Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łukasz Korolkiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łukasz Korolkiewicz. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 grudnia 2017

Z DEDYKACJĄ DLA ŚPIOCHA

[Łukasz Korolkiewicz, 13 grudnia 1981 rano, 1982, olej, płótno, 89 x 190 cm, 
obraz w kolekcji Muzeum Narodowego w Warszawie]

sobota, 25 marca 2017

Książka gotowa

Z takim właśnie tytułem dostałem wczoraj wczesnym popołudniem maila od Małgorzaty Knap z Wydawnictwa a5. Wiadomość wysłaną ok. 14 przeczytałem jednak dopiero dwie godziny później i nie pojechałem odebrać puli autorskich egzemplarzy (choć wystarczyło zadzwonić i się umówić). Zrobię to w poniedziałek, a tymczasem w roli ostatniej już zapowiedzi tego wydawnictwa wklejam poniżej pełny obraz okładki wraz z tzw. skrzydełkami ("okładka przepiękna!" napisała mi w mailu Małgorzata Knap i całkowicie się z nią zgadzam!).

piątek, 17 marca 2017

Ściana


Historia z widocznym na okładce obrazem Łukasza Korolkiewicza jest następująca. Była sobie kiedyś w Krakowie galeria o nazwie Inny Świat. Założyli ją w 1984 roku Maciej Szybist i Tadeusz Nyczek, a mieściła się ona na ulicy Floriańskiej (numeru nie pamiętam). Placówka ta zdecydowanie różniła się od innych ówczesnych krakowskich instytucji wystawienniczych, więc często tam zaglądałem w czasie studiów (była to jednak przede wszystkim galeria komercyjna, nazywaną nieco pogardliwie przez właścicieli "sklepem"). Nie pamiętam już, czy w Innym Świecie organizowano tematyczne ekspozycje (nigdy nie byłem na żadnym wernisażu...), jeśli idzie o program pokazów, albo raczej ofertę dla kolekcjonerów, można było tam znaleźć obrazy Wprostowców, prace Henryka Wańka, Henryka Sawki i... Łukasza Korolkiewicza. Wpadałem tam często po zajęciach, nie tylko żeby oglądać sztukę, ale też w celu... słuchania muzyki, ponieważ właściciele tego miejsca mieli zupełnie niezły sprzęt nagłaśniający oraz obszerny (w połowie lat '80 to był prawdziwy kosmos) repertuar operowy, z tego co pamiętam głównie z gatunku bel canto. I tak któregoś razu natrafiłem na obraz Ściana Łukasza Korolkiewicza, który wprawił mnie w zachwyt i zadumę. Owszem, twórczość tego malarza znałem z książki Ewy Kuryluk Hiperrealizm, co innego jednak - reprodukowane w tej publikacji prace z zaaranżowanymi scenkami (w których grali uczestnicy słynnej "Śmietanki" - nie czepiam się bynajmniej, uwielbiam te płótna), co innego - wspomniany kadr z Krakowa, przedstawiający budynek stojący przy ul. Celnej na Podgórzu, pokazany od strony pustego placu ul. Przy Moście. Widoczna na ślepej ścianie reklama pepsi-coli powstała w połowie lat '70, kiedy napój ten zaczęto rozlewać w wytwórni zlokalizowanej w Nowej Hucie (co ciekawe, przez pierwsze lata w krakowskich kawiarniach serwowano go w postaci nieschłodzonej, ponieważ nie miały one odpowiednich lodówek...). Reklamowy mural z logo pepsi trwał na tym murze przez... dwie dekady, owszem coraz bardziej wyblakły i z zaciekami, aż został zasłonięty przez apartamentowiec, który postawiono tam na przełomie wieków. Patrzyłem jak zamurowany na tę Ścianę w Innym Świecie i nie mogłem wyjść z podziwu dla arcyprostego i genialnego zarazem gestu malarza, który ten znany mi dobrze fragment krakowskiej rzeczywistości przeniósł na płótno w postaci w żaden sposób nieupiększonej. Dało mi to wtedy sporo do myślenia, ponieważ miałem wówczas za sobą pierwsze fotograficzne próby i borykałem się z problemem skrócenia dystansu wobec realnego.

wtorek, 7 marca 2017

piątek, 3 stycznia 2014

Smutek gasnącego dnia



Łukasz Korolkiewicz, Zmierzch (1978)

Dwa gwiazdkowe prezenty. Katalogi Łukasza Korolkiewicza, pierwszy z wystawy w Zachęcie w 2002 (W nieruchomym punkcie), drugi z zeszłorocznej prezentacji w Galerii aTAK (Peryferie). Bardzo lubię wczesnego Korolkiewicza, czyli z czasów przed Solidarnością i malowaniem kwiatowych krzyży oraz podwórkowych kapliczek czy tych ostatnich alegorycznych kompozycji, z których "sztuką" i "malarstwem" zionie na kilometr...
I mimo, iż sytuacje na widocznych poniżej obrazach są ewidentnie zaaranżowane, to pośrednictwo aparatu fotograficznego (i przemalowanie slajdu świeconego z rzutnika na płótno) sprawia, że ten specyficzny rodzaj "zmierzchowej" kolorystyki, charakterystyka gasnącego światła, sa bliskie naocznego doświadczenia. Musiałbym to uściślić i dopełnić - bliskie mojego naocznego doświadczenia. Mniej więcej w czasie powstawania tych obrazów, zacząłem zwracać uwagę na ten moment w końcu dnia, wręcz go oczekiwałem i bardzo się ucieszyłem, gdy w połowie lat 80. zobaczyłem to na obrazach Korolkiewicza (na wystawie w galerii Inny Świat w Krakowie?). No więc znowu raczej konkret, a nie "sztuka"... (chociaż "kulturowe" znaczenie zmierzchu nie jest tu bez znaczenia). I myślę, że to jest prawdziwa siła tych obrazów, ten rodzaj ostrości widzenia (przed naciśnięciem spustu migawki w aparacie), bo samej hiperrealistycznej techniki można się jakoś tam nauczyć...

Łukasz Korolkiewicz, Smutek gasnącego dnia (1979)

[Obraz Zmierzch zeskanowałem z katalogu: Łukasz Korolkiewicz Peryferie/Periphery, Galeria aTAK, Warszawa 2013, str. 26.
Obraz Smutek gasnącego dnia zeskanowałem z katalogu: Łukasz Korolkiewicz W nieruchomym punkcie..., Zachęta Państwowa Galeria Sztuki, Warszawa 2002, str. 41]

środa, 18 lipca 2012

Łukasz Korolkiewicz „Ściana”




Jechałem sobie wczoraj na spotkanie do MOCAK-u, patrzę przez okno (bo jechałem samochodem, jak klasyczny polski burak, a miasto letnio wymiecione z mieszkańców i można by śmignąć na rowerze...) i nagle widzę ten dom z obrazu Łukasza Korolkiewicza. Bo Korolkiewicz we wczesnych latach 80. namalował ślepą ścianę domu, stojącego przy ulicy Przy Moście w Krakowie. Na tej ślepej ścianie przez lata widniała olbrzymia reklama firmy PEPSI, namalowana chyba jeszcze w latach 70., a ponieważ jej nie odnawiano i nie zamalowano, a ona sama kapitalnie spłowiała, więc w latach 80., a potem w 90. ten fragment miasta, widoczny doskonale z bulwarów wiślanych oraz mostu Piłsudskiego, wyglądał zjawiskowo i cokolwiek nierealnie.
Obraz Korolkiewicza zobaczyłem po raz pierwszy w galerii „Inny Świat”, założonej i prowadzonej przez dwóch krakowskich krytyków: Tadeusza Nyczka oraz Macieja Szybista, gdzie pokazywali oni zwykle wprostowców ze Zbylutem Grzywaczem na czele, Henryka Wańka, Leszka Sobockiego i także Łukasza Korolkiewicza. Prawdę mówiąc, lubiłem tam przychodzić w przerwach między zajęciami, ponieważ zawsze można było posłuchać jakiejś fajnej opery w dobrym wykonaniu (właściciele byli melomanami), a w latach 80. słuchanie fajnych oper w dobrym wykonaniu nie było wcale takie proste i oczywiste jak teraz… 
Wracając do obrazu z ulicy Przy Moście, to od razu mi się spodobał i od  razu też pożałowałem, że sam wcześniej nie zrobiłem zdjęcia tego miejsca. Bo przechodziłam tam wielokrotnie i z każdym razem, myślałem sobie, że „warto by może to sfotografować” i tak samo myślałem też w latach 90, oglądając mocno spłowiałe litery koncernu, który swoim produktem pierwotnie celował w czarnoskórą klientelę („pepsi” to było w latach 30. określenie  równie pogardliwe jak „negro”, Coca-Cola oczywiście była skierowana dla „whities”), aż wreszcie do ślepej ściany w okolicach millenium dostawiono budynek mieszkalno-biurowy.
Szukałem tego obrazu potem w internecie, ale Łukasz Korolkiewicz nie ma swojej strony i w ogóle nie jest jakoś specjalnie reprezentowany w sieci (szkoda) i jakież było moje zdumienie, gdy podczas prezentacji „Niewinnego oka” w Centrum Sztuki Współczesnej w Radomiu w 2011 roku, zobaczyłem to poszukiwane płótno na wystawie towarzyszącej mojej własnej ekspozycji… Obraz nie ma dużych rozmiarów, zapamiętałem go jednak jako typową hiperrealistyczną wedutę, gdzie metr długości w pionie to ciągle mało. Fajna rzecz, szkoda, że Korolkiewicz częściej nie brał się właśnie za takie tematy w PRL-u (mógł sobie natomiast spokojnie darować malowanie tych kwietnych krzyży ze stanu wojennego).