niedziela, 23 marca 2014

Lukáš Jasanský & Martin Polák "Keep Knocking"

To ja dalej o świetnych Czechach i ich wcześniejszym projekcie, który poświęcony jest siedzibom czy też kaplicom różnych religijnych grup w Pradze. Przedsięwzięcie wcześniejsze o rok od Kościołów i równie jak tamta seria interesujące. Projekt przypomina trochę Churches (znowu kościoły...) Davida Spero i jest od cyklu angielskiego fotografa o kilka lat późniejszy. Więc gdyby prace duetu Lukáš Jasanský & Martin Polák były w Polsce komentowane, to taki "krytyk krytyków od wykrzykników" (© Wojtek Sienkiewicz) by im z pewnością to wytknął w sensie, że "naśladownictwo" lub "zrzyna"... Na całe szczęście nasz złotousty ich jeszcze nie dostrzegł (tak w ogóle to ostatnio dość słabo się udziela) i można mieć nadzieję, że się w tym temacie nie będzie wypowiadać. Fotografie, które robią Jasanský & Polák budzą - jak zauważyłem - pewien odbiorczy opór. I myślę, że to bardzo dobrze: "Pukajcie, a będzie wam otworzone"... 

Teraz pięć zdjęć w poziomie:


 Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011)

Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011)

I pięć w pionie:


Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011) 

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011)


 Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011)

Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011)

sobota, 22 marca 2014

Nie ma to jak zacząć sobotę wysokokulturowo...



Niemiecka kameralistyka z początku XIX wieku bardzo mi pasuje do zdjęć André Köhlera z jego albumu Odra_Rhein_Oder_Ren (szczególnie do tych znad Odry i polskiej strony). Dawno nie słuchałem widocznego na zdjęciu LP, a kupiłem go jakieś trzydzieści lat temu... Brzmi kapitalnie (aż się wzruszyłem).
Tymczasem (w trakcie pisania tego posta) zmieniłem beethovenowski Opus 130 na bardziej lajtowego Schuberta (Forellen-Quintett) i nadal muzyka współpracuje z obrazami. I niezmiernie podoba mi się ten - odkryty przed chwilą - rodzaj zależności.

piątek, 21 marca 2014

Lukáš Jasanský & Martin Polák "Kościoły"

Linka podrzucił mi wczoraj na Facebooku Wojtek Kozłowski i po oglądnięciu tytułowej serii, a także licznych innych projektów, zdumiałem się, że czeski fotograficzny duet jest praktycznie w Polsce nieznany (co także dotyczy, a raczej dotyczyło piszącego te słowa). Co może dziwić, bo obaj panowie to roczniki 65/66, studenci fotografii na FAMU (studiów tych jednak - hi hi hi - nie ukończyli) i autorzy kilkudziesięciu rozbudowanych fotograficznych wypowiedzi o charakterze dokumentalnym. No i ten ich całkiem świeży projekt o polskich kościołach... Aż trudno uwierzyć, że nikt u nas tego wcześniej nie zrobił, choć temat się sam narzuca i to jak bardzo! Najwyraźniej okrutnie toporne bryły współczesnych katolickich świątyń są w Polsce przezroczyste, choć przecież wspomniana toporność dotyczy także samej religii, która nas wszystkich tutaj (wierzących i niewierzących) dotyka... Seria duetu Jasanský & Polák jest konsekwentnie prowadzona, a chłodne i zdystansowane spojrzenie obu fotografów oraz ten ich inwentaryzatorski sposób podejścia do tematu, idealnie się tutaj sprawdzają (jedyna krytyczna uwaga dotyczyć może i tylko w przypadku kilku kadrów, obcinania górnych partii budowli).

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)


 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

czwartek, 20 marca 2014

BRDM


Z serii ŻYCIE PO ŻYCIU/LIFE AFTER LIFE (2004-2007)

I inny motyw wojenny, chyba bardzo na czasie? Jak mi się wydaje okolice Rawy Mazowieckiej (nie pamiętam dokładnie). Ktoś mi ostatnio podesłał na facebooku zdjęcie tej tankietki, którą pomalowano teraz na inny kolor. BRDM-2, czyli Бронированная Разведывательно-Дозорная Машина. Złom z czasów Układu Warszawskiego (ciągle używany w polskiej armii, ale teraz pod nazwą Dzik...).
Co ma wspólnego ta pseudorakieta na grzebiecie poradzieckiej pancerki z procederem odlewania żeliwa, to dobre pytanie...

wtorek, 18 marca 2014

poniedziałek, 17 marca 2014

Widok na "Inne Miasto"

W najnowszej czwartej edycji pisma Widok ukazała się recenzja Innego Miasta pióra Romy Sendyki. 
Tekst Co widać z góry. Inne miasto i jego trudne dzidzictwo przeczytałem (dwukrotnie zresztą), a po jego lekturze przypomniała mi się rozmowa o fotografii dokumentalnej, jaką odbyłem kiedyś z Kathariną Metz (kuratorką Kunstsammlungen w Chemnitz, gdzie w 2010 odbyła się druga niemiecka prezentacja Niewinnego oka), w której trakcie powiedziała do mnie coś takiego: „Wiesz, na przykład my tu w Niemczech mamy bardzo krótką tradycję fotograficznego dokumentu, właściwie dopiero od lat 80., od szkoły Becherów”.

sobota, 15 marca 2014

Festung Sonnenstein

Podczas niedawnego pobytu w Dreźnie (przy okazji otwarcia prezentacji Niewinnego oka w Kraszewski-Haus), wybraliśmy się razem z Louisem Volkmannem do Zwingera. On po raz pierwszy, żeby oglądnąć kolekcję, ja tylko po to, by postać dłużej przed obrazami Bernarda Belotto, który podczas pobytu (lata 1747-1758) na dworze Augusta Sasa III, elektora saskiego i króla Polski, stworzył liczne weduty z widokami Drezna i pobliskiej Pirny. Miałem je okazję oglądać podczas wizyty w Zwingerze wiosną 2006 roku, ale tym razem zwiedzającym muzeum udostępniono jedynie 3 obrazy i tylko z drezdeńskimi motywami (pracownik galerii wyjaśnił nam, że partia płócien jest w konserwacji, a dla reszty nie ma miejsca - chyba trwał tam też remont cześci ekspozycyjnych pomieszczeń). Szkoda, bo bardzo liczyłem, że popatrzę na weduty poświęcone twierdzy Sonnenstein w Pirmie, a szczególnie na to jedno jej przedstawienie, który odstaje typowego "wedutowego" ujęcia i choć malarz wybrał tu też wysoki punkt obserwacyjny do ustawienia swojej camera obscura, to (także za sprawą ukształtowania terenu), mamy to bardzo rozbudowany plan pierwszy ze sporych rozmiarów sylwetkami żołnierzy, pilnujących fortyfikacji (co jest chyba jakimś mocno pre-fotograficznym sposobem podejścia do krajobrazu).

Bernardo Bellotto il Canaletto, Auf der Festung Sonnenstein über Pirna, 1753/1755

Próbowałem znaleźć teraz w sieci jakąś przyzwoitą reprodukcję tego obrazu, ale bezskutecznie... I tak googlując obiekt w różnych wariantach językowych, nagle mnie olśniło, że przecież nazwa zamku przedstawionego na tej pięknej weducie jest mi dobrze znana. Że Festung Sonnestein lub czasem Schloss Sonnenstein to jeden z owianych złą sławą ośrodków Aktion T4, w ramach której w latach 1940-42 wymordowano w III Rzeszy 70.000 osób chorych psychicznie i niedorozwiniętych (w ośrodku w Sonnestein, gdzie była komora gazowa i krematorium do spopielania zwłok - ofiar było 15.000). Więc może stąd kłopot z tymi reprodukcjami? Wcale się nie dziwię...

piątek, 14 marca 2014

SPRZEDANE TRZY FUNTY LNU


[skan z 14-15 nr pisma bruLion z 1990 roku, str. 18]

Uff... Minęło prawie pół wieku... Jest to jeden z tekstów, składających się na mój debiutancki set w bruLionie. No więc przeglądnąłem sobie przy tej okazji pismo i znalazłem także w tym numerze ohydny antysemicki paszkwil Louisa Ferdinanda Céline'a (tu zaskoczenie, bo byłem przekonany, że uniknąłem takiej symultany), który bruLionowcy przedrukowali z błędnym datowaniem. Wyniknął wówczas z tego potężny skandal (także z samej publikacji tekstu francuskiego faszola - sorry, nie poważam, nie cierpię jego prozy), a mnie wtedy zaświtało w głowie, że coś z redaktorami kwartalnika nie jest do końca w porządku (pamiętam, jak jeden z nich powtarzał jak mantrę słowo "prowokacja"), co zresztą w ciągu tego półwiecza wyraźnie dało znać o sobie, gdy przyjrzeć się ich "karierom" oraz wyraźnej wolcie na prawo...
Historia opisana w wierszyku jest autentyczna. I jakoś mi się to skojarzyło znowu z tą wojną, która coraz głośniej pomrukuje nam za plecami. Mam nawet dwa zdjęcia wykonane parę godzin po tej "żołnierskiej toalecie", na których widać jak konsumuję z menażki jakąś poligonową strawę. Reszta odbitek oraz film zostały skonfiskowane i zniszczone przez dowódcę mojego plutonu (niestety nie udało mi się go wyprzedzić w dotarciu do autora fotografii). Wszystko to miało miejsce na poligonie pod Nidzicą późną zimą 1988. W wierszyku zacytowałem też dwa buddyjskie koany, ale ich zrozumienie należy już do czytelników hiperrealizmu.

czwartek, 13 marca 2014

Nothing in That Drawer

Zdążyłem jeszcze zobaczyć wczoraj w Zachęcie wystawę Kuby Dąbrowskiego Film obyczajowy produkcji polskiej i jakoś mi się to wszystko (to co oglądnąłem) skojarzyło ze świetnym wierszem Ron Padgetta Nothing in That Drawer.

Ron Padgett

Nothing in That Drawer

Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.
Nothing in that drawer.



Ron Padgett we własnej osobie czyta Nothing in That Drawer

środa, 12 marca 2014

Bertram Kober "Hochsitz"

W nawiązaniu do wpisu z przedwczoraj, dzięki podpowiedzi Louisa Volkmanna. Niemiecki projekt o myśliwskich ambonach, który ma też edycję albumową. Tak w ogóle, warto pobuszować trochę po autorskiej stronie Bertrama Kobera, bo można znaleźć tam interesujące zdjęcia (choć kształt tej prezentacji przypomina prehistorię internetu). Skojarzenie konstrukcji dla "dzielnych" myśliwych z kościelną amboną wydaje się być logiczne od strony czysto wizualnej, ale użycie tym przypadku nazwy związanej z kultem religijnym (i jego szczególną formą w przypadku katolicyzmu) jest też wielce znaczące... ;))

Bertram Kober, z serii Hochsitz, #45

Bertram Kober, z serii Hochsitz, #15

Bertram Kober, z serii Hochsitz, #53

Bertram Kober, z serii Hochsitz, #35

Bertram Kober, z serii Hochsitz, #48

Bertram Kober, z serii Hochsitz, #09

Bertram Kober Hochsitz, Plöttner Verlag, 2008.

wtorek, 11 marca 2014

Fotografia XXI wieku – czy jest jeszcze zaangażowana?

Serdecznie zapraszam do MOCAK-u w czwartek 13.03.2014 o godz. 18:00 na spotkanie pod powyższym tytułem, w trakcie którego razem z Adamem Mazurem i Tomaszem Gutkowskim będziemy rozmawiać o zaangażowaniu współczesnej fotografii, ze szczególnym uwzględnieniem tej rodzimej.

poniedziałek, 10 marca 2014

Jason Vaughn "Hide"

Jason Vaughn, z serii Hide


Jeżdżąc po Polsce i widząc gdzieś przez szybę myśliwskie ambony, które stawia się zwykle na skraju pól i lasów, zawsze myślałem, że to dobry motyw do zrobienia wizualnej narracji. Temat wielce znaczący i mocny, właściwie to samograj, bo mamy tu i obserwację z ukrycia, zasadzanie się na czyjeś istnienie, brutalną przemoc i archaiczny "męski sport", polegający na napier... z karabinu do bezbronnych zwierząt. Temat, którego jednak nikt w tym kraju do tej pory nie podjął... Ale to akurat jakoś mnie nie dziwi.
Zdjęcia Jasona Vaughna z serii Hide wykonane zostały w stanie Visconsin. Cykl ten prezentujący tamtejsze ambony, na które zabierano kiedyś całe rodziny, aby "rodzinnie" strzelać do jeleni to rodzaj przewrotnej typologii, która w wydaniu Vaughna ma też mocny podtekst osobisty.


Na zdjęcia Jasona Vaughna trafiłem dzięki facebookowej stronie pisma Stand Quartely.

Jason Vaughn, z serii Hide

Jason Vaughn, z serii Hide

 Jason Vaughn, z serii Hide


 Jason Vaughn, z serii Hide

Jason Vaughn, z serii Hide

Jason Vaughn, z serii Hide

niedziela, 9 marca 2014

KRESY (II)



[skan z książki: Wojciech Wilczyk Steppenwolf, Centrum Sztuki - Teatr Dramatyczny, Legnica 1997]

Niejako na własny użytek, ale też z wrodzonej przekory, nazywałem kiedyś zachodnie tereny Polski - czyli ziemie przydzielone nam w efekcie konferencji jałtańskiej - "kresami". Wczesną jesienią 1987 roku wylądowałem w Żaganiu w batalionie rozpoznawczym (o adresie JW 2943...), wchodzącym w skład 11 Drezdeńskiej Dywizji Pancernej im. Jana III Sobieskiego. Ponieważ otrzymałem tam od razu stałą przepustkę (tzw. "stałkę"), więc w ramach pielęgnacji zdrowia psychicznego, zaraz po porannym apelu wskakiwałem w "cywilki" (czyli cywilne ciuchy) i urywałem się z koszar. W ten sposób udało mi się zwiedzić dość kompleksowo Ziemię Łużycką (czyli tereny, które przed 1945 nazywały się Niederlausitz) oraz przyległe obszary. Jeździłem PKS-em, jeździłem PKP korzystając z 50% ulgi na bilety, a jak mi się kasa wreszcie skończyła, to... niespodziewanie i szczęśliwie przenieśli mnie do Krakowa.

Dworzec, który pojawia zeskanowanym wierszyku jest w Żaganiu. Spędziłem na nim wiele okołopołudniowych godzin półleżąc na peronowej ławce, paląc papierosy i gapiąc się w niebo. Przez chwilę miałem wątpliwości, czy te schodzące jeden za drugim do lądowania odrzutowce (patriota współczesny stanowczo użyłby wobec nich przymiotnika "sowieckie" zamiast "rosyjskie"), to były faktycznie Migi, a nie np. Su-27. No więc sprawdziłem jakie maszyny stacjonowały na pobliskim lotnisku w Szprotawie i wyszło mi, że musiały być to samoloty MiG-25 (pamiętam dokładnie ich oglądane od dołu podwójne tylne ustrzeżenie), radzieckie ciężkie myśliwce przechwytujące, osiągające prędkość ponad 3 Ma i zdolne do skutecznej pogoni za amerykańskimi Blackbirdami. Spalinowa lokomotywa to poczciwa SM-42, a piętrowe wagony to model Bipa, który wytwarzano w zakładach VEB Wagonbau Görlitz (czyli też w pobliżu). Rozmiary żagańskiego dworca były odwrotnie proporcjonalne do panującego tam ruchu, a pociąg do Legnicy tłuk się i wlókł niemiłosiernie po wybitych torach.

Aha, byłbym zapomniał. Na wypadek "W" moja jednostka miał zaatakować Danię...