sobota, 16 sierpnia 2014

SAME POTRZEBNE ZAWODY

Grzegorz Wróblewski i Paweł Kelner Rozwadowski podczas wernisażu wystawy Projekt Merkury. Grzegorz Wróblewski. Nowa Odsłona w Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie. Paweł Kelner Rozwadowski śpiewa wiersz Grzegorza Wróblewskiego Same potrzebne zawody.

No i ten wiersz był kiedyś śpiewany czy też raczej melorecytowany przez Grzegorza Wróblewskiego.
Był sobie kiedyś w Kopenhadze zespół Slurp, który dał m.in. koncert w kaplicy na Cmentarzu Asystentów w 1996 roku.
No i ten występ został zarejestrowany na taśmie audio i wideo.
Jest więc (był) zapis wizualny i jest też (była) kaseta z dźwiękiem.
W Slurpie oprócz melorecytującego Grzegorza Wróblewskiego, na basie grał Amir Hadziahmetovic, a na bębnach Sławomir Słociński.
Z Amirem autor Samych potrzebnych zawodów nagrywa od jakiegoś czasu swoje teksty i być może (mam taką nadzieję!) będzie z tego płyta. 

[wernisaż w warszawskim Muzeum Literatury nagrałem telefonem Samsung Galaxy S-4 Zoom, a Krzysztof Jaworski przysposobił ten zapis (zmiksował i podzielił) do youtuba]

czwartek, 14 sierpnia 2014

Smacznego...

Mishka Henner z serii Feedlost, Coronado Feeders, Dalhart, Texas (2013)

 Mishka Henner z serii FeedlostRandall County Feedyard, Amarillo, Texas (2013)

 Mishka Henner z serii Feedlost, Tascosa Feedyard, Texas (2013)


Powyższe fotografie przypominają trochę wykonywane z motolotni zdjęcia Kacpra Kowalskiego czy też obrazy, które zarejestrował (nie mam pojęcia z jakiego urządzenia latającego) Edward Burtynsky w swojej serii z okolic Silver Lake w Australii. Różnica polega jednak na tym, że prace Mishki Hennera to powiększone do sporych rozmiarów zdjęcia satelitarne, czyli wykonała je zaprogramowana maszyna, zaś tematem tej wypowiedzi wizualnej nie są estetyczne aspekty krajobrazu oglądanego z dużej wysokości, lecz mocno śmierdzący problem przemysłowego tuczu zwierząt. Widoczne na fotografiach zbiorniki ze zjawiskowo kolorową cieczą, to tworzone na fermach tzw. laguny, gdzie zlewa się... gnojowicę. W dawnych czasach odchody hodowanych zwierząt używane były (po pewnym przygotowaniu) do nawożenia pól uprawnych, jednak w przypadku tuczu przemysłowego odbywającego się w CAFO (Concentrated Animal Feeding Oparations) ilość nawozu jest tak duża, że nie ma co z nim zrobić, a jakakolwiek utylizacja się "nie opłaca". Tak więc tworzone są wspomniane "laguny", toksyczne związki przenikają do wód gruntowych i atmosfery (nie wspominając o potężnym smrodzie), a cały proceder odbywa się nie tylko legalnie, ale też w wielu stanach pod wpływem lobby hodowlanego uchwalono specjalne ustawy (nazywane "ag-gag"), które uniemożliwiają fotografowanie i filmowanie CAFO oraz pisanie o nich czy o bestialskim sposobie traktowania zwierząt. Można za to trafić do więzienia lub uzyskać status "terrorysty"... (w Pensylwanii "ag-gag" stosowane są wobec przeciwników wydobywania gazu łupkowego).
99% hodowanych na mięso zwierząt w USA pochodzi z CAFO.

Smacznego...

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Jeżyny


Niesamowita ilość obłędnie slodkich jeżyn wzdłuż drogi z Nowego Warpna do Podegrodzia.
Więc zbieramy jeżyny, od 48 godzin żadnej "sztuki" ;))

sobota, 9 sierpnia 2014

Orientalny bazar

[Kraków-Kazimierz, ul. Krakowska, 08.08.2014  12:50]

Nie ten aparat.
Nie ta pora dnia.
Nie to światło.

Od pewnego czasu zasadzam się na tego kaszlaka ze słoniem na dachu.
Bez powodzenia.
Wcześniej stał po drugiej stronie Krakowskiej pod witryną sklepu monopolowego... I to było to, ale szybko go przestawili.
Teraz w zasadzie nie jest źle, ale zdjęcie trzeba by zrobić rano.
I analogiem oczywiście...

piątek, 8 sierpnia 2014

PROGRAM MERKURY - Grzegorz Wróblewski czyta trzy swoje wiersze podczas przedwczorajszego wernisażu w Muzeum Literatury im. Mickiewicza w Warszawie


A więc po kolei:

Iluminacje (lilie i żaby) z tomu Pan Roku, Trawy i Turkusów (wyd. FA-asrt, Katowice 2009)

W tej całej naszej melancholii z tomu Ciamkowatość życia (wyd. bibLioteka, Kraków - Warszawa 1992)

... (Przekładam nożyk z ręki na jutro...) z tomu Dolina Królów (wyd. Kartki, Białystok 1996) 

czwartek, 7 sierpnia 2014

PROGRAM MERCURY - wczorajszy wernisaż w Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie










Grzegorz Wróblewski - autor prezentowanych obrazów, ubrany na czarno, przeczytał także swoje 3 wiersze.
Paweł Kelner Rozwadowski - w czapce założonej daszkiem do tyłu, zaśpiewał 3 piosenki z tekstami Grzegorza (filmiki będą prezentowane na hiperrealizmie i blogu Krzysztofa Jaworskiego)
Jarosław Klejnocki - dyrektor Muzeum Literatury na siódmym zdjęciu trzyma nad głową katalog wystawy (z moim esejem).
Katarzyna Jakimiak - kustosz Muzeum Literatury, w czerni na pierwszym zdjęciu. 
Ela Janicka - z którą razem fotografujemy Warszawę w ramach projektu Inne Miasto, w niebieskościach i z nieodłącznym plecaczkiem.
Krzysztof Jaworski - poeta i przyjaciel artysty, w koszuli w kratę.
Na ostatnim (dziewiątym) zdjęciu po lewej stronie widać też obraz zatytułowany Amager with Wojtek Wilczyk.

środa, 6 sierpnia 2014

Program Mercury

Grzegorz Wróblewski
PROGRAM MERCURY
Nic nam tutaj nie grozi – wmawiałem sobie, obserwując
stado brunatnych zwierząt baraszkujących na opuszczonym,
motelowym parkingu

(Samiec kogoś mi przypominał, czyżby John Herschel Glenn?
Tajemnicze eksperymenty pośród sosnowych zagajników?)

Odejdą, kiedy ponownie zapadnę w śpiączkę... – szukałem
ostatniej porcji białego proszku

Słońce przeistoczyło się znienacka w przeraźliwą,
metaliczną kulę

Usłyszałem nerwowy chichot Ziemi

Sapiąc wdzierały się do oszronionego samochodu Czerwone ślepia
Zdecydowane na wszystko.

[wiersz z tomu: Grzegorz Wróblewski Pan Roku, Trawy i Turkusów, Wydawnictwo FA-art, Katowice 2009, str. 5]

A dzisiaj o 18:00 w Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie (Rynek Starego Miasta 20) będzie mieć miejsce wernisaż wystawy obrazów Grzegorza Wróblewskiego Program Mercury. Grzegorz Wróblewski. Nowa odsłona. W imieniu autora ZAPRASZAM!

wtorek, 5 sierpnia 2014

Realizm

Czesław Miłosz

REALIZM

Nie jest całkiem źle z nami, jeżeli możemy
Podziwiać holenderskie malarstwo. To znaczy,
Że co nam opowiadają od stu, dwustu lat,
Zbywamy wzruszeniem ramion. Choć straciliśmy
Dużo z dawnej pewności. Godzimy się, 
Że te drzewa za oknem, które chyba są,
Udają tylko drzewiastość i zieleń,
I że język przegrywa z wiązkami molekuł.
A jednak to tutaj, chleb, talerz cynowy,
Półobrana cytryna, orzechy i chleb
Trwają, i to tak mocno, że trudno nie wierzyć.
I zawstydzona jest abstrakcyjna sztuka,
Choć żadnej inne nie jesteśmy godni.
Więc wchodzę między tamte krajobrazy,
Pod niebo chmurne, skąd wystrzela promień
I w środku ciemnych równin jarzy się plamka blasku.
Albo na brzeg zatoki, gdzie chaty, czółna,
I na żółtawym lodzie maleńkie postacie.
To wieczne jest, dlatego że raz było,
Przez jedną chwilę istniejąc i niknąc. 
Splendor (i najzupełniej niepojęty)
Okrywa popękany mur, śmietnisko,
Podłogę karczmy, kaftany biedaków,
Miotłę i ryby skrwawione na desce.
Raduj się, dziękuj! Więc dobyłem głosu
I złączyłem się z nimi w chóralnym śpiewaniu
pośrodku kryz, koletów, spódnic atłasowych,
Już jeden z nich, przemienionych dawno.
I wzbijała się pieśń, jak dym z kadzielnicy.

[wiersz przepisałem z tomu: Czesław Miłosz Wiersze wszystkie, Wydawnictwo Znak, Kraków 2011, str. 1068]

Liczące 1406 stron tomiszcze kupiłem wczoraj (właściwie jeszcze dzisiaj) w Księgarni pod Globusem przecenione na... 29,99 zł. Jak widać czytelnictwo nam w Polszcze kwitnie, że chu chu... 
I przypomniało mi się, jak w 1980 roku stałem w kilkusetosobowej kolejce do tej księgarni (mieściła się ona w tym samym budynku, ale tam gdzie teraz jest M Bank) po książkę Gdzie słońce wschodzi i kędy zapada i odszedłem wtedy z kwitkiem.
A wiersz fajny, nie znałem go (nie czytałem tomu Na brzegu rzeki  z 1994 roku) i w sumie mogę odszczekać te złośliwości z poprzedniego posta, czynione względem metafizyki ;))

(Uwielbiam holenderskie malarstwo z XVII wieku, sztukę abstrakcyjną też).

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Piazza San Marco


Massimo Vitali, z serii Landscape with Figures,Venezia, San Marco.

Miejsce maksymalnie chyba obfotografowane... a wcześniej rysowane i malowane.

I w tym ogranym temacie Massimo Vitali spokojnie daje radę! 

Wykonując bardzo prosty, rzeczowy i idealnie trafiony zapis!

I nie ma tu poszukiwania metafizyki czy transcendencji, żadnych tam "pejzaży wewnętrznych" czy "fotogenii" i innych bzdur tego rodzaju...

A widoczny na końcu placu gargamel, to wcale nie taki wdzięczny obiekt do fotografowania... ;))

niedziela, 3 sierpnia 2014

piątek, 1 sierpnia 2014

Do kontemplacji mimo wyjących syren...


Vincenzo Castella, Napoli 2002.

Moje wczorajsze "odkrycie".
Vincenzo Castella używa aparatów wielkoformatowych o różnych rozmiarach kadru. W powyższym przypadku jest to 8x10", ale też widziałem klatki z 11x14" i większe, także panoramiczne.
Jak miło spotkać bratnią duszę...

czwartek, 31 lipca 2014

Poranny widok z okna


[2014-07-31  08:07]

Widok codzienny.
Już nie pamiętam, kiedy ten napis się pojawił...
Chyba jakoś na wiosnę?
JŻS.
Czyli J... ŻYDÓW SIEKIERAMI - na terenie Wisły.
Albo JESTEŚMY ŻYDOWSKIMI SK... - na trerenie Cracovii.
Bronowice "należą" do pierwszej z wymienionych drużyn.

środa, 30 lipca 2014

Kieł

Igor Omulecki, z cyklu JP II 2010/2013

Fotografia prezentowana na wystawie Papieże w MOCAK-u (w Galerii Beta)
Zdjęcie zostało wykonane w Muzeum Fundacji Jana Pawła II w Rzymie.
Warto zobaczyć tę ekspozycję! 

wtorek, 29 lipca 2014

SETKA

Zaglądam w miarę regularnie na bloga Maćka Rawluka i z dużą przyjemnością śledzę jego poczynania. Od połowy maja bieżącego roku zaczęły się tam pojawiać zdjęcia, na których widać witryny sklepów alkoholowych. Seria ta ma tytuł Sklepy alkoholowe - Setka i liczy obecnie 64 fotografie, czyli jest to w zasadzie nieco przelana tradycyjna "pięćdziesiątka"... Zdrówko! ;)

Cykl bardzo fajny, realizowany na filmach przy pomocy średnioformatowego Voigtlandera Bessa III (proporcje budynków widocznych w kadrach wskazują, że autor prostuje tutaj piony w programie graficznym). Być może coś umknęło mojej uwadze, ale wydaje mi się, że na polskiej scenie fotograficznej jest pierwsza tak konsekwentnie i obszernie przeprowadzona rejestracja tematyki handlu alkoholem z rozległymi przyległościami. Trzeba też dodać, że kadry Rawluka mają sporą atrakcyjność wizualną, co w przypadku krajobrazów z "polskiego Detroit" nie jest wcale tak łatwe do uzyskania, jakby się to mogło co poniektórym wydawać...

Maciej Rawluk, z serii Sklepy alkoholowe - "Setka"  2014

Maciej Rawluk, z serii Sklepy alkoholowe - "Setka"  2014

Maciej Rawluk, z serii Sklepy alkoholowe - "Setka"  2014

Maciej Rawluk, z serii Sklepy alkoholowe - "Setka"  2014

Maciej Rawluk, z serii Sklepy alkoholowe - "Setka"  2014

Maciej Rawluk, z serii Sklepy alkoholowe - "Setka"  2014

Maciej Rawluk o swoim cyklu pisze tak:

Sklepy alkoholowe - "Setka" to sto zdjęć wybranych sklepów z alkoholem. Tytuł nawiązuje też do "Sklepów cynamonowych" Bruno Schulza oraz do określenia porcji alkoholu.

Kacuś, Setka, Seta, Źródełko, Kapselek, Karafka, Za grosze, Promil, Procent, Reset.
W Łodzi, moim mieście jest ich prawie półtora tysiąca. W całej Norwegii sklepów z alkoholem jest niecałe 300. Zjawisko masowej ilości sklepów z alkoholem jest charakterystyczne dla całej Polski.

Nie chodzi oto czy jestem za czy przeciw. Notuję pewne zjawisko. Nie mogę jednak nie myśleć o pewnym dysonansie pomiędzy wolnym handlem a ograniczeniami, którymi jesteśmy jako obywatele poddawani. Pomiędzy wolnością a jej skutkami. Mocnego alkoholu nie można produkować samemu. A sprzedawać można tylko ten, na który oko ma Państwo. Państwo czerpie korzyści i z akcyzy i podatków, ale też z koncesji na jego sprzedaż, które muszą ponieść sprzedawcy. Więc dla budżetów miast im więcej tym lepiej. Czy jakiś jest w tym problem? Czy jestem wrogiem alkoholu, czy chciałbym jego reglamentacji, a może prohibicji? Nie. Ale obserwując, zwłaszcza "te gorsze dzielnice" miast, i widząc, że sklep z alkoholem jest w nich najczęstszym punktem sprzedaży wiem, że jest to jedna z przyczyn destrukcji społeczeństwa tam żyjącego. I nie uważam, że wszystko jest w porządku. Wiem także, że obecność sklepów całodobowych zmniejsza komfort życia w ich sąsiedztwie. Zwłaszcza dla osób, które z nich nie muszą regularnie korzystać, a tacy jednak mimo wszystko są . Przypominają mi się smartszopy z dopalaczami. Doznaję dziś stanu podobnego do tego jak zobaczyłem w szczytowej fazie ich rozkwitu w niedużej wsi kiosk ruchu zamieniony na sklep z "materiałem dla kolekcjonerów" czyli dopalaczami.

Jak wspomniałem, notuję po prostu zjawisko, które mocno zakotwiczyło w przestrzeni miejskiej. Państwa europejskie unifikują się pod względem wizualnym, wciąż jednak widzimy jakieś różnice. Co może dostrzec i wyróżnić cudzoziemiec w Polsce? Może na przykład zaobserwować dużą liczbę kościołów i sklepów z alkoholem. Kościoły, często o dziwacznych bryłach, to duże budynki i dostrzec jest je nietrudno, natomiast sklepy z alkoholem to często niepozorne lokale, jednak oszyldowanie nie pozwala ich nie zobaczyć. Napisy są wielkie i ostentacyjne, i często prowizoryczne do granic możliwości. Ponieważ sklepów jest bardzo dużo, korzystają z nich głownie okoliczni mieszkańcy, więc tak ostentacyjne być nie muszą, bo oni i tak tam trafią.
W gęstej, miejskiej zabudowie sklep z alkoholem można znaleźć w promieniu około 100 metrów.