sobota, 18 stycznia 2014

(ŁÓDŹ PAMIĘTA)


[2014-01-18  09:54]

Odbyliśmy dzisiaj z X-Panem podróż do Łodzi (pracowitą, 5 rolek Ektara). Ale w związku z powyższym zdjęciem/miejscem/zerejestrowanym kadrem, przez nimal całą drogę powrotną zastanawiałem się, co też pod kotwicą Polski Walczącej Łódź może pamiętać? Zwłaszcza, że miasto to zostało wcielone do III Rzeszy (a jego nazwę zmieniono na Litzmannstadt)...

piątek, 17 stycznia 2014

Do I terrify?

Myślałem sobie dzisiaj rano o Sylvii Plath, trochę pod wpływem niedawnej (odświeżonej) lektury Boga Bestii A. Alvareza (ale także z powodu pełni księżyca, której nie znoszę najlepiej...). I z dużą (depresyjną) przyjemnością przeczytałem znowu wiersz Lady Lazarus, którym niniejszym pragnę się z obserwatorami hiperrealizmu podzielić.

Sylvia Plath     

Lady Lazarus

I have done it again.
One year in every ten
I manage it ―

A sort of walking miracle, my skin
Bright as a Nazi lampshade,
My right foot

A paperweight,
My face a featureless, fine
Jew linen.

Peel off the napkin
O my enemy.
Do I terrify? ―

The nose, the eye pits, the full set of teeth?
The sour breath
Will vanish in a day.

Soon, soon the flesh
The grave cave ate will be
At home on me

And I a smiling woman.
I am only thirty.
And like the cat I have nine times to die.

This is Number Three.
What a trash
To annihilate each decade.

What a million filaments.
The peanut-crunching crowd
Shoves in to see

Them unwrap me hand and foot ―
The big strip tease.
Gentlemen, ladies

These are my hands
My knees.
I may be skin and bone,

Nevertheless, I am the same, identical woman.
The first time it happened I was ten.
It was an accident.

The second time I meant
To last it out and not come back at all.
I rocked shut

As a seashell.
They had to call and call
And pick the worms off me like sticky pearls.

Dying
Is an art, like everything else.
I do it exceptionally well.

I do it so it feels like hell.
I do it so it feels real.
I guess you could say I've a call.

It's easy enough to do it in a cell.
It's easy enough to do it and stay put.
It's the theatrical

Comeback in broad day
To the same place, the same face, the same brute
Amused shout:

'A miracle!'
That knocks me out.
There is a charge

For the eyeing of my scars, there is a charge
For the hearing of my heart ―
It really goes.

And there is a charge, a very large charge
For a word or a touch
Or a bit of blood

Or a piece of my hair or my clothes.
So, so, Herr Doktor.
So, Herr Enemy.

I am your opus,
I am your valuable,
The pure gold baby

That melts to a shriek.
I turn and burn.
Do not think I underestimate your great concern.

Ash, ash ―
You poke and stir.
Flesh, bone, there is nothing there ―

A cake of soap,
A wedding ring,
A gold filling.

Herr God, Herr Lucifer
Beware
Beware.

Out of the ash
I rise with my red hair
And I eat men like air.

23-29 October 1962

czwartek, 16 stycznia 2014

"Niewinne oko nie istnieje" w KRASZEWSKI - MUSEUM w Dreźnie

Bardzo miło mi jest zaanonsować kolejny pokaz projektu Niewinne oko nie istnieje, jaki będzie miał miejsce w KRASZEWSKI - MUSEUM w Dreźnie.
Wernisaż w czwartek 20 lutego 2014 r. o godz. 19:00, na który już SERDECZNIE WSZYSTKICH ZPARASZAM!

Radymno, synagoga, 07.06.2007

Policzyłem właśnie wszystkie pokazy Niewinnego oka i wyszło mi, że ten w Domu Kraszewskiego w Dreźnie będzie (wliczając wystawy zbiorowe) już dwudziestym z kolei! Chronologicznie wyglądało to tak:
  1. 2008 - Warszawa, wystawa Efekt czerwonych oczu w CSW-Zamek  Ujazdowski (9 fotografii 50x50cm)
  2. 2008 - Berlin - pod tytułem War hier eine Synagoge? - przedpremierowa wystawa w Stiftung Neue Synagoge Berlin - Centrum Judaicum (12 fotografii 50x50cm, katalog)
  3. 2009 - Łódź, premiera projektu Niewinne oko nie istnieje oraz wydanego albumu pod tym samym tytułem - Galeria Atlas Sztuki (od tego momentu na wszystkich wystawach pokazywane są prace w rozmiarach 100x100cm).
  4. 2009 - Poznań, wystawa w Galerii PF (katalog).
  5. 2009 - Kraków, wystawa w Muzeum Etnograficznym im. Seweryna Udzieli (w trakcie 19 Festiwalu Kultury Żydowskiej)
  6. 2009 - Warszawa, wystawa podczas Festiwalu „Warszawa Singera” - Projekt „Próżna”.
  7. 2010 - Chemnitz, pod tytułem War hier eine Synagoge? Synagogenbauten in Polen w Kunstsamlungen Chemnitz (katalog).
  8. 2010 - Bukareszt, pod tytułem A fost aici o sinagogă? w Muzeul Taranului Român.
  9. 2010 - Kiszyniów, pod tytułem A fost aici o sinagogă? w Centrul Expoziţional Constantin Brâncusi.
  10. 2011 - Paryż, wystawa pod tytułem  Y avait-il une synagogue ici ? (Il n’y a pas d’oei l innoc ent) w L'Espace Pierre Premier (W związku z francuską prezentacją projektu ukazała się II poprawiona edycja albumu Niewinne oko nie istnieje. Publikacja została wydana przez Atlas Sztuki wspólnie z Europejskim Stowarzyszeniem na rzecz Muzeum Historii Żydów Polskich w Paryżu).
  11. 2011- Wrocław, wystawa w Dolnośląskim Centrum Fotografii „Domek Romański” (podczas Festiwalu Kultury Żydowskiej „Simcha”).
  12. 2011 - Radom, wystawa w Centrum Sztuki Współczesnej.
  13. 2012 - Witebsk, wystawa pod tytułem Нявінных вачэй няма w Muzeum „Dom Chagalla” (katalog).
  14. 2012 - Mińsk, wystawa pod tytułem Нявінных вачэй няма w Muzeum Historii Mińska.
  15. 2012 - Katowice, wystawa w Galerii Pustej w Centrum Kultury im. Krystyny Bochenek.
  16. 2012 - Wrocław, wystawa Urwany film w Biurze Wystaw Artystycznych (4 fotografie przedstawiające budynki synagog przerobione na kina).
  17. 2012 - Dublin, prezentacja projektu podczas festiwalu Photoireland.
  18. 2013 - Zamość, wystawa w Galerii Fotografii Ratusz.
  19. 2013 - Warszawa, wystawa Sztuka polska wobec Holokaustu w Żydowskim Instytucie Historycznym im. Emanuela Ringelbluma (4 fotografie przedstawiające budynki synagog przerobione na kina + slideshow ze ścieżką audio Czy tutaj była synagoga?).

środa, 15 stycznia 2014

GOLDBERG

(nieznany wiersz Andrzeja Besarowskiego,
który przyznaje, że z artystycznego punktu widzenia
uważa malarstwo Chaima Goldberga za wybitne)

Kontrowersyjne są szczególnie
trzy obrazy.

Na jednym pokazany jest exodus Żydów z Kazimierza,
a w tle tańczący i cieszący się Polacy
w strojach ludowych.

Na innym obrazie jest polski ksiądz,
który razem z chłopami rabuje precjoza żydowskie
oraz polscy żołnierze w rogatywkach,
z nożami i siekierami, napadający
na ukrywających się Żydów.

Jest też scena "dentysty" - wąsatego chłopa
wyrywającego złote zęby
zamordowanemu przez Niemców Żydowi.         

[http://wpolityce.pl/wydarzenia/71528-polski-ksiadz-rabujacy-zydowskie-precjoza-prowokacja-na-wystawie-obrazow-chaima-goldberga-w-kazimierzu]

Nie wiem, co bym zrobił bez Frondy i wPolityce, które spokojnie mogłyby funkcjonować pod zbiorczym adresem np. szczujnia.pl. Ale tak się składa, że to tylko one umieściły za Kurierem Lubelskim i ze sporymi skrótami informację o wystawie obrazów Chaima Goldberga w Kazimierzu Dolnym (nota bene w tamtejszym... Muzeum Sztuki Złotniczej) i o "skandalu", jaką ta ekspozycja wywołała. A ja mogłem w tych newsach odnaleźć nieznany utwór Andrzeja Besarowskiego... Dzięki! 
Jedno z zakwestionowanych płócien Chaima Goldberga wygląda tak:

Chaim Goldberg, The Dismantling, oil on canvas, 1991

I jakoś automatycznie przyszedł mi do głowy obraz, którego nikt za skandal raczej nie uznaje, chociaż według przekazu Ewangelistów, ani Annasz, ani Kajfasz w Via Crucis jako "nadzorcy" nie uczestniczyli...

Pieter Breughel Młodszy, Procesja na Kalwarię, 1602

wtorek, 14 stycznia 2014

PRZYCHODY I ROZCHODY

Douglas Dunn

PRZYCHODY I ROZCHODY

Najgorsze plotki roznoszą śmieciarze.
Listonosze opowiadają znajomym, jak mało
Przychodzi do nas listów, same urzędowe koperty,
Blankiety do piłkarskiego totka, reklamy odżywek dla dzieci,
Sprośne pocztówki z Blackpool i Brid.

Ale śmieciarze głoszą inne historie.
Udając, że tam, gdzie mieszkają nie jest tak źle jak tu
Opowiadają żonom, że cale nasze śmiecie,
To obierki, i torebki po ziemniaczanych chrupkach,
Puszki po fasolce, butelki po tanim winie i zatłuszczone frytkami gazety.

W ciemnych zaułkach wśród pojemników na śmiecie koty toczy robactwo;
W wychodkach bez drzwi widać podcierające się staruszki;
Zapach odchodzi płatami od powietrza, jak niewidoczna sadza;
Stygną kondony, pamiątki po ognistych zimowych ruchankach;
I na kawałki rozpada się lśniące pismo z panienkami,
Przy których nocą chłopcy walą konia wśród wygłodniałych kotów.

Listonosze widzą nas od przodu, naszą biedę i rachunki,
Świadectwo, że ktoś nami zarządza.
Śmieciarze, o przekrwionych od dźwigania oczach i szarzy jak popiół,
Patrzą na nas od tyłu, od tej nie malowanej strony,
Do której nie dopuszczamy dzieci, strasząc je psami i chorobą.

W poniedziałek od rana peszy nas
Szuranie ich butów, gdy usuwają resztki pożywienia
I dobytku, czerpiąc o nas wiedzę z naszych chudych
Śmieci, i odpadków pozostawionych nocą przez ukradkowych gości,
Niesłusznie uważając, że różnimy się od nich.

[wiersz w przekładzie Piotra Sommera z tomu: Douglas Dunn Wyprowadzka z Terry Street, Fort Legnica '99, str. 22-23]

Ten piękny wiersz Douglsa Dunna skojarzył mi się ze zdjęciami Błażeja Marczaka, chociaż topograficzne realia Terry Street (to także tytuł angielskiej książki Dunna z 1969 roku) odnoszą się do miasta Hull, gdzie poeta wtedy pracował jako bibliotekarz. No i też terraced hauses w Aberdeen (ze względu na wykorzystanie granitu jako budulca, miasto to nazywane jest też Granite City albo Silver City, a także... Grey City) różnią się wyraźnie od tych klasycznych ceglanych, typowych dla Środkowej Anglii. Wspomniany tom wierszy Dunna postrzegany jest przez krytykę, jako przełomowy dla angielskiej poezji ze względu na podjętą w nim banalną tematykę "życia codziennego" (a więc, żadne tam "dążenie do ponadprzeciętnego kształtowania formy" - jak to ujmuje pewien rodzimy specjalista od malarskiej techniki "grzęznącego pędzla" - tylko real i konkret!). Wiersze z Terry Street pojawiły się najpierw (1968) w słynnym London Magzine, a rok później jako regularna książka, wydana przez oficynę Faber & Faber.



Szperając w sieci natknąłem się też edycję tego tomu ze zdjęciami... Roberta Whitakera, znanego zapewne części czytelników odwiedzających hiperrealizm z fotografii muzyków angielskiej sceny muzycznej z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Whitaker sfotografował Terry Street w roku 1968 i materiał ten towarzyszył wspomnianej publikacji w London MagazineJohn Osborne, mieszkający w Hull wykładowca amerykanistyki na tamtejszym uniwersytecie oraz wydawca artystycznego pisma te Noire (1985-1995), natknął się na początku lat dziewięćdziesiątych na numer wspomnianego magazynu i postanowił upublicznić w całości zrejestrowany wtedy materiał. W roku 1994 ukazał się specjalny numer te Noire, w którym osiemnastu wierszom Dunna towarzyszyło sześćdziesiąt zdjęć Whitakera. 



Dwa lata później ujrzała też światło dzienne osobna książka, której zdjęcia (skany?) wklejam poniżej ściągnięte za pomocą metody print screen z serwisu Flickr.







poniedziałek, 13 stycznia 2014

Błażej Marczak "The Grey City"


Błażej Marczak, z serii The Grey City, Aberdeen, Scotland.

Błażej Marczak, z serii The Grey City, Aberdeen, Scotland.

Błażej Marczak, z serii The Grey City, Aberdeen, Scotland.

Z Błażejem zgadaliśmy się przez Facebooka jakiś czas temu (jeszcze jeden z kontaktów, który powstrzymuje mnie od wymiksowania się z tego "portalu społecznościowego"). A podczas ostatniego długiego weekendu (Trzej Królowie z przyległościami) oglądnąłem sobie uważnie jego stronę i znalazłem tam kapitalne miejskie zdjęcia z realizowanej przez niego serii The Grey City


 Błażej Marczak, z serii The Grey City, Aberdeen, Scotland.

Błażej Marczak, z serii The Grey City, Aberdeen, Scotland.

Błażej Marczak, z serii The Grey City, Aberdeen, Scotland.

Projekt dotyczy Aberdeen w północno-wschodniej Szkocji, miasta - jak napisał mi autor - sporych kontrastów, także na płaszczyźnie społecznej (największe w Wielkiej Brytanii rozwarstwienie dochodów), co oczywiście przekłada się na wygląd tego terenu. Ponieważ przedsięwzięcie jest w trakcie realizacji, więc nie wszystkie otagowane fotografie na autorskiej stronie, znajdą się w finalnym zestawie oraz zamierzonej publikacji (podobnie jak zdjęcia, które z tego zasobu sam teraz wybrałem). 


 Błażej Marczak, z serii The Grey City, Aberdeen, Scotland.

 Błażej Marczak, z serii The Grey City, Aberdeen, Scotland.

Błażej Marczak, z serii The Grey City, Aberdeen, Scotland.

Ale już na tym etapie widać, że jest to świadomie prowadzona seria, kadry nie tylko atrakcyjnie się prezentują (niezła kultura wizualna, czego należy pogratulować autorowi), ale też zwraca on uwagę na to, jak znaczą czy też, jak jak mogą znaczyć. Co wcale tak często się nie zdarza.
A więc jest dobrze, bardzo dobrze!


 Błażej Marczak, z serii The Grey City, Aberdeen, Scotland.

 Błażej Marczak, z serii The Grey City, Aberdeen, Scotland.

 Błażej Marczak, z serii The Grey City, Aberdeen, Scotland.

sobota, 11 stycznia 2014

WSZECHŚWIATOWE

WSZECHŚWIATOWE (fragment nieznanego poematu prozą
O. Romana Aleksandra Soczewki OFMConv)

Używając pojęcia „Żyd” św. Maksymilian stosuje synonimy.
Niektóre z nich są oryginalne, a nawet dowcipne.
I tak Żyd u o. Maksymiliana to: „Żydek”, „Żydówka”, „Żydóweczka”, „facet Mojżeszowego wyznania”, „syjonista”, „rabin”, „syn Izraela”, „czytelnik żargonowej gazety”, „faryzeusz”, „czytelnik w języku hebrajskim”, „Izraelita”, „pan z lekkim garbem na nosie".
Używa też pojęć ogólnych, jak „żydostwo” lub „sprawa żydowska”.

Nazwy wzbogaca często epitetami, w większości wypadków pozytywnymi.
I tak wiele razy pisze o „Żydzie poczciwym”.
Jest to zresztą ulubiony epitet o. Maksymiliana.
„Poczciwą duszą” jest ksiądz Trzeciak, „spotkał poczciwego murzyna”, „poczciwego komendanta policji, „kleryk - to poczciwa dusza z kościami”, „jest też poczciwy kapitan”, „poczciwy br. Hieronim” itd.

A oto jeszcze inne epitety tyczące Żydów: „zabłąkany”, „cywilizowany”, „nawrócony” (wiele razy o Ratisbonncie), „wychowany w judaizmie”, „bez pejsów”, „naród wybrany przez Boga", „inteligentny”, „tajemniczy”, „podstępny”, „nieznany”, „nienawidzący”, „okrutna klika”.
Żydostwo natomiast nosi epitet: „wszechświatowe”.

[O. Roman Aleksander Soczewka OFMConv Żydzi i masoni w "Pismach" i "Konferencjach" św. Maksymiliana Kolbego, http://www.harmeze.franciszkanie.pl/index1.php?zm=146, dostęp 17:09 2014-01-10]

Dwa przypisy do poematu O. Soczewki:.
1. Ksiądz Trzeciak poczciwa dusza”, to ks. prałat dr Stanisław Trzeciak, przedwojenny proboszcz parafii św. Antoniego Padewskiego w Warszawie, zajadły antysemita pisujący regularnie do Małego Dziennika, pisma którego O. Maksymilina Kolbe był wydawcą. 
2. Alfons Ratisbonne był żydowskim bankierem, który po otrzymaniu medalika z wizerunkiem NMP, 20 stycznia 1842 roku w kościele św. Andrzeja w Rzymie dokonał niespodziewanej konwersji. 

piątek, 10 stycznia 2014

itp.

itp. (nieznany wiersz komentatora
„portalu poświęconego” fronda.pl)

Wiadomo, że krematorium było obsługiwane
przez Sonderkommando. Oni wiedzieliby

o takiej sprawie. Są pewne przecieki
że spalenie ciała Świętego okazało się

bezskuteczne i został zakopany na terenie
obozu. Z uwagi na fakt, że Św. Maksymilian

jest znienawidzony przez przedstawicieli
pewnego narodu, informacja o miejscu

jego pochówku jest utajona. Żydzi
z obozu urządzili muzeum i dobrze pilnują

żeby czasem nikt tam nie kopał (bo
prochy więźniów itp.).

[http://www.fronda.pl/blogi/najlepsze-pastwiska-sa-w-cova-da-iria/cialo-sw-maksymiliana-nie-uleglo-spaleniu,37101.html, dostęp 08:25 2014-01-10]

czwartek, 9 stycznia 2014

МАРТИРОЛOГ ЕВРЕЙСКОЙ КУЛЬТУРЫ В МУЗЕЕ МАРКА ШАГАЛА


Aleksiej Matiuszonok - nasz cicerone z Instytutu Polskiego w Mińsku podczas pobytu w Białorusi w lutym 2012 (pojechaliśmy tam razem z Adamem Mazurem) - podesłał mi niedawno rocznik Muzeum Marka Chagalla w Witebsku, gdzie miała miejsce prezentacja projektu Niewinne oko nie istnieje. No i we wspomnianym wydawnictwie ukazał się obszerny artykuł o wystawie i projekcie, którego skany wklejam poniżej. 
Jakoś dobrze wspominam ten pobyt w Witebsku, a szczególnie konferencję prasową przed wernisażem, podczas której zadawano bardzo rzeczowe i sensowne pytania... I też wizytę w tamtejszym Muzeum Sztuki, gdzie mają kapitalną kolekcję obrazów Jehudy Pena, nauczyciela Chagalla.




środa, 8 stycznia 2014

"Ślady" Wojciecha Prażmowskiego

w MCK w Krakowie na zbiorowej wystawie Pamięć. Rejestry i terytoria. To zupełnie nowy cykl z 2013 roku, o którego istnieniu nie miałem pojęcia, tym bardziej więc byłem zaskoczony, dodatkowo jak najbardziej in plus.


Teraz jestem trochę w kropce, bo reprodukcje zamieszczone w katalogu nie oddają do końca, tego co można oglądać na wystawie. Po pierwsze zdjęcia mają rozmiary 52,5x44cm (czyli nie jest to nawet dziesięciokrotne powiększenie klatki z Mamiy RB67, a więc nie siada plastyka obrazu). Po drugie, a właściwie to po pierwsze, prezentowanym w MCK-u wydrukom wykadrowano negatywową ramkę (arcysłuszna decyzja!), więc bez tej "fotogenicznej żałoby", obrazy mówią całkowicie własnym głosem. I chociaż mamy przed oczami całkiem konkretne miejsca, to jednocześnie i fajnie ujawnia się w tych kadrach abstrakcyjny charakter ich kompozycji.

Co oglądamy?
Strona lewa, lewy kadr od góry: Drohobycz, Miasto Schulza.
Strona lewa, prawy kadr od góry: Breslau, Dom Clary Sachs.
Strona lewa, lewy kadr od dołu: Wilno, Dom mojej Mamy.
Strona lewa, prawy kadr od dołu: Wilno, Dom Miłosza.
Strona prawa: Lwów, Dom Herberta.

Jak już wspomniałem na wstępie, najnowsza seria Prażmowskiego (właściwie mogę przecież napisać "Wojtka") mocno mnie zaskoczyła, bo po cyklu Miłosz.Tutejszy spodziewałem się już... tylko gorszych rzeczy. A tu kapitalny zapis, artysta w świetnej formie, idealnie trafiający w kadr i temat. Chapeau bas!

wtorek, 7 stycznia 2014

Delicious and Refreshing

I może też... Ten miód jest wyborny, chociaż pali gardło.

Martin Buday, z serii Blandscape, 2003


Bo właśnie powyższe zdjęcie Martina Buday'a, ale także inne z cylu Blandscape oraz również te z kolejnej serii o nazwie Stay Golden (oczywiście nie wszystkie), kojarzą mi się z wierszem Johna Ashberego Śnią tylko o Ameryce”.

John Asbery

„Śnią tylko o Ameryce”

Śnią tylko o Ameryce
Żeby się zgubić pośród trzynastu milionów słupów trawy:
„Ten miód jest wyborny
C h o c i a ż   pa l i   g a r d ł o”.

I chowając się przed mrokiem po stodołach
Potrafią już być dorośli
I popielniczkę mordercy łatwiej można...
Jezioro - liliowa kostka.

On w prawej ręce trzyma klucz.
Pozwól prosi kusząco.
Ma lat trzydzieści.
To było zanim

Przebyliśmy autem setki mil
Nocą wśród mleczy.
Gdy głowa bolała go bardziej
Stawaliśmy przy stacji benzynowej z drutu.

Później obchodziły go już tylko znaki.
Czy znakiem było cygaro?
A klucz?
Wszedł z trudem do sypialni.

Nie złamałbym nogi, gdybym nie wpadł
Na stół w gościnnym. Jak to jest znowu być
Obok łóżka? Nic nie da się zrobić
By nas wybawić, tylko czekać tej grozie.

I jestem zgubiony bez ciebie”.

[wiersz w przekładzie Piotra Sommera z książki: Piotr Sommer Artykuły pochodzenia zagranicznego, Wydawnictwo Marabut, Gdańsk 1996, str. 249]

I trochę a propos przyszło mi też do głowy jedno zdjęcie Stephena Shore'a z jego Uncammon Places, które znalazłem w sieci w wersji unplagged (jest to najprawdopodobniej skan stykówki 8x10"):

Stephen Shore, West 9th Avenue, Amarillo, Texas, October 2, 1974

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Braddock

Jak wyczytałem z sieci za pośrednictwem doktora Googla, Bradddock to wschodnie przedmieścia Pittsburgha. W roku 1876 Andrew Cornegie wybudował tu pierwszą stalownię (Edgar Thomson Steel Works), która wykorzystywała do produkcji stali metodę Henry Bessmera. Przemysł stalowy w Pittsburghu splajtował na przełomie lat 80. i 90. XX wieku, ale zanim to nastąpiło, w roku 1948 - czyli w czasie, gdy miejsce to nazywane było jeszcze Smoky Town - mój ulubiony fotograf Todd Webb wykonał poniższe zdjęcie.

Todd Webb, Looking toward Pittsburg, 1948 [skan z albumu: Roy Stryker: U.S.A., 1943-1950, the University of Texas Press, Austin 1983, str. 98]

Już kiedyś wklejałem tę fotografię (dwukrotnie zresztą), ale myślę, że teraz skan jest lepszy (lepiej opracowany), no i robię to dla porównania z innymi rejestracjami tego terenu.

Ed Panar, z serii Back East (2001-1013)

To zdjęcie też już gościło na hiperrealizmie. Inna perspektywa (autor foty stoi na wiadukcie drogi 30), ale miejsce to samo. Tak w ogóle, to mieszkający w Pittsburghu Ed Panar jest bardzo fajnym fotografem.

Andrew Borowiec, Braddock from Route 30, Pennsylvania, 2012

No i Andrew Borowiec (także jeden z moich ulubionych amerykańskich fotografów), zdjęcie z serii Lincoln Highway Pt. 1 (NY-IL), która jakiś czas temu pojawiła się na jego stronie
Ciekawe czy dałoby się powtórzyć kadr Webba? Tzn. czy to miejsce (wzgórze? wiadukt? jakaś wieża?) jest nadal dostępne? Bo w powyższym zestawieniu (pomijając "malownicze" dymy i hutnicze wyziewy) jest to najfajniesza perspektywa.

W google street view fotografowana okolica wygląda tak:


niedziela, 5 stycznia 2014

GLUTEN

GLUTEN (nieznany wiersz dietetyczny
Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego)

Je tylko tłuszcz i mięso, głównie boczek.
Żadnych warzyw. Obserwujemy go
przez lata, ciągle na tej diecie, dobrze się czuje,
świetnie wygląda.

Przestałam jeść gluten, potem przeszłam na dietę
tłuszczowo-mięsną. Nie liczę kalorii, jem, kiedy chcę,
i tyle, ile potrzebuję. Ciśnienie spadło,
ustąpiły bóle stawów, schudłam 10 kilo.

Nie jem pieczywa,
nie jem węglowodanów,
jem za to sporo ryb.
Schudłem 20 kilo.

[źródło: http://www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1564151,2,strzepka-i-demirski-o-nowym-spektaklu-o-dietach.read#ixzz2pVvHcZfO, dostęp: 10:30 2014-01-05]

piątek, 3 stycznia 2014

Smutek gasnącego dnia



Łukasz Korolkiewicz, Zmierzch (1978)

Dwa gwiazdkowe prezenty. Katalogi Łukasza Korolkiewicza, pierwszy z wystawy w Zachęcie w 2002 (W nieruchomym punkcie), drugi z zeszłorocznej prezentacji w Galerii aTAK (Peryferie). Bardzo lubię wczesnego Korolkiewicza, czyli z czasów przed Solidarnością i malowaniem kwiatowych krzyży oraz podwórkowych kapliczek czy tych ostatnich alegorycznych kompozycji, z których "sztuką" i "malarstwem" zionie na kilometr...
I mimo, iż sytuacje na widocznych poniżej obrazach są ewidentnie zaaranżowane, to pośrednictwo aparatu fotograficznego (i przemalowanie slajdu świeconego z rzutnika na płótno) sprawia, że ten specyficzny rodzaj "zmierzchowej" kolorystyki, charakterystyka gasnącego światła, sa bliskie naocznego doświadczenia. Musiałbym to uściślić i dopełnić - bliskie mojego naocznego doświadczenia. Mniej więcej w czasie powstawania tych obrazów, zacząłem zwracać uwagę na ten moment w końcu dnia, wręcz go oczekiwałem i bardzo się ucieszyłem, gdy w połowie lat 80. zobaczyłem to na obrazach Korolkiewicza (na wystawie w galerii Inny Świat w Krakowie?). No więc znowu raczej konkret, a nie "sztuka"... (chociaż "kulturowe" znaczenie zmierzchu nie jest tu bez znaczenia). I myślę, że to jest prawdziwa siła tych obrazów, ten rodzaj ostrości widzenia (przed naciśnięciem spustu migawki w aparacie), bo samej hiperrealistycznej techniki można się jakoś tam nauczyć...

Łukasz Korolkiewicz, Smutek gasnącego dnia (1979)

[Obraz Zmierzch zeskanowałem z katalogu: Łukasz Korolkiewicz Peryferie/Periphery, Galeria aTAK, Warszawa 2013, str. 26.
Obraz Smutek gasnącego dnia zeskanowałem z katalogu: Łukasz Korolkiewicz W nieruchomym punkcie..., Zachęta Państwowa Galeria Sztuki, Warszawa 2002, str. 41]