I może jeszcze ten wiersz (wstrząsający) Lubow Jakymczuk z książki „Morele Donbasu‟, wydanej w 2018 roku przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu oraz Miejskie Centrum Kultury w Bydgoszczy (przekład Anety Kamińskiej).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lubow Jakymczuk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lubow Jakymczuk. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 29 czerwca 2021
niedziela, 20 czerwca 2021
(noszę w sobie tę Ojczyznę i nie mogę jej zwymiotować)
Wiersz Lubow Jakymczuk (w przekładzie Anety Kamińskiej) pochodzi z książki „Morele Donbasu‟, wydanej w 2018 roku przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu oraz Miejskie Centrum Kultury w Bydgoszczy.
piątek, 3 sierpnia 2018
(i patrzy jak gąsienica dożera ich zielone miasto)
Lubow Jakymczuk
gąsienica
jej palce zmarzły i zwęziły się
spada z nich obrączka
stuka po asfalcie
jej palce drżą na wietrze
jak jesienne liście
kiedy koło nóg przepełza gąsienica
gąsienica czołgu
koło nóg jej córki
dwóch podchodzi i rozkazuje
rozłożyć ręce jak do oklasków
wpatruje się w dokumenty pierwszy drugi raz
macają jej stwardniałe palce
i znajdują oparzenia tylko oparzenia
gdzie powinien być odcisk na wskazującym
od snajperskiego karabinu
podają jej pseudonim
a może i nie jej -
kurwa-kobieta
oni ją rozbierają
oni ja roztrząsają
oni się rozkładają
pokładają
łają się
dziewięciu
(jej ulubiona liczba)
w niebieskich szlafrokach
(jej ulubiony kolor)
w dziurawych adidasach
(jej ulubione buty)
dziewięciu
na jedną rozczochraną
nie kurwę tylko kobietę
a dziewczynka zwinęła się w kłębuszek
przygląda się i nie płacze
podnosi maminą obrączkę
ukrywa w ustach jak pies kostkę
i patrzy jak gąsienica dożera ich zielone miasto
19 września 2014, Kijów
modlitwa
Ojcze nasz któryś jest w niebie
w pełnym księżycu
oraz w pustym słońcu
strzeż od śmierci moich rodziców
których dom stoi na linii ognia
i którzy nie chcą go porzucić
jak trumny
strzeż mojego męża
który jest po drugiej stronie wojny
jak po drugiej stronie rzeki
i celuje swoim karabinem w szyję
którą kiedyś całował
nosze na sobie tę kamizelkę kuloodporną
i nie mogę jej zrzucić -
jest dla mnie jak skóra
noszę w sobie jego dziecko
i nie mogę go wygnać -
on przez dziecko panuje nad moim ciałem
noszę w sobie tę Ojczyznę
i nie mogę jej zwymiotować
bo jest jak krew -
płynie w żyłach
chleba naszego powszedniego daj głodnym
i niechaj przestaną zjadać się nawzajem
światło nasze oddaj ciemnym
i niech im się rozjaśni
i odpuść nam nasze zrujnowane miasta
choć i my nie odpuszczamy tego naszym wrogom
i nie wódź nas na pokuszenie
żeby zrujnować ten świat zepsuty
ale chroń nas ode złego
zrzucenia naszego ciężaru Ojczyzny
jak taniej kamizelki kuloodpornej -
ciężkiej i mało pomocnej
strzeż ode mnie
mojego męża moich rodziców
moje dziecko i moją Ojczyznę
dla Maszy, Marianny i Marusi
4 listopada 2014, Kijów
Subskrybuj:
Posty (Atom)






