środa, 23 kwietnia 2014

Mimo, że raczej smutne...

...to haiku napisane przez Matsuo Bashô w końcu XVII wieku jest genialne i niesamowicie... nowoczesne! Może tylko w ostatniej linijce polskiej wersji zmieniłbym formę czasownika niedokonanego na "biegnę".

[skan z tomu: Haiku. Z japońskiego przełożyła Agnieszka Żuławska-Umeda, Ossolineum 1983, str. 246-247]

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Trabant ze Słotwiny revisited...

I co z tego wyniknęło? 
To dobre pytanie...

[VII 2005, Hasselblad 500C/M + PC-Mutar 1,4X Shift-converter + Distagon 40/4 CF FLE + Fuji 160S]

[IV 2014, Nikon D700 + AF Nikkor 35-70/2,8 D] 

niedziela, 20 kwietnia 2014

BWV 971

Wojtek Kozłowski wspomniał ostatnio na swoim blogu Glenna Goulda i jego interpretację Wariacji Goldbergowskich (z 1955 roku), to ja dorzucę własny kamyczek do tego ogródka - czyli wykonanie Concerto nach Italienischem Gusto (uwielbiam to nagranie!). I w ogóle sam utwór, który jest bachowską transkrypcją koncertu na obój i orkiestrę Alessandra Marcello.

Pierwowzór w wykonaniu I Cameristi della Scala

Glenn Gould w trakcie nagrywania Koncertu Włoskiego dla Columbia Records (Glenn Goluld: On the Record - 1959)


I nagranie z Toronto z 1952

sobota, 19 kwietnia 2014

Dwa Trabanty Wielkanocne



Tego z Wałbrzycha fotografowałem dwukrotnie, Hasselbladem i na Ektarze (ale nie jestem jednak zbyt zadowolony z owych "sesji"). A po raz pierwszy tę żółtopomarańczową skorupkę zobaczyłem w albumie Andrzeja Ślusarczyka Wałbrzych, powidoki.
No to zabrałem dzisiaj D700, żeby sprawdzić jaka będzie różnica i znowu musiałbym powtórzyć, że "szału nie ma"... Jednak ponieważ w netbooku nie dysponuję żadnym przyzwoitym programem graficznym, więc jest to w zasadzie lekko skorygowana (i przycięta w przypadku powyższej klatki) surowizna z puszki Nikona (owszem, mam też RAW-y).


Taaa... "szału nie ma"...
A tę pomarańczową wydmuszkę ze Słotwiny, która - co ciekawe - reklamuje serwis silników diesla, sfotografowałem dziewięć lat temu (też Hasselbladem, ale na Fuji 160 S) i zdjęcie weszło do zestawu, pokazywanego na wystawie Życie po życiu/Life after Life (CSW Zamek Ujazdowski, 2007)..
Od tamtego czasu wyraźnie urósł chojak we wnętrzu tego, hm... kabrioletu, no i zmieniło się ozdobne oblepienie reklamowe całości.

Inne rówieśnicze samochody, które używano w podobnej roli, dawno już zeżarła korozja! A tu proszę, błotniki co najwyżej popękane.
DOROPLAST RULEZ!

piątek, 18 kwietnia 2014

środa, 16 kwietnia 2014

Czech Photobook - "Praha Panoramatická"

Oglądam sobie dzisiaj dla relaksu cykl Pragensia Lukáša Jasanský'ego & Martina Poláka naprzemiennie z albumem Praha Panoramatická Josefa Sudka. Oba fotograficzne zapisy - których tematem jest czeska Praga - dzielą trzy dekady i im bardziej przyglądam się tym zdjęciom, tym mocniej jestem przekonany, że jedno wynika tutaj z drugiego. Że banalistyczna dokumentacja praskich przedmieść Jasanský'ego & Poláka ewidentnie wywodzi się z panoram Sudka, gdzie spora część zarejestrowanego materiału, to także banalne peryferia. Oglądam album Sudka, w którym zreprodukowano 284 panoramiczne kadry o rozmiarach 10x30cm i nadziwić się nie mogę, że książka o tak bezkompromisowej zawartości została wydana w nakładzie 15.000 egzemplarzy w... "komunistycznej" Czechosłowacji w 1959 roku. Pisząc o bezkompromisowości Pragi panoramicznej mam na myśli nie tylko banalizm większości kadrów i widocznych na nich obiektów. Ponieważ Sudek używał tutaj kodakowskiej kamery typu swing lens wyprodukowanej na początku XX wieku (dokładnie Kodaka Nr 4), więc w zarejestrowanych obrazach często obecna jest dystorsja (spowodowana przez obracający sie obiektyw aparatu), a autor zdjęć zupełnie się tym nie przejmując, ma zwyczaj ustawiania kamery prostopadle do horyzontalnych motywów... No więc, faktycznie Josef Sudek zasługuje na miano "poety Pragi", bo takie podejście do tematu to działanie o ewidentnie poetyckim charakterze!


[Te dwa kadry wpadły mi dzisiaj w oko; Josef Sudek Praha Panoramatická, Státní nakladatelství krásné literatury, hudby a umění, Praha 1959, str. 130-131]

wtorek, 15 kwietnia 2014

Let's Go Back To The Mainland

To tytuł kolejnej książki Grzegorza Wróblewskiego, która co dopiero ukazała się w USA nakładem oficyny Črvená Barva Press


Mnie też bardzo odpowiada kolor czerwony, poezja Grzegorza oraz... moje zdjęcie, które znalazło się na okładce tego tomu. 
Fotografię zrobiłem w kwietniu 2008 podczas ostatniego dnia pobytu w mieście nad rzeką Mersey. Akurat zanosiło się wtedy na burzę, co zresztą widać w tym kadrze.

Liverpool, Regent Road, kwiecień 2008

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

3 antyfotografie do kontemplacji

Przypięła się do mnie jakaś wredna infekcja wirusowa i coś nie za bardzo chce się ewakuować... A jutro mam zajęcia, pojutrze mam zajęcia i po pojutrze mam zajęcia... I do tego w ch... dodatkowej roboty.

Leczące duszę i ciało obrazy artystycznego duetu Lukáš Jasanský i Martin Polák z ich cyklu Krajiny - Zemská fotografie (1998-2000).

 Lukáš Jasanský i Martin Polák, z cyklu Krajiny - Zemská fotografie (1998-2000)

Lukáš Jasanský i Martin Polák, z cyklu Krajiny - Zemská fotografie (1998-2000)

Lukáš Jasanský i Martin Polák, z cyklu Krajiny - Zemská fotografie (1998-2000)

niedziela, 13 kwietnia 2014

Ogłoszenia drobne



Może najpierw książka po prawej stronie:




W zeszły czwartek prowadziłem spotkanie w MOCAK-u, którego gośćmi byli Adam Golec i Krzysztof Miller (jeszcze raz DZIEKI! za udział), więc skorzystałem z nadarzającej się sposobności... 13 wojen i jedna to świetna rzecz, stanowczo warto tę książkę przeczytać, a z pierwszą linijką dedykacji jak najbardziej się zgadzam!  



Na okładce której znalazły się moje dwie fotografie z cyklu Postindustrial. Z czego oczywiście się cieszę, ale też dlatego, że zdjęcia te są opakowaniem kapitalnych analiz powojennej polskiej historii, które wyszły spod pióra Ledera. Także stanowczo warto zaznajomić się z zawartością tego tomu (oraz z wywiadem w najnowszej Gazecie Wyborczej)!

No i najnowszy Szum, który dotarł przedwczoraj do mojej skrzynki pocztowej:


A w środku m.in. moja recenzja mocakowej 30. wystawy Rady Europy. Potrzeba wolności. Sztuka europejska po 1945 roku oraz prezentacji Ericha Wurma Good Boy (obie ekspozycje pokazywano od 18.10.2013 do 26.01.2014). Tekst miał pierwotnie tytuł O potrzebie transgresji, ale redakcja go obcięła... Dla cztelniczej zachęty wklejam poniżej ostatni akapit artykułu (poświęcony rzeźbom Wurma):

Wystawą pokazywaną równolegle z „Potrzebą wolności” była obszerna prezentacja rzeźb Erwina Wurma zatytułowana  „God Boy”. Oczywiście to ważna  ekspozycja ważnego artysty art worldu, itp., itd., ale obiekty jego autorstwa, owszem absurdalne i śmieszne, bardzo przyzwoicie i równo zrealizowane, to przykład „koncesjonowanej” właśnie, bezpiecznej działalności artystycznej, która bez problemów, ale też nie wywołując kontrowersji, zagości w przestrzeni chyba każdego muzeum sztuki nowoczesnej. Oglądałem więc te prace bez specjalnych emocji, może w wyjątkiem grupy rzeźb przedstawiających ogórki (z polichromowanego gipsu w skali 1:1 i odlane z brązu w dużym powiększeniu), które mnie mieszkańca krainy  ogórków kiszonych, nie mogły pozostawić obojętnym. I pomyślałem sobie, że to dopiero mogło by być transgresyjne podejście, gdyby takie figury zacząć stawiać jako rodzime i „patriotyczne” przedstawienie o zuniwersalizowanym charakterze: Jan Paweł II ogórek, Jan III Sobieski – ogórek, Tadeusz Kościuszko – ogórek, Berek Joselewicz – ogórek, Mikołaj Kopernik – ogórek, Józef Piłsudski – ogórek, Roman Dmowski – ogórek…

sobota, 12 kwietnia 2014

EKIPA REMONTOWA

Łódź (Stare Polesie), ul. Romualda Mielczarskiego, 24.03.2014

Widoczna powyżej antyfotografia (ostatni z wywołanych filmów z marcowego wyjazdu) bardzo mi odpowiada. Koniecznie chciałem sfotografować ten mural i na całe szczęście klatka schodowa domu przy ulicy Mielczarskiego nie była wyposażona w domofon, a okna (jakkolwiek dość opornie) się otwierały. 

Zrobiłem teraz szybkie podliczenie (tzn. kliknąłem na "właściwości" folderu z wglądówkami) i wyszło mi, że realizując Świętą Wojnę naświetliłem do tej pory 4234 kadry (od 28 czerwca 2009). Może jeszcze jeden wyjazd, kilka rolek Ektara i finito! Uff...

piątek, 11 kwietnia 2014

1910

Łódź (Bałuty-Doły), ul. Wojska Polskiego, 14.02.2014

Robię skany z ostatnich wypraw do Łodzi.
Przedsięwzięcie o nazwie Święta Wojna powoli zbliża się do finału...
Mam już wstępne makiety dwóch części książki (Kraków i Górny Śląsk), teraz pora na Łódź.
Może czeka mnie jeszcze jeden fotograficzny wyjazd do "polskiego Manchesteru" czy - bardziej aktualnie rzecz ująwszy - "polskiego Detroit"?

czwartek, 10 kwietnia 2014

Paris, March 2014

Zupełnie nie "rocznicowo"... Zdjęcie Andrzeja Maciejewskiego z jego serii Lisbon-Moscow, które od kilku dni (odkąd udostępnił je na swoim profilu na facebooku) za mną chodziło. Piękna fotografia! 

Andrzej Maciejewski z serii Lisbon-Moscow, Paris, March 2014

wtorek, 8 kwietnia 2014

Oko fotografa – dylematy fotografii zaangażowanej społecznie

Serdecznie zapraszam do MOCAK-u w czwartek 10.04.2014 o godz. 18:00 na spotkanie pod powyższym tytułem, w trakcie którego tym razem z Adamem Golcem i Krzysztofem Millerem będziemy dalej drążyć temat zaangażowania we współczesnej fotografii. Mogę tutaj uchylić trochę rąbka tajemnicy i zapowiedzieć bardzo interesujące projekcje, jakie obaj fotografowie przygotowali na mocakowe spotkanie.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Peter Bialobrzeski "Cairo Diary"

Oglądając dzisiaj stronę wydawnictwa The Welvet Cell oraz informację tam zamieszczoną, która dotyczy planowanej publikacji książki Petera Bialobrzeskiego, zdałem sobie sprawę, że nigdy nie wspomniałem o tym autorze na hiperrealizmie... Owszem popełniłem kiedyś recenzję z wystawy jego cyklu Neontigers, który pokazywany była Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie, ale nie pamiętam, w którym roku miała miejsce ta ekspozycja, ani dla jakiego periodyku artykuł był pisany? 
Więc niniejszym nadrabiam to ewidentne zaniedbanie, a okazja po temu jest zacna bo zdjęcia z przygotowywanego albumu Cairo Diary prezentują się co najmniej zachęcająco. Właściwie mamy tu wszystko, do czego wcześniej przyzwyczaił nas autor Noentigers, statyczne i perfekcyjnie skomponowane miejskie kadry, gdzie uczestnicy ruchu ulicznego występują zazwyczaj w rozmazanej postaci (bo kiedy używamy wielkiego formatu ekspozycje bywają dłuuugie). Zdeklasowana kolonialna architektura Imperium Brytyjskiego oraz co bardziej współczesne dodatki, świetnie się ze sobą komponują w mniej reprezentacyjnych dzielnicach stolicy Egiptu i nic dziwnego, że takie miejsca Bialobrzeski wybrał do swych wizualnych eksploracji (inna sprawa, to oczywiście mieszkanie w takich rejonach...).

 Peter Bialobrzeski, z cyklu Cairo Diary [zdjęcia ze strony wydawnictwa The Velvet Cell]

Peter Bialobrzeski, z cyklu Cairo Diary [zdjęcia ze strony wydawnictwa The Velvet Cell]

Peter Bialobrzeski, z cyklu Cairo Diary [zdjęcia ze strony wydawnictwa The Velvet Cell]

Peter Bialobrzeski, z cyklu Cairo Diary [zdjęcia ze strony wydawnictwa The Velvet Cell]

Peter Bialobrzeski, z cyklu Cairo Diary [zdjęcia ze strony wydawnictwa The Velvet Cell]