Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kapitał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kapitał. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 czerwca 2026

Triumph des Willens

[Bytom (Bobrek) - ul. Zabrzańska - 14.04.2002]

Po wydaniu wspólnie z Krzysztofem Jaworskim artbooka Kapitał, miały powstać nasze kolejne produkcje o tytułach Triumf Woli oraz Narodziny Narodu. W ten sposób stworzylibyśmy trylogię o polskiej rzeczywistości początku lat dwutysięcznych, ale nic z tego nie wyszło... Jak można przypuszczać, pomysł na nawiązanie do tytułu filmu Leni Riefenstahl przyszedł do głowy Krzyśkowi, gdy zobaczył ten kadr z widocznym centralnie bilbordem, który reklamuje produkty niemieckiej firmy specjalizującej się w produkcji damskiej bielizny. Gwoli ścisłości Michael Braun i Johann Gotfried Spiesshofer, założyciele wspomnianego przedsiębiorstwa istniejącego od 1886 roku nadali mu nazwę Triumph w 1902 (czyli trzydzieści jeden lat przed dojściem do władzy zwolenników austriackiego malarza akwarelisty). Pojawia się tu jednak niespodziewana koincydencja, gdyż jest to też rok narodzin Leni (22 sierpnia 1902). Tytuł projektu to ważna sprawa, Kapitał pierwotnie miał być (i był) serią kolorowych zdjęć z witrynami placówek handlowych na Górnym Śląsku, jednak kiedy wspomniałem o tym Jaworskiemu, on uznał, że to świetna nazwa dla wspólnej publikacji łączącej fotografie z tekstami poetyckimi. Książka ukazała się w 2002 roku.

sobota, 14 marca 2026

PEJZAŻ POLSKI

[w drodze z Suwałk do Sejn - 2003]
 
Tak mi się ten kadr skojarzył z ostatnim wetem domniemanego i niepoliczonego Pana Prezydenta... Już w 2003 roku, tuż przed przyjęciem do Unii Europejskiej i pięć lat po wejściu do NATO naród polski dobrze wiedział. Więc domniemany i niepoliczony Pan Prezydent postanowił sięgnąć do najgłębszych pokładów patriotyzmu narodu polskiego. Powiedzieć, że chce mi się rzygać po wysłuchaniu jego ostatniego orędzia, to nic nie powiedzieć (powiedzieć należałoby, że jego weto sprawie programu SAFE to najzwyklejsza zdrada stanu). 

W 2003 razem z Krzysztofem Jaworskim wybraliśmy się do Suwałk, gdzie w galerii PAcamera pokazywane były zdjęcia, jakie weszły do naszej wspólnej poetycko-fotograficznej (albo fotograficzno-poetyckiej) książki Kapitał, zaś podczas wernisażu Krzysztof czytał swoje wiersze. Przeglądam ostatnio skany panoram sprzed dwudziestu trzech lat i widzę jasno, że powinienem był wtedy fotografować więcej w tym formacie (więcej w ogóle).

wtorek, 21 maja 2024

Dawno temu w Sejnach

Krzysztof Jaworski, świetny poeta (posiadacz w 2003 roku aparatu cyfrowego chińskiej produkcji z matrycą o rozdzielczości aż 1 Mpix), z którym odbywaliśmy wtedy w Suwałkach i okolicach promocyjny tour naszej książki Kapitał, okazał się być - jak widać - także niezłym fotografem... Zeskanowałem ostatnio filmy z tego wyjazdu i jest tam - jak mówi pewna moja znajoma - dużo dobra.
[Sejny - 2003]

czwartek, 23 kwietnia 2020

Palimpsest w skali szarości

[Siemianowice Śląskie, 27.01.2001]

Widoczna powyżej fotografia pojawiła się w wydanym w 2002 fotobooku Kapitał, gdzie zdjęcia z Górnego Śląska towarzyszyły wierszom Krzysztofa Jaworskiego. Fajnie byłoby zrobić reedycję tej książki w większym formacie...

sobota, 18 kwietnia 2020

A будет пиздец...


Piosenka Gienadija Smirnowa jakby nieco stara, ale przesłanie nadzwyczaj aktualne i uniwersalne. Na polski tekst szlagieru przełożył i napisy sporządził Tomasz Sosiński (tłumacz wierszy Krzysztofa Jaworskiego w niemieckiej edycji Kapitału, a także kilku moich tekstów opublikowanych dawno, dawno temu w berlińskim piśmie Kolano). Sformułowanie будет пиздец można też przetłumaczyć jako będzie przejebane. W pierwotnej wersji  tego klipu krokodyl Gienio wykonywał piosenkę Голубой вагон.

poniedziałek, 11 listopada 2019

(Natchnienie trzeba tu czerpać z wybrzuszeń terenu, zasadzić dom, spłodzić drzewo, zbudować syna)

Krzysztof Jaworski

MIEJSCE URODZENIA

Był tu Ginsberg, Jaruzelski i papież.
Ginsberg jest pedałem, Jaruzelski generałem a papież Polakiem.
Literatura też łaskawa, parę niepochlebnych wierszy
z nazwą w tytule: Witkacy, Lenartowski; kilka
pomników, kilka ulic, które jeszcze
nie noszą mojego nazwiska.

Dzień swoje dłonie pracowicie zaciera. Natchnienie
trzeba tu czerpać z wybrzuszeń terenu, zasadzić
dom, spłodzić drzewo, zbudować syna. Błąkam się
jak tramwaj i myślę. Jakie to życie głupie –
Witkacy się otruł, Lenartowski mnie straszy
trzydziestką i Karczówką.

Ostatecznie niech stracę, wdrapuję się na piętro,
wystawiam łeb przez okno a tam ptaki
jakieś takie chude, postrzępione,
siedzą na antenach. Za granicą w pewnym
muzeum kultur wschodnich też widziałem ptaka.
Stał na jednej nodze na kamieniu i ćwiczył zen.

Sprawdzałem co pięć minut czy się nie rusza.
Podawano wschodnie herbaty. Nie ruszał się.
Ćwiczył zen. Ale to było kłamstwo, bo okazało się
kiedy wychodziłem, że ptak był wypchany.
No i tak. Andrzej chce wyjechać
do Kudowy.

Czy tam wypychają ptaki?


[Była (jest!) taka książka. Wydana w 2002. A rzeczony wiersz znajduje się w niej na s. 34-35. A wcześniej utwór tej pojawił się w tomie Kameraden opublikowanym w 1994. Tam można go znaleźć na s. 23. Kameraden powinno być wydane ponownie! O czym nie raz już tutaj pisałem, ale najwyraźniej musiałby też chcieć tego autor tej znakomitej książki...]

sobota, 18 lipca 2015

Fotografia elemelentarna

Jak słusznie zauważył Łukasz Gorczyca w swoim tekście na temat Kapitału, w okolicach millenium byłem w swej fotograficznej działalności pod wyraźnym wpywem fotografii emelentarnej (świadczy o tym np. pozostawianie ramek negatywowych w zdjęciach w pierwszym wydaniu naszego wspólnego z Krzysztofem Jaworskim photobooka). No ale z owego wpływu czy uzaleźnienia od eremantalnej fotografii szybko się wydobyłem, co umożliwiło mi np. realizowanie projektów dokumentalnych (które mają jakieś przesłanie). Poniżej przykład skrajnego emelemantaryzmu... ;) 


Ruiny koksowni Gliwice, sfotografowane Horizonem w marcu 2002, zdjęcie odnalezione przy okazji porządków w pudłach z odbitkami.
Patrzę sobie na te panoramy z Górnego Śląska sprzed 12-13 lat i coraz bardziej widzę je na wystawie...

środa, 23 lipca 2014

Koincydencja




Dwa powyższe sreenshoty ze strony Stephena Pelemana wklejam à propos komentarzy pod wczorajszym postem, przy okazji których pojawiło się jego nazwisko, jako autora cyklu Eurohooligan

Ostrzyżony na zero kibic Legii Warszawa z celtykiem wytatuowanym na prawym ramieniu, pojawia się tutaj w sąsiedztwie bandery wojennej III Rzeszy. Tzn. na dolnym zdjęciu widać, że z kolega przywiązuje ją do ogrodzenia stadionu (jak poszperamy w sieci, to bez problemy znajdziemy inne fotografie ze stadionu przy ul. Łazienkowskiej, gdzie ta flaga się pojawia ...).


Kiedy na początku tego stulecia pracowałem nad serią Czarno-Biały Śląsk mocno zaskoczyła mnie ilość hakenkreuzów, jaka można było spotkać na ścianach górnośląskich domów. Zresztą nie tylko swastyki, ale także siegruny, doppelsiegruny, krzyże celtyckie i odale, były częstą ozdobą kibicowskich graffiti... Dlaczego taka symbolika? To dobre pytanie.


Powyższe zdjęcie pochodzi z artbooka Kapitał, jaki z Krzysztofem Jaworskim wydaliśmy w 2002 roku. Fotografia wykonana została 11 grudnia 2001 roku w Katowicach-Załężu przy ulicy Lisa.

sobota, 15 lutego 2014

Do kontemplacji na sobotni wieczór (ew. na niedzielny poranek po zbyt intensywnym przeżywaniu wieczoru)

Zdjęcia z cyklu The Redundant Past Jérémie Aubouina. Fajnego fotografa zresztą. Tak mi się wydaje, że w bliskim sąsiedztwie widocznego na fotografiach monumentu, który przestawia Ernsta Thälmanna (nie jest to Włodzimierz Illicz Lenin, pozory mylą...), znajduje się sala widowiskowa (domu kultury?), gdzie w 2004 roku miała miejsce jedna z berlińskich promocji książki Das Kapital. I gdzie po występie Krzysztofa Jaworskiego, grał zespół Berta Papenfußa, autora posłowia do niemieckojęzycznej edycji naszego artbooka. Tzn. Bert Papenfuß - niemiecki poeta, wydawca anarchistycznego pisma Gegner i współwłaściel słynnego Kaffee Burger (lata 1999-2009) - wykonywał melorecytacje z akompaniamentem wspomnianego bandu, kapitalny koncert! A wcześniej (i tu nie wiem, czy mnie pamięć nie zawodzi?) czytał wiersze z Kapitału, przełożone na niemiecki przez Tomasza Sosińskiego. Niepotrzebna przeszłość? Wróg?






poniedziałek, 10 lutego 2014

Ruda Śląska, 14.01.2001

Na prośbę Krzysztofa Jaworskiego szukałem ostatnio zdjęć ze slideshowu z naszego pokazu w Zderzaku, który miał miejsce 9 października 2002 roku i był promocją książki Kapitał. Nie przypuszczałem jednak, że zachowało się oryginalne CD z tamtej akcji... Płytka początkowo nie chciała odpalić, ale po potraktowaniu detergentem do mycia szyb, udało mi się otworzyć obrazki i je skopiować. Zderzakowa projekcja zawierała 106 fotografii, z których mniej więcej tylko połowa weszła do albumu Czarno-Biały Śląsk. I np. we wspomnianym  slajdszole znalazły się widoczne poniżej zdjęcia, które nie zagościły też w naszym Kapitale (w słowach i obrazach). Wszystkie z negatywową ramką... (tak zresztą były reprodukowane w książce).
Robiąc 13 lat temu zdjęcia na Górnym Śląsku, bardzo często natykałem się na "znaki szczęśliwych Hindusów" (© Prokuratura Okręgowa w Białymstoku), malowane na murach...

Ruda Śląska, ul. 1 Maja, 14.01.2001

Ruda Śląska, ul. Ryszarda Magdziorza, 14.01.2001

piątek, 18 stycznia 2013

KULTURA DUCHOWA NARODU


[Krzysztof Jaworski«Wojciech Wilczyk KAPITAŁ w słowach i obrazach, 2002]

[Kultura Duchowa Narodu II wstał dzisiaj o piątej nad ranem (rano się najlepiej pisze), żeby pchnąć do końca tekst o albumie "Wałbrzych-Powidoki" Andrzeja Ślusarczyka dla Herito, ale niestety utknął w przedostatnim akapicie...
Szukając katalożku "Powidoków" z wystawy w galerii Dolnośląskiego Centrum Fotografii - Domek Romański w 2000 roku (złośliwcy nazywają tę instytucję czasem "domkiem rumuńskim"...), który kiedyś dostał od autora, przekopał pudło z katalogami fotograficznych wystaw i natrafił na kilka publikacji, których szukał do dłuższego czasu.
A więc np. znalazł album/katalog Rafała Milacha pt. "Szare" z jego wystawy w Galerii Pustej w Katowicach w 2003. Jest to zjawisko o tyle cenne, że autor usunął jakiś czas temu ze swojej strony internetowej fotografie z tego cyklu...
Kultura Duchowa Narodu II znalazł też poszukiwany od dawna artbook Eryka Zjeżdżałki pt. "Mały atlas mojego miasta" (uff!), a był już święcie przekonany, że pożyczył go komuś na wieczne nieoddanie. Znalazł też drugi artbook Eryka (o którego istnieniu zupełnie zapomniał) pt. "Bez atelier", gdzie znalazły się kapitalne zdjęcia dzieci wrzesińskich, sfotografowanych w stulecie słynnego strajku szkolnego (pierwsza pozycja z 2003, druga z 2005 roku).
Obie książeczki są niewielkie, a zdjęcia mają rozmiar stykówek (w "Małym atlasie" jest to format 6x9 z Voigtlandera Bessy, w "Bez atelier" - 6x6 z Mamiyi C330). 
I tą drugą publikację (chyba nie za bardzo znaną) Kultura Duchowa Narodu II postanowił zeskanować i za jakiś czas upublicznić na tej stronie.]

czwartek, 17 stycznia 2013

JEDYNIE DZIECI ŚREDNICH OŚRODKÓW PRZEMYSŁOWYCH (revisited)


Patrzę do statystyki bloggera, a tam wychodzi mi, że post z 7 lipca 2010 roku, w którym umieściłem wiersz JEDYNIE DZIECI ŚREDNICH OŚRODKÓW PRZEMYSŁOWYCH autorstwa Krzysztofa Jaworskiego, miał do tej pory 540 odsłon. Czyli oglądnęła/przeczytała go większa liczba osób, niż wynosił nakład tej książeczki (500 egzemplarzy). A więc z tej niewątpliwej okazji skan z naszego artbooku (tak określa to wydawnictwo np. Adam Mazur).

[Krzysztof Jaworski«Wojciech Wilczyk KAPITAŁ w słowach i obrazach, 2002]

Bardzo lubię ten wiersz Krzyśka i także (czasem) ocieram łzę nad młodością, która przemija, jak wypięta dupa w oknie wagonu. I w kontekście wspomnianego utworu przypomniało mi się, jak w połowie lat 70. moja mama kupiła tacie w prezencie na imieniny Utwory wierszem i prozą Andrzeja Bursy, ponieważ ojciec chodził do liceum z autorem Zabicia ciotki. Książka w brązowej obwolucie leżała sobie na regale, pomiędzy Kaputt Malapartego i Konarmią Babla i w końcu postanowiłem się z nią zapoznać. Niezwykle szczęśliwym trafem otworzyłem ją na stronie z wierszem Pantofelek i nieśmiertelne słowa Bursy milszy mi jest pantofelek od ciebie ty skurwysynie pokazały mi, że poezja nie musi być drętwą mową wygłaszaną w todze i na koturnach, że może być fajna... (akurat przerabialiśmy wtedy w szkole Litwo ojczyzno moja..., więc musiała to być ósma klasa podstawówki i już mnie ogarniają mdłości na wspomnienie tego "poematu o błogosławieństwie ziemi"). Zachęcony Pantofelkiem szybko przeczytałem też inne wiersze ze wspomnianego tomu.

piątek, 14 grudnia 2012

O IDEI RÓWNOŚCI


Krzysztof Jaworski

O IDEI RÓWNOŚCI

Kolejna rocznica stanu wojennego. Czas ulicznych
sond urządzanych przez lokalne telewizje. Większość ankietowanych
potwierdza słuszność decyzji wydania rozkazu wyruszenia
przeciw Czejenom. W porze największej oglądalności
Erich H. kieruje ku nam swoje
mistyczne oblicze. W podstawówkach trwają przygotowania
do jasełek. Każdy chce być Matką Boską. Aniołowie
opuszczają Sierra Maestra i wkraczają do Hawany.
Liczy się tylko tu i teraz. Za ścianą
dogorywa produkt niegdyś przyjaznej nam myśli
technicznej, lodówka, którą nazwałem Towiański.
Nie mieszam się do polityki.
Towiański kołysze się bezbronnie na swoich czterech nogach.



Krzysztof Jaworski«Wojciech Wilczyk KAPITAŁ w słowach i obrazach, 2002 

środa, 25 kwietnia 2012

„ŚWIAT NIEPRZEDSTAWIONY” w OBIEG.TV


Jak to dobrze znaleźć się we właściwym miejscu we właściwym czasie... ;)
Ponieważ ekipa OBIEG.TV trafiła na mnie pierwszego, więc w filmiku o wystawie „Świat nieprzedstawiony. Dokumenty polskiej transformacji” wypowiadam się jako pierwsza przepytana osoba. 

I mówię m.in. o tym, jak mógłby wyglądać „Kapitał” w kolorze, gdybym w 2001 roku miał więcej kasy i zrobił stykówki z naświetlonych wtedy filmów...

Ciekawa jest też redakcyjna dyskusja (czy ukaże się kiedyś na papierze?), w której udział wzięli: Adam Leszczyński, Adam Mazur, Krzysztof Pijarski, Aleka Polis i Ula Śniegowska. Z rozmowy tej wynotowałem sobie niniejszy, jak myślę, bardzo interesujący fragment:

Adam Mazur: To, co dla mnie osobiście jest ważne w tym projekcie, to myślenie o dokumencie jako kategorii nie tyle nastawionej na przeszłość, na konserwowanie jej wizerunków, archiwizację i troskę o relikty przeszłości, ile raczej myślenie o dokumencie jako narzędziu służącym do nawiązania kontaktu z rzeczywistością polityczną i społeczną; narzędziu poznania i - w dalszej perspektywie - zmiany tejże rzeczywistości. Mam wrażenie, że rozwój mediów nie zmienia tego, że wciąż sprzeciw odbiorców budzą autorzy książek non-fiction, które ostatecznie okazują się fikcją.

Krzysztof Pijarski: Tak, tylko to nie znaczy, że to nie jest konstruowane. Nawet jeśli kładziesz nacisk na etyczny wymiar związku dokumentu z rzeczywistością, to też jest konstrukcja. I moim zdaniem dzisiaj najciekawsze są warunki, w których ta konstrukcja nas przekonuje, a nie to, że my teraz będziemy zastanawiali się nad podziałem między dokumentem a rzeczywistością.

AM: Nie, mnie interesowało coś innego. Moja propozycja cyklu wystaw wynika z poczucia znużenia prowadzoną w polu sztuki współczesnej instytucjonalną grą. Mógłbym w zasadzie powtórzyć słowa Artura Żmijewskiego: "Nuży mnie w sztuce skupienie energii artystów na ubraniu w materię lub w działanie tworzonych przez nich paradoksów. I wiem, że energia tych ludzi wypala się na konstrukcji tego paradoksu".

Wygląda na to, że chyba zostanę fanem Artura Żmijewskiego (niedawno  wspominałem o jego świetnym filmie „Katastrofa”), czego się wcale nie po sobie nie spodziewałem, ale cytowana przez Adama Mazura wypowiedź tego artysty idealnie trafia w sedno sprawy. Co oczywiście można/należy też odnieść do fotografii, tzn. „używania fotografii” ;)

Adam Mazur opowiada o koncepcji wystawy „Świat nieprzedstawiony. Dokumenty polskiej transformacji”.

środa, 11 stycznia 2012

ŚWIAT NIEPRZEDSTAWIONY



ZEGARMISTRZ z Bytomia. Ulica? Chyba Józefa Kwietniewskiego? Ale nie jestem pewien. Na pewno rok 2001. Z zestawu 10 fotografii, które zostaną pokazane na wystawie „Świat nieprzedstawiony. Dokumenty polskiej transformacji po 1989 roku”, kuratorowanej przez Adama Mazura (wernisaż 3 lutego w CSW Zamek Ujazdowski), chyba najbardziej lubię właśnie to zdjęcie. Kończę teraz opracowywanie plików, jutro jeszcze popatrzę na nie świeżym okiem, a potem powieszę na ftpie lablabu. Druk 13 w piątek... Jestem trochę przesądny i raczej unikam takiego zestawienia, ale ponieważ w maju 2008 roku, także 13 i we wtorek (są tacy, co uważają, że ta konfiguracja ma bardzie fatalny potencjał) spotkaliśmy się razem z Adamem z szefem Atlasu Sztuki P. Jackiem Michalakiem, z czego wyniknęła wystawa Niewinne oko nie istnieje” w tejże galerii oraz album, więc... że się tak wyrażę - śmiało patrzę w przyszłość”.
Niewinne oko w lutym pokazane będzie w Muzeum Chagalla w Witebsku (poinformuję o tym jeszcze bardziej szczegółowo) a pod koniec maja w Katowicach. Wystawa ciągle krąży, co oczywiście cieszy, a katowicka ekspozycja to będzie już czternasta prezentacja tego materiału.

niedziela, 9 października 2011

KAPITAŁ W SŁOWACH I OBRAZACH (jednodniówka poetycko-fotograficzna w GALERII ZDERZAK)



[Typowe zaproszenie do Zderzaka, wyjątkowe jest w nim to, że posiada zadrukowany rewers.]

Coś mnie tknęło, żeby sprawdzić datę występu w Galerii Zderzak i… trafiłem bezbłędnie. 9 lat temu, 9 października 2002 roku razem z Krzysztofem Jaworskim pojawiliśmy się w Zderzaku z prezentacją multimedialną naszej wspólnej, co dopiero wydanej wtedy książki pt. „Kapitał”. Wyglądało to tak, że Krzysiek czytał zamieszczone tam wiersze, za jego plecami wyświetlana była projekcja złożona z moich śląskich zdjęć (było ich więcej niż w tomiku), zaś podkład muzyczny stanowił fragment zapętlonej piosenki grupy Laibach pt. „Kinderreich” z płyty „Kapital”. Pomimo pewnych kłopotów ze sprzętem, wszystko udało się znakomicie, pełna widownia, burnyje apładismienty prachadziaszczije w awacju (do tego poszło kilkanaście książek). Wszystko to już 9 lat temu…
Więc z w/w okazji jeden z moich ulubionych tekstów z tego tomu, utwór pt. „Wiersze przeciwko kojotom”

***

Krzysztof Jaworski

WIERSZE PRZECIWKO KOJOTOM

zniechęcony do życia w stadzie
zamyka się w klatce z kojotem
wcześniej obłożony tłuszczem
jeszcze wcześniej strącony
w stepy piekielnej azji
mści się na kojocie za swoje niepowodzenia
biedny kojot (patrz fotografia) patrzy
z wyrzutem myśląc że gdyby dobry bóg dał kojotom
pierwszeństwo przed człowiekiem
(co praktycznie nie wchodzi w grę)
stworzyłby rasę
która zamykałaby ludzi w klatkach lecz wtedy
byłbym kojotem piszącym ten wiersz
przeciwko ludziom (co praktycznie
nie wchodzi w grę, ale
może się zdarzyć)  

piątek, 21 stycznia 2011

Ulica Pokoju


Po mniej więcej rocznej przerwie, wylądowałem dziś rano w katowickiej dzielnicy Załęże. I chociaż 12 miesięcy nie jest jakimś porażającym dystansem czasowym, to jednak wygląd tego miejsca uległ istotnym zmianom. Przybyło w znacznej ilości kibicowskich graffiti, a ściślej rzecz ujmując - napisów o takiej treści. Ulica Pokoju to w Załężu enklawa zwolenników Ruchu Chorzów, więc niemal na każdym kroku można na murach zobaczyć nazwę tego klubu z charakterystycznie wykrojonym R.

Katowice-Załęże, ul. Pokoju, wrzesień 1999 

Do Załęża czuję silny sentyment, ponieważ ponad 11 lat temu, konkretnie we wrześniu 1999, zrobiłem tam zdjęcie, które znalazło się potem na okładce „Czarno-Białego Śląska”. Wracałem wówczas z nieistniejącej już uliczki, której nazwy nie pamiętam (wypadała w miejscu, gdzie obecnie stoi stacja benzynowa, tuż obok  masywnej estakady Drogowej Trasy Średnicowej), wtedy zamieszkałej przez Romów i właśnie wyburzanej. Po przekroczeniu ulicy Feliksa Bocheńskiego (wtedy jednopasmowej) wszedłem między rząd domów (wkrótce rozebranych) i zobaczyłem z oddali dziewczynkę, która spinała się po ceglanym murze familoka. Ujrzawszy tę niewiarygodnie wyglądającą scenę, rzuciłem się pędem w tamtym kierunku, żeby jej nie stracić i zrobić zdjęcie. Na całe szczęście nie trzeba było zmieniać filmu, przytknąłem wizjer hasselblada (prawdę mówiąc, był to toporny plastikowy pryzmat od kieva 88, którego wówczas używałem, ponieważ pasował do hassiego), zmierzyłem szybko świtało i naświetliłem z rozpędu kilka klatek, chociaż właściwe tylko ta pierwsza do czegoś mogła się nadawać, ponieważ stojące obok dzieci zaczęły się śmiać i krzyczeć: kamerujo, kemerujo, a dziewczynka odwróciła głowę i zobaczywszy fotografa, zeskoczyła z muru.

Kilka przecznic dalej na Załężu, np. przy Jana Wyplera kibicują drużynie GKS Katowice. Widać to bardzo wyraźnie i całkiem dosłownie, ponieważ każdy praktycznie dom obsmarowany jest napisami o treści KURWY, z tym że charakterystyczne ruchowskie R jest w tym słowie pisane do góry nogami (w stosunku do sytuacji sprzed 12 miesięcy, ilość graffiti wzrosła jak chiński produkt krajowy brutto). I nie wiem, czy zawsze tak było, bo 10 lat temu, zarejestrowałem tam, tzn. właśnie na ulicy Wyplera, następujący kadr, który świadczyć może o sympatii dla drużyny z Chorzowa? Widoczny nad nazwą klubu hakenkreuz, to dość często spotykany symbol w przypadku zwolenników (nazywających siebie psychofanami) tego zespołu… No, chyba że jest to rodzaj pewnego „dialogu” między fanami footballu? Fotografia poniższa znalazła się w książce „Kapitał”, w sąsiedztwie wierszy Krzysztofa Jaworskiego. Chciałem ją też dać do albumu „Czarno-Biały Śląsk, jako „typowe zdjęcie z regionu”, lecz Jan Michalski - wydawca i redaktor wspomnianej książki, stanowczo zaprotestował (nota bene Załęże, to jego Heimat, ponieważ jako dziecko mieszkał z rodziną w jednym z tych nieistniejących już familoków przy ulicy Bocheńskiego).

Katowice-Załęże, ul. Lisa, 11.12.2001

I teraz, podczas tej mojej porannej wizyty w Załężu, ale nie tylko tam, także na Zawodziu i w Chorzowie-Batorym (w części funkcjonującej pod nazwą Biadacz), zdałem sobie sprawę z postępującego w błyskawicznym tempie procesu degradacji tych dzielnic. Który właściwie nazwać by można najtrafniej ich „fawelizacją”. I trudno się tutaj nie zgodzić z działaczami nowej lewicy, że jest to efekt neoliberalnej polityki ostatnich lat.