środa, 4 stycznia 2012

51


o 03:15. 

W sumie dziwnie się z tym czuję...

Do 03:15 Hiperrealizm odwiedziło 54436 osób.

Z w/w okazji czeka na mnie butelka OMAINE FAILLENC Sainte MARIE z 2009 roku.

[Bytom 2001]

niedziela, 1 stycznia 2012

WYMIANA 2011/2012



nastąpiła w sumie bezproblemowo (a także bezkacowo).

W związku z powyższym: 

WSZYSTKIM CZYTELNIKOM HIPERREALIZMU 
ŻYCZĘ WSZELKIEJ POMYŚLNOŚCI 
I CO TAM SOBIE KTO WYMYŚLI 
(rasistowskie marzenia wykluczone),
ŻYWIĄC JEDNOCZEŚNIE NADZIEJĘ, 
ŻE NIE ZNAJDZIE SIĘ OSOBA, ISTOTA, INSTYTUCJA,
KTÓRA CHCIAŁA BY NAS SAMYCH
PODDAĆ WYMIANIE...  ;)))

piątek, 30 grudnia 2011

ULICA ROBOTNICZA 1


30-12-2011, 14:02 (Nokia 2700)

we Wrocławiu. Przed 1945 Arbeiterstraße? To chyba mało prawdopodobne... ;)

Wybrałem się na Robotniczą za podpowiedzią Wojtka Sienkiewicza, żeby zrobić kolejne zdjęcie do Afterlife, konkretnie chodziło o Trabanta z olbrzymią oponą na dachu, reklamującego - jak nie trudno się domyślić - zakład wymiany opon. Ale ponieważ znajduję się tam wjazd do firmy Archimedes, więc parking, na którym to autko stoi jest permanentnie zapchany i tak też było dzisiaj. Dodatkowo aura/światło takie sobie. Więc odpuściłem, ale ponieważ sama ulica Robotnicza jest zjawiskowa, więc postanowiłem się nie przewieźć w obie strony i wracając, tuż obok dawnego Dworca Świebodzkiego trafiłem na powyższą artystyczną instalację prima sort. Jak dobrze jest błądzić.

Zamontowany na dachu baru dla taksówkarzy samochód (tzn. jego lewy bok), mający się chyba kojarzyć z nowojorskimi taksówkami, to całkiem europejski Opel Rekord P1. Model ten był produkowany w latach 1957-1961. Piękne auto!

czwartek, 29 grudnia 2011

Krzysztof Pijarski w tekście „Po końcu fotoreportażu” m.in. o „Nowym Mieście”

Artykuł wydrukowany w miesięczniku Foto (nr 9/2011), można teraz przeczytać na stronie POLSKA.DOC, za którą stoi Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę. Pod tekstem znajdują się też linki do rejestracji wideo cyklu wykładów Krzysztofa Pijarskiego Po końcu fotoreportażu, jakie wygłosił w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Polecam.

Elżbieta Janicka/Wojciech Wilczyk Nowe Miasto, ul. Śliska -- 15.04.2001

wtorek, 27 grudnia 2011

„ZACHODNI KURS IMPERIUM”


Mark Ruwedel, z cyklu Westward the Course of Empire - Columbia and Western #20, 2000

Tak sobie roboczo przetłumaczyłem tytuł projektu, a także albumu Marka Ruwedela, który w przypadku serii „Machine in the Graden” Jeffa Brouwsa, przywołany został przez jej autora, jako jedna z istotnych inspiracji (obok „Walking the High Line” Joela Sternfelda). „Westward the Course of Empire” to wizualna eksploracja zachodnich obszarów (zgodnie z tytułem zresztą) USA oraz Kanady, a bardziej konkretnie – miejsc, którymi przebiegały budowane w XIX wieku szlaki kolejowe. To dążenie na zachód, przy okazji którego z terenów tych wypierano rdzennych mieszkańców Północnej Ameryki, czyli indiańskie plemiona, ma oczywiście fotograficzną dokumentację. Fotografowie byli uczestnikami wypraw naukowych, towarzyszyli budowniczym kolejowych tras, dokumentowali też zasiedlanie wspomnianych ziem, budowę miast oraz obiektów industrialnych. Wspomniany proces dobrze można obserwować w wydawanej na przełomie XIX i XX stulecia przez Detroit Publishing Company serii barwnych fotolitografii pt. „Obrazy z Ameryki Północnej” (a jeszcze lepiej, oglądnąć zeskanowane negatywy z archiwum tej firmy, dostępne na stronie Biblioteki Kongresu USA). Kolonizacja „Dzikiego Zachodu” przy pomocy obrazów odbywała się w kilku etapach, których swego rodzaju zwieńczeniem było, przeniesienie ich wizualnych reprezentacji na teren „sztuki wysokiej”, by przywołać nietknięte przez cywilizację przemysłową tereny amerykańskich parków narodowych, tak chętnie fotografowane przez Ansela Adamsa czy Edwarda Westona.

Mark Ruwedel, z cyklu Westward the Course of Empire - Tonopah and Tidewater #25, 2002

Mark Ruwedel, z cyklu Westward the Course of Empire - Denver and Rio Grande Western #7, 1996

Monochromatyczne obrazy Marka Ruwedela zrobiły na mnie spore wrażenie i myślę sobie, że ich kształt jest świetnie sporządzoną i pojawiającą się w różnych proporcjach mieszanką, wymienionych wcześniej tradycji obrazowania amerykańskiej fotografii z wyraźnym dodatkiem tego, co pojawiło się na słynnej wystawie „New Topographics: Photographs of a Man-Altered Landscape” Williama Jennkinsa. Zdjęcia Ruwedela są rodzajem dokumentacji, ale bardzo atrakcyjnie podanej, w której znajdziemy też sporo wizualnych odniesień do dokonań ludzi z F64, do Williama Henry Jacksona (od 1897 udziałowca Detroit Publishing Co.) czy stricte użytkowych zdjęć, prezentujących szlaki kolejowe, np. autorstwa Williama Henry Raua (zlecenia dla Pennsylvania Railroad i Lehigh Valley Railroad, zrealizowane w ostatniej dekadzie XIX w.). Pisząc o tych wizualnych nawiązaniach, muszę od razu zastrzec, że pojawiają się one wtedy, gdy pozwala na to sam fotografowany motyw (uwzględniając jego kształt, aurę, światło etc.) i nic nie jest tutaj robione na siłę. Amerykańscy krytycy fotografii podkreślają silny związek Redewela z „nowymi topografami” i trudno się z takim sadem nie zgodzić. Podobnie jak uczestnicy wystawy kuratorowanej przez Jenkinsa, tak samo jak ma to miejsce w przypadku serii zdjęć Edwarda Ruschy z lat 60. XX w. (przywoływanego zresztą przez kuratora „New Topographics”), Rudewel w swym przedsięwzięciu o nazwie „Westward the Course of Empire”, które składa się z monochromatycznych zdjęć wykonanych aparatem wielkoformatowym, zdecydowanie i konsekwentnie posługuje się „stylem zerowym”, co nie wyklucza przecież aluzji (że o ironii nie wspomnę). 

Mark Ruwedel, z cyklu Westward the Course of Empire - Canadian Pacific #3, 2000

  Mark Ruwedel, z cyklu Westward the Course of Empire - Tecopa #1, 1996

Mark Ruwedel, z cyklu Westward the Course of Empire - Tonopah and Tidewater #6, 1995

Mark Ruwedel, z cyklu Westward the Course of Empire  - Deep Creek #2, 1999

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Wałbrzych, ul. Skarżyska, 26.12.2011, 09:26


(Nokia 2700)
  
Tego pięknego "kartona" zobaczyłem najpierw w albumie Andrzeja Ślusarczyka "Wałbrzych powidoki" (zdjęcie było oczywiście czarno-białe i byłem przekonany, że naturalny kolor tej sześcsetjedynki to jasny beż). Na podstawie tego co widać w tle i przy pomocy maps.google.com zlokalizowałem obiekt. Na miejscu okazało się, że druga połowa "kartonika" przymocowana jest na dachu hali napraw samochodów, od Skarżyskiej właśnie. Ale ponieważ dzisiaj zakład był oczywiście zamknięty i było to idealnie pod słońce (które akurat zaczęło coraz mocniej przebłyskiwać zza chmur), więc odpuściłem sobie fotografowanie drugiej części tego wraku. Muszę się tam wybrać jeszcze raz popołudniową porą.

piątek, 23 grudnia 2011

„Żyletkowiec” z Bełchatowa


Bełchatów, ul. Czapliniecka, 21.12.2011

***

Ponieważ pora jest przedświąteczna (chociaż specjalnie nie celebruję i nie partycypuję...), przyszedł mi do głowy wiersz Krzysztofa Jaworskiego pt. „Jezus na prezydenta. Jak myślę, w jakiś sposób na czasie ;) 
Tekst pierwotnie ukazał się w zbiorze opowiadań „Batalion misiów”, do którego zrobiłem zdjęcie na okładkę, a wcześniej w piśmie Bundesstrasse 1 (nr 10, 1996/1997).


Krzysztof Jaworski

Jezus na prezydenta

Jezus kandyduje na prezydenta.
Telewizja pokazuje Jezusa, który przemawia do tłumów.
Jezus mówi coś o dwóch latarkach, z których jedna ma popsute baterie i nie świeci.
- Co to znaczy Jezu? - pyta najbliżej stojący dziennikarz, przyciskając  mikrofon do ust Jezusa.
- Kto ma uszy niechaj słucha - mówi Jezus. Odsuwa ręką mikrofon i dziennikarze nie są zadowoleni.
Jezus przemawia przez megafon.
Dziennikarze robią sondę o Jezusie, który kandyduje na prezydenta.
Rozmawiają z innymi kandydatami.
- Czy to prawda, że Jezus pomieszał wam szyki?
Jezus wśród tłumu niespokojnych dziennikarzy.
- Pójdźcie za mną - nawołuje Jezus.
Ale oni dalej ściskają mikrofony w swoich spoconych dłoniach, które wypadałoby poobcinać.
Mrugają oczami, które wypadałoby wyłupić.
Jezus kandyduje na prezydenta.
Na murach pojawiły się plakaty z jego wizerunkiem i programem wyborczym.
Nikt się jakoś nie kwapi do rozdawania ubogim.
Wreszcie pada nazwa: radykalny lewicowo.
Gdzieniegdzie szemrają o pochodzeniu kandydata.
Program telewizyjny z udziałem Jezusa.
W kuluarach dochodzi do małej przepychanki.
Dziennikarze szarpią się, kto zada pierwsze pytanie.
Twarze nabrzmiałem od wysiłku. Każdy chce być pierwszy.
Pytanie ma brzmieć:
- Kto jest sponsorem pańskiej kampanii?

czwartek, 22 grudnia 2011

OPONY TŁUMIKI SERWIS <-----


Wrocław, ul Strzegomska, 18.12.2011

WULKANIZACJA (uwielbiam to słowo)
SERWIS OPON
POMPOWANIE KÓŁ AZOTEM
TŁUMIKI
[WKS]

środa, 21 grudnia 2011

Bełchatów, 21.12.11, 11:35


(Nokia 2700)

Dzisiaj szybka teleportacja do Zelowa i z powrotem, z postojem w Bełchatowie na ulicy Czplinieckiej, a cała ta podróż w celu sfotografowania ostatniej osoby do projektu o mniejszościach etnicznych w Polsce. Bełchatowski przystanek wymuszony został najpierw przez "żyletkowca", zrobionego z Fiata 126p, który reklamuje skład złomu (fotografowałem go 6 lat temu, ale bez specjalnego powodzenia i teraz też niczego wyjątkowego się nie spodziewam,  ze względu na fatalną lokalizację tego wraku), a w drodze powrotnej zrobiłem zdjęcie widocznemu powyżej walcowi. I tu też może być różnie - obiekt stoi idealnie pod słońce. Ale ponieważ niebo by mocno zachmurzone, a pułap chmur wysoki, więc... się zobaczy po wywołaniu filmu ;)

poniedziałek, 19 grudnia 2011

niedziela, 18 grudnia 2011

Siechnice, ul. Świętej Katarzyny


18.12.2011, 14:02 (Nokia 2700)

Kontynuując mój cykl „byle jak, byle co i byle gdzie”, tytułową triadę uzupełniam niniejszym o czwarty istotny element: „byle czym” ;)))

Fiacik podpowiedziany mi przez Wojtka Sienkiewicza. W momencie gdy robiłem tam zdjęcia, akurat przez dziurę w chmurach zaczęło zaglądać słońce. Powinno być więc nieźle. I mam też nadzieję, że trafiłem w chwile, gdy ten umieszczony na słupie samochód się nie poruszał. Ponieważ wiało dzisiaj dość mocno od południa, a sposób zamocowania tej „reklamy” jest daleki od perfekcji. Używany przez mnie Ektar 100, jak sama nazwa wskazuje ma czułość 100 ASA, więc przy przysłonięciu obiektywu do 11, czas ekspozycji wynosił maksymalnie 1/8 sek., czyli i tak dość długo, jak na mający tendencję do swingowania wrak…


***


Po powrocie do domu dowiedziałem się, że umarł Václav Havel.
Pomyśleć, że impulsem do powstania słynnej Karty 77, było prześladowanie przez czechosłowacką milicję i bezpiekę muzyków zespołu Plastic People of the Universe...

piątek, 16 grudnia 2011

MASZYNY W OGRODZIE


Jeff Brouws z cyklu 'The Machine in the Garden' - former Poughkeepsie & Eastern Railroad right-of-way, abandoned 1938, MP 92, view south, Spring, New York, 2009

Ne Jeffa Brouwsa zawsze można liczyć, pomyślałem sobie, gdy pod dłuższej nieobecności na jego stronie, zobaczyłem tam wczoraj nowy cykl pt. „The Machine in the Garden”. Idea tego projektu jest prosta (zresztą sam autor opatrzył go obszernym komentarzem) i polega na sfotografowaniu szlaków/śladów zamkniętych linii kolejowych w okolicach Stanfordville w stanie New York, a dokładniej w promieniu dziesięciu mil o aktualnego miejsca zamieszkania Brouwsa. Budowane w 70. i 80. latach XIX wieku szlaki, służyły głównie do transportu żywności produkowanej na tym terenie (głównie przemysł mleczny), a ponieważ były to inwestycje realizowane raczej żywiołowo przez niewielkie towarzystwa kolejowe, w momencie wzrostu popularności transportu samochodowego, nie wytrzymały tej konkurencji i zostały zamknięte. Swoje mocne trzy grosze dołożyła tu też ekonomiczna depresja lat 30. XX wieku. Wspomniane szlaki kolejowe, nie obsługujące prawie w ogóle ruchu pasażerskiego, wytyczone czasem niemal równolegle względem siebie, przebiegały przez malowniczy krajobraz Dutchess County w południowo-wschodniej części Stanu Nowy Jork.

Jeff Brouws z cyklu 'The Machine in the Garden' - former Newburgh, Dutchess & Connecticut right-of-way, abandoned 1938, MP 5,6, crossing private land, view east, Winter, near Husteads, New York, 2011

Jeff Brouws z cyklu 'The Machine in the Garden' - former Poughkeepsie & Eastern Railroad right-of-way, abandoned 1938, MP 92, view south, Winter, McIntyre, New York, 2010

Jeff Brouws z cyklu 'The Machine in the Garden' - former Newburgh, Dutchess & Connecticut right-of-way, abandoned 1938, MP 16,5, Mashomack preserve, view north, Summer, Briar Hill, New York, 2011

Jeff Brouws, który jest bacznym obserwatorem zmian zachodzących w amerykańskim pejzażu, pod wpływem hulającej sobie jak chce i gdzie chce wolnorynkowej ekonomii (warto w tym miejscu przywołać jego znakomity cykl pt. „Krajobraz zdegradowany”), wybrał tym razem motywy zdecydowanie kameralnym charakterze. Seria „Maszyny w ogrodzie” zrealizowana jest w formacie prostokątnym  - Mamiya 7, a nie jak do tej pory dającym kwadraty Hasselbladem, ale i w tym projekcie pojawiają się charakterystyczne dla tego autora panoramy, składane z kilku kadrów. Te kilkanaście klatek, które możemy zobaczyć na internetowej stronie Brouwsa, to tylko zapowiedź większej całości, która przyjmie oczywiście postać albumu (sam autor mówi o tym w wywiadzie, który można przeczytać tutaj). Oglądając piękne kadry z cyklu „The Machine in the Garden”, pomyślałem niemal automatycznie o terenach Dolnego Śląska oraz o tamtejszych opuszczonych szlakach kolejowych, które niestety… A ponieważ w Krakowie świeci dzisiaj słońce, mam dzień wolny od zajęć i przed chwilą znów zanurzyłem się w krajobrazach z Dutchess County, nie chce mi się poprzedniego zdania kończyć.

Jeff Brouws z cyklu 'The Machine in the Garden' - former Newburgh, Dutchess & Connecticut right-of-way crossing Buttercup Wildlife Preserve, MP 18, view north, Late Fall, near Stissing, NY, New York, 2010

czwartek, 15 grudnia 2011

PROCES MYŚLOWY


Kraków, ul Śląska, 08.05.2011 

Proces myślowy - a może lepiej powiedziawszy - proces myślowo-decyzyjny w przypadku tego napisu, trwał, trwał, trwał, trwał... i jeszcze raz trwał (bagatela, osiem miesięcy!), tak, że straciłem wszelką nadzieję. Tymczasem wracając dzisiaj z lablabu ze świeżym wydrukiem w ręce i kierując się do firmy ramiarskiej na ulicy Sławkowskiej, wybrałem trasę przez ulicę Śląską i tu czekała mnie niespodzianka. Czyli jednak można. Nie wspominając już, że trzeba.

 15.12.2011, 14:38 (Nokia 2700)