Waldemara Śliwczyńskiego, czyli album ze zdjęciami dawnych rezydencji ziemiańskich z Wielkopolski w końcu do mnie dotarł.
Książka jest pięknie wydana, oszczędny layout (darowałbym sobie tylko ten fiolet na kilku stronach - ale to drobnostka), który służy przede wszystkim prezentacji zdjęć. Fotografie wydrukowane są rewelacyjnie (Moś i Łuczak), do czego świetnie nadaje się też wybrany papier: Phoenix Motion Xantur 170 gsm.
Mam w tym przedsięwzięciu pewien udział, bowiem Waldek zaproponował mi napisanie wstępu do albumu. Co zrobiłem z przyjemnością, ponieważ od momentu, gdy autor pokazał mi pierwszą porcję zarejestrowanego materiału (a było to jakoś w 2009), stałem się entuzjastą tego projektu.
Już wtedy przy oglądaniu prostych wglądówek (które zostały zrobione na na Epsonie V750 - negatyw był skanowany w koszulce), widać było, że jest to materiał o sporym ciężarze gatunkowym i że jego autor dokonał istotnej transgresji w swojej działalności fotograficznej. I to wszystko bardzo wyraźnie możemy zobaczyć, gdy ogląda się ten album strona po stronie, zdjęcie po zdjęciu. Świetne kadry, idealnie trafione, bardzo atrakcyjne wizualnie, gdzie cały ten zespół estetycznych walorów obrazu nie przesłania "znaczenia" sfotografowanych motywów.
W swoim tekście wstępnym pt. "Topografia z historią w tle" (autorem drugiej przedmowy jest Ewa Kostołowska - kustosz Muzeum im. Adama Mickiewicza w Śmiełowie) piszę tak:
(...)
Na czym więc polega topograficzne myślenie
Waldemara Śliwczyńskiego, bo z fotograficzną topografią ewidentnie mamy tu do
czynienia? Nie rezygnując z estetycznych walorów czarnobiałej technologii
rejestracji obrazu, sposób podejścia do eksplorowanego tematu ma tutaj
charakter planowo sporządzanej dokumentacji. Każdy z wybranych do publikacji
kadrów posiada spory potencjał wizualnej atrakcyjności, który nawet dla
odbiorcy nie oswojonego z fotograficznymi konwencjami, będzie całkowicie
czytelny. Ale przecież nie tylko o przyjemność patrzenia tutaj idzie, chociaż
sam moment podziwu i pewien rodzaj akceptacji obrazu jest ważny, bo decyduje o
tym, że chce się oglądać dalej taki cykl (a chce się bardzo). Charakter oraz
pierwotna funkcja fotografowanych przez Śliwczyńskiego dworskich budynków, są
łatwo rozpoznawalne, nawet jeśli nie znamy ich lokalizacji oraz daty wykonania
zdjęcia. Jeżeli przy pierwszej oglądanej fotografii moglibyśmy mieć co do tego
jakieś obiekcje, to już kolejne obrazy w serii pozbawią nas wątpliwości, a prawie
wszystkie sfotografowane dawne ziemiańskie rezydencje, prezentują stan daleko
idącej dewastacji oraz opuszczenia. Kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z tym
materiałem, nastrój i klimat oglądanych obrazów, przywołał mi na myśl zdjęcia Walkera
Evansa z głębokiego Południa USA, jakie pokazano podczas jego głośnej wystawy
„American Photographs” w MOMA w 1938 roku. W serii tej można natrafić na fotografie
zrujnowanych budynków dawnych latyfundystów, plantatorów bawełny i właścicieli
niewolników, tyle jednak, że jest to tylko kilka kadrów, a nie odrębny cykl. Sposób
postępowania Śliwczyńskiego przypominać też może całkiem niedawne działanie
Marka Ruwedela, który w projekcie „Westward the Course of Empire” sfotografował
opuszczone szlaki kolejowe na północnym zachodzie Stanów Zjednoczonych. Używający
czarno-białych materiałów Ruwedel i również posługujący się wielkoformatową
kamerą, swój zapis śladów bezwzględnej ekonomicznej ekspansji z końca XIX
wieku, która często całkiem dosłownie wryła się w dziewicze do tej pory tereny,
rozegrał w odniesieniu do obrazowania amerykańskiej fotografii krajobrazowej
spod znaku Ansela Adamsa czy też wcześniejszych działań o komercyjnym
przeznaczeniu, by przywołać wykonywaną przez Wilelma H. Raua dokumentację
kolejowych szlaków dla Pennsylvania Railroad lub zdjęcia Williama Henry
Jacksona.
Eksponowana w International Museum of
Photography at the George Eastman House w 1975 roku wystawa „New Topographics:
Photographs of a Man-Altered Landscape” Williama Jenkinsa, w której
uczestniczyło 10 osób i których nazwiska, poza Stephenem Shore’m, Berndtem i
Hillą Becherami, Nicolasem Nixonem czy Lewisem Baltzem, raczej rzadko się
dzisiaj wymienia, stanowiła ważny moment rozszerzenie pola tematycznego fotografii,
rozumianej jako „działalność artystyczna”. Pokazane na niej krajobrazy zurbanizowane
oraz poprzemysłowe, banalne do bólu „nie-miejsca”, trudne były wcześniej do
wyrażenia lub zaakceptowania z użyciem wyłącznie estetycznych kategorii czy
konwencji. Pokłosiem prezentacji „nowych topografów” są projekty, gdzie
wspomniana tematyka, wprowadzona do wystawowych sal rozmaitych „instytucji
sztuki”, poddawana jest autorskiej interpretacji. Przy pomocy sekwencji
ułożonych obrazów, twórcy takich przedsięwzięć starają się np. pokazywać skutki
procesów historycznych, społecznych lub ekonomicznych, ale trzeba tutaj
zauważyć, że te późniejsze fotograficzne działania inspirowane wystawą
Jenkinsa, bardziej zwracają uwagę na wizualną atrakcyjność rejestrowanych
kadrów, co jest pewnym odejściem od jego koncepcji „stylistycznej
anonimowości”.
(...)