wtorek, 23 kwietnia 2013

Krwawa ballada, którą napisali czytelnicy


Jak widać poniżej, zjawisko hejtingu i trollingu nie jest wynalazkiem czasów internetu. Owszem, ta płaszczyzna komunikacji jest na pewno szybsza...




[skany pochodzą z tomu Boohumil Hrabal Aferzyści i inne opowiadania, Wydawnictwo "Śląsk", Katowice 1983, str. 4-11]

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Erasmus Schröter - Leipzig - Dresden - 1985


Dwa "zwykłe pstryki" - by użyć określenia jednego z komentatorów hiperrealizmu - Erasmusa Schrötera z 1985 roku. Te zdjęcia są o tyle niezwykłe, że takie zwykłe motywy, ujęte w zwykły sposób, są zwykle dość rzadko spotykane... Być może fotografowie faktycznie wyrzucają takie zwykłości do kosza (mam podejrzenie, że dotyczy to szczególnie fotografów rodzimych - kwestia skrócenia dystansu względem rzeczywistości, ciągle jest problemem w kraju nad Wisłą, Odrą i Nysą Łużycką...), na całe szczęście Erasmus Schröter kadrów tych się nie pozbył ;)

Erasmus Schröter - Leipzig - 1985 [zdjęcie z albumu CITY SCAPE EAST - STADT LAND OST. Archiv der Wirklichkeit, Hatje Cantz Verlag 2001, str. 30]

Erasmus Schröter - Dresden - Lotterie Streng - 1985 [zdjęcie z albumu CITY SCAPE EAST - STADT LAND OST. Archiv der Wirklichkeit, Hatje Cantz Verlag 2001, str. 32]

niedziela, 21 kwietnia 2013

Rudolf Schäfer - Berlin - Gleimstrasse - Hinterhöfe - 1980


Rudolf Schäfer - Berlin - Gleimstrasse - Hinterhöfe - 1980 [zdjęcie z albumu CITY SCAPE EAST - STADT LAND OST. Archiv der Wirklichkeit, Hatje Cantz Verlag 2001, str. 40]

Okolica widoczna na fotografii wydała mi się znajoma... Po zgooglowaniu nazwy ulicy okazało sie, że zdjęcie zostało wykonane w dzielnicy Prenzlauerberg (którą z Nikonem w ręku schodziłem wzdłuż i wszerz na początku lat 90. XX w.). Widoczny w prześwicie ulicy łuk wiaduktu, to trasa metra U2. Kościelna wieża należy do protestanckiej świątyni Gethsemanekirche, stojącej przy Stargarderstrasse. Fabrycznych budynków z pierwszego planu już nie ma; na i miejscu powstały obiekty komercyjne. Obecnie okolica ta wygląda tak:

maps.google.com

No więc, w 1993 oraz 1996 często tam bywałem i wtedy jeszcze większość budynków na Prenzlauerbergu wyglądała tak, jak te stojące przy Gleimstrasse, chociaż proces "rewitalizacji" kamienic (któremu towarzyszyła gentryfikacja dzielnicy) nabierał już tempa. I fotografowałem zawzięcie te odrapane elewacje z pourywanymi balkonami (zupełnie jak w Łodzi), frontalnie, ale... w perspektywicznym skrócie... 
Tymczasem Rudolf Schäfer (rocznik 1952 i co ważne, absolwent lipskiej HGB) robiąc swoje zdjęcia kilkanaście lat wcześniej bez trudu znalazł odpowiednią perspektywę ;)

sobota, 20 kwietnia 2013

Ulrich Wüst - Ottersleben - 1981


Ulrich Wüst - Ottersleben - 1981 [zdjęcie z albumu CITY SCAPE EAST - STADT LAND OST. Archiv der Wirklichkeit, Hatje Cantz Verlag 2001, str. 41]

W poniedziałek odebrałem przesyłkę od Louisa Volkmanna, w której znalazłem album wymieniony w opisie widocznej wyżej fotografii, drugi - EAST. ZU PROTOKOL - FOR THE RECORD oraz kapitalną książeczkę Paula Wolffa Leipzig die Wunderschöne Stadt, wydanie z 1940 roku (DZIĘKI LOUIS !!!). I pewnie wcześniej wkleiłbym tu zdjęcie Ulricha Wüsta, ale komputer, z którego korzystam przy skanowaniu, przebywał u pana doktora od komputerów, który robił mu transplantację podzespołów szybszych i bardziej wydajnych.

Niesamowicie piękna i idealnie trafiona fotografia!

Ottersleben to (jak wyczytałem w Wikipedii) przedmieścia Magdeburga. Ulrich Wüst fotografował tę dzielnicę w roku 1981, a potem ponownie w 1998 (w II części STADT LAND OST, pojawiają się pary zdjęć tych samych krajobrazów lub domów, wykonane w odstępie kilku-kilkunastu lat). 
Na fotografie Wüsta nabrałem apetytu po tym, jak stałem się posiadaczem albumu VorOrt. Eine Sammlung topografischer Fotografien Ostdeutschlands, o którym parokrotnie już tutaj wspominałem.

Ulrich Wüst, urodzony w 1949 roku w Magdeburgu, absolwent uczelni o profilu politechnicznym (Hochschule für Architektur und Bauwesen), w chwili wykonywania zdjęcia ulic w Ottersleben miał 32 lata. I zastanawiam się teraz nad jego świadomością wizualną (niewątpliwie dużą), bo przecież wybór widocznego na zdjęciu banalnego motywu oraz werystyczna konwencja obrazowania, za pomocą której został zaprezentowany, to sprawy wcale nie takie oczywiste... Czy w NRD na początku lat 80. była wśród fotografów (czy w ogóle było to możliwe?) jakaś recepcja New Topographics?

piątek, 19 kwietnia 2013

70 ROCZNICA POWSTANIA W GETCIE WARSZAWSKIM



To bardzo znane i często reprodukowane zdjęcie pochodzi z tzw. Raportu Stroopa, czyli dokumentu pod tytułem Es gibt keinen jüdischen Wohnbezirk - in Warschau mehr! (Żydowska dzielnica mieszkaniowa w Warszawie już nie istnieje!), sporządzonego na rozkaz SS-Brigadeführera i generała majora policji  przez Jürgena Stroopa. Wspomniany raport, wykonany w trzech kopiach (jedną z nich otrzymał Heinrich Himmler), opisuje pacyfikację powstania w warszawskim getcie. Podpis pod fotografią głosi Mit Gewalt aus Bunkern hervorgeholt (Przemocą wyciągnięci z bunkrów). Raport Stroopa w postaci pdf-a z książki wydanej przez IPN w 2009 roku (ze wstępem Andrzeja Żbikowskiego i polskim tłumaczeniem zawartości) jest dostępny na internetowej stronie instytutu.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Sztuka polska wobec Holokaustu



czyli wystawa w Żydowskim Instytucie Historycznym, która otwiera się jutro - w środę 17 kwietnia 2013 o godz. 17:00. Kuratorką tej ekspozycji jest Teresa Śmiechowska, a poniżej wklejam informacyjny tekst zamieszczony na stronie ŻIH-u, który mówi o intencjach tego przedsięwzięcia oraz o artystach, których prace będzie można zobaczyć.

Sztuka polska wobec Holokaustu

Wystawa prezentować będzie prace artystów, którzy w różny sposób mierzyli się z tematem bolesnej, nieprzyswojonej pamięci o Zagładzie. Organizowana przez Żydowski Instytut Historyczny w związku z 70. Rocznicą wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim, wpisze się w długą tradycję działań wystawienniczych, zapoczątkowaną przez Instytut już w 1948 roku. Ważną grupę prac eksponowanych w siedzibie ŻIH-u – stworzyli artyści, bezpośredni świadkowie wojny i Holokaustu, tacy jak Tadeusz Kantor, Andrzej Wróblewski, Alina Szapocznikow, Bronisław Linke, Marek Oberlaender, Władysław Strzemiński, Artur Nacht-Samborski, Józef Szajna, Izaak Celnikier czy Jonasz Stern. Część z nich temat wojennego koszmaru podjęła zaraz po 1945 roku, w twórczości innych powracał on po latach. Ich prace zestawione zostaną z artefaktami artystów młodszego pokolenia, podejmującego temat pamięci Zagłady w momencie, w którym umierają jego ostatni świadkowie. Wśród twórców znajdą się m.in. Mirosław Bałka, Zbigniew Libera, Maciej Toporowicz, Wilhelm Sasnal, Artur Żmijewski, Rafał Jakubowicz, Jarosław Kozakiewicz, Maciej Klauzner, Elżbieta Janicka, Krystyna Piotrowska, Zofiia Lipecka, Karolina Freino, Wojciech Wilczyk, Józef Robakowski i Urszula Grabowska. Zaprezentowane zostaną również projekty i fotogramy najlepszych realizacji architektonicznych i pomników upamiętniających Holokaust.

Dzięki temu zestawieniu widzowie będą mogli zapoznać się z różnymi sposobami wyrażania doświadczenia Zagłady przez artystów. Na ile im się to udało i czy w ogóle jest to możliwe?

Wystawie będzie towarzyszył katalog zawierający wybór poezji polskiej dotyczącej Zagłady.

W moim przypadku zaprezentowane zostaną 4 fotografie z cyklu Niewinne oko nie istnieje (są to prace przedstawiające synagogi przebudowane na kina - zdjęcia eksponowane rok wcześniej na wystawie Urwany film we wrocławskim BWA i specjalnie na tamtą ekspozycję wyprodukowane). W holu ŻIH-u pokazany natomiast zostanie dwuekranowy slideshow (po raz pierwszy w pełnej formie od finalnej ekspozycji w Atlasie Sztuki w 2009), podczas którego można zobaczyć ponad 400 zdjęć byłych synagog, bejt ha-midraszy i modlitewni - także wariantowe ujęcia, jakie weszły do albumu Niewinne oko nie istnieje. Będzie też można posłuchać (na słuchawkach) rozmów, dialogów i konwersacji, jakie przydarzyły mi się podczas pracy nad projektem, czyli reportażu pod tytułem Czy tutaj była synagoga?, czytanego przez radiowych lektorów.

Zapraszam do Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma w Warszawie, ul. Tłomackie 3/5, środa 17 kwietnia 2013, godz. 17:00 (wystawa potrwa do listopada).

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

autoportret 1 (40) 2013



autoportret PISMO O DOBREJ PRZESTRZENI, z tytułem numeru PRZEMYSŁOWE, POPRZEMYSŁOWE, którego zawartość polecam czytelnikom hiperrealizmu, w tym także strony 34-44, gdzie przeczytać można obszerny wywiad  jaki przeprowadziła ze mną Katarzyna Mrugała - pt. "Wszystko momentalnie podupada". W roli ilustracji do tego tekstu wykorzystanych zostało 11 zdjęć (8 z Czarno-Białego Śląska i 3 z Postindustrialu), więc jest też na co popatrzeć (fotografie poleciały z jednego przejazdu, ale wydrukowano je bardzo dobrze). 




(...)
K.M.: Fotografując koksownię „Walenty”, pracując nad Czarno-Białym Śląskiem i cyklem Postindustrial, zdecydował się pan na zdjęcia monochromatyczne, robione zimą lub jesienią, kiedy światło najczęściej jest rozproszone, pojawia się mgła... te fotografie niewątpliwie są malownicze, nostalgiczne; obiekty wydają się monumentalne, można doszukać się w nich jakiejś grozy czy tajemnicy. Czy świadomie nawiązywał pan do kategorii wzniosłości stworzonej u progu epoki romantycznej?

W.W.: Pewnie w jakiś sposób tak, bo lubię malarstwo i to niekoniecznie realistyczne, właściwie częściej oglądam obrazy niż fotografie, ale raczej nie szukałem tam inspiracji. Gdy robiłem Postindustrial, interesował mnie monumentalny charakter tych obiektów, ich zjawiskowa forma. Wybrałem taką pogodę, ponieważ rozproszone światło i śnieg sprzyjają fotografowaniu betonowych konstrukcji. W gruncie rzeczy nadałem im nieco monumentalny charakter. Przez to, że fotografia wycina poszczególne elementy z kontekstu, pewnemu zakłóceniu ulegają proporcje. Gdybyśmy postawili jakiegoś człowieka jako miarę – tak jak to robiono przy fotografowaniu egipskich piramid w XIX wieku – byłoby od razu widać, że nie wszystkie budynki są tak duże, jak się wydaje na zdjęciach. Wszystkie moje fotografie w Postindustrialu były robione obiektywem typu shift, w którym istnieje możliwość przesunięcia osi optycznej. Podchodziłem więc blisko do obiektu i shiftowałem, czyli w pewnym sensie zmieniałem proporcje kadru, dzięki czemu sfotografowane motywy wyglądają bardziej monumentalnie niż w rzeczywistości. Na pewno interesował mnie ich groźny czy tajemniczy wygląd, ale jeszcze bardziej – to swoiste zatarcie znaczeń, kiedy „postindustrialna rzeźba” zaczyna opowiadać swoją własną historię, a ta dotycząca przemysłowej przeszłości nie jest już czytelna. Oczywiście ruiny to stary motyw wanitatywny, a te poprzemysłowe wiele mówią o marności „epoki węgla i stali”. Zależało mi też – zawsze mi na tym zależy – na wizualnej atrakcyjności samej fotografii; na tym, żeby działała na widza bardzo mocno jako zarejestrowany obraz.

K.M.: A trzeba przyznać, że wszystkie te fotografowane przez pana fabryki – czy pan tego chce, czy nie – są piękne...

W.W.: Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Zresztą u nas w Polsce rzeczywiście jest problem z oceną obiektów industrialnych. Kiedy robiłem zdjęcia do Czarno-Białego Śląska, często mnie pytano: „Dlaczego pan fotografuje takie brzydkie rzeczy?”. Drugie pytanie brzmiało: „Dlaczego nie ma ludzi?”. To jest bardzo ważna kategoria w komentowaniu polskiej fotografii: czy są ludzie, czy nie ma ludzi...
Gdy przyjrzy się pani recenzjom wystaw czy książek, które traktują o krajobrazie z urbanizowanym, industrialnym czy postindustrialnym, wciąż pojawia się stwierdzenie, że „nie ma tam ludzi”. To dosyć śmieszne. Odbieranie tych obiektów jako brzydkich jest powszechne, natomiast trzeba pamiętać, że były one projektowane przez zdolnych architektów, a przy tym tworzono je w taki sposób, żeby nikomu nic na głowę nie spadło; więc i konstrukcja jest przemyślana, i kształt nieprzypadkowy – bo widać w nim wpływy epoki, w której powstawała. Jest to jednak kompletnie ignorowane.
Becherom udało się sprawić, że forma industrialnych instalacji sfotografowanych w werystycznej konwencji została doceniona. A do „przestrzeni sztuki” przemycili tę tematykę dzięki konceptowi „typologizacji”; myślę, że gdyby startowali ze zdjęciami przedstawiającymi wyłącznie krajobrazy przemysłowe (przepiękne zresztą), to w latach 50.–60. byłoby im znacznie trudniej. A tworzenie wizualnych typologii było oswojone, głównie dzięki pop-artowi. Po tym jak na przykład Ed Ruscha sporządził serię 26 stacji benzynowych, przy oglądaniu sekwencji czy tableau z dwudziestoma kilkoma wieżami ciśnień czy chłodniami kominowymi łatwiej było rozpoznać w takim działaniu gest artystyczny.
(...)

niedziela, 14 kwietnia 2013

ŚMIERĆ W WODZIE


Od początku roku czekałem na kwiecień i wiosnę, żeby w ramach pewnej przekory zacytować tutaj fragment "Ziemi jałowej" T.S. Eliota, choć prawdę mówiąc pierwotnie myślałem o inne części tego poematu. No i pogoda oraz przedłużające się przedwiośnie nie za bardzo mi sprzyjały... Nieważne, ostatecznie stanęło na części czwartej w przekładzie Czesława Miłosza (z tomu T.S. Eliot Jałowa ziemia, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1989).

T.S. Eliot

IV. Śmierć w wodzie

Phlebas Fenicjanin dwa tygodnie temu
zapomniał krzyki mew i morza kołysanie
I zysk, i stratę.
                      Skubały mu kości
Prądy szepczące i schodził w otchłanie.
Życie swoje powtórzył, gdy wzniósł się i spadł.
Wir wchłonął pamieć lat jego młodości.
Ktokolwiek jesteś, Żyd czy też poganin,
Ty, który kręcąc kołem słuchasz, jak wiatr grzmi,
Zważ: i Phlebas piękny był niegdyś, wysoki jak ty.

sobota, 13 kwietnia 2013

APATIA


Krzysztof Jaworski

APATIA

Od lat ten sam stary screensaver.


----------
[Wiersz z tomu Dusze monet, w sam raz na trzynastkę...]

piątek, 12 kwietnia 2013

MANIFEST NORMALIZMU - Nie ma prywatnego raju


Manifesty artystyczne bywają nudne jak flaki z olejem, nadęte lub nieznośnie pretensjonalne (vide teoria "fotogenii"). Kiedy Krzysztof Sienkiewicz przy okazji spotkania w MOCAKU w styczniu tego roku opowiadał mi o dwóch edycjach Normalizmu, wspomniał też o manifeście, jaki sformułowany został przez Jana Rogało przy okazji wydania drugiej książki. Spodziewałem się znaleźć ten tekst właśnie w albumie, ale okazało się, że był on tylko wygłoszony podczas promocji wydawnictwa. Szczerze mówiąc obawiałem się rozczarowania in minus, a tymczasem wypowiedź pt. "Nie ma prywatnego raju", jest rzeczowa i w wielu punktach trafiona. Myślę, że to ważny tekst, szczególnie na gruncie polskim, gdzie tradycja fotografii dokumentalnej jest stosunkowo świeża, a werystyczny zapis ciągle wywołuje u krytyków sztuki starszej daty podejrzenie "bezstylowości". 

Nie ma prywatnego raju.

Koncepcja stojąca za Normalizmem nie jest bardzo skomplikowana. Sam Normalizm nie określa również szczególnego kierunku w fotografii. Jest raczej próbą zrozumienia formy oraz struktury, która jest ściśle powiązana z procesem robienia zdjęć samym w sobie.

W zasadzie Normalizm jest banalny i przepracowany do znudzenia. Nie różni się niczym od metodologicznych opisów, które robił Henry Fox Talbot; obiektywnych (co nie wyklucza pewnej dozy celebracji) portretów znikającego Paryża Eugene Atgeta, czy prac związanych z grupą New Topographics - Becherami lub Stephenem Shorem.

Każdy z nich na swój własny sposób poświęcił się redukcji obrazu do pozbawionego bezpośrednich emocji, quasi naukowego zapisu rzeczywistości. W konsekwencji żaden z nich nie skoncentrował się na procesie fotograficznym jako czymś metafizycznym. Normalizm za to kładzie nacisk na proces mentalnym i poszukiwanie piękna w tym co zwykłe i z pozoru nieciekawe.

Termin Normalizm pochodzi od czasownika normalizacja. Opisuje powrót do normalnego stanu po przeżyciu dziwnego, niecodziennego doświadczenia. Uważam że kondycja ta jest najważniejszym elementem w momencie gdy patrzymy na fotografię jako proces intelektualny, w którym pomijamy aspekty techniczne. Dlatego niezależnie czy pracujemy aparatem wielkoformatowym czy telefonem komórkowym w momencie gdy fotografujemy towarzyszy nam specyficzna progresja emocji. Widzimy kadr - rośnie napięcie, które osiąga plateau gdy jeszcze raz analizujemy wszystkie elementy. Naciśnięcie spustu migawki jest chwilą uwolnienia. Zapis został stworzony. Powracamy do zwykłej rutyny.

Ta procedura opisana powyżej jest całkiem naturalna i często pozostaje niezauważona. Myślę że fotografowie zrzeszeni wokół Normalizmu są świadomi tych emocji i własnie w nich kolektywnie znajdują esencje swoich działań. Zgodnie z mottem Normalizmu 2 - nie ma prywatnego raju.

A tak wygląda Normalizm II:






[Zdjęcia z strony 8hbooks.com]

----------
Fotografie z obu edycji Normalizmu można znaleźć też pod adresem www.nudnafotografia.org

czwartek, 11 kwietnia 2013

ŚWIEŻONKA


[2005]

Kto jeszcze pamięta dwa Autosany H9-35 z takim napisem, stojące przy DK 1 na odcinku miedzy Częstochową a Piotrkowem Trybunalskim? Jeden z nich udało mi się sfotografować w 2005.
Kiedyś też, ale w zupełnie innym miejscu i barze spróbowałem świeżonki. Prawdę mówiąc, potrawa ta przypominająca rodzaj luźnego gulaszu, zaprawionego śmietaną niespecjalnie mi wtedy podeszła...
DK-1, nazywana jest też "Gierkówką" lub "drogą śmierci". Oba określenia są jakoś tam słuszne, bo faktycznie ta quasi-autostrada powstała za miłościwego panowania I Sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka, ale wybudowano ją bez wiaduktów... Jest szeroka i prosta, więc kierowcy naciskają mocniej pedał gazu, a tu np. z jakiejś wiejskiej drogi wyjeżdża sobie traktor, żeby przeciąć tę arterię i... BUM!

Karol Gustaw Szymkowiak na swoim blogu cytował ostatnio Bogdana Konopkę, który o pojazdach pojawiających się na zdjęciach mówi tak: moje fotografie architektury czy tak zwanego niewidzialnego miasta – jak to sobie nazwałem – pozbawione są ludzi, nie ma też na nich samochodów, żeby nie można było powiedzieć „A Peugeot 206, on to więc musiał wykonać w takim a takim okresie”.
Ach to nieznośne "dążenie do wieczności", można by powiedzieć... 
Jednak w przypadku samochodów kwestia datowania wcale nie jest aż tak jasna i oczywista. Bo np. widoczny na zdjęciu model autobusu produkowano w latach 1975-1997 i jeszcze trochę w 2000. Kiedy przypomniałem sobie o tym kadrze, nie byłem pewien, czy został on naświetlony w 2004, 2005 czy 2006? Robiąc "Życie po życiu" celowo nie podawałem dat wykonania zdjęć ani lokalizacji, licząc na to, że informacje te z czasem się zatrą... (ach to nieznośne "dążenie do wieczności"...).

Wracając do "Gierkówki" vel "drogi śmierci", zimą 1992 okolicach Radomska skasowałem moją kochaną renówkę (Renault Traffic). Była gołoledź i w pewnym momencie tir jadący po przeciwnym pasie wpadł w poślizg, przejechał na drugą stronę, po czym się zatrzymał. Nie jechałem szybko, jakieś max. 60 km/h, jednak nie miałem możliwości, żeby wyhamować. Próbowałem zjechać na pas rozdzielający drogi, ale śnieg był mocno zmarznięty i ubity, tak że wcale nie poruszałem się wolniej. I ten czas od momentu kiedy zdałem sobie sprawę, że walnę w naczepę, aż do spektakularnego i głośnego BUM!, w moim odczuciu trwał długo. I zbliżając się nieuchronnie do tego tira (na całe szczęście uderzyłem w tylne koła) nie czułem nic, ani strachu, ani żadnych retrospektywnych filmów z przeszłości przed oczami, nic, po prostu nic (tyle w kwestii "wieczności").

środa, 10 kwietnia 2013

BŁOTO


10 kwietnia wcześnie rano jechałem w kierunku pewnej wsi pod Pszczyną (zapomniałem nazwy tego miejsca), żeby dla pisma A&B sfotografować "dom typowy", zaprojektowany przez Roberta Koniecznego. Zanim dotarłem na miejsce (oczywiście prowadził mnie tam GPS), chciałem zadzwonić do żony, że pogoda jest niespecjalna do fotografowania (około pół do dziewiątej wylazło jednak słońce), ale okazało się to niemożliwe, tak jak gdyby sieć była przeciążona. Jechałem dalej, a wtedy odezwał się sygnał telefonu. Na wyświetlaczu pojawiło się nazwisko Elki Janickiej, a kiedy odebrałem połączenie, spytała mnie, czy wiem co się stało? Nie wiedziałem, a po usłyszeniu informacji o katastrofie prezydenckiego tupolewa i o śmierci wszystkich pasażerów, po chwili milczenia... niemal jednocześnie zaczęliśmy mówić o hipotezie zamachu, którą z pewnością wysunie i zacznie politycznie rozgrywać partia Jarosława Kaczyńskiego. I tak też się stało, ale wtedy podczas tej telefonicznej rozmowy rankiem 10 kwietnia 2010 roku, oboje wstrząśnięci wypadkiem, w którym zginęło 96 osób, nie zdawaliśmy sobie sprawy czy lepiej powiedziawszy, nie mogliśmy przewidzieć, jak złowieszczą skalę przybierze zjawisko "patriotycznego przebudzenia" w najgorszym nacjonalistycznym wydaniu, które rozpoczęło się od pikiety "w obronie krzyża" ustawionego pod Pałacem Prezydenckim... 

W międzyczasie dojechałem na miejsce i zabrałem się do roboty. Rozstawiłem swoje Manfrotto MK161 IIB, do którego podpiąłem Hassela z Distagonem 40 FLE (w takiej kombinacji oś optyczna wypadła mi na wysokości 2,65m), wlazłem na dostawioną aluminiową drabinkę i zacząłem fotografowanie. Miejsca nie było tam zbyt dużo, więc żeby objąć ten "typowy" dom o kształcie ściętego ukośnie w obie strony walca razem z prowadzącą do niego ścieżką z płaskich kamieni, musiałem się częściowo przemieścić na błotnistą wiejską drogę. I podczas wspomnianych przenosin chyba jakoś źle postawiłem którąś z nóg drabinki firmy Krause, więc po wejściu na ostatni stopień straciłem równowagę i pociągając za sobą statyw z aparatem wyryłem prosto w największą kałużę... Na całe szczęście nic się nie stało Hasselowi, na całe szczęście mnie też nic nie dolegało, poza tym, że byłem potłuczony i dokumentnie upierniczony błotem.

Cały wypadek (a wcześniej proceder fotografowania) obserwował facet z sąsiedniej posesji, który po tym jak w końcu się pozbierałem z ziemi (tj. błota), powiedział tylko: "Tak na tej drodze trzeba bardzo uważać", po czym wszedł do swojego domu. I tyle. Jakoś doprowadziłem się do stanu używalności (słońce wyszło, błoto wyschło i się wykruszyło), wyprostowałem kamieniem wygiętą nogę drabinki firmy Krause (być może właśnie z tej przyczyny straciłem równowagę) i porobiłem jeszcze trochę zdjęć. Kiedy późnym popołudniem wróciłem do domu telewizyjne programy informacyjne  prześcigały się w podawaniu informacji na temat katastrofy prezydenckiego tupolewa, a prezenterzy -  powtarzając to stwierdzenie jak mantrę - mówili o "niesamowitym poczuciu wspólnoty oraz solidarności, jakie w obliczu tej narodowej tragedii okazują sobie Polacy"...

wtorek, 9 kwietnia 2013

Rogate czapy Annasza i Kajfasza z Kalwarii Zebrzydowskiej


Kupiłem niedawno na Allegro książkę pt. "Życie Jezusa Chrystusa", której autorem jest twórca kalwaryjskich misteriów Męki Pańskiej - O. Augustyn Chadam, zaś zdjęcia ilustrujące tę publikację wyszły spod ręki Adama Bujaka (dlatego m.in. ją kupiłem). Fotografie przedstawiają "Ziemię Świętą", współczesną Jerozolimę, Jana Pawła II w Rzymie i... kalwaryjskie uroczystości Wielkiego Tygodnia. Książka wyszła w Wydawnictwie Calvarianum w roku 1985, ale w stopce jest też informacja o imprimatur Kurii Metropolitalnej z datą 27.11.1982. Jak się należy domyślać, najpierw zaglądnąłem do części ze zdjęciami z Kalwarii i na gorąco wklejam 3 skany fotografii, na których pojawiają się Annasz z Kajfaszem (wydaje mi się, że kiedy robiłem tam zdjęcia, czapka tego drugiego był znacznie mniej rogata...).



[skany z książki Życie Jezusa Chrystusa. Według Czterech Ewangelistów: Mateusza, Marka, Łukasza i Jana. Teksty ewangeliczne zestawił, opatrzył wstępem i objaśnieniami - O. Augustyn Chadam ofm. Zdjęcia, projekt i opracowanie - Adam Bujak, Wydawnictwo Calvarianum - Kalwaria Zebrzydowska, 1985]


A teraz rodzaj komentarza. W rozmowie Katarzyny Wiśniewskiej z księdzem Romualdem Jakubem Wekslerem-Waszkinelem pt. "Rozmowa o Biblii. Po chrzcie stałem się Żydem", zamieszczonej w Gazecie Wyborczej (wydanie z 10.04.2009) można znaleźć bardzo ciekawy fragment, dotyczący widocznych na zdjęciach nakryć głowy Annasza i Kajfasza.

Jakie są główne grzechy dialogu chrześcijańsko-żydowskiego w Polsce?

- Mam wrażenie, że Kościół nie dostrzega pewnych problemów. W Wielki Piątek jak co roku modlono się w kościołach, "aby lud, który niegdyś był narodem wybranym, mógł osiągnąć pełnię odkupienia". To jest złe tłumaczenie. W wersji łacińskiej mszału nie ma słów: "lud, który niegdyś był narodem wybranym" - ale "lud, który jako pierwszy został wybrany". Nie można modlić się za naród niegdyś wybrany, bo on nigdy nie przestał być narodem wybranym! Ks. Stanisław Musiał nazwał to tłumaczenie sabotażem teologicznym. A ono przetrwało do dziś... Tak jakby nie było Soboru Watykańskiego II, nie było łez Jana Pawła II w Instytucie Yad Vashem. Jakiż problem zrobić korektę, wydrukować erratę, którą wklejono by do mszału?

Kto mógłby to zarządzić?

- Episkopat. To sprawa, którą powinna się zająć komisja liturgiczna Episkopatu.

Zwracał się ksiądz z tym do Episkopatu?

- Od kilkunastu lat piszę o tym we wszystkich moich tekstach. Sygnalizowałem też inne sprawy, np. tytułów akapitów w Biblii. Niektórzy zarzucają mi, że chcę zmieniać Pismo Święte, ale to nieprawda. Ja chciałbym, żeby ono było w sposób poprawny odczytywane, a nie deformowane, żeby znikły tytuły akapitów sprzeczne z dokumentem soborowym "Nostra aetate" takie jak "Jezus odrzucony przez swój naród" czy "odrzucenie Żydów". Najlepiej byłoby wydać Biblię bez śródtytułów, bo one narzucają interpretację. Zapewne są ludzie, których to nie boli, których to nie dotyczy, którzy przechodzą obok tego jak obok napisu na murze: "Żydzi do gazu!" czy "Żydy won!".

Ksiądz to porównuje?

- A jakaż jest różnica między napisaniem na płocie "Żydy won!" a dopisaniem do Pisma Świętego hasła "odrzucenie Żydów"? Tu jest trochę grzeczniej, a tam trochę mniej? Mówimy: to jakiś dureń maluje po płocie, po co się przejmować. Przepraszam bardzo, a kto napisał w Piśmie Świętym? Teologowie, bibliści. Całe tłumaczenie Biblii Tysiąclecia weszło do liturgii. Chyba coś tu jest nie w porządku. Dlaczego przez tyle lat nikt nie chce tego ruszyć?

Ksiądz ma też zastrzeżenia do pieśni wielkopostnych.

- Tu jesteśmy w samym sercu wielkiej katechezy, która w Wielkim Tygodniu robi się szczególnie dotkliwa. Adorujemy krzyż i śpiewamy "Ludu, mój ludu, cóżem ci uczynił". Dla przeciętnego człowieka ten lud to przecież nie są ludzie zgromadzeni w tym kościele, tylko Żydzi. Bo czy Polaków Bóg "wyzwolił z mocy faraona"? Nie. Mało komu przyjdzie więc do głowy, że to on swoimi grzechami ukrzyżował Jezusa. Nie brak też pieśni o tym, jak Żydzi się rzucili jako lwy zaciekłe na Pana Jezusa.
A czym, jeśli nie deformowaniem Pisma Świętego, są pasje sprawowane na polskich dróżkach i w polskich parafiach, których bronimy jak niepodległości? W Kalwarii Zebrzydowskiej stroje faryzeuszy z rogami wyraźnie podsuwają konotację: Żyd to diabeł. Jeśli ktoś spotyka Jezusa, spotyka judaizm, a zatem jeśli spotyka antyjudaizm, to czy naprawdę spotyka Jezusa? 

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Jarosław, ul. Mały Rynek


06.04.2013 [Samsung S5610]

W albumie Niewinne oko nie istnieje brakuje jednego obiektu z Jarosławia. Studiując leksykon Eleonory Bergman i Jana Jagielskiego Zachowane synagogi i domy modlitwy w Polsce, znalazłem tam zdjęcie widocznego powyżej budynku, ale z adresem o brzemieniu: Rynek 17. I podczas kilkukrotnych pobytów w Jarosławiu szukałem bezskutecznie tego domu modlitwy pod numerem 17 przy Rynku, a tymczasem znajdował się on w bardzo, bardzo bliskim sąsiedztwie przy ulicy... Mały Rynek (być może także jest to 17, ale tego nie sprawdziłem). Tak więc informacja, jaką podaje Wikipedia jest błędna. Podobnie myli się Wirtualny Sztetl (ponieważ notki na obu portalach mają podobne brzmienie, ciekawe jest, kto z kogo korzystał?).

niedziela, 7 kwietnia 2013

Powrót do domu


Pojechałem przez Jarosław, czyli trochę nadkładając drogi, ponieważ chciałem sfotografować (a właściwie - biorą pod uwagę niespecjalną aurę - zobaczyć, czy ten obiekt jeszcze istnieje?) bok Poloneza, który umieszczony na dachu parterowego domu robi za reklamę sklepu z samochodowymi częściami. Zanim jednak dotarłem na miejsce, wyjeżdżając z Zamościa i jadąc obok lotniska, trafiłem na coś takiego:

2013-04-06  08:47

Nie wiem, co z tego wszystkiego wyjdzie, ale ten autobus marki Renault, z oknami zasłoniętymi dyktą i napisem BAR PIWNY, stojący wśród zwałów śniegu na lotnisku Aeroklubu Zamojskiego, wyglądał zjawiskowo (poświęciłem mu 6 klatek Ektara).

2013-04-06  11:14

Tu także nie wiem, czy ta roztopowa pogoda dobrze zagra w przypadku widocznego na zdjęciu motywu (generalnie chcę teraz fotografować takie obiekty w mocnym słonecznym świetle...), ale następna okazja przyjazdu do Jarosławia może zdarzyć się nieprędko, więc naświetliłem 4 kadry.

2013-04-06  13:10

A potem jadąc już do domu drogą przecinającą Sędziszów Małopolski, minąłem tego Trabanta. Wydaje mi się, że po raz pierwszy (był chyba trochę inaczej ustawiony?) fotografowałem go 9 lat temu... No cóż, przewaga karoserii z tworzyw sztucznych nad metalowymi skorupami jest w przypadku zjawiska korozji  ewidentna. Zawróciłem, zaparkowałem vis a vis i naświetliłem dwie ostatnie klatki na rolce. 

I pędziłem w stronę Krakowa. W Tarnowie zboczyłem na drogę na Kielce, żeby wjechać na co dopiero oddany odcinek A4, ale przed tym miastem właśnie poczułem lekkie szarpnięcie samochodu, potem następne i następne, aż wreszcie na ul. Jana Pawła II auto zgasło na amen. Spotkało mnie już coś podobnego ponad rok temu, kiedy wysiadł "czujnik wysokiego ciśnienia paliwa". No więc laweta, transport do najbliższego serwisu Peugota, a wyrok zapadnie w poniedziałek. FUCK!