czwartek, 13 grudnia 2012

POSTINDUSTRIAL na portalu BRYLA.PL


czyli zdjęcia oraz krótki wywiad z autorem, który przeprowadził  Maciej Kabsch. Zapraszam do oglądania oraz lektury.

Wojciech Wilczyk, z cyklu Postindustrial (2003-2006)

środa, 12 grudnia 2012

Warszawa nieudana


Pomyśleliśmy sobie z Elą (Janicką), że dobrze by było niektóre motywy do "Nowego Miasta" sfotografować w zimie. No więc, tak jak to wymyśliliśmy, postanowiliśmy zrobić. Pogoda na poniedziałek/wtorek zapowiadała się interesująco, tzn. pochmurnie z lekkimi prześwitami słońca (tu szczególnie wtorek wg. prognoz dobrze się zapowiadał), więc we wtorek rano ruszyłem w kierunku ulicy Okopowej, gdzie znaleźliśmy fajny punkt widokowy z widokiem na Cmentarz Powązkowski:












3012-12-11  08:25-08:55

Śnieg padał cały czas. Około 13:30 faktycznie się przejaśniło, ale widoczność i przejrzystość nadal pozostawiała sporo do życzenia... A ściślej (i bez ogródek) rzecz ujmując, uniemożliwiała robienie topograficznych cityscapes

niedziela, 9 grudnia 2012

Nieobecność


Sławoj Dubiel powiesił kilka dni temu na swoim blogu Efekt niedoskonałości kapitalne zdjęcie. Fotografia wykonana w cechowni zamkniętej KWK "Rozbark" przedstawia typowy dla tych miejsc ołtarz, a ściślej mówiąc, to co z niego zostało. No więc, "to co z niego zostało" po usunięciu figury św. Barbary patronki górników oraz postumentu, to nachodzące jedne na drugie płócienne tła, które na monochromatycznym zdjęciu prezentują różne odcienie szarości.

Sławoj Dubiel, Cechownia KWK Rozbark, Bytom 2010

I kontemplując znakomite zdjęcie Sławoja, przyszły mi na myśl obrazy Hermanna Nitscha z jego równie kapitalnego cyklu pod tytułem Kreuzweg. Mniej więcej rok temu w MOCAK-u miała miejsce obszerna wystawa akcjonistów wiedeńskich i oprócz filmowych zapisów oraz fotograficznych dokumentacji kreowanych przez nich wydarzeń, pokazano także kilka płócien Nitscha z jego wersji Drogi Krzyżowej. No i to porównanie (które przyszło mi wcześniej na myśl), jak widać poniżej nie w pełni się potwierdza czy też sprawdza. Jednak tym, co łączy obie artystyczne akcje jest chyba jakieś wyraźne poczucie/odczucie nieobecności, mimo, że Dubiel jest jak zwykle zdystansowany i wyciszony, a Nitsch ekstatycznie - jak to u niego - chlasta farbą. 


Hermann Nitsch, z cyklu Kreuzweg 

sobota, 8 grudnia 2012

"Zaraz wyfrunie mały ptaszek"


Bytom-Bobrek, 12.04.2002 [Horizon 202 + to co w poprzednim poście]

Próbuję z powagą czytać Morina, ale się nie da...

Dwa kluczowe zaklęcia fotografów adresowane są do duszy. "Proszę się uśmiechnąć." To znaczy: proszę pozwolić ujawnić się duszy na ekranie waszej twarzy; tej duszy łagodnej, czułej niematerialnej, której nic nie może przestraszyć. Zaraz wyfrunie mały ptaszek."*** Dziwna formuła, która jest chyba czymś więcej niż tylko chwytem skupiającym uwagę dzieci: ten naiwny egzorcyzm jest odtworzeniem magicznego zaklęcia, wyrażającego zanikający lęk przed porwaniem w nieznane.
Intuicyjne utożsamianie duszy z ptakiem jest powszechne. W niektórych plemionach afrykańskich dusza pod postacią ptaka opuszcza ciało umarłego. Także Duch Święty, tak jakby dusza nadrzędna, wciela się w ptaka. Słowa: "Zaraz wyfrunie mały ptaszek" - skierowane są więc do duszy: na chwilę zostanie wam ona odebrana, ale zaraz będzie wolna i odleci swobodnie.

*** U nas przez fotografów nie stosowana (Przyp. tłum)

[w: Edgar Morin Kino i wyobraźnia, PIW Warszawa 1975, str. 54]

piątek, 7 grudnia 2012

ŚWIETLICA TERESKA WŁ.JEZUSa


Zabrze, 29.03.2003 [Horizon 202 + filtr żółtozielony + Fujineopan 400]

To było gdzieś na tyłach ulicy Wolności i przy drugiej ulicy do niej równoległej, której nazwy nie zapisałem (zapewne Marek Locher ją bezbłędnie określi). Ten dom oraz inne w jego pobliżu, mniej więcej dwa lata później poległy podczas wyburzeń pod DTŚ.

[Co za dzień! Podobno jest mroźno, ale nie mam zamiaru tego sprawdzać. Przynajmniej do 18:00, kiedy będę musiał odebrać dziecko z treningu piłkarskiego. Co za dzień, powtórzę i żadnych zajęć!!! Siedzę w domu, oglądam album Ansela Adamsa 400 photographs i w niejakim estetycznym kontrapunkcie słucham przy tym reggae'wych produkcji dubowego poety Lintona Kwesi Johnsona. A wracając do zdjęć Adamsa, to faktycznie - tak sobie teraz myślę - fotografia, obraz fotograficzny, może służyć (do) kontemplacji... I to się sprawdza w przypadku Adamsa na pewno, ale czy dotyczy to także współczesnych zdjęć w obowiązkowej czarnej ramie, które swym obrazowaniem nie wychodzą poza osiągnięcia wczesnego Josefa Sudka?]

czwartek, 6 grudnia 2012

Zabrze-Poremba, ul. Piekarska, 30.12.2003


[Nikon F-90 + AF Nikkor 50/1,4 + Fuji Superia 400]

Widok od strony zachodniej. Sześć familoków przy Piekarskiej (niem. Bäckerwegstraßejeszcze stoi i chyba budynki nadal mają lokatorów (?). 
Dookoła (a ściślej rzecz ujmując, w kierunku Zabrza) zaczęły się już jednak intensywne prace rozbiórkowe, czyli czyszczenie terenu pod budowę DTŚ-ki. 
Dwa lata później będzie już pozamiatane po tym widoku.

środa, 5 grudnia 2012

ROBUR


Berlin, Mitte, 03-07.07.1996

Wydaje mi się, że to zdjęcie "pnia dębu" (model LO 3002) zrobiłem gdzieś w bliskim sąsiedztwie Hackescher Markt (?). Ale gdzie dokładnie? Nie pamiętam.

wtorek, 4 grudnia 2012

Jerofiejew uwspółcześniony


Ja zaraz na zajęcia z dokumentu w AF (które prowadzę), a od samego rana chodzi mi po głowie ten świetny wiersz Miłosza Biedrzyckiego:

Miłosz Biedrzycki

Jerofiejew uwspółcześniony

"ten oto kolega przyjechał z Londynu
i od rana smażymy pod kontuarem, kryjąc się przed szefową
kwiaty holenderskiego skuna. jest mi już bardzo, bardzo przyjemnie"

"pozwól, że cię zaproszę na zewnątrz, do bramy
nie będziemy się bić, ale
razem spróbujemy tego specjału"

"cześć chłopaki, dziękuję, że na mnie zaczekaliście
jednak ktoś inny musi rozpalić,
wbrew pozorom ja nie mam mocnych płuc, nie umiem wciągać głęboko"

"tigidigidi, kto ma ochotę
niech jeszcze dokończy ostatnią chmurę
my wchodzimy z powrotem w rozgiętą ścianę muzyki"

[przepisałem z tomu: Miłosz Biedrzycki Życie równikowe, WWBP, Poznań 2010, str. 158]

niedziela, 2 grudnia 2012

Tania książka


(wczoraj) przy ulicy Grodzkiej 50 w Krakowie:

Elżbieta Lempp Krajobrazy Literackie. Fotografia 1985-2007, wyd. Universitas, Kraków 2008 -- 16.00 PLN (pierwsza cena:47,00 PLN) 

Andrzej Polec Zapomniani - My Żydzi kresowi, wyd. Bosz, Olszanica 2006 -- 14,50 PLN (pierwsza cena: 79,00 PLN).


Zacznę od pozycji drugiej, której layout, układ oraz tytuł (o tym za chwilę) skutecznie powstrzymywały mnie od jej kupna. Chyba jakieś 2 lata temu Andrzej Polec napisał do mnie maila ze wstępną propozycją zrobienia układu nowego albumu (miał być wydany za granicą, ale jak widzę na jego stronie www.shtetl.info, nic z tego nie wyszło). Nic nie wyszło też w końcu z naszej współpracy, ale przy okazji spotkania w warszawskim domu autora Zapomnianych, miałem okazję zobaczyć większą porcję materiału z terenów Białorusi i Ukrainy, rejestrowanego od końcówki lat 80. - naprawdę rewelacyjne zdjęcia i idealnie trafione sytuacje! Tymczasem w albumie wydanym przez Bosza, sposób podania fotografii (trochę mi się to kojarzy z wydawnictwami turystyczno-krajoznawczymi) niemal kompletnie je zabija... I oglądając teraz uważnie zakupioną książkę, zorientowałem się, że ta zagraniczna (i niedoszła) edycja zawierałaby przynajmniej w połowie ten sam materiał. No więc, widać chyba wyraźnie, że sam fotograf nie był z tej publikacji zadowolony. Wróćmy jeszcze do tytułu, w który pojawia się słowo "Żydzi kresowi" i myślę, że pasuje to dość dobrze do "patriotycznego" profilu ficyny z Leska (wystarczy popatrzeć, co zawierają i jak są skonstruowane, wydane ostatnio albumy Adama Bujaka pt. "Hołd smoleński", brrr...). Jednak w przypadku obywateli narodowości żydowskiej z ZSRR, a później Białorusi i Ukrainy, użycie tego przymiotnika (fotograficzne publikacje biorące za temat wschodnie pogranicze dawnej RP, odmieniają słowo "kresy" przez wszystkie możliwe przypadki), prezentuje wyłącznie nasz polski postkolonialny resentyment.

A teraz kilka słów o albumie Elżbiety Lempp, gdzie całkiem wbrew tytułowi, oglądamy nie "krajobrazy", ale głównie portrety polskich poetek/poetów, prozaiczek/prozaików i eseistek/eseistów w liczbie 148 sztuk. Pamiętam jej fotografie z dawnego Tygodnika Powszechnego, wydawanego jeszcze w gazetowym formacie i prezentujące wyłącznie zdjęcia czarno-białe. No więc pod tym względem jej Krajobrazy Literackie niczym nie zaskakują  Mimo, że od wydania albumu minęły zaledwie 4 lata, a gros zdjęć wykonano kilkanaście lat temu, fotograficzna konwencja, którą stosuje autorka, sprawia, że jej portrety wyglądają na "starsze", niż mogłaby świadczyć o tym ich metryka. Lektura kilkudziesięciu fotografii oglądanych zdjęcie po zdjęciu, gdzie sytuacja pozowania powtarza się w kilku wariantach, staje się dość nużąca (w tym wszystkim najśmieszniej jest... gdy portretowani pisarze wyglądają zza czegoś nieostrego na pierwszym planie, albo stojąc bokiem/tyłem do fotografki, odwracają w jej kierunku głowy). Książka nie jest wydana zbyt starannie (toporny layout charakterystyczny dla wszystkich wydawnictw Universitasu, pogarsza jeszcze sprawę), a jeżeli traktować ją jako album fotograficzny, to szwankuje trochę (czy też bardzo) sposób przygotowania zdjęć do druku.

sobota, 1 grudnia 2012

Bytom, ul. Stanisława Witczaka, 25.11.2001



Nie pamiętam już, z którego domu (oczywiście z okna klatki schodowej i... z ręki) przy ulicy Szkolnej zrobiłem to zdjęcie. I nie pamiętam też, dlaczego go nie wybrałem do książki? Powinno się w niej znaleźć!
Wczoraj przeglądnąłem 3 segregatory z stykówkami z "Czarno-Białego Śląska" (czyli 3/4 materiału) i natrafiłem na kilka/kilkanaście ciekawych i pominiętych kadrów. Oczywiście nie wszystko, co fajnie wygląda na płachcie, sprawdza się podczas skanowania... 
Powyższa fotografia zrobiona została na filmie Agfapan APX400, który forsowałem do 800 ASA i wołałem w ilfordowskim Microphenie. Nie przepadałem nigdy specjalnie za produktami Agfy (z wyjątkiem genialnej  serii Agfacolor Optima), a wybór tej kliszy podyktowany był koniecznością... Po prostu w 2001 ówczesny polski przedstawiciel Ilforda zbankrutował i przez kilka miesięcy były spore problemy z kupnem Delt. 
Po zeskanowaniu negatywu przy 4000 dpi, muszę surowy plik oczyścić z kurzu oraz ew. rys przy użyciu Photoshopa (skanerowe oprogramowanie Digital Ice jest bezradne wobec tradycyjnych emulsji srebrowych), więc w dużym powiększeniu oglądam ziarnistość monochromatycznego kliszy. I ta ziarnista struktura obrazu coraz bardziej mi się podoba... I coraz częściej myślę o ekstremalnym powiększeniu takiego kadru, tak żeby ziarno oraz nieostrości były widoczne i grały swoją rolę.
No więc, żeby zobaczyć jak to się sprawdza/sprawdzi, powiększyłem "Salon Radomski" do rozmiarów 100x66cm przy 360 dpi (oczywiście tyko na ekranie), czyli tak, jak do wielkoformatowego wydruku i... wyglądało to zupełnie, zupełnie, mimo, że był to też film o nominalnej czułości 400 ASA (Delta Pro forsowana do 800). Oglądając surowy skan tego negatywu, zobaczyłem też np., że film musiał być nie do końca dobrze dociskany z jednej strony... a także widać było różnicę w odwzorowaniu ostrości brzegowej, pomiędzy centrum a skrajem kadru.
Wszystkie te niedoskonałości techniczne - szczególnie w kontekście tego, co z błędami optycznymi robi oprogramowanie współczesnych cyfrówek - są w jakiś dziwny sposób rozczulające...

piątek, 30 listopada 2012

Bytom, ul. Staromiejska, 25.11.2001



Z widokiem na ulicę Stanisława Witczaka. 
Tablica reklamowa z napisem AUTO ELEKTRO kieruje potencjalnych klientów na ulicę Brzezińską (kolejną prostopadłą na Witczaka w lewą stronę), którą zresztą wielokrotnie fotografowałem (jej nazwa wskazuje chyba, że musiała prowadzić kiedyś do Brzezin Śląskich?). 
Widoczny w prześwicie bramy dom z reklamą o treści TANIA ODZIEŻ, pojawił się też na zdjęciu wykonanym cztery lata później, kiedy sfotografowałem w kolorze fragment pierzei ulicy Witczaka (od Władysława Reymonta, aż trochę za Brzezińską).
Sądząc na podstawie maps.google.com, dom z którego bramy robiłem to zdjęcie jeszcze istnieje.

źródło: maps.google.com

czwartek, 29 listopada 2012

Salon Radomski


Berlin, Mitte? Prenzlauer Berg?, 03-07.07.1996 [Mariusz Bednarski napisał mi właśnie na Fb (09:42), że "kojarzy to miejsce (mrocznie) z Kastanienallee"]

No właśnie... Nie pamiętam już gdzie to dokładnie było? Chyba gdzieś na styku Mitte i Prenzlauer Bergu. Czy ktoś potrafi zlokalizować to miejsce?
Przypomniałem sobie o tych filmach pod wpływem oglądania albumu VorOrt. Przez 5 dni na początku lipca 1996, włóczyłem się po tych dwóch dzielnicach i... właściwie to bardziej patrzyłem, niż robiłem zdjęcia. A szkoda... Niemniej jednak coś mi musiało już wtedy świtać w głowie, skoro sfotografowałem elewację tego squatu. Generalnie, to unosiłem wtedy aparat wyżej, żeby robić zdjęcia fasad w mniejszym lub większym skrócie perspektywicznym, a trzeba było fotografować przede wszystkim to, co było na poziomie parteru i chodnika (a było co fotografować...).

środa, 28 listopada 2012

VorOrt, po co?


- Za czyje pieniądze?
- Na czyje zlecenie?
- Kto za to zapłacił?
Jak zwykle pytano mnie, kiedy robiłem zdjęcia budynków byłych synagog do projektu "Niewinne oko nie istnieje". Za wszystko płaciłem sam i nawet nie liczyłem przejechanych kilometrów, żeby nie stracić determinacji... 
A za wyprodukowanie wystawy oraz - co najważniejsze - wydanie książki zapłaciła Galeria Atlas Sztuki w Łodzi. 
Po co? Dlaczego? Ponieważ kierujący tą instytucją Jacek Michalak, uznał że projekt jest ważny, co zresztą powiedział mi expresis verbis podczas spotkania w Łodzi (13 maja 2008), kiedy się dowiedziałem, że Atlas Sztuki pokaże zdjęcia na wystawie i wyda książkę.
W przypadku wystawy i albumu VorOrt. Eine Sammlung topografischer Fotografien Ostdeutschlands sponsorem przedsięwzięcia i jego pomysłodawcą była/jest firma VNG Gruppe. Ich działania w tym względzie są długofalowe, a poza omawianą książką, w ramach przedsięwzięcia o nazwie Archiv der Wirklichkeit (Archiwum rzeczywistości)  wydano jeszcze dwa albumy, gdzie można oglądać zdjęcia, będące topograficznym zapisem z obszarów byłej NRD.
Pierwszy w roku 1994 pod tytułem VorOst, w którym swoje fotografie zaprezentowali: Max Baumann, Matthias Hoch, Frank-Heinrich Müller i Thomas Wolf.
Druga w kolejności książka, wydana przez oficynę Hatje Canz w 1997 roku, to przywoływany kilkakrotnie album VorOrt. Eine Sammlung topografischer Fotografien Ostdeutschlands. W wydawnictwie tym oprócz prac wymienionej wcześniej czwórki, znajdziemy też zdjęcia: Petera Oehlmanna, Michaela Schroedtera, Hansa-Christina Schinka i Ulricha Wüsta (376 fotografii w duotonach lub w kolorze).
Wreszcie trzeci album zatytułowany Stadt Land Ost (także Hatje Canz Verlag), w ramach którego 18 fotografek/fotografów (pojawili się tu dodatkowo: Johannes Bruns, Thilo Kühne, Evelyn Richter, Erasmus Schröter, Rudolf Schäfer, Sigrid Schütze-Rodemann, Thomas Struth, Annet Stuth, Hermann Walter i Marion Wenzel) przedstawiło pary zdjęć tych samych miejsc, sfotografowanych w odstępstwie czasu.

Czyli już wiemy: "po co i za co".
No i właśnie googlując w sieci nazwiska uczestników projektów finansowanych przez VNG Gruppe, natrafiłem na zdjęcia Erasmusa Schrötera z jego wystawy Patina - Die achtziger Jahre w lipskiej galerieKleindienst. A z prezentowanego tam zestawu, bynajmniej nie ulegając zjawisku ostalgii, wklejam kilka miejskich krajobrazów z 1985 roku. Bardzo te zdjęcia (niestety ich rozdzielczość nie jest zbyt duża, a nie znalazłem innego źródła...) swym klimatem przypominają mi górnośląskie miasta sprzed 12 lat, kiedy robiłem "Czarno-Biały Śląsk".

Erasmus Schröter, Leipzig 1985
 Erasmus Schröter, Neuheiten von Weltruf, Magdeburg 1985
 Erasmus Schröter, Hasselbachplatz, Magdeburg 1985
 Erasmus Schröter, Patina, Halle 1985
Erasmus Schröter,Tankstelle, Magdeburg 1985