Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CSW-Zamek Ujazdowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CSW-Zamek Ujazdowski. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 maja 2025

Moje pszczoły swędzą oczodoły

No i okazało się, że w jakimś sensie też wziąłem też udział w wystawie Moje oczy zwodzą pszczoły w Zamku Ujazdowskim... Od razu śpieszę z wyjaśnieniem, nie w postaci prezentacji prac (o tym przecież bym wiedział, no bo kwestia wypożyczenia, umowy, etc.), ale poprzez udostępnienie do oglądania książki fotograficznej osobom odwiedzającym ekspozycję w Zuju. Wydzielono więc na wystawie specjalne miejsce (ze zdecydowanie kiepskim oświetleniem), gdzie można było przysiąść na pufie i oddać wizualnej lekturze albumów. Dlaczego wybrano także mnie oraz katalog wystawy Życie po życiu / Life after life, biorąc pod uwagę, że kuratorzy (Kamila Bondar & Łukasz Rusznica) deklarowali w programowym tekście, że interesują ich "zdjęcia uwolnione od czysto dokumentalnej funkcji", takie, które "snują własne historie, proponując różnorodne także bardziej osobiste interpretacje rzeczywistości"? Być może dlatego, że książka była pod ręką, ponieważ wydało ją dawno, dawno temu CSW przy okazji wystawy w 2007 roku? Черт знает (эвфемизм). Kiedyś panował taki dobry zwyczaj, że pytano autorów, czy nie mają nic naprzeciw nawet takiej formie prezentacji, no ale to było przed dziesięcioma dudami i dwunastoma ziobrami.


czwartek, 19 października 2017

Natomiast Wojciech Wilczyk przedstawił...

Gdy szukałem ostatnio w sieci recenzji projektu Wojciecha Prażmowskiego biało-czerwono-czarna, dobry wujek Googiel wyświetlił mi link do tekstu z miesięcznika Czas Kultury, który owszem jest recenzją, ale wystawy Świat nie przedstawiony. Dokumenty polskiej transformacji po 1989 roku, kuratorowanej przez Adama Mazura i pokazywanej w Centrum Sztuki Współczesnej - Zamek Ujazdowski w 2012 roku. Czytając ów artykuł pióra Agaty Wdowik, znalazłem też fragment poświęcony mojej osobie:

Natomiast Wojciech Wilczyk przedstawił zdjęcia z niedokończonego projektu „Czarno-biały Śląsk”. Podczas objazdówki po górnośląskich miasteczkach rejestrował witryny małych sklepów w zubożałych dzielnicach. Ostatecznie zdjęcia wykorzystał z Krzysztofem Jaworskim do wyprodukowania w 2002 roku książeczki z jego wierszami i owymi śląskimi zdjęciami.

Zaledwie trzy zdania i same nieścisłości... Cykl Czarno-Biały Śląsk został ukończony i nawet doczekał się albumu wydanego przez Galerię Zderzak oraz Górnośląskie Centrum Kultury w Katowicach. Miało to miejsce w roku 2004. W drugim zdaniu użyte zostało słowo "objazdówka", jednak w nieznanym mi do tej pory znaczeniu (dr Agata Wdowik pracuje na Instytucie Polonistyki Stosowanej UW), więc aż zerknąłem do Słownika Języka Polskiego PWN, gdzie tłumaczy się go jako:
1. pot. «trasa objazdowa jakiegoś zespołu»
2. pot. «droga objazdowa»
3. pot. «wycieczka zagraniczna, której celem jest zwiedzanie»
Owszem, w 2001 roku sporo czasu spędziłem na jeżdżeniu po takich "śląskich miasteczkach" jak: Bytom, Chorzów czy Zabrze. Wreszcie w kwestii "wyprodukowania" z Krzysztofem Jaworskim "książeczki" Kapitał, to znalazły się w niej kadry z materiału zarejestrowanego podczas pracy nad Czarno-Białym Śląskiem, a nie te (kolorowe), które pokazano na Świecie nie przedstawionym...

Tekst napisany przez Agatę Wdowik jest ze wszech miar kuriozalny. Czytając go nie mogłem uwierzyć, że ten wylew ignorancji dopuszczono do druku w tak renomowanym jednak piśmie, jak Czas Kultury... W memoriale im. Karola Maliszewskiego Agata Wdowik spokojnie załapała by się do medalowej trójki w generalce.

środa, 25 kwietnia 2012

„ŚWIAT NIEPRZEDSTAWIONY” w OBIEG.TV


Jak to dobrze znaleźć się we właściwym miejscu we właściwym czasie... ;)
Ponieważ ekipa OBIEG.TV trafiła na mnie pierwszego, więc w filmiku o wystawie „Świat nieprzedstawiony. Dokumenty polskiej transformacji” wypowiadam się jako pierwsza przepytana osoba. 

I mówię m.in. o tym, jak mógłby wyglądać „Kapitał” w kolorze, gdybym w 2001 roku miał więcej kasy i zrobił stykówki z naświetlonych wtedy filmów...

Ciekawa jest też redakcyjna dyskusja (czy ukaże się kiedyś na papierze?), w której udział wzięli: Adam Leszczyński, Adam Mazur, Krzysztof Pijarski, Aleka Polis i Ula Śniegowska. Z rozmowy tej wynotowałem sobie niniejszy, jak myślę, bardzo interesujący fragment:

Adam Mazur: To, co dla mnie osobiście jest ważne w tym projekcie, to myślenie o dokumencie jako kategorii nie tyle nastawionej na przeszłość, na konserwowanie jej wizerunków, archiwizację i troskę o relikty przeszłości, ile raczej myślenie o dokumencie jako narzędziu służącym do nawiązania kontaktu z rzeczywistością polityczną i społeczną; narzędziu poznania i - w dalszej perspektywie - zmiany tejże rzeczywistości. Mam wrażenie, że rozwój mediów nie zmienia tego, że wciąż sprzeciw odbiorców budzą autorzy książek non-fiction, które ostatecznie okazują się fikcją.

Krzysztof Pijarski: Tak, tylko to nie znaczy, że to nie jest konstruowane. Nawet jeśli kładziesz nacisk na etyczny wymiar związku dokumentu z rzeczywistością, to też jest konstrukcja. I moim zdaniem dzisiaj najciekawsze są warunki, w których ta konstrukcja nas przekonuje, a nie to, że my teraz będziemy zastanawiali się nad podziałem między dokumentem a rzeczywistością.

AM: Nie, mnie interesowało coś innego. Moja propozycja cyklu wystaw wynika z poczucia znużenia prowadzoną w polu sztuki współczesnej instytucjonalną grą. Mógłbym w zasadzie powtórzyć słowa Artura Żmijewskiego: "Nuży mnie w sztuce skupienie energii artystów na ubraniu w materię lub w działanie tworzonych przez nich paradoksów. I wiem, że energia tych ludzi wypala się na konstrukcji tego paradoksu".

Wygląda na to, że chyba zostanę fanem Artura Żmijewskiego (niedawno  wspominałem o jego świetnym filmie „Katastrofa”), czego się wcale nie po sobie nie spodziewałem, ale cytowana przez Adama Mazura wypowiedź tego artysty idealnie trafia w sedno sprawy. Co oczywiście można/należy też odnieść do fotografii, tzn. „używania fotografii” ;)

Adam Mazur opowiada o koncepcji wystawy „Świat nieprzedstawiony. Dokumenty polskiej transformacji”.

środa, 11 stycznia 2012

ŚWIAT NIEPRZEDSTAWIONY



ZEGARMISTRZ z Bytomia. Ulica? Chyba Józefa Kwietniewskiego? Ale nie jestem pewien. Na pewno rok 2001. Z zestawu 10 fotografii, które zostaną pokazane na wystawie „Świat nieprzedstawiony. Dokumenty polskiej transformacji po 1989 roku”, kuratorowanej przez Adama Mazura (wernisaż 3 lutego w CSW Zamek Ujazdowski), chyba najbardziej lubię właśnie to zdjęcie. Kończę teraz opracowywanie plików, jutro jeszcze popatrzę na nie świeżym okiem, a potem powieszę na ftpie lablabu. Druk 13 w piątek... Jestem trochę przesądny i raczej unikam takiego zestawienia, ale ponieważ w maju 2008 roku, także 13 i we wtorek (są tacy, co uważają, że ta konfiguracja ma bardzie fatalny potencjał) spotkaliśmy się razem z Adamem z szefem Atlasu Sztuki P. Jackiem Michalakiem, z czego wyniknęła wystawa „Niewinne oko nie istnieje” w tejże galerii oraz album, więc... że się tak wyrażę - „śmiało patrzę w przyszłość”.
„Niewinne oko” w lutym pokazane będzie w Muzeum Chagalla w Witebsku (poinformuję o tym jeszcze bardziej szczegółowo) a pod koniec maja w Katowicach. Wystawa ciągle krąży, co oczywiście cieszy, a katowicka ekspozycja to będzie już czternasta prezentacja tego materiału.

czwartek, 11 listopada 2010

PO DEBACIE W CSW


Łukasz Baksik, z cyklu „Macewy codziennego użytku”

Dyskusja poświęcona projektowi „Macewy codziennego użytku” Łukasza Baksika, odbyła się bez udziału Mikołaja Grynberga. A dalej już zgodnie z zapowiedziami. Rozmowę bardzo sprawnie poprowadziła profesor Joanna Tokarska-Bakir w wypełnionej do ostatniego miejsca sali KinoLabu. Przy okazji tego spotkania (oczywiście przed debatą), mogłem osobiście jej podziękować za tekst (wspaniały!) do drugiego wydania albumu „Niewinne oko nie istnieje”, które już 16 listopada idzie do druku. Pod koniec spotkania, kiedy doszło do dyskusji z zabierającymi głos osobami z widowni, pojawiła się kwestia, jak należy traktować sam fakt tego „codziennego użytkowania” macew, jako cembrowin, krawężników, płyt chodnikowych, budulca stodół i domów, kół szlifierskich etc. (by wymienić te najczęstsze zastosowania żydowskich kamieni nagrobnych, widoczne na fotografiach Łukasza Baksika). Tzn. czy jako „profanację”, akt o „rytualnym” charakterze, czy tylko rodzaj bezmyślnego działania. I co ciekawe, uczestnicy debaty, nie mieli w tym względzie pomysłu na jednoznaczną interpretację takich poczynań, a mnie się wydaje, że i profanacja, i zachowanie o rytualnym charakterze jak najbardziej wchodzą tutaj w grę.
Bo przecież wystarczy przypomnieć sobie trzystutysięczny nakład antysemickiego i ksenofobicznego tygodnika „Mały Dziennik”, wydawanego w Niepokalanowie przez franciszkanów o. Maksymiliana Kolbego, pisma powszechnie wtedy czytanego. A dodatkowo w składzie narodowościowym II RP, obywatele polscy stanowili 68,9%, zaś zjawiskiem analfabetyzmu dotknięte było 23,1% społeczeństwa (dane ze spisu powszechnego przeprowadzonego w 1931). Nakład i siła rażenia, większa od współczesnych „tygodników opinii”. Czy ludzie wychowani na takiej dawce narodowo-katolickiej ideologii działali potem „nieświadomie” i „bezmyślnie”? A „Mały Dziennik” Kolbego nie był żadnym wyjątkiem, nie tylko wśród tytułów prasy posiadającej kościelne imprimatur.
Druga kwestia poddawana w wątpliwość podczas debaty w CSW, to sprawa towarzyszącej fotograficznym działaniom Baksika inicjatywy o nazwie „Instrukcja powrotu macewy”, którą realizuje fundacja „ę”. Myślę, że to mniej lub bardziej spektakularne przenoszenie kamieni nagrobnych z dróg, podwórek, zakładów szlifierskich, etc., na kirkuty, dokonywane polskich w miasteczkach i wsiach, ma jak najbardziej sens i nie jest bynajmniej (jak to sugerowali niektórzy uczestnicy debaty) rodzajem poprawiania samopoczucia w kontekście rodzimych zaniedbań oraz obojętności wobec Zagłady. Przenoszenie macew na cmentarze, to rodzaj wyznaczenia nowego standardu zachowań lokalnych społeczności, a zarazem istotny znak w warstwie wizualnej. Zastanówmy się, jak na przeciętnego mieszkańca działa widok stodoły zbudowanej z nagrobków, gdzie w ścianach widać kamienie z hebrajskimi inskrypcjami? A jak zmieni się ten komunikat, gdy taki kamień, nawet znacznie okaleczony, powróci na miejsce pochówku?