Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grundtvigs Kirke. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grundtvigs Kirke. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 września 2020

Grundtvigs Kirke

[Kopenhaga - XI 2013]

Kadr, który nie wszedł do Blue Pueblo, bo i nie miał się tam znaleźć... A właściwie nie mógł, bo już na początku pierwszej kopenhaskiej sesji zadecydowałem, że fotografuję tylko to, co znajduje się w dzielnicy Amagerbro na wyspie Amager (bo w takich realiach rozgrywa się zapis Grzegorza Wróblewskiego, będący punktem wyjścia dla tego projektu). Niemniej jednak udałem się do Bisperbjerg, żeby sfotografować na próbę budynek krematorium na tamtejszym ogromnym cmentarzu (na jego teren wjeżdża się samochodami) i zrobienie zdjęcia fasady Grundtvigs Kirke, który stoi po przeciwnej stronie nekropolii, wydało mi się słusznym i logicznym krokiem. To nie była do końca ta pogoda i nie ten rodzaj światła, wreszcie nie ten obiektyw, który - gdyby podejść bliżej - nie był w stanie objąć fasady świątyni bez tych domów po bokach, widocznych na zarejestrowanym klatce. Potrzebne by było tutaj znacznie szersze szkło (myślę jednak, że dedykowany do ArcBody Apo-Grandagon 35mm też nie dałby tutaj rady) i być może kamera dająca możliwość rejestracji rzeczywistości nie w kwadratach, lecz kadrach o prostokątnym kształcie. Budynek kościoła zaprojektował Peder Vilhelm Jensen-Klint, a część wieżową w ekspresjonistycznej stylistyce nawiązującej do gotyku wybudowano w latach 1921-27. Korpus ukończono w roku 1940, a jego budową po śmierci architekta (w roku 1930) kierował jego syn Kare Klint. I taka kopenhaska nostalgia mnie dopadła dzisiaj... (za oknem leje jak w Skandynawii). Blue Pueblo było ostatnim projektem, który zrobiłem na kliszy i nie żałuję.

środa, 20 lipca 2011

Grundtvigs Kirke, Ordrupgaard, DAC, etc.


Grundtvigs Kirke, 20.07.2011 (Nokia 2700)

Kościół w peryferyjnej kopenhaskiej dzielnicy Bispebjerg, zaprojektowany przez Pedera Jensen-Klinta (wraz z całym kompleksem otaczających go budynków), a wybudowany w latach 1921-1940. Widoczna na zdjęciu fasada oraz wnętrze (też konsekwentnie wykonane z kremowej klinkierowej cegły) robią spore wrażenie. To pierwszy punkt naszej dzisiejszej rowerowej trasy.
Potem pojechaliśmy jeszcze dalej od centrum (punkt drugi), do muzeum  Ordrupgaard, którego nową część stanowi "dekonstruktywistyczny" budynek, zaprojektowany przez Zahę Hadid. Betonowy obiekt dobudowany do willi z początku XX wieku, nie jest specjalnie duży, ale świetnie się starzeje i komponuje z przylegającym parkiem. A w środku oprócz francuskiego badziewia z czasów impresjonizmu i równolegle powstających prac skandynawiskich autorów (w podobnej manierze i o zbliżonej jakości), miałem wreszcie okazję zobaczyć tutejszą kolekcję prac Vilhelma Hammershøia. Obrazy, które znałem do tej pory z reprodukcji lub rzeczy wcześniej przez mnie nigdy nie oglądane. Do pomieszczenia gdzie je powieszono (w starej części muzeum), wracałem kilka razy. Hammershøi, który po światowym tourne w latach 90. XX wieku, stał się bardziej znany, chyba ciągle nie jest jednak traktowany z należną mu uwagą. Eksponowanie olejnych prac lub chronionych szybą vis a vis okna, nie jest szczególnie dobrym rozwiązanie - by tak to eufemistycznie określić. Może zresztą przesadzam trochę z tym brakiem uwagi, bo w muzelanej księgarni kupiłem pierwszorzędnie wydany i świetnie opracowany, katalog tutejszej wystawy Hammershøia sprzed kilku lat, gdzie starano się pokazać, w jaki sposób jego obrazy były inspiracją dla kadrów w filmach Carla Theodora Dreyera (reżysera niekoniecznie w Polsce znanego).

Korytarz w Odrupgaard, 20.07.2011 (Nokia 2700)

Do punktu trzeciego, czyli Dansk Architektur Center na Christianshavn, jechaliśmy przez jakiś czas biegnącą nad morzem Kystvejen, która w okolicach Charlottenlund Fort, zmieniła nazwę na Strandvejen, a potem Østerbrogade i dalej przez całe miasto. Zanim jednak odwiedziliśmy wystawę w DAC-u pt. "What makes a livable city_" , pojechaliśmy na obiad do włoskiej restauracji Rimini przy Amagerbrogade, gdzie w toalecie, natrafiłem na dobrze odżywionego przedstawiciela gatunku Blatta orientalis, którego niestety - nie wiedzieć czemu - nie sfotografowałem (!!!).
Ekspozycja w Dansk Architektur Center pokazuje nie tylko kapitalne projekty (w pewnej części już zrealizowane) nowych budynków w Kopenhadze, ale także całą strategię oraz - nie bójmy się użyć tego słowa - filozofię rozwoju tego miasta. Co w konfrontacji z rodzimymi aglomeracjami, które od czasu unijnej akcesji  notorycznie nie uchwalają planów zagospodarowania i rozwijają się - by tak powiedzieć - "żywiołowo" (olewając przy tym nagminnie rolę komunikacji zbiorowej oraz przestrzeni publicznej),  spowodować może u osoby znającej wspomniane realia... wyraźny spadek nastroju. Czego doświadczyłem.
Po powrocie do domu zgooglowałem naszą trasę i wyszło mi, że przejechaliśmy ponad 35 kilometrów, a biorąc pod uwagę, że trochę błądziliśmy, będzie jakieś 40... I wszystko to po świetnych ścieżkach rowerowych, które są szerokie, równe, wyższe od jezdni o krawężnik, do tego bezpiecznie prowadzone przez skrzyżowania (i żadnemu tutejszemu palantowi nie przychodzi do głowy, żeby zaparkować na nich swojego SUV-a).