czwartek, 15 września 2016

(ISTNA PROSTYTUCJA OBRAZU)

Kiedy mowi Pan o przedmiocie, odnosi się to także do fotografowanego podmiotu. W ustępie poświęconym heroicznej epoce fotografii mówi Pan o podmiocie, że posiada on rangę umarłego. Tymczasem dzisiaj według Pana nicość zniknęł z obrazów, z fotografii. Czy to z tego powodu nie istnieje już sztuka fotograficzna?

Ta historia o umarłym to po prostu myśl, że w sercu obrazu fotograficznego znajduje się figura nicości, nieobecności i nierzeczywistości. To właśnie ta nicość w sercu obrazu przesądza o jego magii. Właśnie tę nicość wygnano na wszystkie możliwe sposoby, nasycając fotografię odniesieniami i znaczeniami wszelkiego rodzaju. Na festiwalach fotoreportaży i w galeriach zdjęcia ociekają świadectwem, estetyczną czy demagogiczną czułostkowością, stereotypami podobieństwa. Istna prostytucja obrazu, tego, co on znaczy, wzięcie go w jasyr przez włsną treść. W obecnym zalewie obrazów śmierć i przemoc są wszędzie, ale jest to śmierć patetyczna, ideologiczna, spektakularna - a to co Barthes nazywa punctum, to nieobecne miejsce, ta nicość w sercu obrazu, która decyduje o jego sile, to juź nie istnieje. Dla mnie jest to błąd, nawet z punktu widzenia przekazu, ponieważ żadna bieda czy zbrodnia na świecie już nas nie poruszy, jeśli odrzuciliśmy tę specyfikę. O sile obrazu decyduje symboliczna pustka. Również dlatego tak trudno jest fotografować istoty ludzkie, istoty żywe, ponieważ one same są tak bardzo obarczone znaczeniem, że jest prawie rzeczą niemoźliwą wyizolowanie ich i odnalezienie tajemniczej formy ich nieobecności.

[Jean Baudrillard Przed końcem. Rozmawia Philippe Petit, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2001, str. 122]

wtorek, 13 września 2016

TO

Niewolnik z Ukrainy. Robił 90
godzin tygodniowo aż
maszyna ugotowała mu rękę

Pierś z kurczaka to
nuda? Nie w tej wersji.
Polubi cała rodzina

Życie namalowane na liściach.
Palestyńczyk tworzy niesamowite
obrazy na… kaktusach

Niesamowita historia z RPA.
Rekin odgryzł mu nogę. Dziś
zawdzięcza im wszystko

Zbliża się jesień. Wiemy, co
zrobić, żeby twoje trampki
były... wodoodporne

Zamówił paczkę z Chin.
Kiedy ją otworzył, znalazł
w środku TO

[podziękowania dla: gazeta.pl]

poniedziałek, 12 września 2016

No to go zamalowali...

[Żywiec, ul. Kazimierza Przerwy-Tetmajera, 11.09.2016]

Zacytowany na muralu Jan Paweł II powiedział dokładnie "Rasizm jest grzechem, który stanowi ciężką zniewagę Boga", a miało to miejsce 26 sierpnia 2001 r. w Castel Gandolfo podczas przemówienia, które poprzedziło modlitwę Anioł Pański.

Nacjonalizm staje się religią.

niedziela, 11 września 2016

Live at Checkerboard Lounge, 22nd November, 1981

Miałem to wczoraj wrzucić... Ostatnio prawie non stop słucham nagrań artysty o nazwisku McKinley Morganfield alias Muddy Waters (słucham i nie mogę się oderwać). I szukając na youtubie rejestracji jego występów z lat 50. i 60. przypadkowo trafiłem na w miarę kompletny zapis koncertu z klubu Checkerboard Lounge z 22 listopada 1981 roku, gdzie obok bluesmana pojawia się trzech członków The Rolling Stones (to z inicjatywy zespołu doszło do tego wspólnego występu oraz jego rejestracji) - a także Buddy Guy (właściciel klubu), Junior Wells i Leftly Dizz. Stonesi są po wydaniu takiej sobie płyty Tattoo You i od niespełna dekady (niespełna, bo w 1972 wychodzi rewelacyjny album Exile on Main St) odcinają kupony od swojej kariery, Muddy Waters ma na karku 68 lat i - jak można zobaczyć podczas tego koncertu - jest w świetnej formie. Czy we współczesnej muzyce pop mogłoby dojść do podobnego wydarzenia? Wątpię...


piątek, 9 września 2016

Z bloku do bloku

W 1972 roku pojechaliśmy na wakacje do Bułgarii. Pojechaliśmy, jak to się mówi "na pałę", bez rezerwacji noclegów, mimo że mama starała się nakłonić ojca, żeby to zrobił. Najpierw pociągiem do Warny, gdzie w biurze Bałkanturistu okazało się, że w okolicy nic nie wynajmiemy, więc za radą przygodnie spotkanego rodaka udaliśmy się wodolotem (podróż autobusem nam odradził) do Burgas. Na miejscu ojciec faktycznie bez problemu znalazł kwaterę, która mieściła się w... bloku stojącym w pobliżu plaży.


Osiedle nazywało się wtedy Жилой комплекс им. Толбухина (na cześć marszałka Związku Radzieckiego, którego oddziały wyzwalały w 1944 roku Bułgarię).


Nie pamiętam, jak się 44 lata temu ta ulica nazywała...


Teraz jej patronem jest Konstantin Wieliczkow (nie mam pojęcia kim był). W widocznym na zdjęciu bloku mieściła się nasza kwatera.


W mieszkaniu rodziny Pietrowych (drzewa mocno urosły...).


Na podwórku parkowały wtedy głównie motorowery Bałkan, a nie samochody. Wydaje mi się, że to ta klatka schodowa po prawej?


Piąta lub szósta kondygnacja. Mieszkanie Pietrowych składało się z kuchni, łazienki oraz trzech pokoi, z których dwa (te od strony morza) wynajmowali turystom. Wyposażenie było więcej niż skromne. Dymitr Pietrow był ślusarzem (parkował swojego Bałkana na podwórku), jego żona pracowała jako dozorczyni, mieli dwoje dzieci - córkę (nie pamiętam jak miała na imię), która paradowała w mundurku bułgarskiego odpowiednika Komsomołu i syna Pietię, mojego rówieśnika.


Elewacja od strony Morza Czarnego, czyli tam gdzie mieliśmy swój pokój (ale wszystko zarosło...).


No właśnie, piąta lub szósta kondygnacja. W bloku były windy, ale żeby nimi pojechać, trzeba było wrzucić do automatu jedną stotinkę (bułgarski grosz - ówczesna średnia pensja wynosiła ok. 100 lewa).


Za drzewami kryje się budynek handlowo-usługowy, który widać było z naszego balkonu. Kiedyś odbywało się tam wesele (musiała więc mieścić się także restauracja w tym pawilonie) i goście weselni tańczyli w rzędzie trzymając się za ręce do bałkańskiego folku (granego na żywo). Coś jak w Greku Zorbie.


Jeszcze raz widok z góry. Nasz blok zaznaczony na czerwono, wspomniany wyżej pawilon na niebiesko. To zabawne, bo w 1972 roku wynieśliśmy się z domu w ogrodzie do czteropiętrowego bloku na Osiedlu Podwawelskim w Krakowie. I rok później na wakacjach wylądowaliśmy też w bloku... Na własne życzenie.

czwartek, 8 września 2016

BALLADA Z KRESÓW


[Dające znać o sobie od pewnego czasu zjawisko o nazwie Septemberlicht (to także tytuł fenomenalnej powieści Horsta Bienka o Gliwicach) nie usposabia mnie zbyt optymistycznie do oglądu rzeczywistości... W najlepszym przypadku (naprawdę najlepszym) nostalgicznie, w nieco gorszym - sentymentalnie i może w tym punkcie zakończmy tę ponurą wyliczankę. No więc, na tej ogólnej fali myślałem ostatnio o widocznym powyżej tekście, który został napisany przez mnie w 1989 roku, czyli... 27 lat temu. Jakoś go ciągle lubię i nawet przy tej naznaczonej wrześniowym lśnieniem najświeższej lekturze - akceptuję (choć coś tam bym jednak zmienił...). Tekst powstał we wrześniu podczas pobytu w Kamienne Górze (primo voto Landeshut), gdzie wykonywałem pewną stolarską robótkę (sic!) dla firmy mającej słowo Constans w swej nazwie. Rok 1989 to moment tzw. transformacji ustrojowej, jednak w Kamiennej Górze nie bardzo widać było jakiekolwiek zmiany, no może poza rosnącymi skokowo - na skutek ówczesnej hiperinflacji - cenami żywności. Atmosfera tego miasta bardziej odpowiadała słowu w nazwie firmy, gdzie byłem zatrudniony - kiedy późnymi popołudniami po skończonej pracy szwendałem się po ulicach i najbliższej okolicy, raz po raz napotykałem na ślady niemieckiej przeszłości. Elementy miejskiej infrastruktury, architektura mieszczańskich kamienic, wygląd protestanckich świątyń, wszystko to sprawiało wrażenie constans. Oczywiście z pewnymi wyjątkami, np. podczas oglądania barokowego Kościoła Łaski p.w. Matki Bożej Różańcowej, po pierwsze - zdałem sobie sprawę, że była to pierwotnie świątynia protestancka (p.w. Trójcy Świętej), po drugie - zaskoczył mnie wtedy wygląd pobliskiego cmentarza, gdzie nie było żadnych nagrobków niemieckich, tylko rodzime lastrikowce. Przy tej okazji dowiedziałem się od mojego szefa, że niemieckie nekropolie na tzw. Ziemiach Odzyskanych były planowo niszczone, zaś największa fala takich dewastacji miała miejsce w latach 1971-1972 (czyli zaraz po sygnowaniu przez Willi Brandta i Józefa Cyrankiewicza traktatu o nienaruszalności granic na Odrze i Nysie). Na własny użytek i trochę z przekory względem osiedlonych tutaj po 1945 roku Zabużan, nazywałem ten teren "Kresami". Wiersz powstawał dość wolno, pisałem go wieczorami, półleżąc na wygniecionym tapczanie w wynajmowanej kwaterze na poddaszu domu Pani Krause - jeżeli tylko nie wychodziłem do pobliskiego baru (mieścił się on w przyziemiu nieotynkowanego domu), gdzie rodzinnie biesiadował miejscowy proletariat. W Kamiennej Górze funkcjonowało wtedy kilka przędzalni lnu oraz zakłady odzieżowe, wielu mężczyzn pracowało w kopalniach w Wałbrzychu, Boguszowie-Gorcach i Nowej Rudzie (można było ich zidentyfikować po czarnych obwódkach wokół oczu). We wspomnianej knajpie zawsze było tłoczno i często można zobaczyć żonę górnika w jednej ręce dzierżącą kufel, a w drugiej rączkę od dziecięcego wózka, którym rytmicznie kołysała - wyglądało to wszystko jak sceny z wiejskich gospód, malowane przez Breughla Starszego. Wychodziłem z tego przybytku we wrześniową noc i momentalnie oblepiał mnie jesienny mrok. Miejsca i krajobrazy, jakie pojawiają się w wierszu naszkicowane są dość wierne, dotyczy to także zacytowanego napisu z kolejowej poczekalni - nie jestem jednak teraz stuprocentowo pewny, czy zobaczyłem go w Kamiennej Górze, czy też gdzieś w okolicy?

Tekst pojawił się w książce Steppenwolf wydanej w serii Barbarzyńcy i nie przez Centrum Sztuki - Teatr Dramatyczny w Legnicy w 1997 roku.]
---
Aktualizacja - 13:38.



[A powiększyłem jeszcze to ksero (książki z tej serii naprawdę były wydawane przy pomocy kserokopiarki...), dla lepszej widzialności ;)
Artur Burszta zawsze się rajcował, że te broszury (zaiste są to broszury) z biegiem lat staną się niewidzialne z powodu blaknięcia tonera. Minęło 19 lat i ni chu chu.
Skoro już wymieniłem z nazwiska "szefa Biura Literackiego", które wyewoluowało z instytucji wydającej te broszury, to wypada też wspomnieć, że tekst ten miał szansę się ukazać w antologii 100 wierszy polskich stosownej długości, ale odmówiłem ponieważ propozycja udziału w tym przedsięwzięciu została wyrażona - w przypadku działań Burszty to sytuacja constans - w mało stosowny sposób...]

środa, 7 września 2016

SEJM

Grzegorz Wróblewski

SEJM

Na placyku Ålholm protestuje
brodaty mężczyzna. Jest po 10
ŚWIATŁACH PÓŁNOCY i marzy mu się
zielona Sahara. Jego towarzysz
dorzuca, że mordowanie delfinów
to afera polityczna i wszystkiemu
jest winien reakcyjny Ku-Klux-Klan.
Oprócz tego to będzie szycie
i krojenie, przedłużone wakacje
w Królestwie, bo przeszła sprawa
miękkich organów.
Zwykłe kombinacje milionerów
– warczy brodaty i sięga
po jedenastą butelkę.

[powyższy wiersz ukazał się pierwotnie w książce Dolina królów (Kartki, Białystok 1996), ale niestety nie mam tej publikacji. Posiadam natomiast wydany przez Ritę Baum w 2010 roku tom Hotelowe koty - zawierający wiersze zebrane Grzegorza Wróblewskiego z lat 1980-2010, do którego zresztą popełniłem jeden z wprowadzających esejów. Poza tym na okładce znalazło się także zdjęcie mojego autorstwa (kadr zarejestrowany w Chorzowie - 26.10.2005), co ciągle - gdy patrzę na obwolutę Hotelowych kotów - sprawia mi dużo radości.]


wtorek, 6 września 2016

Chiesa di San Girolamo

[29.05.2016  05:00]

I znowu cofamy się o pół godziny tego pięknego majowego dnia. Zabrałem do Wenecji D810, żeby zobaczyć jak będzie się spisywać przy fotografowaniu miejskiego krajobrazu. Test wypadł pomyślnie, jakkolwiek brakowało mi bardzo optyki typu shift - o czym zresztą już kilkukrotnie tu wspominałem i mam zamiar brak ten wkróce uzupełnić. Rok wcześniej robiłem tam zdjęcia analogowym zestawem (500C/M+Zeiss Mutar Shift Converter+szkła CF), ale nie byłem zadowolony z rezultatów. Po tegorocznym pobycie natomiast pewien pomysł na serię fotografii, o którym od jakiegoś czasu myślałem, okazał się... niewykonalny. 

Gdyby pójść dalej przed siebie po Fondamenta de le Capuzzine (skąd zrobione zostało zdjęcie), po kilkuset metrach dotarlibyśmy do mostu prowadzącego do wysepki o nazwie Campo del Ghetto Nuovo, gdzie w 1516 roku otworzono pierwszą europejską zamkniętą dzielnicę dla ludności żydowskiej (stąd zresztą nazwa tego typu instytucji). Tak więc, "tu wszystko się zaczęło"... i segregacja się zaczęła, i represje się zaczęły, i restrykcje, deportacje, etc. To nasze jak najbardziej chrześcijańskie korzenie, o czym należy pamiętać.

poniedziałek, 5 września 2016

POWTÓRZENIE (też w temacie)

Grzegorz Wróblewski

POWTÓRZENIE

Byłem już kiedyś w tym samym pomieszczeniu.
Rozmawiałem z tą samą kobietą, obserwowałem jej błyszczący naszyjnik
i piłem herbatę z tej samej filiżanki.

Wiem dokładnie, w którym momencie powiemy sobie:
Dobranoc! Ile minut będę usypiał i co się potem nam
przyśni...

Byłem już kiedyś w tym samym pomieszczeniu!
Z niewyjaśnionych przyczyn zapomniano ograniczyć mi pamięć.
Czyżby ktoś liczył na to, iż postąpię tym razem inaczej?

Zmienię bieg wydarzeń, naprawię historię świata? Ale ja z radością...
powtarzam się. To jest wspaniały, ziemski wieczór.
Intymny i pospolity.

Chciałbym przeżywać go w nieskończoność.
Bez jakichkolwiek zmian.

[wiersz z książki: Grzegorz Wróblewski Pomieszczenia i ogrody (okładka i rysunki wewnątrz autorstwa Teodora Boka), Biblioteka Narodowa i Duński Instytut Kultury, Warszawa 2005, str. 39]



niedziela, 4 września 2016

I dalej w poprzednim temacie

[29.05.2016  05:32]

Kadr o pół godziny wcześniejszy. Widok z Campo de l'Abazia w kierunku Scuola Grande Della Misericordia. Przydałby się shift... (mam nadzieję, że PC-E 19mm f/4 zostanie zaprezentowany na Photokinie).

A gdyby tak użyć Manfrotto 162 Mk II w maksymalnym wyciągnięciu i uzyskać perspektywę z nad głowy przechodnia? To mógłby być ciekawy efekt, ale dymać z tym statywem (ok. 9 kg wagi) i z drabinką po tych wszystkich mostach i fondamente'ach? Już sobie wyobrażam tę przyjemność... 

[Pasjami lubię czytać rygorystyczne testy obiektywów na portalu optyczne.pl. Użyte tutaj szkło w kwestii rozdzielczości (brzeg klatki) ocenione zostało w sposób następujący: rozsądne MTF-y są osiągane dopiero po przymknięciu obiektywu do okolic przysłony f/4.0–5.6. Zresztą wiekszość testowanych tam obiektywów wypada zwykle blado... Na wspomnianym portalu uwielbiam też lekturę komentarzy jego czytelników, a ponieważ pisane są one pod pseudonimami, więc zazwyczaj ma tam miejsce internetowa rzeźnia dość typowa dla naszego pięknego kraju (za zgodą społeczną, poddawanego teraz "dobrej zmianie"). Sam nikonowską dwudziestkę przysłaniam zawsze do wartości 8, żeby mieć w miarę równą ostrość na całej przestrzeni kadru.]

sobota, 3 września 2016

Nostalgicznie

[29.05.2016  06:00]

Wstałem wtedy wcześnie rano (chyba dobrze przed czwartą) i z San Pietro di Castello, gdzie mieszkaliśmy, udałem się do Cannaregio. W międzyczasie wzeszło słońce, a chmury (na które liczyłem) zdecydowanie odpłynęły. Wracając do domu przez Fondamenta Santa Caterina zobaczyłem początek kanału Rio Ca' Dolce i... mimo, że solennie sobie obiecywałem niefotografowanie tego typu motywów, rozłożyłem statyw, etc.
Czego nie żałuję.

[Zgodnie z tytułem niniejszego posta nostalgicznie usposobiony wrzucam ten kadr, także dlatego, iż ilość gówna jaka się ostatnio wylewa z mediów informacyjnych zdecydowanie przewyższa to, co - biorąc pod uwagę, że nie wszystkie dzielnice Wenecji mają zamknięte instalacje sanitarne - pływa w tamtejszych kanałach]

piątek, 2 września 2016

Zamalowany antysemicki napis

na ocalałym fragmencie muru (jednym z dwóch) krakowskiego getta.

Kraków, ul. Bolesława Limanowskiego, 02.09.2016

Inskrypcja o treści - ŻYDY DO IZRAELA NA PUSTYNIĘ - tkwiła na murze przez kilka dni, aż w końcu (jak widać na załączonym obrazku) została niezbyt dokładnie zamazana. Sam wybór miejsca nie jest oczywiście przypadkowy, także popaćkanie czerwoną farbą pamiątkowej tabliczki (lewy górny róg następnej kwatery), natomiast samo hasło  odbiega nieco od kultywowanej u nas praktyki wysyłania Żydów "do gazu" lub "do pieca". Formalnie napis nosił wszelkie cechy pisarstwa kompulsywnego, co jest dość typowe dla mowy nienawiści. Krakowskie getto funkcjonowało od 3 marca 1941 do 20 marca 1943 (wiosną 1942 przebywało w nim ok. 19.000 osób) i było ogrodzone płotem oraz częściowo murem (od wewnętrznej strony nieotynkowanym)  z półkolistymi zwieńczeniami przypominającymi naczółki macew. Cmentarna symbolika tego ogrodzenia nie była przypadkowa, mieszkańców zamkniętej dzielnicy wywożono podczas kolejnych akcji deportacyjnych do komór gazowych obozów zagłady w Bełżcu i Oświęcimiu-Brzezince.

czwartek, 1 września 2016

MOCNE SŁOWA

Mocne słowa prezydenta Dudy na Westerplatte: To było barbarzyństwo
Mocne słowa na szczycie NATO: Rosja kieruje się innymi wartościami, nie mamy
          podstaw do dialogu
Mocne słowa Zaradkiewicza. "Wybrałem lojalność wobec państwa polskiego"
Mocne słowa podczas debaty o audycie: „Nie zakodujecie przed Polakami
          prawdy o waszychrządach”
Mocne słowa Waszczykowskiego po zamachach: Już słyszę dyskusję tego
          oszalałego lewactwa
Mocne słowa poseł Joanny Lichockiej w sprawie Apelu Poległych
Mocne słowa szefa MON: Ukryto fakty i informacje. Przyczyny tragedii
           smoleńskiej będą badane na nowo
Mocne słowa Macierewicza: Co takiego wam Polska zrobiła, że pozostawiliście ją
          bezbronną?
Mocne słowa Dudy w ONZ: „Stwórzmy świat oparty na sile prawa, a nie na
          prawie siły”
Mocne słowa w „Woronicza 17” o wielkiej grze Berlina: Niemcy chodzą na
          kompromisy z Kremlem
Mocne słowa Ewy Błasik: Zamiast badania katastrofy, powtarzano kłamstwa z
          Moskwy
Mocne słowa Orbana: grozi nam imigrancki wybuch, brońmy chrześcijańskiej
          Europy
Mocna słowa abp Józefa Michalika: Pojawiła się nowa Targowica
Mocne słowa w Sejmie. "Nie" dla kompromisu ze współpracownikami mordercy
          ks. Popiełuszki
Mocne słowa prezydenta Dudy: „Nie możemy się dać pokonać nawet brutalnej
          przemocy”
Mocne słowa Anity Czerwińskiej: Przywróćmy Polakom godność podeptaną w
          smoleńskim błocie
Mocne słowa Kukiza ws. sędziego Łączewskiego
Mocne słowa o Kopacz tuż przed wyborami
Mocne słowa na temat Tuska: Szkodzi Polsce, nie walczy o nasze interesy
          narodowe
Mocne słowa w debacie o mediach publicznych: Musimy zerwać z „kraśkizmami”
Mocne słowa Dudy na pl. Piłsudskiego: „Jedna jest polska armia i jedno jest
          Polskie Wojsko i jedna jest Polska”
Mocne słowa w Sejmie: Postkomuna będzie się bronić. My musimy wszystko
          poukładać na nowo
Mocne słowa prezydenta: Polska nie jest dziś krajem, o którym można
          powiedzieć, że jest sprawiedliwy
Mocne słowa Dudy w europarlamencie: Dzisiejsza Rosja nie ma nic wspólnego z
          demokracją
Mocne słowa papieża do hierarchów: Biskup nie może mieć psychiki księcia
Mocne słowa Redbada Klijnstry: Ci, którzy zginęli w Smoleńsku, to mógł być
           każdy z nas
Mocne słowa posła Macierewicza. Od 7 lat rządzą zdegenerowane pseudo-elity
Mocne słowa Johna McCaina
Mocne słowa do Andrzeja Kunerta: Najpierw III etap ekshumacji - potem godne
          uczczenie bohaterów
Mocne słowa papieża. Franciszek wzywa do obrony życia
Mocne słowa papieża!
Mocne słowa Kaczyńskiego: polityka Tuska rozbija wspólnotę
Mocne słowa Franciszka, niewygodne dla lewicy: To co proponujecie, to nie jest
          małżeństwo!
Mocne słowa o Komorowskim w TVP: "nie budzi zaufania, karierowicz"
Mocne słowa abp. Jędraszewskiego: Sowietom chodziło o zabicie polskiej duszy i
          unicestwienie
Mocne słowa prymasa Polski: Nie pozwólmy zrównać małżeństwa i rodziny z
          innymi formami
Mocne słowa Orbána: alternatywą dla rządu jest powrót postkomunizmu
Mocne słowa arcybiskupów o zniewoleniu narodu
Mocne słowa Wyszkowskiego: Korupcja polityczna zaczęła się od zwykłego
          złodziejstwa
Mocne słowa Saakaszwilego: Rosja kłamie! Putin jak Hitler
Mocne słowa reżysera o ministrze Zdrojewskim. "To kłamca i oszust"
Mocne słowa o sytuacji w Polsce: Tuż przed rozbiorami na ratunek było już za
          późno
[niezalezna.pl]

środa, 31 sierpnia 2016

Czesław Miłosz "Do Lecha Wałęsy"


[Przy okazji wiadomej rocznicy i wykluczania z państwowych uroczystości przywódcy strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 roku. Wiersz Czesława Miłosza trudno byłoby uznać za arcydzieło... jednak jest to rodzaj reakcji - jak myślę ważnej - na wydarzenia polityczne. I czegoś takiego bardzo brakuje w ostatnim czasie, kiedy na naszych oczach polska rzeczywistość brunatnieje i to za cichym przyzwoleniem aktualnych władz państwa. A sztuka ma to w dupie...]