Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edward Pasewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edward Pasewicz. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 października 2019

I ten wieczór też może będzie fajny

Jeżeli po całym dniu siedzenia przed ekranem nie padnę na ryj... No ale, chciało się wydawać książkę z 500 zdjęciami w środku.



Musiccorner przeprowadził się z okolic Placu Szczepańskiego na ulicę Urzędniczą, więc mam teraz do nich rzut beretem. Szkoda, że czasy kiedy płyty CD kupowało się w „salonach muzycznych minęły zdaje się bezpowrotnie... Czy ta nazwa w ogóle jeszcze funkcjonuje (czy ludzie urodzeni w późnych latach dziewięćdziesiątych wiedzą co to takiego CD?)? Niby wszystko można zamówić przez internet, ale możliwość przeglądania albumów leżących na regałach, to zupełnie inna przyjemność, niż zapowanie po wolno ładujących się sklepowych portalach (gdzie i tak sporo tego, co jest oferowane do zakupu, to nieaktualne propozycje z list ofertowych dystrybutorów). Czy jakiś cwany piarowiec nie mógłby wykombinować kampanii marketingowej, która spowodowałaby powrót klientów do CD? Przecież coś takiego zrobiono z winylami...

Zacząłem teraz słuchać nowego nabytku i już widzę (słyszę), że to był dobry wybór. Skądinąd ciekawe jest to obsadzenie kastratami ról heroicznych w operach barokowych... (nie tylko heroicznych). A partię Arsamene (męską) śpiewa tutaj fenomenalna Vivica Ganeaux.

Z innej beczki, czytałem sobie ostatnio tom Edwarda Pasewicza Och, Mitochondria (Wydawnictwo EMG, 2015) i trafiłem na taki tekst:


Edward Pasewicz

Gdzieś między drogą a ciemniejącym niebem

To  musiał być sen,
bo we wstecznym lusterku
widziałem, ja wyrasta miasto
na jałowych dotąd polach.

Nie całkiem sam jechałem,
bo ktoś obok biegł i na poboczach
miłosierni dobijali jednego za drugim.

Kto mnie zatrzymał i kazał pić,
nie wiem, kto wkłuł się do żył,
kto podłączył mowę. Który z nich
w mitochondria się wślizgnął
i suchy kaszel zamienił w dręczące rzężenie,
nadal nie wiem.

We wstecznym lusterku tylko
blask i drżenie,
tylko blask i drżenie.

sobota, 17 sierpnia 2019

(Chodził sobie tamtędy pan prąd)

Edward Pasewicz

La Boqueria

Pan prosiak nie żyje mówi jej matka,
trup migocze jak płomień. Chłodna lada lśni.
Przecięty. Dziewczynka liczy mu zęby
i paluszkiem wskazuje puszkę po mózgu.
Wyjęty. A tu był drut. Mleczny rdzeń
z krwawym żyłkowaniem. Chodził sobie tamtędy
pan prąd i pan prosiak mógł sobie pić mleczko
jak ty. Rzeźnik nic nie rozumie, jesteśmy
na la Boqueria, matka dziewczynki piła kawę
przy Gran Teatre del Liceu. Jest Polką, chociaż
mieszka w Tybindze i kiedy stoję przy nich,
pewnie się nie domyśla, że rozumiem co mówi.
A kiedy prąd już w nas nie mieszka,
wtedy się śpi. Dziewczynka kiwa głową
i pyta gdzie idzie pan prąd, kiedy z niej wychodzi.
Tego nikt nie wie, odpowiada, pewnie tam gdzie chce.

[Wszedłem kiedyś (z pół roku temu) do księgarni w pod Synagogą Wysoką na Kazimierzu w Krakowie, wziąłem do ręki tom Pałacyk Bertolta Brechta Edwarda Pasewicza, który otwarł mi się właśnie na tym wierszu (czyli na stronie 36, a tom wydała w 2012 roku oficyna EMG).  Kupiłem. Książka warta polecenia!]