish girls, standing beside a train, str. III.
2. Warsaw flea market, on the present site of the Palace of Culture, at Emile Plater Street, str. II.

niedziela, 24 lutego 2013

John Vachon, "Poland, 1946"


Ci co przyjeżdżają...




I ci co wyjeżdżają...



----------
Zdjęcia z książki John Vachon Poland, 1946. The Photographs and Letters of John Vachon, Smithsonian Institution Press, Washington and London 1995.
Kolejno:
1. Man with Accordion, str. 114.
2. Shrine on a Boxcar, str 112.
3. Repatriante Family in Boxcar Doorway, str 116.
4. German Deportees, Wroclaw, str. 142.

sobota, 23 lutego 2013

Dlaczego klasycy? (2)


Tym razem bez cytowania tego nudziarza Herberta (choć może jego wiersz Fotgrafia wart jest przytoczenia, a jeszcze bardziej nieco kuriozalny komentarz, jakim utwór ten na łamach Tygodnika Powszechnego obdarzył kiedyś Marian Stala ...).
Dwa zdjęcia Johna Vachona, jakie pojawiły się niedawno na portalu www.shorpy.com, które chyba dość dobrze pokazują, że dokumentalny zwrot w fotografii amerykańskiej, który miał miejsce w latach 60. i 70. XX w. nie był czymś przypadkowym.
Fotografie są z roku 1937, czyli zostały wykonane przed formalnym przyjęciem Vachona do ekipy pracującej dla Farm Security Administration.

 John Vachon - August 1937. Gas station and gospel mission in Cleveland, Ohio.


John Vachon - December 1937. Gas station in Minneapolis.

Niezłe kadry, jak na prace dwudziestotrzyletniego autora, który fotografuje dopiero od roku...

John Vachon nie jest u nas specjalnie znany, a trzeba wiedzieć, że pierwszy solowy album z jego zdjęciami, zawierał fotografie z Polski właśnie.
Książkę już po śmierci Vachona wydał jego córka Ann, a znalazły się tam kadry zarejestrowane w 1946 roku, kiedy fotograf przez 6 miesięcy przebywał w naszym kraju i robił zdjęcia dla UNRRA. Na całe szczęście jednak fotografował nie tylko działania tej instytucji (o co zresztą zwierzchnicy mieli do niego pretensje) i dzięki temu mamy kapitalny - chyba najlepszy w tamtym czasie -zapis z powojennej Polski. Bezbłędnie trafione fotografie z Warszawy, Gdańska, Górnego Śląska, Kielecczyzny, lubelskiego, Nysy Wrocławia. We wspomnianej książce jest też rewelacyjna sekwencja zdjęć, na której zobaczyć można pasażerów pociągu wiozącego repatriantów ze wschodnich terenów II RP na tzw. ziemie odzyskane. Bardzo mocny zestaw!

[John Vachon Poland, 1946, Smithsonian Institution Press, Washington & London 1995]

piątek, 22 lutego 2013

KOPENHAGA Grzegorza Wróblewskiego w Zephyr Press


już wkrótce. W tłumaczeniu na angielski, którego dokonał Piotr Gwiazda. 
A tak (na 99%) będzie wyglądać okładka.




Cieszę się, że ten świetny zbiór próz Grzegorza ukaże się w wersji anglojęzycznej. A na zachętę jeden z moich ulubionych fragmentów (jeden z wielu), który w polskim wydaniu Kartek (2000), znajduje się na stronie 42.

***

     Flemminga P. ukarano grzywną. Zapłaci 2000 koron, ale przy okazji
zrobiło się o nim głośno w gazetach i telewizji. Flemming P. dokonał
niepospolitego czynu. (Jego “akcja” przeszła już do historii Królestwa!)
Wykradł on ze szpitalnej lodówki ciało swojego ojca i zawiózł je po cichu
do mieszkania. Tam odział zwłoki w czarne kowbojki, w skórzane spodnie
i wysłużoną, punkową skórę. (Na głowę trupa włożył motocyklowy kask).
Potem przymocował nieboszczyka do swojej amerykańskiej maszynki,
no i wyruszyli w trasę. Odwiedzili Kopenhagę, gdzie “zaliczyli” wszystkie
ulubione miejsca starego. Pożegnanie było więc męskie i jednocześnie
niezwykle oryginalne. (w stylu śp. Williama S. Burroughsa). Właśnie tego
życzyłby sobie mój ojciec - wyznał zbulwersowanym dziennikarzom Flemming P..
     I jeszcze echo ostatnio zakończonej wojny (Bandidos kontra Hells Angels).
Protesty rady parafialnej, wypowiedzi policjantów, artykuły w prasie…
Na grobie jednego z Aniołów (który bohatersko zginął na placu boju) klubowe
logo Hells Angels. Czy należy zezwolić na to na chrześcijańskim cmentarzu?
Rada parafialna rząda zmiany napisu, natomiast adwokat Aniołów powołuje się
na Prawa Obywatelskie itd.. Grozi Brukselą, sądem i innymi poważnymi
“konsekwencjami”. Co zrobić np. z nagrobkiem Makrela, prezydenta
Bullshitów z Amager, zamordowanego w latach 80 (właśnie przez jednego
z Aniołów), na którym z kolei symbole Zakonu SS?

środa, 20 lutego 2013

GARBY WITAJĄ (GARBY ŻEGNAJĄ)


Garby, 12.02.2013 (za podpowiedzią Karola Gustawa Szymkowiaka)

[Nawet wyzbywszy się "niepotrzebnej ironii", która nastaje na "powagę życia", chyba nie sposób obojętnie minąć obiekt o tak wyraźnym znaczeniowym potencjale...]