Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Kopacki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Kopacki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 grudnia 2022

Szkoła Umbryjska

Chyba już kiedyś wrzucałem tutaj ten wiersz Hansa Magnusa Enzensbergera, pochodzący z kapitalnej książki Zagłada Titanica. Tyle, że na pewno w przekładzie Grzegorza Prokopa. No to teraz pora na wersję Andrzeja Kopackiego. Pisałem jakiś czas temu, że odrzuca mnie od wierszy. Tak, ten stan trwa nadal, ale dotyczy, za przeproszeniem, twórczości krajowej...

sobota, 15 czerwca 2019

(Chemiczne dobrodziejstwo)

Hans Magnus Enzensberger


Kompletna pustka

Cel wzniosły, zapewne,
tylko moje płuco,
nie chce o nim słyszeć.
Napełnia się, opróżnia,
chociaż nie całkiem.
Także system nerwowy
przeszkadza, melduje się,
melduje, że skwar. Może
przestała działać
klimatyzacja? Nigdzie śladu
nirwany, wciąż gdzieś
piszczy telefon,
a na balkonie 
bzyczą osy,
które, podobnie jak ja,
nie zaszły daleko
w sztuce medytacji.


Chemiczne dobrodziejstwo

Sto miligramów dożylnie
C12H18O, i starczy. Zostajesz
wyzwolony z tego wiecznego Ja,
które jest ci tak bliskie. Twój mózg
myśli bez ciebie, pławi się ‒ siło
ciążenia, adieu ‒ przez ileś minut
w nirwanie, jakiej nie znasz.
Potem, nie wiedząc, co się działo
pod twoją nieobecność, gromadzisz
znów, stopniowo, cały
ten swój intymny dobytek, 
„świadomość‟, „wolną wolę‟, „rozum‟,
i wracasz tymczasem
do znanej ci tragikomedii,
nieświadom niczego: wszystko jest jak zwykle.


[Wiersze Hansa Magnusa Enzensbergera w przekładzie Andrzeja Kopackiego przepisałem  Literatury na Świecie nr 11-12 /2015, a teraz wybieram się do popularnej sieci handlowej po ogólnodostępne chemiczne dobrodziejstwo o wzorze C2H5OH. Jest tak gorąco, że nie idzie inaczej wytrzymać...]

czwartek, 9 marca 2017

Omal

Hans Magnus Enzensberger

Omal

W przypadku problemów nierozwiązywalnych
warto sięgnąć do rozwiązań przybliżonych.

Szkoda tylko, że wartość graniczna
to fatamorgana,
która wciąż się oddala.

Nawet jedynowładca poprzestaje
na 99 procent głosów,
ponieważ lęka się gniewu bogów.

Dlaczego właściwie starzy mistrzowie
zostawiali ślepą plamkę
na ukończonym płótnie?

Mały włos, a Samsonowi
nie wyłupiono by oczu.

Naiwniaka łatwo
przyłapać in flagranti.
Trudno mu pojąć, co mu się przytrafia.

Niektórzy rozbitkowie ledwo przeżyli
na tratwie Meduzy i to tylko
dlatego, że jedli ludzkie mięso.

A gdy Usain Bolt wygrywał sprint w Berlinie,
chodziło o dziesiąte części sekundy.
Dziś jeszcze większość się rozbija
u brzegów Lampedusy.

Wtedy w Bürgerbräukeller
zabrakło trzynastu minut,
by do drugiej wojny 
nigdy nie doszło.

To jakiś cud,
że do tej pory wychodziliśmy cało.

[wiersz w tłumaczeniu Andrzeja Kopackiego wydrukowany w Literaturze na Świecie, nr 11-12/2015, str. 353-354]


sobota, 12 listopada 2016

Norymberga 1935

Hans Magnus Enzensberger

Norymberga 1935

Wrześniowe słońce wtedy
rzucało długie cienie na łąkę Wöhrder.
Miałem sześć lat, ale zarys mojej sylwetki
był tak ogromny, że się przestraszyłem.
Nie mogłem go przeskoczyć.
A potem. nagle, znikł.
Nik nie chciał odkupić ode mnie duszy.
Pachniało liśćmi i sianem.
Do jesieni trzydziestego dziewiątego
było jeszcze daleko. Pokój się ciagnął
i ciągnął - żadnych przeczuć.
I żadnych ognistych słupów
nad miastem. Zimno było
w cieniu wysokich wież.


[wiersz z tomu Blauwärts (2013) w przekładzie Andrzeja Kopackiego opublikowany w Literaturze na Świecie, nr 11-12/2015 (532-533), str. 355. Tak jakoś mi się to skojarzyło z wczorajszą narodową imprezą, do której przygotowania miałem wczoraj okazję oglądać w Warszawie... Zobaczyć przystrzyżonych na zero millenialsów z biało-czerwonymi opaskami na rękawach flajersów? Bezcenne! Jakkolwiek wcale mi nie do śmiechu...]

czwartek, 12 maja 2016

STAŁO SIĘ COŚ?

Hans Magnus Enzensberger

Stało się coś?

Nie, tylko jednego z nas,
może z powodu choroby żołądka,
gryzie podejrzenie, że prawdziwe życie
jest gdzie indziej. Jak to, wołamy,
co to ma niby znaczyć? Gdzie?
Może na piętrze zarządu? W slumsach?
W telewizji? W rzeźni?
A może tuż obok, na balkonie,
gdzie jęczą gołębie? A skąd, mówi ktoś,
to tylko zakwewiona kobieta
handlarza warzyw. Albo ją kocha,
albo leje. Wciąż to samo.
Przestajemy słuchać, jesteśmy strapieni,
bo nagle zwija się, ten nasz chory,
zwija się z bólu. Kryzys gastryczny!
Szybko! Omeprazol, antacyd,
cymetydyna! Prawdziwe życie,
mój drogi, toczy się tutaj!
Nie czujesz tego we własnym brzuchu?

[wiersz z tomu Rebus (2009) w przekładzie Andrzeja Kopackiego,  Literatura na Świecie nr 11-12 /2015, str. 85]

piątek, 8 kwietnia 2016

Ze wspomnień starszej pani

Hans Magnus Enzensberger

Ze wspomnień starszej pani

Miałam wtedy długie warkocze,
związywałam je
różową gumką.
Pamiętam jeszcze, jak przejeżdżał
w otwartym mercedesie:
führer i kanclerz Rzeszy.
Tak śmiesznie kłapał prawym ramieniem,
góra-dół, góra-dół.
I to, że panna Eliza,
nauczycielka fortepianu,
która dawała mi po łapach, bo mazurek,
a-moll, "Notre temps",
był dla mnie o wiele za trudny,
rzuciła się z okna
domu przy St.-Johannis-Mühlgasse,
też pamiętam. Ale to było,
zdaje się, po wojnie.
Najlepsze torciki makaronikowe
podawali w Café Wanner.
A podczas wielkiego nalotu
dom sąsiadki zmiotło,
po prostu zmiotło. Tylko jej torebkę
z zielonkawej skórki krokodyla
znaleźliśmy pod gruzem, tam,
gdzie teraz mieszka turecki krawiec,
który połatał mi płaszcz.
A, no tak, ta sąsiadka miała
wielkiego psa, który warczał zawsze,
kiedy szłam do szkoły.
Pamiętam jeszcze. A może
uroiłam to wszystko sobie?

[wiersz z tomu Rebus (2009) w przekładzie Andrzeja Kopackiego,  Literatura na Świecie nr 11-12 /2015, str. 84-85]