niedziela, 12 października 2014

2/3 roboty za mną

Piszę to trochę na wyrost... Bo tak naprawdę te 2/3 będą jutro. Jak jutro przysiądę, to skończę Śląsk i zostanie mi tylko ("tylko") Łódź z przyległościami. Tymczasem siedzę non stop przed ekranem i gały mi wyłażą z orbit... Wczoraj pod wieczór przejechałem się na rowerze po okolicy i zobaczyłem, że większość murali, które sfotografowałem do Świętej Wojny już nie istnieje. Materiał, jaki znajdzie się w książce będzie więc jak najbardziej archiwalny...


Np. w tym napisie na domu przy ulicy Kazimierza Wielkiego (krzaczek go trochę ocenzurował) pojawiła się taka wrzuta. I najwyraźniej wykonał ją ktoś, kto nie posługuje się językiem polskim, bo zwrócił uwagę na przekreśloną Magen David, a nie na hasło obok, które najpewniej by zamalował lub skomentował.

Ciekawe jak długo jeszcze ten napis będzie tam tkwił (biorąc pod uwagę, że w Polsce nie ma żadnego antysemityzmu i nigdy go nie było)? ;))

sobota, 11 października 2014

NIE MA ŻADNEJ INSTRUKCJI OBSŁUGI WOJNY

czyli rozmowa jaką przeprowadziłem z Krzysztofem Millerem dla kwartalnika Autoportret nr 3[46]2014. Zapraszam do lektury! Pismo właśnie trafiło do kolportażu.




[ręce należą do Jonasza, mojego synka]

piątek, 10 października 2014

KAMAN

Krzysztof "Kaman" Kłosowicz, Ząbkowice Śląskie 03.05.1996

To była jakaś impreza poetycka, którą zorganizował Krzysztof Śliwka.
Na pewno nie była ona poświęcona Matce Boskiej Królowej Polski czy upamiętnianiu Konstytucji 3 Maja...
Na filmie mam czytających: Marcina Świetlickiego, Macieja Meleckiego i Jerzego Suchanka. Pamiętam, że organizator tego wydarzenia próbował uskutecznić jakiś happening z telewizorami, ale urządzenia odmawiały mu posłuszeństwa...
Kaman występował po tych lirycznych nudziarstwach, a ponieważ publiczność była już zmęczona "sztuką" (impreza odbywała się w lokalnej knajpie, gdzie część towarzystwa przyszła tylko i wyłącznie na piwo), więc nie bardzo dawała mu pograć. Próbował ich jakoś uciszyć, ale to tylko wzmocniło agresję tłuszczy, która zaczęła pokrzykiwać, żeby spierdalał...
No i nie pamiętam, jak się to skończyło? Chyba wyszedłem w trakcie tego występu?
Ząbkowice Śląskie w czasach niemieckich nazywały się Frankenstein...

środa, 8 października 2014

KOBANE

Szczepan Kopyt


przewijam pasek ze zdjęciami
odciętych głów dziewczyn
które nie miały większego wyboru
niż szybko nauczyć się strzelać
i ubrać mundur
z czerwoną gwiazdą

trwa medialna noc
ale płoną oblane benzyną
domy i ulice kobane
choć śpią lotnicy bogatych państw
korespondenci jedzą regeneracyjne
posiłki wolny świat mozolnie
walczy z terroryzmem

ruchliwy jest zwłaszcza wirtualny pasek
ale nie zerwie się na pomoc
mężczyznom i kobietom
staruszkom i dzieciom
otoczonym przez amerykańskie zdobyczne czołgi
leżącym na barykadach i
ubranym w niewłaściwe mundury
z czerwoną gwiazdą

czerwona może być tylko krew
blednie flaga tureckiej wiosny
kto wspomni przyszłej jesieni
bohaterkę arin mirkin
i tysiące bezimiennych
i nieistotnych
walczących z ludźmi wielkiej wiary

w naszych oczach rośnie w ciemności
finał drżących kotłów ody do radości
przeraźliwie głuchy prostokąt
odbitego ekranu

tak broni się kobane
pamiętaj

kobane

[ten świetny (!!!) wiersz skopiowałem ze strony Krytyki Politycznej]

wtorek, 7 października 2014

POLITYKA KULTURALNA

To ja sobie z rana zapodam coś takiego, tyle że z talerza:


A potem także z talerza to, bo akurat wczoraj pan kurier DPD dostarczył:


Oczywiście w całości, utwory skomponowane dla weneckiego Ospedale dela Pietà (tu: Giovanni Porta, Antonio Vivaldi, Nicola Poropora, Antonio Martinelli, Gaetano Latillla, Fulgenso Perotti, Andrea Bernasconi) w wykonaniu orkiestry Europa Galante pod dyrekcją Fabio Biondiego. 72:30 muzyki. Taka to i moja polityka (kulturalna).

poniedziałek, 6 października 2014

W LUSTRZE

Warszawa, listopad 1996

Klatka siedemnasta.
W lustrze Piotr Bratkowski i Marcin Świetlicki.
W mieszkaniu Piotra Bratkowskiego na Żoliborzu.
Czy to było przed Balem Chandlerowskim, czy też nazajutrz, już nie pamiętam.

niedziela, 5 października 2014

Kaman & The BIG BIT

Kupiony dzisiaj w Antykwariacie KDK w podziemiach BUW-u za... 5 zł.
Tak niska cena płyty powinna nabywcę ucieszyć, ale mnie daleko do radości...
Z wyjątkiem tego, że będę mógł posłuchać tych nagrań w znacznie lepszej jakości, niż kiedyś z przegranej kasety.


piątek, 3 października 2014

Literatura na Świecie

W redakcji Literatury na Świecie, od lewej: Krzysztof Jaworski, Marcin Świetlicki, Andrzej Sosnowski; listopad 1996.

Piąta klatka.

Literatura na Świecie.

Na pewno są to okolice (pierwszy lub drugi dzień) Festiwalu Literackiego "Warszawy Pisarzy" - na biurku leży program imprezy.
Na blacie widać też pudełko papierosów Golden American (nazywanych popularnie Goldenami), które sam wtedy paliłem.

W latach '90 ubiegłego wieku Literatura na Świecie była jeszcze INSTYTUCJĄ...
W tzw. międzyczasie trochę się zmieniło, choć w kwestii przekładów literatury pismo nadal nie ma w Polsce żadnej konkurencji.

czwartek, 2 października 2014

Nowy Świat?

Warszawa, Nowy Świat (?), listopad 1996

Nie jestem do końca pewien, czy to Nowy Świat (w ogóle czy "nowy" w sensie "lepszy"?), czy raczej Marszałkowska lub Świętokrzyska?
Na pewno jakaś ulica na trasie: Warszawa Centralna - redakcja Literatury na Świecie.
Pierwsza klatka z naświetlonego wówczas filmu Kodak Tri-X (zawsze wolałem jednak pracować na Ilfordach). 
Będą kolejne...

środa, 1 października 2014

SŁAWA I PIENIĄDZE


SŁAWA I PIENIĄDZE

Każdy ma swoje 15 minut.
Moje 15 minut trwało 5 minut
od 1.05 do 1.10 w nocy.

Honorarium wyniosło 45 butelek piwa krajowego.

Plus zwrot kosztów podróży.

[wiersz z tomu: Krzysztof Jaworski Czas triumfu gołębi, POMONA, Wrocław 2000, str 26.]


Przypomniało mi się, jak w 2006 roku przy okazji otwarcia zbiorowej wystawy Miasto nie moje w Muzeum Sztuki w Łodzi, udzielałem wywiadu tamtejszemu telewizorowi, po którego zakończeniu pani dziennikarka powiedziała do mnie  z ironicznym uśmieszkiem "A teraz sława, co?".
Tak się złożyło, że ponownie spotkaliśmy się na premierze projektu Niewinne oko nie istnieje w Atlasie Sztuki w styczniu 2009 i po rozmowie jej to przypomniałem. Nie pamiętała, albo udawała, że nie pamięta.
W grudniu tego roku otworzy się w Atlasie Sztuki finalna wystawa serii Święta Wojna (będzie to także premiera albumu). Ciekawe czy się znowu spotkamy?

Co do honorariów za publiczne występy, to minimalne jest teraz zwykle równowartością ok. 90 butelek piwa krajowego (zakładając, że flacha kosztuje 3 zeta).
Plus zwrot kosztów podróży.
"Nie ma powodów, żeby nie wierzyć w postęp", jak słusznie pisze poeta.
Wydawnictwo POMONA należące do Tomasza Majerana, nazywaliśmy z autorem Sławy i pieniędzy - "oponą"... ;))

wtorek, 30 września 2014

Papierosss...

Dalej rok 1996 i Bal Chandlerowski w piwnicach CSW - Zamek Ujazdowski.
Na zdjęciach prowadzący Marcin Baran

 + Marcin Świetlicki

 + Andrzej Sosnowski

 + Miłosz Biedrzycki

 + Tadeusz Pióro

+ Antoni Pawlak

poniedziałek, 29 września 2014

KŁOPOTY TO (NIE) MOJA SPECJALNOŚĆ



Detektyw cierpi za miliony
od 10 do 13.20
Od 11.10 (a.m.) uwiera go pistolet
wychodzi
nakłada kapelusz
zdejmuje kapelusz
Nogi na stół
i again
cierpi za miliony

[wiersz z antologii: DŁUGIE POŻEGNANIE. Tribute to Raymond Chandler, Agencja Wydawnicza Zebra, Kraków 1997, str. 15.]

Bardzo lubię ten tekst, także dlatego, że Krzysztof Jaworski dokonał tutaj mistrzowskiej parafrazy wiersza Poeta Andrzeja Bursy, mojego ulubionego autora. O Andrzeju Bursie będzie też więcej w rozmowie, jaką zrobiliśmy dla Biura Literackiego. Wywiad ten towarzyszyć mae pojawieniu się nowej książki Krzysztofa Jaworskiego .byłem. Premiera już na dniach.
Sparafrazowany utwór Bursy wygląda tak:

Andrzej Bursa

POETA

Poeta cierpi za miliony
od 10 do 13.20
O 11.10 uwiera go pęcherz
wychodzi
rozpina rozporek
zapina rozporek
Wraca chrząka
o apiat'
cierpi za miliony

[tekst z tomu: Andrzej Bursa Utwory wierszem i prozą, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1973, str. 280]

niedziela, 28 września 2014

Grzegorz Wróblewski zaczął prowadzić bloga!

W poście z 26 września pisze też o naszej wspólnej akcji pod nazwą Blue Pueblo. Faktycznie na wiosnę będzie mieć miejsce wystawa w BWAZG i ukaże się artbook. Kilka zdjęć z kopenhaskiego zestawu było już prezentowanych na hiperrealizmie, na resztę trzeba poczekać do publikacji książki. Tekst Blue Pueblo można znaleźć w Twórczości nr 4/2013 i jest to mocna rzecz! Polecam lekturę tego zapisu! Cieszę się, że Grzegorz będzie prezentować swoje artystyczne poczynania w necie. Na jego bloga można też wejść już z hiperrealizmu (rząd winietek po prawej stronie, obok Krzysztofa Jaworskiego i Magazynu Szum).


sobota, 27 września 2014

DŁUGIE POŻEGNANIE

Długie pożegnanie. Tribute to Raymond Chandler to pełny tytuł antologii, z okazji której wyprawiono bal w CSW podczas Festiwalu Literackiego "Warszawy Pisarzy" w 1996 roku.
W moim przypadku było to raczej krótkie przywitanie...


A tak wygląda okładka owej książki, na której znalazło się zdjęcie Jacka Foksa (brata Darka Foksa). Mam z tym obrazkiem pewien problem, bo o ile pistolet leżący na desce do prasowania można jeszcze jakoś zaakceptować (gangster musi być w każdej chwili gotowy na wizytę policji lub konkurencji), to ten zagryzany przez niego magazynek jest... najwyraźniej jakimś freudowskim lapsusem wizualnym. Podczas pełnienia zaszczytnego obowiązku w szeregach LWP, poznałem bardzo sympatycznego podporucznika (był zaraz po szkole oficerskiej), z którym chodziliśmy razem na strzelnicę na Pasterniku, żeby napier... z biodra z P-64, czyli naszej broni służbowej. Potrafiłbym pewnie i dziś rozłożyć ten wyjątkowo mało celny pistolet na części i złożyć go z powrotem, co wtedy po strzelaniu robiłem, ponieważ gnata trzeba było wyczyścić i nasmarować. I myślę sobie, że tylko gangster pozbawiony kubeczków smakowych trzymałby taki walący smarem magazynek w gębie. 
No i to prasowanie krawata... kolejny freudowski lapsus. Przychodzą mi w tym momencie synonimiczne określenia w rodzaju: strugania rysia, kręcenia śmigła, złocenia batona, marszczenia freda czy ciągnięcia skóry po pokoju...
Nie wiem co teraz porabia Jacek Foks, poza tym że w 2001 roku miał wystawę w Galerii Browarnej w Łowiczu.

Kiedy dostałem propozycję udziału w tym interesie, złożoną chyba przez Marcina Barana (albo Marcina Świetlickiego?), byłem w kropce, ponieważ od publikacji Słynnego błękitu nic nie napisałem. Od napisania tego wierszyka przez kilka lat zajmowałem się tzw. działalnością gospodarczą i byłem kompletnie wyprany z wszelkiej "sztuki". Jednak ponieważ coś tam sobie notowałem, więc złożyłem do kupy trzy fragmenty i podpisałem je nazwą opowiadania Chandlera (tytuły można było wybierać).
Realia pojawiające się w wierszyku, to przez pięć i pół linijki Lębork - zapis autentycznej wypowiedzi kolesia, który koniecznie chciał się "zaprzyjaźnić", albo - co bardziej prawdopodobne - zajumać mi Nikona (patron ulicy to jakiś lokalny działacz kaszubski). Kolejny podzielony wers odnosi się do Gdańska i dzielnicy Dolne Miasto, po której spacerowałem w sierpniu 1991 albo 1992 roku i z wszystkich otwartych na oścież okien słychać było dialogi z serialu Dynastia. Reszta linijek poświęcona jest miasteczku Nowe na Kujawach. Tak naprawdę w zaułku naprawiana była Syrena Bosto, co zresztą sfotografowałem (podobnie jak i swastykę na drzwiach wspomnianego kina).

Zawsze bardziej pociągał mnie konkret, niż struganie i złocenie metafor...