czwartek, 20 marca 2014

BRDM


Z serii ŻYCIE PO ŻYCIU/LIFE AFTER LIFE (2004-2007)

I inny motyw wojenny, chyba bardzo na czasie? Jak mi się wydaje okolice Rawy Mazowieckiej (nie pamiętam dokładnie). Ktoś mi ostatnio podesłał na facebooku zdjęcie tej tankietki, którą pomalowano teraz na inny kolor. BRDM-2, czyli Бронированная Разведывательно-Дозорная Машина. Złom z czasów Układu Warszawskiego (ciągle używany w polskiej armii, ale teraz pod nazwą Dzik...).
Co ma wspólnego ta pseudorakieta na grzebiecie poradzieckiej pancerki z procederem odlewania żeliwa, to dobre pytanie...

wtorek, 18 marca 2014

poniedziałek, 17 marca 2014

Widok na "Inne Miasto"

W najnowszej czwartej edycji pisma Widok ukazała się recenzja Innego Miasta pióra Romy Sendyki. 
Tekst Co widać z góry. Inne miasto i jego trudne dzidzictwo przeczytałem (dwukrotnie zresztą), a po jego lekturze przypomniała mi się rozmowa o fotografii dokumentalnej, jaką odbyłem kiedyś z Kathariną Metz (kuratorką Kunstsammlungen w Chemnitz, gdzie w 2010 odbyła się druga niemiecka prezentacja Niewinnego oka), w której trakcie powiedziała do mnie coś takiego: „Wiesz, na przykład my tu w Niemczech mamy bardzo krótką tradycję fotograficznego dokumentu, właściwie dopiero od lat 80., od szkoły Becherów”.

sobota, 15 marca 2014

Festung Sonnenstein

Podczas niedawnego pobytu w Dreźnie (przy okazji otwarcia prezentacji Niewinnego oka w Kraszewski-Haus), wybraliśmy się razem z Louisem Volkmannem do Zwingera. On po raz pierwszy, żeby oglądnąć kolekcję, ja tylko po to, by postać dłużej przed obrazami Bernarda Belotto, który podczas pobytu (lata 1747-1758) na dworze Augusta Sasa III, elektora saskiego i króla Polski, stworzył liczne weduty z widokami Drezna i pobliskiej Pirny. Miałem je okazję oglądać podczas wizyty w Zwingerze wiosną 2006 roku, ale tym razem zwiedzającym muzeum udostępniono jedynie 3 obrazy i tylko z drezdeńskimi motywami (pracownik galerii wyjaśnił nam, że partia płócien jest w konserwacji, a dla reszty nie ma miejsca - chyba trwał tam też remont cześci ekspozycyjnych pomieszczeń). Szkoda, bo bardzo liczyłem, że popatrzę na weduty poświęcone twierdzy Sonnenstein w Pirmie, a szczególnie na to jedno jej przedstawienie, który odstaje typowego "wedutowego" ujęcia i choć malarz wybrał tu też wysoki punkt obserwacyjny do ustawienia swojej camera obscura, to (także za sprawą ukształtowania terenu), mamy to bardzo rozbudowany plan pierwszy ze sporych rozmiarów sylwetkami żołnierzy, pilnujących fortyfikacji (co jest chyba jakimś mocno pre-fotograficznym sposobem podejścia do krajobrazu).

Bernardo Bellotto il Canaletto, Auf der Festung Sonnenstein über Pirna, 1753/1755

Próbowałem znaleźć teraz w sieci jakąś przyzwoitą reprodukcję tego obrazu, ale bezskutecznie... I tak googlując obiekt w różnych wariantach językowych, nagle mnie olśniło, że przecież nazwa zamku przedstawionego na tej pięknej weducie jest mi dobrze znana. Że Festung Sonnestein lub czasem Schloss Sonnenstein to jeden z owianych złą sławą ośrodków Aktion T4, w ramach której w latach 1940-42 wymordowano w III Rzeszy 70.000 osób chorych psychicznie i niedorozwiniętych (w ośrodku w Sonnestein, gdzie była komora gazowa i krematorium do spopielania zwłok - ofiar było 15.000). Więc może stąd kłopot z tymi reprodukcjami? Wcale się nie dziwię...

piątek, 14 marca 2014

SPRZEDANE TRZY FUNTY LNU


[skan z 14-15 nr pisma bruLion z 1990 roku, str. 18]

Uff... Minęło prawie pół wieku... Jest to jeden z tekstów, składających się na mój debiutancki set w bruLionie. No więc przeglądnąłem sobie przy tej okazji pismo i znalazłem także w tym numerze ohydny antysemicki paszkwil Louisa Ferdinanda Céline'a (tu zaskoczenie, bo byłem przekonany, że uniknąłem takiej symultany), który bruLionowcy przedrukowali z błędnym datowaniem. Wyniknął wówczas z tego potężny skandal (także z samej publikacji tekstu francuskiego faszola - sorry, nie poważam, nie cierpię jego prozy), a mnie wtedy zaświtało w głowie, że coś z redaktorami kwartalnika nie jest do końca w porządku (pamiętam, jak jeden z nich powtarzał jak mantrę słowo "prowokacja"), co zresztą w ciągu tego półwiecza wyraźnie dało znać o sobie, gdy przyjrzeć się ich "karierom" oraz wyraźnej wolcie na prawo...
Historia opisana w wierszyku jest autentyczna. I jakoś mi się to skojarzyło znowu z tą wojną, która coraz głośniej pomrukuje nam za plecami. Mam nawet dwa zdjęcia wykonane parę godzin po tej "żołnierskiej toalecie", na których widać jak konsumuję z menażki jakąś poligonową strawę. Reszta odbitek oraz film zostały skonfiskowane i zniszczone przez dowódcę mojego plutonu (niestety nie udało mi się go wyprzedzić w dotarciu do autora fotografii). Wszystko to miało miejsce na poligonie pod Nidzicą późną zimą 1988. W wierszyku zacytowałem też dwa buddyjskie koany, ale ich zrozumienie należy już do czytelników hiperrealizmu.

czwartek, 13 marca 2014

Nothing in That Drawer

Zdążyłem jeszcze zobaczyć wczoraj w Zachęcie wystawę Kuby Dąbrowskiego Film obyczajowy produkcji polskiej i jakoś mi się to wszystko (to co oglądnąłem) skojarzyło ze świetnym wierszem Ron Padgetta Nothing in That Drawer.

Ron Padgett

Nothing in That Drawer

Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.



Ron Padgett we własnej osobie czyta Nothing in That Drawer

środa, 12 marca 2014

Bertram Kober "Hochsitz"

W nawiązaniu do wpisu z przedwczoraj, dzięki podpowiedzi Louisa Volkmanna. Niemiecki projekt o myśliwskich ambonach, który ma też edycję albumową. Tak w ogóle, warto pobuszować trochę po autorskiej stronie Bertrama Kobera, bo można znaleźć tam interesujące zdjęcia (choć kształt tej prezentacji przypomina prehistorię internetu). Skojarzenie konstrukcji dla "dzielnych" myśliwych z kościelną amboną wydaje się być logiczne od strony czysto wizualnej, ale użycie tym przypadku nazwy związanej z kultem religijnym (i jego szczególną formą w przypadku katolicyzmu) jest też wielce znaczące... ;))

Bertram Kober, z serii Hochsitz, #45

Bertram Kober, z serii Hochsitz, #15

Bertram Kober, z serii Hochsitz, #53

Bertram Kober, z serii Hochsitz, #35

Bertram Kober, z serii Hochsitz, #48

Bertram Kober, z serii Hochsitz, #09

Bertram Kober Hochsitz, Plöttner Verlag, 2008.

wtorek, 11 marca 2014

Fotografia XXI wieku – czy jest jeszcze zaangażowana?

Serdecznie zapraszam do MOCAK-u w czwartek 13.03.2014 o godz. 18:00 na spotkanie pod powyższym tytułem, w trakcie którego razem z Adamem Mazurem i Tomaszem Gutkowskim będziemy rozmawiać o zaangażowaniu współczesnej fotografii, ze szczególnym uwzględnieniem tej rodzimej.

poniedziałek, 10 marca 2014

Jason Vaughn "Hide"

Jason Vaughn, z serii Hide


Jeżdżąc po Polsce i widząc gdzieś przez szybę myśliwskie ambony, które stawia się zwykle na skraju pól i lasów, zawsze myślałem, że to dobry motyw do zrobienia wizualnej narracji. Temat wielce znaczący i mocny, właściwie to samograj, bo mamy tu i obserwację z ukrycia, zasadzanie się na czyjeś istnienie, brutalną przemoc i archaiczny "męski sport", polegający na napier... z karabinu do bezbronnych zwierząt. Temat, którego jednak nikt w tym kraju do tej pory nie podjął... Ale to akurat jakoś mnie nie dziwi.
Zdjęcia Jasona Vaughna z serii Hide wykonane zostały w stanie Visconsin. Cykl ten prezentujący tamtejsze ambony, na które zabierano kiedyś całe rodziny, aby "rodzinnie" strzelać do jeleni to rodzaj przewrotnej typologii, która w wydaniu Vaughna ma też mocny podtekst osobisty.


Na zdjęcia Jasona Vaughna trafiłem dzięki facebookowej stronie pisma Stand Quartely.

Jason Vaughn, z serii Hide

Jason Vaughn, z serii Hide

 Jason Vaughn, z serii Hide


 Jason Vaughn, z serii Hide

Jason Vaughn, z serii Hide

Jason Vaughn, z serii Hide

niedziela, 9 marca 2014

KRESY (II)



[skan z książki: Wojciech Wilczyk Steppenwolf, Centrum Sztuki - Teatr Dramatyczny, Legnica 1997]

Niejako na własny użytek, ale też z wrodzonej przekory, nazywałem kiedyś zachodnie tereny Polski - czyli ziemie przydzielone nam w efekcie konferencji jałtańskiej - "kresami". Wczesną jesienią 1987 roku wylądowałem w Żaganiu w batalionie rozpoznawczym (o adresie JW 2943...), wchodzącym w skład 11 Drezdeńskiej Dywizji Pancernej im. Jana III Sobieskiego. Ponieważ otrzymałem tam od razu stałą przepustkę (tzw. "stałkę"), więc w ramach pielęgnacji zdrowia psychicznego, zaraz po porannym apelu wskakiwałem w "cywilki" (czyli cywilne ciuchy) i urywałem się z koszar. W ten sposób udało mi się zwiedzić dość kompleksowo Ziemię Łużycką (czyli tereny, które przed 1945 nazywały się Niederlausitz) oraz przyległe obszary. Jeździłem PKS-em, jeździłem PKP korzystając z 50% ulgi na bilety, a jak mi się kasa wreszcie skończyła, to... niespodziewanie i szczęśliwie przenieśli mnie do Krakowa.

Dworzec, który pojawia zeskanowanym wierszyku jest w Żaganiu. Spędziłem na nim wiele okołopołudniowych godzin półleżąc na peronowej ławce, paląc papierosy i gapiąc się w niebo. Przez chwilę miałem wątpliwości, czy te schodzące jeden za drugim do lądowania odrzutowce (patriota współczesny stanowczo użyłby wobec nich przymiotnika "sowieckie" zamiast "rosyjskie"), to były faktycznie Migi, a nie np. Su-27. No więc sprawdziłem jakie maszyny stacjonowały na pobliskim lotnisku w Szprotawie i wyszło mi, że musiały być to samoloty MiG-25 (pamiętam dokładnie ich oglądane od dołu podwójne tylne ustrzeżenie), radzieckie ciężkie myśliwce przechwytujące, osiągające prędkość ponad 3 Ma i zdolne do skutecznej pogoni za amerykańskimi Blackbirdami. Spalinowa lokomotywa to poczciwa SM-42, a piętrowe wagony to model Bipa, który wytwarzano w zakładach VEB Wagonbau Görlitz (czyli też w pobliżu). Rozmiary żagańskiego dworca były odwrotnie proporcjonalne do panującego tam ruchu, a pociąg do Legnicy tłuk się i wlókł niemiłosiernie po wybitych torach.

Aha, byłbym zapomniał. Na wypadek "W" moja jednostka miał zaatakować Danię...

piątek, 7 marca 2014

Pracowity piąteczek

Nie, nie czułem, że spaceruję samotnie (wręcz przeciwnie), wiedziałem dobrze, że jestem w Łodzi (a szerzej - w Polsce) i że otaczają mnie rodowici (1908) Łodzianie...




Kurtyna!

czwartek, 6 marca 2014

POLSKA W KRZYWYM ZWIERCIADLE FOTOGRAFII

Wygląda to jak redaktorski lapsus, ale chyba nie? Nikt temu podtytułowi wystawy Teraz Polska, której kuratorem był Krzysztof Miękus, nie zaprzeczył. Także sam zainteresowany. No i osoby udzielające się jakoś na rodzimym rynku fotograficznym, fotografowie (w wydarzeniu brało udział 31 osób pokazujących zdjęcia podpadające mniej lub bardziej pod kategorę dokumentu), krytycy, kuratorzy... Gdy zwróciłem na ten napis uwagę Adamowi Mazurowi, nie krył zaskoczenia, ale też i rozbawienia. Czy nikt wtedy, tzn. w roku 2006 w momencie prezentacji zdjęć śp. Yours Gallery lub na Miesiącu Fotografii w Krakowie, kiedy na pewno ukazał się już 04/05 numer pisma Pozytyw, będący katalogiem tej ekspozycji, nie zwrócił uwagi na ten wiele znaczące słowa (szczególnie w kontekście naszych polskich fotograficznych "tradycji" - równie dobrze można by mówić o braku tychże...). 

Poranne pisanie niniejszego posta od razu wprawiło mnie w dobry humor ;))




środa, 5 marca 2014

BODHIDHARMA ÜBER ALLES


[skan z książki: Wojciech Wilczyk Eternit, Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2002, str. 19]

Przy okazji poprzedniego wpisu i skanu ściągnąłem z regału Eternit i przeczytałem ponownie (po 12 latach?) trochę własnych tekstów. Prawdę mówiąc bez jakiejś specjalnej przyjemności i widzę też dokładnie, że nie trzeba się było aż tak spieszyć z wydaniem tej książki... Pewne kawałki są OK, ale sporo też należałoby wywalić, żeby publikacja miała sens. Lampa i Iskra Boża to było wtedy (jest nadal?) takie mocno punkowe wydawnictwo, więc o pracy stricte redakcyjnej nie było co marzyć... Książeczka miała mieć pierwotnie inną okładkę i chciałem, żeby znalazło się na niej zdjęcie, które ostatecznie powędrowało na jej IV stronę. Okładkowy portret autora namalował Marcin Maciejowski (o ile pamiętam obraz ten jest jednak w "skali szarości") na podstawie kolorowej fotografii, jaką kiedyś zrobił mi Dunio swą idioten kamerą. Różowy kolor okładki nawiązuje do "fioletowej serii" bruLionu z 1992 roku, bo książka ukazała się w dziesięciolecie tamtego wydarzenia razem z innymi tomikami, których było... no właśnie, nie jestem tego pewien, chyba jakieś 10 szt.? W przypadku przywołanego (i zeskanowanego) wierszyka miałem wtedy (12 lat temu) pewne wątpliwości, a teraz widzę, że niesłusznie.


wtorek, 4 marca 2014

JW 2943

[skan z książki: Wojciech Wilczyk Eternit, Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2002, str. 54]

Tak mi się skojarzyło z tym wszystkim co się teraz dzieje na wschodzie Ukrainy... Skojarzyło niedobrze, bo przed oczami stanęła mi cała wojenna machina, którą - wprawdzie w stanie pokojowym - miałem okazję obserwować podczas spełniania "zaszczytnego obowiązku" (maj 1987 - kwiecień 1988).

Kilka przypisów. Opisana w wierszyku historia jest autentyczna, aczkolwiek wydarzyła się tak naprawdę rok wcześniej i nie w Żaganiu (jak wskazywałby numer jednostki wojskowej), ale w tzw. "Zmechu" we Wrocławiu. Dlaczego dokonałem takiej podmiany, nie mam teraz pojęcia... Występujący w tekście oficer to postać realna, chociaż na potrzeby utworu awansowałem go o jeden stopień. Czteromisięczny pobyt we Wrocławiu nie był dla mnie jednak aż tak uciążliwy, ponieważ przed poborem dobry znajomy zaopatrzył mnie w porcję szczytów canabis indica ze swojego ogródka, więc wojenną rzeczywistość oglądałem ze sporym dystansem (koledzy z "izby żołnierskiej" zachodzili w głowę, jak to się dzieje, że popołudniami jestem narąbany, a nie czuć ode mnie alkoholu...). 

I tu przypomniała mi się jeszcze inna historyjka. W parku maszynowym naszej jednostki obok złomu typowego dla wojsk Układu Warszawskiego, stał jeden nowiutki T-72 (był to jedyny pojazd, którego nie można było fotografować). Więc przy okazji jakiejś uroczystości wypatrzyłem pułkownika od broni pancernej i zapytałem go o szanse takiej maszyny w przypadku konfrontacji z natowskim Leopardem 2. Pułkownik popatrzył na mnie drwiąco (oczywiście zwracałem się do niego per "obywatelu pułkowniku") i rzekł zawieszając głos, tak jakby się krztusił: "Podchorąży... podchorąży... kurwa jego mać... podchorąży... jak was kurwa Leopard namierzy... to macie piętnaście sekund, żeby wy-pier-da-lać!".