środa, 8 października 2014

KOBANE

Szczepan Kopyt


przewijam pasek ze zdjęciami
odciętych głów dziewczyn
które nie miały większego wyboru
niż szybko nauczyć się strzelać
i ubrać mundur
z czerwoną gwiazdą

trwa medialna noc
ale płoną oblane benzyną
domy i ulice kobane
choć śpią lotnicy bogatych państw
korespondenci jedzą regeneracyjne
posiłki wolny świat mozolnie
walczy z terroryzmem

ruchliwy jest zwłaszcza wirtualny pasek
ale nie zerwie się na pomoc
mężczyznom i kobietom
staruszkom i dzieciom
otoczonym przez amerykańskie zdobyczne czołgi
leżącym na barykadach i
ubranym w niewłaściwe mundury
z czerwoną gwiazdą

czerwona może być tylko krew
blednie flaga tureckiej wiosny
kto wspomni przyszłej jesieni
bohaterkę arin mirkin
i tysiące bezimiennych
i nieistotnych
walczących z ludźmi wielkiej wiary

w naszych oczach rośnie w ciemności
finał drżących kotłów ody do radości
przeraźliwie głuchy prostokąt
odbitego ekranu

tak broni się kobane
pamiętaj

kobane

[ten świetny (!!!) wiersz skopiowałem ze strony Krytyki Politycznej]

wtorek, 7 października 2014

POLITYKA KULTURALNA

To ja sobie z rana zapodam coś takiego, tyle że z talerza:


A potem także z talerza to, bo akurat wczoraj pan kurier DPD dostarczył:


Oczywiście w całości, utwory skomponowane dla weneckiego Ospedale dela Pietà (tu: Giovanni Porta, Antonio Vivaldi, Nicola Poropora, Antonio Martinelli, Gaetano Latillla, Fulgenso Perotti, Andrea Bernasconi) w wykonaniu orkiestry Europa Galante pod dyrekcją Fabio Biondiego. 72:30 muzyki. Taka to i moja polityka (kulturalna).

poniedziałek, 6 października 2014

W LUSTRZE

Warszawa, listopad 1996

Klatka siedemnasta.
W lustrze Piotr Bratkowski i Marcin Świetlicki.
W mieszkaniu Piotra Bratkowskiego na Żoliborzu.
Czy to było przed Balem Chandlerowskim, czy też nazajutrz, już nie pamiętam.

niedziela, 5 października 2014

Kaman & The BIG BIT

Kupiony dzisiaj w Antykwariacie KDK w podziemiach BUW-u za... 5 zł.
Tak niska cena płyty powinna nabywcę ucieszyć, ale mnie daleko do radości...
Z wyjątkiem tego, że będę mógł posłuchać tych nagrań w znacznie lepszej jakości, niż kiedyś z przegranej kasety.


piątek, 3 października 2014

Literatura na Świecie

W redakcji Literatury na Świecie, od lewej: Krzysztof Jaworski, Marcin Świetlicki, Andrzej Sosnowski; listopad 1996.

Piąta klatka.

Literatura na Świecie.

Na pewno są to okolice (pierwszy lub drugi dzień) Festiwalu Literackiego "Warszawy Pisarzy" - na biurku leży program imprezy.
Na blacie widać też pudełko papierosów Golden American (nazywanych popularnie Goldenami), które sam wtedy paliłem.

W latach '90 ubiegłego wieku Literatura na Świecie była jeszcze INSTYTUCJĄ...
W tzw. międzyczasie trochę się zmieniło, choć w kwestii przekładów literatury pismo nadal nie ma w Polsce żadnej konkurencji.

czwartek, 2 października 2014

Nowy Świat?

Warszawa, Nowy Świat (?), listopad 1996

Nie jestem do końca pewien, czy to Nowy Świat (w ogóle czy "nowy" w sensie "lepszy"?), czy raczej Marszałkowska lub Świętokrzyska?
Na pewno jakaś ulica na trasie: Warszawa Centralna - redakcja Literatury na Świecie.
Pierwsza klatka z naświetlonego wówczas filmu Kodak Tri-X (zawsze wolałem jednak pracować na Ilfordach). 
Będą kolejne...

środa, 1 października 2014

SŁAWA I PIENIĄDZE


SŁAWA I PIENIĄDZE

Każdy ma swoje 15 minut.
Moje 15 minut trwało 5 minut
od 1.05 do 1.10 w nocy.

Honorarium wyniosło 45 butelek piwa krajowego.

Plus zwrot kosztów podróży.

[wiersz z tomu: Krzysztof Jaworski Czas triumfu gołębi, POMONA, Wrocław 2000, str 26.]


Przypomniało mi się, jak w 2006 roku przy okazji otwarcia zbiorowej wystawy Miasto nie moje w Muzeum Sztuki w Łodzi, udzielałem wywiadu tamtejszemu telewizorowi, po którego zakończeniu pani dziennikarka powiedziała do mnie  z ironicznym uśmieszkiem "A teraz sława, co?".
Tak się złożyło, że ponownie spotkaliśmy się na premierze projektu Niewinne oko nie istnieje w Atlasie Sztuki w styczniu 2009 i po rozmowie jej to przypomniałem. Nie pamiętała, albo udawała, że nie pamięta.
W grudniu tego roku otworzy się w Atlasie Sztuki finalna wystawa serii Święta Wojna (będzie to także premiera albumu). Ciekawe czy się znowu spotkamy?

Co do honorariów za publiczne występy, to minimalne jest teraz zwykle równowartością ok. 90 butelek piwa krajowego (zakładając, że flacha kosztuje 3 zeta).
Plus zwrot kosztów podróży.
"Nie ma powodów, żeby nie wierzyć w postęp", jak słusznie pisze poeta.
Wydawnictwo POMONA należące do Tomasza Majerana, nazywaliśmy z autorem Sławy i pieniędzy - "oponą"... ;))

wtorek, 30 września 2014

Papierosss...

Dalej rok 1996 i Bal Chandlerowski w piwnicach CSW - Zamek Ujazdowski.
Na zdjęciach prowadzący Marcin Baran

 + Marcin Świetlicki

 + Andrzej Sosnowski

 + Miłosz Biedrzycki

 + Tadeusz Pióro

+ Antoni Pawlak

poniedziałek, 29 września 2014

KŁOPOTY TO (NIE) MOJA SPECJALNOŚĆ



Detektyw cierpi za miliony
od 10 do 13.20
Od 11.10 (a.m.) uwiera go pistolet
wychodzi
nakłada kapelusz
zdejmuje kapelusz
Nogi na stół
i again
cierpi za miliony

[wiersz z antologii: DŁUGIE POŻEGNANIE. Tribute to Raymond Chandler, Agencja Wydawnicza Zebra, Kraków 1997, str. 15.]

Bardzo lubię ten tekst, także dlatego, że Krzysztof Jaworski dokonał tutaj mistrzowskiej parafrazy wiersza Poeta Andrzeja Bursy, mojego ulubionego autora. O Andrzeju Bursie będzie też więcej w rozmowie, jaką zrobiliśmy dla Biura Literackiego. Wywiad ten towarzyszyć mae pojawieniu się nowej książki Krzysztofa Jaworskiego .byłem. Premiera już na dniach.
Sparafrazowany utwór Bursy wygląda tak:

Andrzej Bursa

POETA

Poeta cierpi za miliony
od 10 do 13.20
O 11.10 uwiera go pęcherz
wychodzi
rozpina rozporek
zapina rozporek
Wraca chrząka
o apiat'
cierpi za miliony

[tekst z tomu: Andrzej Bursa Utwory wierszem i prozą, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1973, str. 280]

niedziela, 28 września 2014

Grzegorz Wróblewski zaczął prowadzić bloga!

W poście z 26 września pisze też o naszej wspólnej akcji pod nazwą Blue Pueblo. Faktycznie na wiosnę będzie mieć miejsce wystawa w BWAZG i ukaże się artbook. Kilka zdjęć z kopenhaskiego zestawu było już prezentowanych na hiperrealizmie, na resztę trzeba poczekać do publikacji książki. Tekst Blue Pueblo można znaleźć w Twórczości nr 4/2013 i jest to mocna rzecz! Polecam lekturę tego zapisu! Cieszę się, że Grzegorz będzie prezentować swoje artystyczne poczynania w necie. Na jego bloga można też wejść już z hiperrealizmu (rząd winietek po prawej stronie, obok Krzysztofa Jaworskiego i Magazynu Szum).


sobota, 27 września 2014

DŁUGIE POŻEGNANIE

Długie pożegnanie. Tribute to Raymond Chandler to pełny tytuł antologii, z okazji której wyprawiono bal w CSW podczas Festiwalu Literackiego "Warszawy Pisarzy" w 1996 roku.
W moim przypadku było to raczej krótkie przywitanie...


A tak wygląda okładka owej książki, na której znalazło się zdjęcie Jacka Foksa (brata Darka Foksa). Mam z tym obrazkiem pewien problem, bo o ile pistolet leżący na desce do prasowania można jeszcze jakoś zaakceptować (gangster musi być w każdej chwili gotowy na wizytę policji lub konkurencji), to ten zagryzany przez niego magazynek jest... najwyraźniej jakimś freudowskim lapsusem wizualnym. Podczas pełnienia zaszczytnego obowiązku w szeregach LWP, poznałem bardzo sympatycznego podporucznika (był zaraz po szkole oficerskiej), z którym chodziliśmy razem na strzelnicę na Pasterniku, żeby napier... z biodra z P-64, czyli naszej broni służbowej. Potrafiłbym pewnie i dziś rozłożyć ten wyjątkowo mało celny pistolet na części i złożyć go z powrotem, co wtedy po strzelaniu robiłem, ponieważ gnata trzeba było wyczyścić i nasmarować. I myślę sobie, że tylko gangster pozbawiony kubeczków smakowych trzymałby taki walący smarem magazynek w gębie. 
No i to prasowanie krawata... kolejny freudowski lapsus. Przychodzą mi w tym momencie synonimiczne określenia w rodzaju: strugania rysia, kręcenia śmigła, złocenia batona, marszczenia freda czy ciągnięcia skóry po pokoju...
Nie wiem co teraz porabia Jacek Foks, poza tym że w 2001 roku miał wystawę w Galerii Browarnej w Łowiczu.

Kiedy dostałem propozycję udziału w tym interesie, złożoną chyba przez Marcina Barana (albo Marcina Świetlickiego?), byłem w kropce, ponieważ od publikacji Słynnego błękitu nic nie napisałem. Od napisania tego wierszyka przez kilka lat zajmowałem się tzw. działalnością gospodarczą i byłem kompletnie wyprany z wszelkiej "sztuki". Jednak ponieważ coś tam sobie notowałem, więc złożyłem do kupy trzy fragmenty i podpisałem je nazwą opowiadania Chandlera (tytuły można było wybierać).
Realia pojawiające się w wierszyku, to przez pięć i pół linijki Lębork - zapis autentycznej wypowiedzi kolesia, który koniecznie chciał się "zaprzyjaźnić", albo - co bardziej prawdopodobne - zajumać mi Nikona (patron ulicy to jakiś lokalny działacz kaszubski). Kolejny podzielony wers odnosi się do Gdańska i dzielnicy Dolne Miasto, po której spacerowałem w sierpniu 1991 albo 1992 roku i z wszystkich otwartych na oścież okien słychać było dialogi z serialu Dynastia. Reszta linijek poświęcona jest miasteczku Nowe na Kujawach. Tak naprawdę w zaułku naprawiana była Syrena Bosto, co zresztą sfotografowałem (podobnie jak i swastykę na drzwiach wspomnianego kina).

Zawsze bardziej pociągał mnie konkret, niż struganie i złocenie metafor...


piątek, 26 września 2014

Bal Chandlerowski, Festiwal Literacki "Warszawa Pisarzy", listopad 1996

Czyli kolejny odcinek dokumentalnej serii Spisane będą czyny i rozmowy.
Szukałem zupełnie czegoś innego w pudle z negatywami i natrafiłem na ten pergamin... 
Kompletnie zapomniałem, że byłem na tym wydarzeniu, że robiłem tam zdjęcia, wreszcie, że wystąpiłem także jako osoba czytająca...
Ów tytułowy bal (jeżeli za balowanie uznać picie alkoholu, to faktycznie nazwa jest adekwatna) odbywał się w piwnicach Zamku Ujazdowskiego i był związany z przygotowywaną antologią wierszy Tribute to Raymond Chandler. Które z opowiadaniami amerykańskiego klasyka kryminału miały wspólne tytuły i... właściwie tylko tyle. Książkę układało trzech Marcinów: Baran, Sendecki i Świetlicki, publikacja materiału miała miejsce w roku 1997, zaś w autorami zaproszonymi do udziału w tym przedsięwzięciu byli sami faceci... Takie czasy. 
W tamtych czasach imprezy literackie nie były specjalnie dokumentowane... Teraz mielibyśmy na facebooku wysyp fotek zrobionych smartfonami w ilościach trudnych do przyswojenia, więc - biorąc pod uwagę, że mało kto jest w stanie to wszystko oglądnąć - wychodzi na to samo.

[od lewej: Marcin Świetlicki zasłaniający Andrzeja Sosnowskiego, Andrzej Stasiuk, Marcin Sendecki, Darek Foks, Krzysztof Jaworski]


[od lewej: Katarzyna Sendecka, nieznana mi pani, Tadeusz Pióro, Piotr Bratkowski, Andrzej Sosnowski, Marcin Świetlicki]

czwartek, 25 września 2014

"Spisane będą czyny i rozmowy" (Zakon Żebraczy, "przyszli barbarzyńcy", Paweł Filas cd.)


Jak popatrzymy na stopki tomików poetyckich, które ukazały się w bibLiotece pisma brulion w 1992 roku ("fioletowa seria"), to przy nazwiskach autorów pojawia się tajemniczo brzmiąca adnotacja o treści "należy do Zakonu Żebraczego". No właśnie, widoczny powyżej negatyw z maja 1990 roku został naświetlony podczas spotkania założycielskiego tej - by tak to nazwać - formacji. Wszystko odbyło się w Krakowie, w kawiarni U Literatów (knajpa należała wcześniej do ZLP), przy ulicy Kanoniczej 7. Z notatki na kopercie wynika, że byli tam: Paweł Filas, Marcin Świetlicki, Paweł Górecki, Wojciech Bockenheim, Leszek Aleksander Moczulski i niżej podpisany. Na spotkaniu był też na pewno, nie wymieniony w opisie negatywu Robert Tekieli, ponieważ pojawia się w dwóch kadrach.
Zakon Żebraczy (nazwa ta brzmi debilnie, nawet po tych 24 latach...) nie miał mieć nic wspólnego z życiem konsekrowanym, lecz pomyślany był jako instytucja do wyciągania kasy na książki. Obecny na spotkaniu Leszek Aleksander Moczulski (podpisujący się czasem jako L.A.M.) reprezentował SPP, czyli Stowarzyszenie Pisarzy Polskich (co teraz sprawdziłem, choć wcześniej nie dałbym sobie głowy uciąć, czy nie był ze "Zlepu"... jak nazywano wówczas reżimowy Związek Literatów Polskich). Oprócz powołania Zakonu Żebraczego (nie trudno się domyślić, że pomysłodawcą nazwy był Tekieli...), podjęto wówczas decyzję o wydaniu antologii poetyckiej, którą sfinansować miało właśnie SPP i stąd obecność Pana L.A.M.-a.


Wyboru tekstów do wspomnianej książki dokonać mieli Paweł Filas (widoczny na stykówce w środku oraz po lewej) i Marcin Świetlicki (tu niewidoczny, osoba w kadrze po prawej stronie to Paweł Górecki, nazywany przez kolegów "księciem Myszkinem"). I to był bardzo dobry pomysł, ponieważ publikacja ta czytana po 23 latach prezentuje się dość odjazdowo, jakkolwiek kilka osób uczestniczących w tym przedsięwzięciu zostało narzuconych przez sponsora. Co zresztą wywoływało protesty Filasa & Świetlickiego, którzy w akcie zemsty i desperacji umieścili ich początkowo w kupie, tj. przepraszam w jednej części, a biorąc pod uwagę stylistykę oraz poetykę tych tekstów, widać było wyraźnie, że autorzy wyboru się od nich dystansują (jeszcze brzmią mi w uszach okrzyki jednego z tak potraktowanych poetów, który na kolejnym spotkaniu w kawiarni U Literatów gardłował, że "nie da się zamknąć w literackim getcie"...). 
Tak było ;)
A tak wygląda okładka omawianej antologii: 



Dla porządku wymienię teraz uczestników przedsięwzięcia w kolejności takiej, jak są w przedstawieni w książce:
Marcin Świetlicki
Jakub Ekier
Marcin Sendecki
Paweł Filas
Manuela Gretkowska
Marcina Baran
Artur Grabowski
Wojciech Wilczyk
Robert Tekieli
Krzysztof Koehler
Marzena Broda
Paweł Górecki
Maciej Maleńczuk
Krzysztof Jaworski

Na koniec zagadka, kto "nie chciał dać się zamknąć w literackim getcie"?

środa, 24 września 2014

FSC Lublin 51

Z całkowicie metalową szoferką, bo produkowano też egzemplarze, gdzie zamiast blachy stosowano sklejkę. Dobrze je pamiętam... Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych jeździło ich bardzo dużo (także radzieckich pierwowzorów, bo Lublin 51 to licencyjna wersja ciężarówki GAZ 51), choć produkcję tego auta zakończono w Polsce w 1958 roku. 

Bielsko-Biała, 2004.

Z opisu zeskanowanej wglądówki wynika, że zrobiłem ją 13 lipca 2004 roku o godzinie 23:49.
Na pewno na Epsonie 4780, którego wtedy byłem posiadaczem.
Użyty film to Kodak Pro Foto 100, którego produkcję w formacie 120 akurat wtedy zakończono. Szkoda, bo był to niedrogi materiał, dający lekko przewalone kolory. Pamiętam, że w Media Markcie żenili go po 8,90 zł za rolkę i niestety nie zrobiłem sobie wtedy zapasu.

Z dużą nostalgią patrzę po dziesięciu latach na ten kadr, w którym zupełnie niepotrzebnie pozwalam sobie na ironię wobec powagi bycia (albo bytu?), by dla поддержки разговора przywołać złotousty sąd milczącego coś ostatnio "krytyka krytyków od wykrzykników" (© Wojtek Sienkiewicz).

Lubię to zdjęcie!