piątek, 7 listopada 2014

Jak upupić Johna Vachona


Warszawski Dom Spotkań z Historią nie ma zbyt dobrej ręki do albumów fotograficznych. Kiedy na początku tego roku przeczytałem w necie informację, że instytucja ta szykuje wystawę zdjęć Johna Vachona byłem pełen obaw. Ekspozycja w salach DSH tylko je potwierdziła, bowiem wspaniałe kadry amerykańskiego fotografa, umieszczono w dziwacznej durnostojce z płyty OSB. Plakat wystawy, podpadający pod kategorię "grafik płakał, jak projektował", obudził we mnie dodatkowy niepokój, co do kształtu katalogu ekspozycji (w momencie otwarcia wystawy trwały jeszcze prace nad tym wydawnictwem). W trakcie środowego pobytu w stolicy odwiedziłem DSH i kupiłem tę książkę.

W porównaniu do albumu Poland, 1946 z 1995 roku, rodzima publikacja zawiera nieco więcej zdjęć z pierwszego przyjazdu do Polski, kiedy Vachon pracował jako fotograf U.N.R.R.A. (1946), a także kilkanaście kadrów z dwóch późniejszych pobytów (1956, 1963), gdy był na etacie w tygodniku Look. Fotografie są wydrukowane na zupełnie niezłym poziomie, z niezrozumiałych jednak dla mnie względów, cześć z nich prezentowana jest z dominantami ocieplającymi lub oziębiającymi obraz... Jest to tym bardziej dziwne, że - jak należy przypuszczać - graficy pracowali na skanach w skali szarości (wyłączywszy te kilka Kodachromów z 1963 roku). W przypadku rozdziału poświęconego działalności U.N.R.R.A. w Polsce, zupełnie niepotrzebnie pojawiają się też mocno przeciętne zdjęcia innych autorów, które sąsiadują z kadrami Vachona. Mimo, że książka ma format pionowy, graficy pracujący dla DSH na całe szczęście zrezygnowali z puszczania fotografii przez rozkładówki (co tak lubią robić DTP, pracujący dla oficyny BOSZ), jednak dizajnerskie patenty zastosowane w layoucie tego wydawnictwa, bardziej nadają się do projektu bombonierki dla Cioci Kloci, a nie albumu fotograficznego.

Publikacja stara się dość wszechstronnie zaprezentować postać amerykańskiego fotografa (mamy więc tutaj np. sporo informacji biograficznych, m.in. o jego pracy w ekipie fotografów F.S.A), jednak w przypadku polskiego epizodu w jego karierze, pewne sprawy zostają pominięte. Owszem, wspomina się o listach pisanych przez Vachona do przebywającej w Ameryce jego ówczesnej żony Millicent "Penny" Leeper, ale już ich treść nie jest przytaczana. A szkoda, bo John Vachon był niezwykle bystrym obserwatorem (w młodości miał też ambicje literackie, nigdy jednak nie zrealizowane), o czym świadczą też dobrze jego zdjęcia z pierwszego pobytu nad Wisłą, będące najciekawszym chyba dokumentem fotograficznym, jaki wykonano w naszym kraju w latach czterdziestych ubiegłego stulecia. Po przyjeździe do Polski Vachon natychmiast zetknął się też z dziwnym dla niego obrazem relacji polsko-żydowskich, co tym bardzie zdumiewało go, im więcej dowiadywał się Endlösung der Judenfrage i im częściej rozmawiał z polskimi znajomymi.

Szkoda, że przygotowując wystawę i publikację polskich zdjęć Johna Vachona, Dom Spotkań z Historią nie zdecydował się po prostu na rozszerzoną edycję albumu Poland, 1946. W nowym wydawnictwie, tak jak w publikacji sprzed 19 lat, powinien się znaleźć zestaw fotografii z archiwów U.N.R.R.A., oczywiście poszerzony o nowe znaleziska, zdjęcia robione dla z magazynu Look oraz przekład jego arcyciekawych listów z Polski, opatrzony komentarzem historyka. 

czwartek, 6 listopada 2014

Zabrze-Rokitnica, ul. Młodzieżowa, 15.01.2013


Wklejam ponownie ten kadr, ale w wersji, która przeszła przez lablabowego Flextighta i bardzo (bardziej) mi się podoba. 
Inwersja kolorów z negatywu, który skanowany jest jako pozytyw, daje fajny efekt świetlistości i przejrzystości.

(Cytowana na graffiti sentencja pochodzi z papieskiej Homilii, wygłoszonej w czasie mszy świętej dla artystów 20 maja 1985 roku w Brukseli.)

środa, 5 listopada 2014

SIĘ PRACUJE (3)


[Mój komputer ma już niemal 10 lat. Owszem wymieniłem mu rok temu dysk twardy, dwukrotnie dodawałem pamięci RAM, ale procesor oraz karta grafiki są wciąż te same... A obrabiam teraz pliki o ciężarze 1 Gb, bo tyle ważą skany negatywów 24x65mm zrobione na FlexTighcie przy 8000 dpi i staruszek daje radę! Kochany jest!]

wtorek, 4 listopada 2014

SIĘ PRACUJE (2)


[Ostatecznie zdjęcia na wystawie w Atlasie Sztuki będą miały rozmiary 48x130cm. Zmniejszyłem je nieco (pierwotnie myślałem o 40x135cm), bo zaczynało się już robić mydło...]

poniedziałek, 3 listopada 2014

!ART COME OUT! - WOJCIECH WILCZYK

W imieniu Stowarzyszenia Fotograficznego FotoBzik i własnym, SERDECZNIE ZAPRASZAM 13 listopada 2014 o godz. 19:00 do Małopolskiego Ogrodu Sztuki!
Tak sobie myślę, że może przedpremierowo pokażę trochę zdjęć ze Świętej Wojny (książka jest już złożona i niebawem pójdzie do druku).

niedziela, 2 listopada 2014

Pan Anusewicz

Bardzo lubię ten wiersz Miłosza, w ogóle tom Kroniki, który mam też w edycji Wydawnictwa Literackiego z 1987 roku ze świetną okładką Zofii Darowskiej. Pomyślałem, że na Dzień Zaduszny to lektura w sam raz.


[skany z tomu: Czesław Miłosz Wiersze wszystkie, Wydawnictwo Znak, Kraków 2011]

czwartek, 30 października 2014

I tutaj zaszła zmiana

Kraków, ul. Nawojki, 30.10.2014

A przyzwyczaiłem się do wcześniejszego muralu...
Autor malowidła tak dalece poszedł w ekspresję, że przez chwilę się zastanawiałem, czy nie pomyliły mu się zdjęcia i osoby. 
Na przedwojennej fotografii, z której korzystał, August Emil Fieldorf - jeszcze nie "Nil" i w randze podpułkownika - ma zdecydowanie łagodniejsze spojrzenie.

środa, 29 października 2014

Albowiem oni posiądą Królestwo Niebieskie

I znowu Krzysztof Jaworski i wiersz Jesień stulecia z jego najnowszej książki .byłem


Przy okazji lektury tego tekstu przypomniała mi się pewna koleżanka ze studiów, która na egzaminie wstępnym na polonistykę miała wymienić generała Andersa, jako bohaterskiego dowódcę spod Termopil. No i zdała dziewczyna ten egzamin, albowiem była też protegowaną pewnego metodyka nauczania, który zanim zaczął uczyć uczenia na uniwersytecie, wsławił się tym, że w liceum gdzie wykładał, prał uczniów po głowach piórnikami (w tamtych czasach były one przeważnie drewniane). Brutalny ten nawyk nie przeszkodził mu w rozpoczęciu kariery akademickiej, choć jej katalizatorem były też wydarzenia z okolic marca 1968 roku, w efekcie których w Zakładzie Metodyki Nauczania pojawiły się wakaty...

wtorek, 28 października 2014

Kraków, Prądnik Czerwony, 2014-10-28 12:48-13:14

Wybrałem się dzisiaj odwiedzić grób ojca, który pochowany jest na cmentarzu Prądnik Czerwony. No i w drodze powrotnej postanowiłem zrobić sobie mały spacer po osiedlu, sąsiadującym przez ulicę Strzelców z tą nekropolią. Do Świętej Wojny fotografowałem ten teren kilkakrotnie, a i tak co chwilę przecierałem oczy ze zdumienia (dlaczego bazgroły nienawiści zawsze mnie zaskakują?). Jak widać spacer nie trwał zbyt długo i też nie zapuszczałem się w jakieś tutejsze osiedlowe zakamarki... 
Taki projekt jak Święta Wojna można by robić w naszym kraju do usranej śmierci, ponieważ problemu ... u nas nie było, nie ma i nigdy więcej nie będzie. Co zresztą dobrze widać na tych zdjęciach.

 [12:48]
 [12:53]
 [12:54]
 [12:56]
 [12:58]
 [13:00]
 [13:01]
 [13:12]
[13:14]

poniedziałek, 27 października 2014

FINIS CORONAT OPUS

Kraków, ul. Bartosza Głowackiego, 17.05.2014

Uff! Wysłałem dzisiaj ostatnie zdjęcia do składu.
W sumie będzie ich w książce... 391.
Muralu, który widać na zdjęciu powyżej, od dawna już nie ma. I nie wiem, czy widniał na murze boiska Wawelu dłużej niż cztery miesiące... Myślę, że 80-90% materiału wizualnego, jaki będzie można oglądać w albumie, ma już charakter archiwalny.

niedziela, 26 października 2014

Buk revisited

Buk, synagoga (od zaplecza), 25.10.2014 [14:19]


Jak widać na zdjęciu, które zrobiłem wczoraj w przerwie w podróży do Piły, kible nadal stoją. Aczkolwiek widać też, że miejski wucecik nie jest już używany. Może go w końcu zlikwidują?
Fotografia tego obiektu, która znalazła się w książce Niewinne oko nie istnieje, a także w zestawie ekspozycyjnym, wywoływała zwykle histeryczne reakcje prawactwa polskiego (by tak eufemistycznie nazwać ten fenomen z zakresu patologii polityczno-społecznej), którego przedstawiciele i przedstawicielki zarzucali mi manipulację...
A wczoraj na wernisażu w Pile, szefowa Towarzystwa Miłośników Miasta Piły powiedziała mi autentycznie wzburzona, że to skandal, żeby stawiać szalet w takim miejscu.
„Nie ma powodów, żebym nie wierzył w postęp”, jak słusznie pisze poeta.

No i właśnie zdałem sobie sprawę, że fotografii synagogi w Buku nigdy na hiperrealizmie nie zamieszczałem. A więc nadrabiam to ewidentne zaniedbanie, voilà!

Buk, synagoga (od zaplecza), 11.05.2007

piątek, 24 października 2014

CP Rail Bridge at California Road near Enterprise, ON. Looking South - East. April 1, 2014

Andrzej MaciejewskiCP Rail Bridge at California Road near Enterprise, ON. Looking South - East. April 1, 2014

Piąteczek. Po południu. Po pracy (dyplomy w AF). I piękne zdjęcie Andrzeja Maciejewskiego z jego wznowionej w tym roku serii East Ontario (którą pokazuje niestety tylko na facebooku). 
Czego chcieć więcej?
Więcej zdjęć Andrzeja!

Jutro dymam na koniec świata, czyli do Piły. Otworzyć tamtejszą prezentację projektu Niewinne oko nie istnieje
Ponieważ rozwaliła mnie na początku tego tygodnia jakaś wyjątkowo wredna infekcja, pojadę samochodem (kolejowe połączenie z Krakowa, to w wersji bez przesiadki 10 godzin duposiedzenia w TLK...).

czwartek, 23 października 2014

ÉLJEN A SZABADSÁG!

ÉLJEN A SZABADSÁG!

                    pamięci Filipa, który spłonął

w drodze powrotnej z Egeru
wypliśmy po plastikowej butli
Tokaja (2 l. na łeb) i pod Krakowem
Filip koniecznie chciał wysiadać
w biegu, ponieważ wroga należy
zniszczyć dokumentnie, codziennie
i bis zum Endsieg!, łoiliśmy obłędne
Muskotály, słuchając wąsali ryczących:
Éljen a Magyar szabadság!, którzy
podchodząc do stolika i pokazując
palcem na cygańskie combo,
pouczali nas: don’t feed
the orchestra, ale ponieważ
faszystów mamy w dupie,
słuchali czardaszy
na okrągło

środa, 22 października 2014

„NIEWINNE OKO NIE ISTNIEJE” w Pile

To już dwudziesta czwarta prezentacja projektu Niewinne oko nie istnieje.
Tym razem w Pile i w ramach II Wielkopolskiego Festiwalu Fotografii im. Ireneusza Zjeżdżałki.
ZAPRASZAM SERDECZNIE!