środa, 12 września 2018

Krzysztof Jaworski ZNANI-NIEZNANI, ale zawsze ciekawi

Książka dotarła do mnie dzisiaj pocztą, DZIĘKI!


A w środku tej naukowej i eseistycznej zarazem książki (jej tematyczną zawartość widać na skanie strony tytułowej), znalazłem też kawał fascynującej, acz i przerażającej poezji! Którą Krzysztof Jaworski zredagował wyśmienicie, korzystając z tzw. rybki, jaką przygotował dla niego "Wielki Żniwiarz Narodów Radzieckich (© Bertolt Brecht w przekładzie Witolda Wirpszy) oraz jego współpracownicy w osobach Gienricha Jagody, Mikołaja Jeżowa oraz Ławrientija Berii. Poemat ten wklejam poniżej in extenso:




wtorek, 11 września 2018

Moment decydujący mocno rozwleczony w czasie

[Międzygórze, ul. Wojska Polskiego, 29.07.2018]

Historia związana z tym muralem jest taka, że namierzyłem go dość dawno temu, chyba jakoś pod koniec 2016 lub na początku 2017. Informację, a właściwie to tylko zdjęcie, znalazłem na stronie fanów Śląska Wrocław i byłem przekonany, że malowidło znajduje się gdzieś we Wrocławiu właśnie. Ponieważ kibice chwaląc się nowymi grafami w necie, nie podają ich lokalizacji w obawie przed wrzutami oponentów, więc znalezienie tego obiektu wydawało się być mocno problematyczne. Szukając w sieci murali o patriotycznej czy niepodległościowej treści (takie właśnie przymiotniki do słowa mural zadawałem googlowi),  graffiti to bez przerwy pojawiało mi się w wynikach, aż w końcu pod obrazkiem na forum kibicowskim wywiązała się mini dyskusja, gdzie ktoś z komentatorów wymienił miejscowość Międzygórze. Od razu spróbowałem przy pomocy google street view ustalić lokalizację muralu, ale mimo podróżowania tam i z powrotem ulicą Wojska Polskiego żaden z oglądanych budynków nie przypominał swym kształtem tego z wiszącej w necie fotografii. Postanowiłem więc pojechać do Międzygórza i znaleźć graffiti z marszu, co na miejscu okazało się równie problematyczne jak w sieci... Po półtorej godziny bezowocnych poszukiwań (owszem trafiłem przy okazji na "patriotyczny przystanek autobusowy" przy ulicy Śnieżnej), zaparkowałem auto przy tablicy informującej o zlokalizowanej w pobliżu zaporze oraz elektrowni wodnej. Olśniło mnie wtedy, że przecież muszą się tam gdzieś znaleźć domy dla pracowników obsługujących siłownię, więc na piechotę udałem się w kierunku tamy i okrężną mocno drogą trafiłem na mini osiedle mieszkaniowe oraz pawilon handlowy (dobrze pamiętający czasy PRL-u), na którego tylnej ścianie namalowano ten graf.

poniedziałek, 10 września 2018

Jaki w sumie miły dzień...

Odezwał się Nikon... Koszt naprawy i wymiany trzech części to 1,4K... Ciekawe czy się wyrobią w 2 tygodnie (tydzień już minął)?
Rano zapuściłem Concerti per le Solennita Vivaldiego (teraz też lecą) w fenomenalnym wykonaniu Giuliamo Carmignoli - skrzypce i orkiestry - Sonatori de La Giociosa Marca (próbowałem kupić ich inne wspólne nagrania, ale nakłady są wyczerpane, co wcale nie dziwi). Carmignola był uczniem dwóch moich ulubionych wykonawców sonat i partit na skrzypce solo Jana Sebastiana Bacha - Nathana Milsteina oraz Henryka Szerynga, co fajnie daje znać o sobie w jego grze.
Po powrocie do domu, odebrałem na poczcie przesyłkę z sklepu www.multikulti.com z motetami Jana Dismasa Zelenki w wykonaniu Alexa Pottera (kontratenor) i Capriccio Barockorchester.


Ściągam więc celofan z opakowania CD i wkładam płytę do odtwarzacza...
Jest 13:36.

niedziela, 9 września 2018

(z łokciami opartymi o szafkę ręcznie malowaną w kwiaty i gruchające gołąbki)

Jiří Kolář

- MA MINĘ NIEWINIĄTKA

czy ta stara świnia
nie mogła zaczekać na mój powrót? -
piekliła się dziewczyna.
- Zimno mi, 
chcesz żebym zamarzła?
Oby Bóg chciał mnie już zabrać do siebie,
mamrotała staruszka
pochylona nad miednicą,
w podciągniętej do góry koszuli nocnej,
z łokciami opartymi o szafkę
ręcznie malowaną w kwiaty
i gruchające gołąbki.
- A kiedy mnie zabierze?
Chyba nigdy, boby uciekł,
gdyby przyszedł i zobaczył
ten gnój w twoim łóżku,
niech go codziennie sprząta,
wtedy zobaczy, jakie to szczęście! -
odpowiedziała dziewczyna i dalej
zmywała szczotką kał
z sinych, sflaczałych ud.
Chłopczyk z szabelką,
w papierowej czapce na głowie
przyglądał im się zza pieca
wytrzeszczonymi oczami.
W drzwiach stanęło słońce.

[Tekst w przekładzie Renaty Putzlacher-Buchtovej z książki: Jiří Kolář Naoczny świadek, Dziennik z roku 1949, Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, Kraków 2012, s. 110. Trochę to przypomina sytuacje z Obrzędów intymnych Zbigniewa Libery, ale zapis Kolářa powstał 35 lat wcześniej...]


piątek, 7 września 2018

Krzysztof Miller ROK 1989

Niestety nie dotarłem do Domu Spotkań z Historią na wystawę zdjęć Krzysztofa Millera Rok 1989, ale udało mi się kupić katalog tej ekspozycji w świetnej krakowskiej Głównej Księgarni Naukowej przy ulicy Podwale 6*. Ta licząca 64 strony książeczka jest sensownie-minimalistycznie złożona i zawiera 48, głównie czarno białych zdjęć oraz dwa nieprzegadane teksty autorstwa Pawła Smoleńskiego oraz Waldemara Gorlewskiego (z tym, że ten drugi mógłby sobie naprawdę dać spokój z przypominaniem, jak to koledzy fotoreporterzy mieli zwyczaj nazywać Millera "Nikiforem fotografii"). Oglądam ten albumik tam i z powrotem, patrzę na zdjęcia Krzysztofa przedstawiające świat, sytuacje, zdarzenia, które doskonale pamiętam, a jednocześnie "wyciskające" z nich esencję tamtego czasu, kadry idealnie trafione pod względem kompozycyjnym oraz semantycznym. Ponure zdjęcia wykonane podczas rewolucji w Bukareszcie zimą 1989, zaraz na wiosnę 1990 oglądałem prezentowane w Krakowie (tylko gdzie to było? w przestrzeni Bunkra Sztuki, który nosił wtedy nazwę Galeria BWA? nie mogę sobie tego przypomnieć...). Dobrze natomiast pamiętam, że na wystawie była zamieszczona informacja, iż wszystkie fotografie zostały wykonane na negatywie Fotopan HL. Czy ktoś jeszcze kojarzy te świetne filmy  śp. Fotonu-Bydgoszcz (wytwarzane zresztą na licencji Ilforda)? Wertując katalog wystawy Rok 1989 pomyślałem sobie, że zastosowana tu oszczędna metoda prezentacji zdjęć tragicznie zmarłego fotoreportera (może w kilku miejscach zbyt "katalogowa"), dobrze się sprawdza, więc może w taki sposób należałoby przygotować jakąś większą publikację albumową? Wydana dwa lata temu przez Agorę książka Niedecydujący moment to niestety porażka... Owszem, wiem że sam Krzysztof Miller ją układał (i zapłacił za to wysoką cenę, bo powrót do wojennych kadrów wykończył go psychicznie), ale też layout tej publikacji jest beznadziejny, nieznośnie nonszalancki wobec klasy zamieszczonych w tym albumie fotografii.


----------
Niestety byt tej instytucji jest zagrożony, ponieważ budynek, a właściwie to cały kwartał domów, kupił pewien ekspansywny biznesmen, co się lubuje w ściganiu na quadach (dodatkowo jest kuzynem znanego krakowskiego europosła) i chce tam urządzić galerię handlową... 

czwartek, 6 września 2018

(Trzeba to wszystko zniszczyć)

Jarosław Iwaszkiewicz

*     *     *

Jak wygląda negatyw kolorowej fotografii?
Po co są anteny przy telewizorach?
Jaska jest podstawowa zasada maszyn matematycznych?
Co musi umieć człowiek
lecący na księżyc?

Czemu równa się objętość
kopuły świętego Piotra?
Dlaczego struktura kryształu?
Co mówi Piaget, Ricoeur, Adorno, Starobinski?
Dlaczego Lévi-Strauss nie lubi Malinowskiego?
Czy badania Jacobsona zmienią strukturę Pana Tadeusza?
Co znaczy okrzyk Galilaee vicisti?

Dlaczego Golem wszedł do mojego domu?
Dlaczego Mr. Hyde siedzi przy moim biurku?
Dlaczego pogrzeb biesa odbywa się pod moimi oknami?

Trzeba to wszystko zniszczyć
Niech będzie cicha plaża i zupełny brak
pytań

wszelkich pytań

[No proszę, i on to wiedział... Wiersz kończący Śpiewnik włoski (s. 77). Ewidentnie się starzeję i coraz bardziej mi podchodzą teksty podszyte takim rozliczeniowym nihilizmem. Z którym zresztą nie radzą sobie rodzimi akademiccy literaturoznawcy, tzn. omijają temat szerokim łukiem bidule.]

środa, 5 września 2018

(a przed nią dymią wszystkie cementownie)

Jarosław Iwaszkiewicz

Pożegnanie

Etna ta wielka pani zbiera fałdy sukni
i schodzi na dół ciągnąc tren swój biały
a przed nią dymią wszystkie cementownie
świece stawiając jak przy katafalku

jedwab glicynii i aksamit
bougainvilli czerwonych jak krew pod równikiem
niedobrze wyglądają razem deszcz je przekreśla
nad ruinami mocniej pachną pomarańcze.

To już ostatnia chwila. Po czterdziestu latach
jak obojętne z kochanką rozstanie
nawet nie widzi mnie ona zbłąkanego
pośród mizernych starych i zwątpiałych.

Jeszcze tylko blask jeden jeden biały obłok
i obłąkana droga pełna karaluchów
i nic i świat się nie skończy tak zaraz
i chora suka wyszła na drogę. Żegnajcie.

[Jarosław Iwaszkiewicz, Śpiewnik włoski, Wydawnictwo Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek, Warszawa 1989, s. 39. Nawet nie pamiętałem, że kupiłem kiedyś tę książkę... I chyba nie czytałem jej zbyt często? A teraz, kiedy oddałem się lekturze podczas kąpieli - jak to zawsze czynię - wpadła mi do wody... Czytam ten tom i szukam wrażeń, obrazów, sytuacji, jakich sam doświadczyłem podczas wyjazdów do Włoch. Bardzo dziwna interpunkcja jest w tym pięknym wierszu...]

wtorek, 4 września 2018

Warka, ul. Wichradzka

[03.09.2018]

Chwilowy powrót do D700 jest doświadczeniem specjalnej troski...
Jasnym jest też, że to zdjęcie nie wejdzie do książki.
Na razie otrzymuję korespondencję wysyłaną automatycznie. Wyrok (wyszczególnienie usterek oraz ich wycena) jeszcze nie zapadł.

poniedziałek, 3 września 2018

(i piękny głos był udręką dla ucha)

Adam Ważyk

Był chłopiec który

Był chłopiec który z głową na ramieniu
usnął przy stole nakrytym serwetą
Był pusty pokój kobieta w żałobie
oparła stopę o podnóżek aby
poprawić czarną kokardę pantofla
Było sukienne kłębowisko płaszczy
w prowizorycznej szatni na zabawie
porozrzucanych jakby kto ze złością
daremnie szukał czegoś po kieszeniach
Z głębi tej szatni czasem dochodziły
śmiechy kobiece i głos najpiekniejszy
Te trzy obrazy jednakowo stare
wracały chociaż nie były wspomnineniem
obsesja szatni wracała najczęściej
Wszystkie odeszły wszystkie trzy i nie wiem
czy coś znaczyły dzisiaj jestem wolny
klasyczny w sobie przejrzysty jak kryształ
czysty jak kartka czystego papieru
Nie to nieprawda one zn ow wracają
te trzy obrazy które znaczą znaczą
dużo lub mało nic lub bardzo duzo
Prędzej ja minę a zostanie chłopiec
śpiący przy stole a przed nim nieznane
ogromne morze czasu do przeżycia
Kobieta w czerni może była śmieszką
z natury Jedno tylko wiem na pewno
że szatnia była jak twarz bez urody
i piękny głos był udręką dla ucha

[Z tomu: Adam Ważyk Zdarzenia, Czytelnik, Warszawa 1977, s. 10]

[Okładkę książki zaprojektował Władysław Brykczyński]

czwartek, 30 sierpnia 2018

Poezja za 5 PLN

Adam Ważyk

Wiersz o jesionach

Wiersz się zaczyna od ciemnych jesionów
a potem nie ma w nim już nic pewnego
i zamiast płynąc szerokim potokiem
rwie się przystaje i żąda milczenia
I co mi po was o ciemne jesiony?
Nie w moim stylu jesteście Nie w stylu
mieści się prawda niepewnego wiersza
Wiem co kryjecie przede mną i dla mnie
i tylko dla mnie i tylko przede mną
wiem, że u kresu ostatniej podróźy
na samym krańcu wielkiego bezsensu
będzie to samo co było z początku
nie szelest liści lecz szeptanie matki

[Z książki: Adam Ważyk Zdarzenia, Czytelnik, Warszawa 1977, s. 11]


środa, 29 sierpnia 2018

Waldemar Śliwczyński ZAPOMNIANE DZIEDZICTWO

Katalog wystawy Waldemara Śliwczyńskiego, jaką może obecnie (do 30 września 2018) oglądać w Muzeum Adama Mickiewicza w Śmiełowie, dotarł do mnie już jakieś dwa tygodnie temu, ale planowałem zbiorczą prezentację najświeższych nabytków, czego jakoś ciągle nie mogłem zrobić... więc stąd opóźnienie.


Fotografie zamieszczone w książce pochodzą lat 2001-2017 i w zasadzie wystawa ta jest kontynuacją cyklu Cisza, poświęconego folwarcznej architekturze Wielkopolski, który w formie obszernego portfolio opublikowało Wydawnictwo Kropka w 2008 roku. W międzyczasie Śliwczyński wykonał dokumentację wielkopolskich rezydencji ziemiańskich, która także była pokazywana w muzeum w Śmiełowie (w 2010), a w postaci albumu Topografia ciszy ukazała się w roku 2012 (miałem przyjemność napisać jeden z dwóch wprowadzających esejów do tej publikacji). Powróciwszy do fotografowania motywów, jakie znalazły się wcześniej w Ciszy, autor zdjęć przesiadł się z kamery Cambo Explorer (4x5") na Wisnera (5x7"), do którego dołączył panoramicznego Hasselblada X-Pana (24x65mm). Tak więc Zapomnianym dziedzictwie oglądamy zdjęcia w trzech formatach, przy czym biorąc pod uwagę rozmiary książeczki (22x21cm), nie widać jednak specjalnych różnic między tym co wyszło z wielkoformatowych skrzynek, a kadrami z małobrazkowej puszki... Zdjęcia w katalogu są świetnie opracowane (kontrast, półtony, ostrość, wszystko tutaj gra idealnie), co sprawia, że materiał ten ogląda się z dużą przyjemnością. Fotografie ułożone zostały w kolejności wg. typów i przeznaczenia sfotografowanych budynków, jednakże... w podpisach nie pojawiły się informacje (owszem mamy daty wykonania zdjęć oraz lokalizacje), co konkretnie przedstawiają, tak więc musimy się domyślić, że patrzymy na oborę czy gorzelnię. W sumie szkoda, że Muzeum Narodowe w Poznaniu, którego filią jest placówka w Śmiełowie, nie zdecydowało się na publikację tych foptografii w albumowej formie. Jakkolwiek - o czym wspominałem - zdjęcia są dobrze opracowane i wydrukowane, to jednak ten katalogowy layout z czarnymi stronami średnio im służy. Materiał zarejestrowany w ciągu tych kilkunastu lat przez Waldemara Śliwczyńskiego zasługuje na regularną książkę fotograficzną! Autorką wprowadzającego eseju do katalogu jest Ewa Kostołowska (tekst jej autorstwa można znaleźć także w Topografii ciszy), która moją skromną osobę zalicza tam (uwaga!) do grona "fotografów elementarnych" (fanfary!).

wtorek, 28 sierpnia 2018

Maurycy Gomulicki DZIARY

Które właśnie dotarły do mnie przesyłka kurierską. Wystawy jeszcze nie widziałem, ale ponieważ przez facebooka dowiedziałem się, że nakład albumu/katalogu to tylko 300 egzemplarzy, niezwłocznie go zamówiłem w internetowej księgarni Zachęty.



Świetna rzecz! Właśnie jestem po lekturze. Świetne zdjęcia Maurycego, który jest bardzo świadomym kolekcjonerem obrazów rzeczywistości, bardzo dobry wstęp jego pióra oraz treściwe posłowie autorstwa samego Marka Nowakowskiego (napisane w 2012 roku). Ponieważ polska kultura jest ciągle bardzo ekskluzywna, tym bardziej się cieszę, że fotografie tatuaży wykonanych w więzieniach lub domach poprawczych, w trakcie odbywania zasadniczej służby wojskowej czy z mocno indywidualnej potrzeby piękna (lecz chałupniczo, a nie w profesjonalnym salonie), zaprezentowane zostały w salach Narodowej Galerii Zachęta! Wyrazy uznania dla Hanny Wróblewskiej za prezentację projektu i oczywiście dla autora tego ważnego cyklu!  Jedynym mankamentem albumu jest niewłaściwy sposób położenia lakieru przez drukarnię, co skutkuje znacznym obniżeniem kontrastu wydrukowanych zdjęć... Trochę to widać na czwartej stronie okładki.

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Kraków, ul. Zdunów

[24.08.2018]

Widoczny na powyższym zdjęciu mural namalowano na murze posesji, gdzie znajduje się krakowski Przeorat Bractwa św. Piusa X... 

niedziela, 26 sierpnia 2018

(wprost na ich dłonie tak mało zaradne)

Adam Ważyk

Sen

                               Śniła się zima
                               M i c k i e w i c z

Sen miałem dawno czterdzieści lat temu
a tak pamiętam jakby śnił się wczoraj
Stojąc na brzeżku okrągłej polany
w pierścieniu ciemnej zieleni patrzyłem
jak hałaśliwie tłoczące się dzieci
rączkami piłki podrzucały:
duża lekka jak balon piłka opadała
bardzo powoli na otwarte dłonie
ale zdarzało się że je minęła
i miękko kładła się na trawie
                                             wtedy
kobieta w bieli - kilka takich kobiet
stało pod lasem dokoła polany -
inną rzucała piłkę między dzieci
wprost na ich dłonie tak mało zaradne
że niezbyt długo wypadło jej latać
I tak od nowa
                        Kilkanaście piłek
leżało w trawie zdziwiony spytałem
czemu ich żadne nie podniesie z ziemi
Odpowiedziano mi gorzkim pytaniem
Czy panie widzi że dzieci są ślepe?

[Z książki: Adam Ważyk Wiersze wybrane, Czytelnik, Warszawa 1978, s. 213]