czwartek, 20 sierpnia 2015

Unintended Sculptures


Najpierw radość...
A potem (po obdarciu albumu z folii), że tak powiem... niespodzianka.
I zaskoczenie, że renomowane wydawnictwo (Hatje Cantz) publikuje album z tak kiepsko wyedytowanymi zdjęciami.
Owszem, 10 € to nie jest zbyt duża kwota ;))

niedziela, 16 sierpnia 2015

Wierszyk na niedzielę (i na cały rok)

Walt Whitman

*  *  *

Jestem poetą rzeczywistości.
Twierdzę, że ziemia nie jest echem
Ani człowiek widmem.
Ale że wszystkie rzeczy widziane są prawdziwe.
Świadectwo i białe świtanie rzeczy są równie prawdziwe.
Rozciąłem ziemię i twardy węgiel, i skały, i lite łożysko morza,
Zeszedłem tam, żeby badać długo,
I przynoszę stamtąd sprawozdanie,
Dowodzę, że wszystko tam pozytywne i gęste,
I że jest takie, jak wydaje się dziecku.

[przekład Czesława Miłosza z tomu: Czesław Miłosz Przekłady poetyckie wszystkie, Znak, Kraków 2015, str. 520]

czwartek, 13 sierpnia 2015

Poezja urzędników

Po-Chu-I (772-846)

DESZCZ

Od kiedy zamieszkałem w tym obcym Hsun Yang,
Całymi godzinami pada deszcz.

Ledwo parę dni jaśniejszego nieba,
Dużo śpię niespokojnym snem.

Jezioro rozlało się aż do widnokręgu,
Niskie chmury dotykają wody.

Za moim żywopłotem gadają łódkarze,
Słyszę na końcu śpiew rybaka.

Mgliste ptaki giną w żółtym powietrzu,
Żagle na wietrze bodą się z białą falą.

Przed moją bramą droga dla koni i pojazdów
W ciągu jednej nocy zamieniła się w rzekę.

[spolszczenie Czesława Miłosza z tomu: Czesław Miłosz Przekłady poetyckie wszystkie, Znak, Kraków 2015, str. 572]

Czytam sobie właśnie wspomniany wyżej tom przekładów Miłosza, celując w wiersze pisane przez wysokich urzędników cesarskich Dynastii Tang. Jak mi się zdaje umiejętność wyrażania się w mowie wiązanej była jednym istotnych punktów urzędniczych egzaminów w tamtych czasach (jednak wolę sobie nie wyobrażać, jaki wiersz wyszedłby spod ręki współczesnego polskiego urzędnika...). Piszący poezję Chińczycy z VIII i IX wieku n.e. w kapitalny i zwięzły sposób potrafili szkicować krajobraz, co przypomina mocno praktykę ówczesnych malarzy pracujących tuszem na jedwabiu, jednak tematyka tych obrazów oraz wierszy jest w pewien sposób ograniczona czy - lepiej powiedziawszy - skonwencjonalizowana. Łatwo to dostrzec (i ulec przy tym pewnemu znużeniu) po lekturze większej porcji takich tekstów... No i jeszcze w przypadku tłumaczenia z tłumaczenia, kiedy dodatkowo wyjściowy tekst był napisany ideogramami, wiele znaczeń oraz niuansów ginie po drodze... Więc przekład na język europejski dokonany po tysiąc dwustu latach może sprawiać wrażenie nowoczesnego zapisu (o ile dobrze pamiętam autorzy starochińskiej poezji posługiwali się też rymami...).

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

KIEDY NADCHODZĄ CHMURY

Yuan Mei (1716-1798)

KIEDY NADCHODZĄ CHMURY

Kiedy nadchodzą chmury, góra istnieć przestaje.
A kiedy odchodzą, pokazuje czym jest mocne
Górowanie.

Jak myślisz?

Czy góra wie?

[przekład Czesława Miłosza (z angielskiego tłumaczenia Kennetha Rexrotha?) z tomu: Czesław Miłosz Przekłady poetcykie wszystkie, Znak, Kraków 2015, str. 534]

piątek, 7 sierpnia 2015

ABSLUTNIE NICZEGO !!!


Dlaczego nie tak

Chodzi mi o większą swobodę artystyczną.
Pisząc swobodę artystyczną, masz na myśli możliwość nierobienia niczego?
Ale absolutnie niczego?

[z tomu: Krzysztof Jaworski Do szpiku kości, Biuro Literackie, Wrocław 2013, str. 94]

środa, 5 sierpnia 2015

W taki gorąc tylko to...


Widoczny na zdjęciu (i słuchany właśnie) album kupiłem w 2011 we Wrocławiu w sklepie przy ul. Świdnickiej (ciekawe czy jeszcze istnieje?). Było to przy okazji wystawy "Niewinnego oka" w Domku Romańskim ("rumuńskim" - jak go nazywa Wojtek Sienkiewicz). Było i było. Na okładki płyt z nagraniami Vivaldiego i Albinoniego często wybierane są fragmenty obrazów Canaletta lub Guardiego z widokami Wenecji. I całkiem słusznie, ale nie tylko dlatego, że obaj kompozytorzy pochodzili z tego miasta... I charakter miejsca jest tutaj ważny, i sposób przedstawiania go przez malarzy wedut (i żadnej fałszowanej "transcendencji"...).

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Sokołów Małopolski revisited albo MGOKSiR

Sokołów Małopolski, ul. Wspólna 03.08.2015 (15:52)

Zestaw roboczy ten sam co w poprzednim wpisie.

Nawet widać bardzo dobrze na tym zdjęciu, że to budynek posynagogalny. Część dwupiętrowa od lewej kryła przedsionek na parterze i salę modlitwy dla kobiet na piętrze. Część po prawej z wysokimi oknami, to dawna główna sala modlitwy. 
Tak w ogóle, jak się popatrzy na typ zabudowy centrum Sokołowa Małopolskiego, to widać doskonale, że było to miasteczko, którego sporą część mieszkańców stanowili przed 1939 rokiem Żydzi (w 1921 roku stanowili oni 38,4% populacji).

Tymczasem na dawnej synagodze znajdziemy wyłącznie takie "pakiety informacyjne". Wstyd!



niedziela, 2 sierpnia 2015

Chmielnik revisited

Chmielnik, ul. Wspólna, 02.08.2015 (17:15)

Powrót po siedmiu latach (i pięciu miesiącach).
Ten sam aparat (niezawodny Hasselblad 500 C/M).
Ten sam obiektyw (genialnie ostry Distagon 40/4 CF FLE).
Inny statyw (Manfrotto 161 MK2B - wcześniej przypinałem 055 do drabinki, ale wszystko się chwiało i ruszało - teraz dostawiam drabinkę do statywu...).
Inny film - Porta 160 (wcześniej Superia 100 i 400).
Ten sam obiekt widoczny w końcu ulicy - kilka lat temu siedemnastowieczna synagoga w Chmielniku została gruntownie wyremontowana, a od roku dostępna jest dla zwiedzających).
Inna nawierzchnia ulicy Wspólnej - jakiś polbruk lub brukbet.
Inne latarnie - jak widać dość przeciętnie się prezentujące.
Ta sama perspektywa kadru. Gdy naświetlałem kolejne klatki w drzwiach żółtego domu po lewej stała jego mieszkanka...

piątek, 31 lipca 2015

Here Comes the Sun

Stary Chorzów, koksownia Huty Kościuszko, 03.03.2002

3 marca 2002 roku słońce wzeszło w Chorzowie o 06:26 i świeci na tym zdjęciu przez szyby tego wąskiego, przeszklonego budynku zakładu koksochemii. Dwa lata później obiekt już nie miał szyb i metalowych ram okiennych...

Pewnie gdybm teraz taki motyw fotografował, to podszedłbym bliżej i użył shifta. Ale shift-converter do systemu obiektywów Hasselblada kupiłem jesienią 2005...

czwartek, 30 lipca 2015

Walenciok

Ruda Śląska, Koksownia "Walenty", 25.01.2001

[Pełnia zieje... Co za godzinę-dwie będzie można zobaczyć za oknem. A ja - ponieważ źle znoszę tę fazę wędrówki księżyca - czuję się jak ta ruina na zdjęciu sprzed 14 lat...]

środa, 29 lipca 2015

Vivaldi: I concerti dell'adio - Farewell Concertos

W nocy ostro lało, ale teraz już świeci słońce. Wybrałem się na rowerze na Kleparz na zakupy i pomyślałem sobie, że aura przypomina tę ze letniej Skandynawii. Słońce dopiero co przedzierało się przez chmury i było kapitalnie rześko. Po chwili pomyślałem, że jest nie tylko tak jak na północy, ale też (zaczęło się robić coraz cieplej) bardzo podobnie do porannej Wenecji. Rok temu w czerwcu mieszkaliśmy tam przez dwa tygodnie w Castello i kiedy rano udawałem się na zakupy do supermarketu na zapleczu Cheisa San Lorenzo, wiał zwykle chłodny wiatr od morza... A wczoraj przyszła zamówiona płyta z ostatnimi, "pożegnalnymi" koncertami Vivaldiego. Wczoraj był 28 lipca i 274 rocznica śmierci Prete Rosso. Przypadek? Wydawnictwo nazywa się Vivaldi: I concerti dell'adio - Farewell Concertos, a utwory wykonuje Fabio Biondi z akompaniamentem orkiestry Europa Galante. Nie pamiętam już kiedy kupiłem pierwszą płytę z interpretacjami Biondiego (jesteśmy rówieśnikami), musiało to być jakoś na początku tego wieku, ale od razu przypadł mi do gustu jego sposób gry i praktyka sięgania do partytur w postaci rękopisów. Vidaldi umarł w nędzy w Wiedniu 28 lipca 1741 roku, gdzie próbował znaleźć zainteresowanie dla swojej muzyki na tamtejszym dworze. Miesiąc przed śmiercią sprzedał partytury 6 koncertów skrzypcowych księciu Thomasowi Vinciguerra Collato (za 12 węgierskich dukatów). Rękopisy są obecnie przechowywane w czeskim Brnie i do nich właśnie sięgnął Fabio Biondi. A ja teraz słucham sobie tej płyty, wracając myślami do Wenecji, gdzie rok temu mogłem zobaczyć wszystko, co jest w muzyce Vivaldiego (w ogóle nie słuchałem go wtedy, wystarczyło się rozglądnąć tamtejszym krajobrazie...). Słucham zawodzących partii skrzypiec, czasem jakby skarżących się, czasem powtarzających znane mi harmonie i widać czy też raczej słychać, że jest to wypowiedź człowieka zmęczonego i schorowanego, bliskiego śmierci, który jeszcze walczy, ale już ma serdecznie dość i nie jest w stanie wypuścić spod swojej ręki frywolnych treli w stylu galante (no, może trochę tu na koniec przesadziłem... ale przychodzi mu to z trudnością).


wtorek, 28 lipca 2015

I jeszcze dwa wiersze ze SPALANIA Grzegorza Kwiatkowskiego

Które wklejam z prawdziwą przyjemnością (choć tematyka tych utworów do przyjemnych się raczej nie zalicza...), bo to świetna książka. 
Premiera SPALANIA 10 sierpnia 2015.



również

chór dzieci w bawarskiej wsi
pierwszy sopran drugi sopran i alt
śpiewają przy otwartym oknie Brucknera
i na pobliskie pola zsyłają harmonię i ład
marzy im się wąwóz usłany ciałami
psy i inwentarz i zwierzęta polne również
najmłodsze rodzeństwo i to które jest już w drodze również


koniec

ciało mojej siostry jeszcze było ciepłe
jeszcze się rzucało
zamordowali ją pod lasem
obsypana igliwiem
nawet mi się taka podobała
a potem chłopki zerwały z niej ubranie
i strzepały z niego igliwie
i zauważyły mnie w krzakach
to był mój koniec

poniedziałek, 27 lipca 2015

Szkic manifestu

Bożena Keff
  
Szkic manifestu

                                                                                 (John Lennon, Imagine)

Narratorka
A co, czyżby rodzaj ludzki miał pojąć wreszcie, że jest sam
i nic nad nim nie ma, powyżej niebo, a poniżej ziemia?
I czuć, że sam za siebie odpowiada? Miałby być choćby tak emaptyczny,
żeby się nie mordował i nie mnożył się jak obłąkany?
Dać szansę sobie, swojej historii, innym gatunkom i Ziemi?
I raczej nawzajem się wkluczać niż wykluczać?
Rozmnożyć cztery kolory skóry i dwie płcie, znieść obcość,
starość i młodość zbliżyć, bo nie ma ich już gdzie oddalać,
dostatek zamiast bogactwa i nędzy; wszędzie trzeba zmiany
i odpowiedzialności,
tak to wszystko widzę
           *
A co, może rodzaj ludzki miałby się widzieć swoim własnym sojusznikiem?
Mieć bliźnich w psie, i w małpie, i w żółwiu?
I nazywać się jak ta gazeta, L'Humanite?

[z poematu Bożeny Keff Utwór o Matce i Ojczyźnie, korporacja ha!art, Kraków 2004, str. 71]



[Przepisując ten fragment ze świetnego Utworu o Matce i Ojczyźnie Bożeny Keff, słuchałem sobie oczywiście Imagine. Z wytłoczonego w... Bułgarii LP, który musiałem kupić jakoś w końcówce lat '80. Płyta trzeszczy i w kilku miejscach igła przeskakuje, ale brzmi co najmniej zadowalająco.]

niedziela, 26 lipca 2015

Uthemann w ramce

Ale do druku pójdzie bez. 

Podobno Wojciech Zawadzki ma rozbudowaną teorię dotyczącą ramek i ich używania. Mówił mi o tym kiedyś Wojtek Sienkiewicz, ale indagowany w tej kwestii przez niego Zawadzki, nie chciał mu jednak uchylić rąbka tajemnicy... Ezoteryzm i fotogenia ;))


Katowice-Szopienice, Huta Uthemann, 16.03.2005