Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agi Mishol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agi Mishol. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lipca 2020

(i twoje pierwsze dziecko jest bombą)

Agi Mishol

SAMOBÓJCZYNI ANDALIB TAKATAKA


                                                         Wieczorem ściemnia się,
                                                         a ty masz tylko dwadzieścia lat
                                                         Nathan Alterman, Wieczór na bazarze

Masz dopiero dwadzieścia lat

i twoje pierwsze dziecko jest bombą.
Pod szeroką ciążową sukienką
nosisz materiał wybuchowy z ostrymi kawałkami metalu
i przechodzisz przez park Andalib Tikatko
tykając między ludźmi.

Ktoś poprzestawiał ci tryby w głowie

i kazał iść do miasta.
Ty która pochodzisz z Bejtlechem,
wybrałaś właśnie piekarnię
i tam wyrwałaś zawleczkę.
Razem z chałkami na szabat
posypanymi sezamem i makiem
posłałaś się do nieba.

Razem z Riwką Fink

Jeleną Konrajew z Kaukazu
Nissim Cohenem z Afganistanu
i Suhillą Huszi z Iranu
pociągnęłaś za sobą jeszcze
dwóch Chińczyków.

O tamtego czasu twoją historię

zaćmiły inne sprawy
ale ja wciąż o niej mówię i mówię
nie mając nic do powiedzenia.

[Niejako do pary, tym razem wiersz w przekładzie Angeliki Adamczyk i Justyny Radczyńskiej. Będziemy tu często wracać do tekstów Agi Mishol z książki Jestem stąd.]



sobota, 25 lipca 2020

(drudzy nie chcieli takiego prezentu)

Agi Mishol

„NIE BYŁO OFIAR‟

Jego nikt nie policzył,
osiołka z fotografii
poniżej nagłówka.

Biały osiołek,
którego życie zaprzęgnięto do dźwigania rupieci,
i arbuzów,
zapewne stał cicho,
kiedy mocowano mu na grzbiecie siodło
z dynamitem,
a potem klepnięto go w zadek,
ponaglając okrzykiem
jalla itla,
żeby szedł w kierunku wroga ‒


jednak w połowie drogi
zauważył zielone źdźbła trawy,
rosnące między kamieniami,
i przerwał akcję,
żeby je poskubać,
sam ze sobą 
w tykającej ciszy.

Nie napisano, kto strzelał:
jedni przestraszyli się, że zawróci,
drudzy nie chcieli takiego prezentu.

Lecz kiedy pośród wichru on wstąpił do nieba,
przyjęty w poczet męczenników,
siedemdziesiąt dwie przeczyste oślice
czule lizały jego rany.

[Wiersz w przekładzie Beaty Tarnowskiej z książki Jestem stąd, którą opublikowało właśnie Wydawnictwo a5. Kupiłem dzisiaj i przeczytałem od razu od deski do deski, co nieczęsto mi się zdarza...]