środa, 7 sierpnia 2013

Karol Gustaw Szymkowiak "Nieruchomi podróżnicy" (pierwsza odsłona)


Kiedy natrafiłem na bloga ślady przejścia? Chyba ponad dwa lata temu, kiedy jego autor skomentował coś na hiperrealizmie, więc go po prostu zgooglowałem. A wtedy Karol Gustaw Szymkowiak używał jeszcze niemal wyłącznie nieco archaicznej dwuobiektywowej lustrzanki Flexaret produkcji Meopty oraz materiałów czarno-białych. W międzyczasie wiele się zmieniło, miejsce Flexareta zajęła Bronica SQ, monochromatyczne filmy zastąpione zostały przez Ektary, no i przede wszystkim daleko idącej modyfikacji uległ sposób fotograficznego działania. Autor śladów przejścia ma wyraźną predylekcję do wypowiedzi w konwencji fotograficznego dokumentu, ale konstruowane przez niego cykle idą w kierunku eksponowania metaforycznych znaczeń, są liryczne i poetyckie. I taka właśnie (przynajmniej dla mnie) jest jego najnowsza i co dopiero zaprzentowana czytelnikom przejść, seria Nieruchomi podróżnicy. Warto zwrócić uwagę jak fajnie, trafnie i konsekwentnie zarazem, autor tego cyklu wykorzystuje późnozimową i wiosenną aurę oraz najczęściej wszesnoranne (także późnopopołudniowe?) światło. 






Karol Gustaw Szymkowiak, Nieruchomi podróżnicyzdjęcia z strony:
 ślady przejścia - karolgustawszymkowiak.blogspot.com

wtorek, 6 sierpnia 2013

Balkon, Zabawy na balkonie


czyli obrazy Jarosława Modzelewskiego pod takimi tytułami przychodzą mi na myśl, kiedy o szóstej rano budzi wycie kosiarek do trawy.

Jarosław Modzelewski, Balkon, 2005
tempera żółtkowa na płótnie, 120x180cm.

Kosiarze nigdy nie pracują solo. Idą zawsze ławą lub tyralierą, jak polscy bohaterscy wojacy spod Lenino czy Monte Cassino. Dwutaktowe silniczki wyją na wysokich obrotach, a ja wydostając się z krainy snu, mam wrażenie, że teleportowano mnie na zawody motocrossu... 

Jarosław Modzelewski, Zabawy na balkonie, 2005
olej na płótnie, 120x180cm

Trawniki (to zbyt duże słowo) są na moim osiedlu rachityczne. Ledwo wątła trawka zdąży odrosnąć od gleby, a już pojawia się ta hałaśliwa ekipa, wynajmowana przez administrację budynków. A np. w takiej Skandynawii wykasza się tylko pół metra od brzegu chodnika lub jezdni, a dalej trawy i zioła (chyba też specjalnie siane) rosną sobie wybujałe i nikomu to do k... nędzy, nie przeszkadza. Patrzę przez okno i widzę pożółką, wyskubaną murawę (to zbyt duże słowo) pod naszym blokiem, która do złudzenia przypomina bałkańskie ścierniska, na których pasą się osły.

Jarosław Modzelewski, Zabawy na balkonie, inny wieczór, 2005
tempera żółtkowa na płótnie, 120x180cm

Przy okazji, Jarosław Modzelewski to świetny malarz!

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Tamten Zamość


Na Rynku Solnym w Zamościu natknąłem się przedwczoraj na plenerową wystawę zdjęć Józefa Dudy. Fotografie zostały wykonane z wieży zamojskiego ratusza w drugiej połowie lat 60. XX w. i pokazują historyczne centrum miasta. Józef Duda - jak przeczytałem na stronie Archiwum Państwowego w Zamościu - był miejscowym fotografem i urzędnikiem Miejskie Rady Narodowej. Zdjęcia zupełnie niezłe (widać tu jak na dłoni, jak ważną rolę w dokumencie odgrywa wybór odpowiedniej perspektywy...), choć jak myślę, można by je jeszcze lepiej wyedytować, rezygnując jednocześnie z sepiowego tonowania.

Józef Duda, fotografia z wystawy Tamten Zamość ze strony Archiwum Państwowego w Zamościu. Na zdjęciu widać remontowany budynek zamojskiej synagogi, bez dachu i bez "zrekonstruowanej" attyki - która tak naprawdę jest luźną fantazją konserwatora...

Józef Duda, fotografia z wystawy Tamten Zamość ze strony Archiwum Państwowego w Zamościu. W miejscu widocznego w środkowej partii zdjęcia Dworca PKS jest obecnie parking, zaś tabor państwowego przewoźnika to: Jelcze RTO 043 (popularne "ogórki"), Sany H01, H25, H27 i nawet jeden - widoczny po lewej stronie - San N52 (konstrukcja na podwoziu ciężarówki Star 20). A więc stanowczo lata 60.

Józef Duda, fotografia z wystawy Tamten Zamość ze strony Archiwum Państwowego w Zamościu. Widoczny w centrum kadru budynk o sakralnym wyglądzie, to dawny kościół franciszkański Zwiastowania NMP, który podczas modernizacji poz zajęciu twierdzy Zamość przez Rosjan (wcześniej pod austriackim panowaniem dokonano kasaty zakonu), został przekształcony na magazyn wojskowy. W okresie międzywojenny mieścił się tu m.in. muzeum, Sejmik Powiatowy (po 1945 także Liceum Plastyczne) oraz kino o nazwie "Stylowy", funkcjonujące w tym obiekcie aż do roku 1994.

niedziela, 4 sierpnia 2013

I znowu ironia, znowu pogarda...


...wobec "powagi bytu" - jak by to zapewne ujął krytyk krytyków od wykrzykników (© Wojtek Sienkiewicz). 

 2013-08-03  18:14, Zamość
 2013-08-04 10:33, Jarosław
2013-08-04  12:21, Trzciana

Dwudniowa rajza: Kraków-Ruda-Stale-Zamość-Jarosław-Trzciana-Lipie-Ładna-Kraków i 8 obiektów zaliczonych.

Podziękowania dla Piotrka Komajdy za dwie podpowiedzi: Stale i Zamość. :)

piątek, 2 sierpnia 2013

Andrzej Maciejewski "Places and Things"


 Andrzej Maciejewski, z cyklu Places and Things, Warszawa, Poland, March 1984

 Andrzej Maciejewski, z cyklu Places and Things, Ursus, Poland, April 1984

Jakiś czas temu (pół roku temu, jak ten czas leci...) napisałem tekst do dwumiesięcznika Teksty Drugie, poświęcony fotografowaniu realiów PRL-u w czasach istnienia tego państwa i śladów po jego transformacji w III RP. Cały numer (zapewne ukaże się w tym roku) pisma ma być właśnie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej poświęcony, a mój artykuł nosi tytuł Fotografia w poszukiwaniu PRL. I pisząc ten tekst, zastanawiałem się jak jest to możliwe, że nikt przed rokiem 1989 nie dokonał w Polsce werystycznego zapisu - powiedzmy, że w jakiemś tam stopniu - o topograficznym charakterze... Że właściwie zawsze peerelowskie realia pojawiały w parze z mruganiem okiem do widza - w sensie, że "wicie, rozumicie, prawdziwe życie jest gdzie indziej". Nie znałem wtedy zdjęć Andrzeja Maciejewskiego (krążące po Polsce rok temu wystawy Garden of Eden i Weather Report uszły mojej uwadze - ta pierwsza pokazywana była w Centrum Sztuki Współczesnej Solvay, a tam raczej nie bywam, jak widać to błąd) i jego kapitalnego cyklu Places and Things z 1984 roku. 

 Andrzej Maciejewski, z cyklu Places and Things, Warszawa, Poland, March 1984

Andrzej Maciejewski, z cyklu Places and Things, Ursus, Poland, February 1984

Wydawać by się mogło, że takie ujęcie tematu to bardzo prosta, wręcz trywialna sprawa. Tak się jednak składa, że Maciejewski nie ma tu żadnej konkurencji... (a więc, jest to proste czy nie?) I co ciekawe, "starzy dokumentaliści", którzy w okolicach millenijnego przesilenia zaczęli wreszcie fotografować polską rzeczywistość (archaizując jednocześnie post-peerelowskie relikty) w żaden sposób nie przebijają autora Miejsc i rzeczy. Teraz trochę o "wpływologii", w wywiadzie zamieszczonym na stronie magazynu Serious Photo Stuff Andrzej Maciejewski wspomina o ważnym dla niego kontakcie z twórczością Andrzeja Jerzego Lecha oraz o studiowaniu fotograficznych albumów, dostępnych w blbliotece warszawskiej ASP. Wymienia też nazwiska autorów jacy wywarli bezpośredni wpływ na to co robi (Eugène Atget, August Sander, Albert Renger Patzsch, Stephen Shore, the Bechers, Karl Blossfeldt, Joel Sternfeld, and many more) oraz tych, których podziwia (Cartier-Bresson, Robert Frank, William Eggleston, Andreas Gursky, Martin Parr, Jeff Wall). I myślę, że to się czuje podczas  oglądania zdjęć zamieszczonych na autorskiej stronie Andrzeja Maciejewskiego. Ale jednocześnie widoczne też jest, że fotografie wymienionego chwilę wcześniej plutonu klasyków fotografii to źródło inspiracji, a nie obiekty do kopiowania i naśladowania. Bardzo wczesny i już dojrzały cykl Places and Things, wykonany na rok przed emigracją autora do Kanady jest tego najlepszym dowodem.

Andrzej Maciejewski, z cyklu Places and Things,Warszawa, Poland, March 1984

Andrzej Maciejewski, z cyklu Places and Things,Warszawa, Poland, March 1984

Andrzej Maciejewski, z cyklu Places and Things,Ursus, Poland, April 1984

I jeszcze na koniec portret autora oraz sprzętu, jakim się wtedy posługiwał (poczciwy i niestety rzadko niezawodny Pentacon Six).


Andrzej Maciejewski, z cyklu Places and Things, Warszawa, Poland, March 1984

czwartek, 1 sierpnia 2013

przydrożny hotelik, transmisja telewizyjna


Reiner Kunze

przydrożny hotelik, transmisja telewizyjna
mecz Niemcy-Holandia

Tego by trza do gazu - mówi
młody człowiek, kiedy Holender
strzela bramkę

Nie można mówidź, myśleć takie rzeczy - mówi
hotelarz

Tego by trza do gazu - mówi
mlody człowiek, kiedy Holender
strzela drugą

Hotelarz roznosi piwo, goście
mają pianę na ustach

Jakie oni myślą rzeczy których nie można mówić
Jakie oni myślą rzeczy których nie można myśleć


[przekład Jakuba Ekiera. W książce: Reiner Kunze Remont poranka. Wybór przeklad i posłowie Jakub Ekier, Biuro Literackie, Wrocław 2008, str. 68. 
Wiersz jak najbardziej na czasie...]

środa, 31 lipca 2013

Cmentarz żydowski w Mikulovie


Jan Skácel

Cmentarz żydowski w Mikulovie

Ostatni umarli leżą daleko
ale ci
którym się poszczęściło
nie mają tu źle

Ktoś zasadził przy płocie morelę
i nikt nie przychodzi w lecie po owoce
ludzie krępują się
zjadać umarłym złote jabłka

Dojrzały i opadają
dziesiątki małych słońc turlają się po trawie
koło grobu Szymona i Rebeki
Pajęczym pismem
zapisał się tu na kamieniach czas

Kulki śnieguliczek
trzaskają pod nogami jak wystrzały
w galicyjskiej Kirlibabie

Wszystko było już dawno
Tylko ta niestosowna słodycz
pełna jest os
i sama sobie wspomina


[przekład Leszka Engelkinga. Z książki: Leszek Engelking Maść przeciw poezji. Przekłady z poezji czeskiej. Biuro Literackie, Wrocław 2008. str. 318.]

wtorek, 30 lipca 2013

Co z tą fotografią?


Jest Bandycka grzęda zdjęciem autorstwa Jacoba Riisa (jak pisze o tym portal coztafotgrafia.blogspot.com) czy nie jest? Chyba jednak nie...



Ja też przez długi czas nie miałem co do tego jakichś specjalnych wątpliwości. Jednak właśnie to zdjęcie, które otwiera słynną książkę Jak żyje druga połowatrochę nie dawało mi spokoju swoją odmienną stylistyką... No i ta charakterystyczna winieta w górze kadru, która nie pojawia się później w żadnym ujęciu. Więc raczej - tak jak można przeczytać na zeskanowancyh powyżej stronach albumiku wydawnictwa Phaidon - to Richard Hoe Lawrence lub Henry G. Piffard, autorzy wykonujący wówczas stereoskopowe fotografie o komercyjnym przeznaczeniu.

[Wszystkie skany z książki: BonnieYochelson Jacob Riis, Phaidon Press limited, 2001]

poniedziałek, 29 lipca 2013

DWIE KAPITALNE WYSTAWY

z których jedna się wczoraj skończyła - Niepokoje Wilhelma von Blandowskiego w Czytelni Sztuki w Gliwicach (i udało mi się ją w końcu oglądnąć!), a druga została otwarta w miniony piątek w Muzeum Etnograficznym w Krakowie - Ciemne świecidło. Fotografie Michała Greima (1828-1911). Obie ekspozycje łączy osoba kuratora, którym jest Wojciech Nowicki. Obie wystawy są świetnie przygotowane i mają porządnie wydane katalogi (w przypadku Gliwic jest to regularny album fotograficzny), w których przeczytać możemy - jak zawsze ma to miejsce u Nowickiego - kompetentne i ciekawie napisane eseje. 
Zarówno Blandowski jak i Greim prowadzili dość przeciętne zakłady fotograficzne, świadczące typowy dla tamtych czasów "zestaw usług dla ludności", tym jednak co doróżniało obu fotografów od wcale licznej rzeszy właścicieli fotograficznych atelier, są zdjęcia wykonywane bez komercyjnego przeznaczenia. No i patrząc na te fotografie, widać w nich na przykład swoistą zapowiedź pewnych rzeczy, które się później przydarzyć miały temu medium, kiedy zaczęto wobec niego używać przytmiotnika "artystyczny". Stosunkowo chyba częsta u dziewiętnastowiecznych fotografów skłonność do tworzenia katalogów przedstawicieli różnych zawodów lub typów ludzkich w przypadku Blandowskiego czy Greima wyraźnie odstaje od ówczesnej rzemieślniczej rutyny. 

Michał Greim, Rosyjski wyrobnik z okolic Chocimia, Kobieta na jarmarku chocimskim, lata 70.-80. XIX w., odbitki albuminowe [skan z katalogu Ciemne świecidło. Fotografie Michała Greima (1828-1911), Muzeum Etnograficzne im. Seweryna Udzieli w Krakowie, Kraków 2013, str. 36-37]

Oczywiście obie muzealne kolejce oglądamy w kuratorskim układzie i przez pryzmat tego, co się wydarzyło w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat w fotografii, traktowanej jako wypowiedź o artystycznym chrakterze. Tak więc porteretom Blandowskiego i Greima zakakująco blisko np. do... Ludzi XX wieku Augusta Sandera, z tym, że w ani jeden, ani drugi nie miał pomysłu na bardziej rygorystyczne zorganizowanie materiału i związaną z tym celowość działania. Wykonane przez Blandowskiego na zlecenie Victora von Groelinga zdjęcia krów rasy holenderskiej z hodowli w Szałszy (lata 1867-68) blisko znowuż do serii o charakterze wizualnej typologii, ale... to wszystko m.in. dlatego, że same właściwości aparatu fotograficzne, a ściślej rzecz ujmując - parametry tejestracji obrazu, "uśredniają" to, co jest zapisywane. No, a jeżeli fotografowane obiekty obadarzone są powtarzającymi się cechami i dodatkowo występują na zbliżonym tle, wtedy tylko... trzeba(by) mieć pomysł na wykorzystanie takiego wizualnego potencjału.

Wilhelm von Blandowski, Karta z albumu: siedem krów i byk ze stada krów holenderskich Victora von Groelinga w Szałszy, 1987-68 [skan z książki Niepokoje Wilhelma von Blandowskiego. Tekst i wybór zdjęc: Wojciech Nowicki, Czytelnia Sztuki, Gliwice 2013, str. 38]

sobota, 27 lipca 2013

Krzysztof Jaworski prowadzi bloga !!!

Prowadzi go od 9 dni, a ja dopiero teraz o tym informuję... Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że od razu zamieściłem na hiperrealizmie linka do jego strony (między Krytyką polityczną a Obiegiem). 
Na swoim blogu, który ma podtytuł "archiwum literackie", Krzysztof Jaworski zamieszcza na razie (i zgodnie z przywołanym podtytułem) różne, bardzo ciekawe archiwalia ze swojej twórczości, ale mam nadzieję, że pojawią się też nowe rzeczy. W poście z 25 lipca natknąłem się na skan maszynopisu (wydruku?) wiersza, którego nie znałem. A że utwór ten od razu mi się spodobał, więc wklejam go poniżej. Miłej lektury ;))


piątek, 26 lipca 2013

Thaddeus Holownia


Oglądając kilka dni temu stronę Jeffa Brouwsa (niestety nic nowego na niej nie ma) otwarłem zakładkę events, a tam znalazłem informację o wystawie Car Culture: Art and Automobile w Heckscher Museum w Huntington. A po wejściu na stronę rzeczonej isntytucji natknąłem się pracę na nieznanego mi wcześniej fotografa o nazwisku Thaddeus Holownia

Thaddeus Holownia, z serii Headligting (1974-1977)

Zaprezentowane na muzealnym portalu zdjęcie wykonane zostało wielkoformatowym aparatem panoramicznym 8x20" (w Ameryce używa się wobec tych urządzeń określenia banquet camera, ponieważ wykorzystywaneo je głównie do robienia zbiorowych fotografii portretowych, chociaż do pejzażu też się świetnie nadają...), którego kasety załadowane zostały... papierowymi negatywami. Wszystko dlatego, że seria ta pomyślana została jako swoisty homage dla Henry Foxa Talbota. Pomyślmy jak taki homidż dla jakiegokolwiek fotografa z pierwszej połowy XIX wieku, wyglądałby w wykonaniu rodzimego autora: rozmokłe kolodiony z obowiązkowymi zaciekami... albo niewyraźne i nieostre papiery solne... albo pinhole naświetlane w kieszeni lub przy pomocy kamery wykonanej z buta... a wszystko w obowiązkowych czarnych ramach...

Thaddeus Holownia, Canning, NS 1988, z serii Station: Irving Architectural Landscapes 

No i oglądając stronę Thaddeusa Holowni natrafiłem na interesującą serię o nazwie Station: Irving Architectural Landscapes, która została zreaizowana w latach 1979-2004, także przy pomocy panormaicznej kamery, tyle że 7x17" i na klasycznych negatywach, z których artysta sporządza wyłącznie stykowe odbitki. Tak sobie myślę, że jest to zpewne jakieś pokłosie wystawy New Thopographics, ale co jest fajne w przypadku Holowni, to to, że nie stara się on naśladować któregokolwiek z występujących podczas tamtejszej ekspozycji fotografów, a swój topograficzny zapis robi na własną rękę. Druga istotna kwestia w przypadku tej serii, to czas realizacji cyklu - 25 lat! A biorąc pod uwagę, że projekt ten ma zobrazować efekt franczyzacji krajobrazu przez handlującą paliwami firmę Irving, jest zabiegiem jak najbardziej wskazanym (ale też oczywiście wymagającym sporej cierpliwości).


 Thaddeus Holownia, Halifax, NS 1992, z serii Station: Irving Architectural Landscapes

 Thaddeus Holownia, Dorchester, NB 1984, z serii Station: Irving Architectural Landscapes

Thaddeus Holownia, Sackville, NS 1996, z serii Station: Irving Architectural Landscapes

I na koniec jeszcze słowo na temat banquet camera 7x17", którą Thaddeus Holownia się posługuje (przy fotografowaniu Paryżą używa także formatu 5x7"). Otóż tak się składa, że bardzo podobne urządzenie, także o rozmiarach kadru 7x17" stosuje od pewnego czasu z powodzeniem Andrzej Jerzy Lech. Nie mam pojęcia, czy ta koincydencja wynika ze znajomości zdjęć kanadyjskiego fotografa, czy też jest dziełem przypadku. Kamera Lecha to obiekt zabytkowy, aparat Holowni (widoczny na filmie) wygląda raczej na niezbyt stare urządzenie, wyposażone we współczesnie produkowaną optykę. Dlaczego o tym piszę? Dlatego bo dla rodzimych krytyków sztuki/fotografii to niezwykle "ważna" informacja... Gdyby posiadali wiedzę na temat istnienia Thaddeusa Holowni oraz jego świetnych zdjęć i gdyby nie za bardzo lubili Andrzeja Jerzego Lecha, to by mu na każdym kroku o istnieniu kanadyjskiego fotografa przypominali (że już Holownia w latach siedemdziesiątych... też panoramicznym aparatem 7x17"... tylko na stykowych odbitkach... etc., etc.).


Thaddeus Holownia, Joggins, NS 1988, z serii Station: Irving Architectural Landscapes

czwartek, 25 lipca 2013

5 LAT TEMU

umarł Eryk Zjeżdżałka. To smutna rocznica. I dzisiaj o godz. 18:00 we wrzesińskim Muzeum Regionalnym otwiera się jego wystawa pt. "Portrety", na której wernisaż niestety nie dam rady przyjechać (czego żałuję). 


Kiedy w 2002 roku szukałem autorów do pokazania na planowanej wtedy wystawie "Fotorealizm" w Zderzaku (skądinąd pierwotny tytuł tego pokazu to "Hiperrealizm", ale przeciwko tej nazwie stanowczo zaprotestowali właściciele galerii), na jakiejś stronie internetowej natrafiłem na kilka zdjęć Eryka Zjeżdżałki z jego pokazu pt. "Inwentaryzacja", który był dokumentalnym zapisem prac rozbiórkowych we wrzesińskiej fabryce domów o nazwie Stokbet. Nie pamiętam już w jaki sposób zdobyłem namiary na autora, w każdym razie na wystawie w Zderzaku gros zdjęć z setu Eryka to były właśnie kapitalnie trafione kadry ze Stokebetu. I jeżeli przeglądniemy wydany w wydawnictwie Kropka w 2009 minialbum pt. "Był sobie Stokbet..." to widać wyraźnie, że 43 kadry jakie się tam znalazły, układają się w narrację o zdecydowanie topograficznym charakterze. Eryk Zjeżdżałka ewidentnie nie był "starym dokumentalistą"!

środa, 24 lipca 2013

KATALOG WYSTAWY JANICKA & WILCZYK. INNE MIASTO

W postaci pdf jest już dostępny na stronie Otwarta Zachęta. O czym z przyjemnością wszystkich cztelników hiperrealizmu informuję i ZAPRASZAM DO OGLĄDANIA oraz CZYTANIA!

wtorek, 23 lipca 2013

Petrochemical America



to album Richarda Misracha & Kate Orff, na który natknąłem się zeszłą sobotę w berlińskiej księgarni Walthera Königa. Rzecz dotyczy rzeki Mississippi, a konkretnie jej stupięćdziesięciomilowego odcinka od Baton Rouge aż po Nowy Orlean, noszącego też nazwę Cancer Alley - z racji zlokalizowania przy jej brzegu dużej liczby zakładów chemicznych. W książce można zobaczyć 150 fotografii tego terenu autorstwa Richarda Misracha (wykonanych w dwóch podejściach: w 1998 i 2010 roku) oraz rysunki Kate Orff, które są rodzajem "tablic edukacyjnych" pokazujących kulturowe, ekologiczne i ekonomiczne aspekty degradacji wspomnianego obszaru. Album wydała Fundacja Aperture w 2012 roku i na rodzimych portalach lub blogach poświęconych fotografii przeszedł on chyba bez echa... Szkoda, bo zdjęcia nie tylko są świetne (jak zawsze w przypadku Misracha), ale też dotyczą kwestii dewastacji środowiska naturalnego przez turbo-kapitalizm, z czym coraz bardziej mamy do czynienia również w Polsce (i niemal wszyscy obywatele tego kraju kładą na to laskę...). O Petrochemicznej Ameryce Fundacja Aperture pisze na swojej stronie w sposób następujący:

Petrochemical America features Richard Misrach’s haunting photographic record of Louisiana’s Chemical Corridor, accompanied by landscape architect Kate Orff’s Ecological Atlas—a series of “throughlines,” speculative drawings developed through research and mapping of data from the region. Their joint effort depicts and unpacks the complex cultural, physical, and economic ecologies along 150 miles of the Mississippi River from Baton Rouge to New Orleans, an area of intense chemical production that first garnered public attention as “Cancer Alley” when unusual occurrences of cancer were discovered in the region.

This collaboration has resulted in an unprecedented, multilayered document presenting a unique narrative of visual information. Petrochemical America offers in-depth analysis of the causes of decades of environmental abuse along the largest river system in North America. Even more critically, the project offers an extensively researched guidebook to the way in which the petrochemical industry has permeated every facet of contemporary life. What is revealed over the course of the book is that Cancer Alley—although complicated by its own regional histories and particularities—may well be an apt metaphor for the global impact of petrochemicals on the human landscape as a whole.

A zdjęcia wyglądają (m.in.), jak poniżej. To oczywiście mój subiektywny wybór - więcej fotografii Richarda Misracha można zobaczyć np. na stronie Fraenkel Gallery, która go reprezentuje.

Richard Misrach, Holy Rosary Cemetery and Dow Chemical Corporation (Union Carbide Complex), Taft, Louisana, 1998

Richard Misrach, Playground and Shell Refinery, Norco, Louisiana, 1998

Richard Misrach, Norco Cumulous Cloud, Shell Oil Refinery, Norco, Louisiana, 1998

Richard Misrach, View of Exxon Refinery, State Capitol, Baton Rouge, Louisiana, 1998

Richard Mirach, Swamp and Pipeline, Geismar, Lousiana, 1998

Richard Misrach, Hazardous Waste Containment Site, Dow Chemical Corporation, Plaquemine, Louisiana, 1998