niedziela, 19 czerwca 2016

HAŃBA! "Figa z makiem"

[Kraków, ul. Skałeczna, 18.06.2016 17:11]

Jak zawsze HAŃBA! dała świetny koncert!
Wykonując także kawałki z najnowszej płyty.
Co również zarejestrowałem (jakkolwiek nie w całości).
Szkoda, że nie nagrałem ich kapitalnego występu na wernisażu mojej wystawy (NIE)WIDZIALNE/(IN)VISIBLE w MHŻP "Polin" w październiku 2015, a siedziałem w pierwszym rzędzie...

sobota, 18 czerwca 2016

Bernardo Bellotto do kontemplacji na sobotę

I jego widok rzeki Arno we Florencji (oraz mostu św. Trójcy) z 1740 roku.

[skan z książki Canaletto. Bernardo Bellotto Painst Europe, Hirmer Verlag GMBH, Munich 2014, str. 185]

piątek, 17 czerwca 2016

PRASOWANIE KRAWATA

Jakiś czas temu, będzie z trzy tygodnie, napisał do mnie Marcin Baran poruszony wpisem, który dotyczył antologii Długie pożegnanie. Tribute to Raymond Chandler, a konkretnie chodziło mu o przedmiot, jaki trzyma w ustach prasujący krawat "gangster" z okładki książki. I bardzo słusznie zwrócił mi Marcin Baran uwagę, że nie jest to - jak pisałem - magazynek z leżącego po lewej stronie  pistoletu, lecz cygaro (co przecież od razu wydaje się najbardziej prawdopodobnym przedmiotem), jakkolwiek to cygaro z fotografii autorstwa Jacka Foksa, jak cygaro wcale nie wygląda...
Przyglądając się uważniej okładkowemu zdjęciu, zdałem sobie teraz sprawę (można by powiedzieć, że w końcu, ale wcześnie zazwyczaj patrzyłem na tę fotografię z zażenowaniem...), że prasowany krawat jest nieprzypadkowo zawiązany w kształcie szubienniczej pętli (w przestępczym słowniku "krawat" oznacza wyrok śmierci), a tkanina przykrywająca deskę do prasowania może się kojarzyć z całunem.
Tyle w kwestii prasowania krawatów ;)




czwartek, 16 czerwca 2016

Nick Hannes "Traditions"

Nick Hannes, z serii Traditions, Saint Anthony celebration, Ingooigem, January 17, 2010

Podczas oglądania wystaw Fotofestiwalu zwróciłem uwagę na zdjęcia Nicka Hannesa. Belgijski fotograf startował w konkursie Grand Prix ze świetną serią Mediterranean. The Continuity of Man, ale niestety przegrał z bardzo przeciętnym projektem Davida Fathi... Szkoda. Szkoda, że jury festiwalu główną nagrodą wyróżniło tak ewidentnie szkolną pracę Francuza...

Mediterranean. The Continuity of Man to także album opublikowany w 2014 roku i już chcę mieć tę książkę, podobnie jak wcześniejsze  o cztery lata wydawnictwo zatytułowane Tradities, z którego pochodzi widoczna powyżej fotografia. Oglądając tę serię Nicka Hannesa warto przyjrzeć się nowoczesnej, mocno werystycznej metodzie rejestracji różnych obrzędów (o niekoniecznie religijnym charakterze), jakie celebrowane są we współczesnej Belgii. Konwencja obrazowania wybrana przez belgijskiego fotografa, idealnie wręcz nadaje się do takich quasi-etnograficznych działań. Przy okazji, jeżeli ktoś z czytelników hiperrealizmu ma jakiś pomysł na interpretację świńskich łbów tudzież tuszy, prezentowanych w czasie mszy świętej w kościele w Ingooigem, proszę o sygnał.

Nick Hannes, z serii Traditions, Ganesh celebration, Antwerp, September 19, 2010

Nick Hannes, z serii Traditions, All Saints Day, Kontich, November 1, 2009

Nick Hannes, z serii Traditions, Feast of Sacrifice, Antwerp, November 16, 2010

Nick Hannes, z serii Traditions, Ros Beiaard, Dendermonde, May 30, 2010

Nick Hannes, z serii Traditions, Purim, Antwerp, February 28, 2010

Nick Hannes, z serii Traditions, Virgin Mary grotto, Wenduine, May 24, 2010

środa, 15 czerwca 2016

Zdjęcia Eugeniusza Wilczyka w Archeologii Fotografii

Wystawa się otwiera w czwartek 23 czerwca 2016 r. o godz. 19:00.
12 fotografii wykonanych na krakowskim Kazimierzu w latach 1959-1964.
Z A P R A S Z A M    S E R D E C Z N I E !
Warszawa
ul. Andersa 13, klatka VII

http://faf.org.pl/pl/node/9344


[Szkoda, że Andersa, a nie Andersena...]

wtorek, 14 czerwca 2016

Znaczna obecność doktorantek komentujących naszą super-ambitną lirykę

Grzegorz Wróblewski w najnowszym wpisie na swoim blogu MATRIX bardzo celnie scharakteryzował pewien, coraz bardziej dający znać o sobie młodoliteracki fenomen. Myślę, że warto zapoznać się z jego głosem, do czego Państwa niniejszym zachęcam, wklejając poniżej fragment matrixowego posta!

Co zrobić z tymi nieszczęsnymi procentami? Dla mnie to bardziej kwestia cywilizacyjna, coś dotyczącego psychologicznej (ekonomicznej?) kondycji wspólnoty (made in PL)… Jasne, trzeba walczyć z patriarchatami (i agresywnymi matriarchatami również!). Gangbang powinien być zakazany. Ale wtedy przeniósłby się z domów kultury do drapiącej w łydki krainy jałowca. Wprowadzić postulowany, sztuczny podział 50:50% – w konkursach poetyckich/prozatorskich, jurorowaniu, publikacjach, w redakcjach pism, na festiwalach, przy rozdawaniu laurek i medalionów? Dla mnie to mogą być nawet proporcje 99:1 (czy dowolne inne) na korzyść dziewczyn. Wszystko jedno! I tak mielibyśmy do czynienia z ponurą grafomanią i z tradycyjnym rozdaniem kart, z określonymi aktywistami przy wodopoju. Podczas tej „debaty” w pismach online i na FB, ktoś zwrócił uwagę na dość znaczną obecność doktorantek komentujących naszą super-ambitną lirykę. Udupiono go wtedy dość konkretnie, żeby nie mieszał kwestii ilości kobiet/mężczyzn, zajmujących się krytyką literacką, z ilością/proporcjami samych piszących-publikujących wiersze. Oczywiście nie chodziłoby tu o jakieś zasadnicze roszady. W krytyce też zapewne mamy do czynienia z przewagą facetów. Chodzi o jeszcze inne „intrygujące” zjawisko. Klany/klony działają dość sprytnie! Model nie jest jakiś przybunkrowany, każdy o tym doskonale wie… Co druga doktorantka/doktorant zaczynają zazwyczaj od pisania recenzji (pod bacznym okiem swoich ukochanych habilitantek/habilitantów czy profesorek/profesorów, „docentów”, jak ich z zadumą określano na Dolnym Mokotowie), a następnie… sami zaczynają produkować poezję & prozę (oczywiście „eksperymentalną”). Jako początkujące krytyczki/krytycy (potem stają się coraz bardziej rozpoznawani w środowisku), jako ludzie jakoś tam odpowiedzialni za kariery artystyczne poetek/poetów, mają genialną pozycję startową. Są nietykalni. Tworzą poezję i ją jednocześnie dołują (bądź namolnie liżą). Na temat ich własnej poezji/prozy wypowiadają się (reguła gry) zaprzyjaźnione doktorantki/doktoranci (promotorki/promotorzy). Nie chodzi mi o jakość produkcji (przykładów jest tak dużo, że nie mamy tu po co dochodzić do kwadratowych wniosków), czy o jakiś inny „zakaz”. Myślę jednak, że jeśli w tak konkretny sposób (statystyka, socjologia) chciałoby się zbadać proporcje kobiet-mężczyzn na literackim rynku, to analogicznie powinno się dokonać innej, dość prostej łamigłówki. Sprawdzić, ile osób zajmujących się krytyką, jednocześnie trudni się poematami (czy plagiatami Kosmosu). Mielibyśmy chyba odjechane rezultaty. Doktorantki-doktoranci-promotorki & promotorzy-złote-wstążki, poetki bez wąsów i poeci z brodami-jałowiec. To ci sami ludzie… Grupa 200-201,5 (?) cholernie zaangażowanych/progresywnych, rozbijających czołem lodowce osób, tak dzielnie i nowatorsko działających na rzecz polskiej poezji współczesnej. Zupełnie jak u Jelcyna (rymy) – Rodzina. Podobny krajobraz istnieje prawdopodobnie w każdym zakątku globu, nie można jednak o tych wszystkich mechanizmach zapominać. I w ten okrutny sposób możemy bawić się ciągle. Idzie zima, a śniegu ni ma. Taki tego rezultat.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

NAGROBEK FASZYSTY

W tym roku nie popłynąłem na San Michele, ale zrobiła to moja siostra Katarzyna i przywiozła widoczne niżej zdjęcie. O co zresztą ją prosiłem, bo podczas pobytu w zeszłą Wielkanoc natrafiłem tylko na grób Josifa Brodskiego. Tak w ogóle to nie przepadam za przebywaniem na cmentarzach... I też raczej nie wybrałbym się specjalnie, żeby zobaczyć to co poniżej (biorąc pod uwagę faszystowskie sympatie zmarłego i jego obmierzłe zachowanie w czasie II wojny).

[fot. Katarzyna Barańska]

Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książka Obraz i wir. Antologia anglo-amerykańskiego imagizmu autorstwa Leszka Engelkinga i Andrzeja Szuby, wydana w tym roku przez IBL. Gdzie w pokaźnym zestawie wierszy Ezry Pounda znalazłem tekst (jest to przekład pierwszego z wymienionych powyżej tłumaczy), który mimo wszystko nadal jakoś lubię: 

Ezra Pound

Epitafia

Fu I

Fu I kochał obłok wysoki i wzgórze.
Niestety zabił go alkohol.

Li Po

Li Po umarł też po pijanemu.
Próbował uściskać księżyc
w Żółtej Rzece.

I przypomniało mi się tłumaczenie tego wierszyka, jakie przeczytałem kiedyś chyba (?) w Piśmie Literacko-Artystycznym (albo gdzieś indziej, jednak nie mam pojęcia gdzie...), które w przypadku drugiego epitafia leciało jakoś tak:

Li Po także umarł pijany.
Próbował chwycić za rogi księżyc
w Żółtej Rzece.

Co brzmi zdecydowanie lepiej, ale niestety jest przykładem bardzo swobodnego potraktowania oryginału, który wygląda tak:

Ezra Pound

Epitaphs

Fu I

Fu I loved the high cloud and the hill,
Alas, he died of alcohol.

Li Po

And Li Po also died drunk.
He tried to embrace a moon
In the Yellow River.

niedziela, 12 czerwca 2016

Himmelstrasse

Czyli Droga do nieba - jak nazywali Niemcy trasę prowadzącą do komory gazowej w obozach zagłady. Jednak projekt   Briana Griffina traktuje to zagadnienie nieco szerzej (i całkiem słusznie), a wykonane przez niego zdjęcia pokazują szlaki kolejowe, którymi transportowano Żydów do Bełżca, Chełmna, Majdanka, Oświęcimia, Sobiboru i Treblinki. O serii Griffina dowiedziałem się wczoraj podczas wizyty na obfitującym w świetne wystawy  Fotofestiwalu w Łodzi, gdzie trzy fotografie z tego projektu przedstawiono w postaci gigantycznych fototapet (i na tym niestety skończyło*). Jest jednak strona autora i jest też przede wszystkim książka, gdzie zdjęcia tego interesującego projektu w ilości 103 sztuk (69 czarnobiałych i 33 kolorowych) można oglądać. Album został wydany przez oficynę Browns Editions (widoczne poniżej rozkładówki skopiowałem z ich strony) w nakładzie 500 ręcznie numerowanych egzemplarzy i kosztuje... 50£. 

*Karol Szymkowiak w komentarzu napisał, że zdjęć było więcej... A ja nawet się wróciłem, żeby sprawdzić, bo wydawało mi się dziwne, że tylko trzy na wejściu... Więc prostuję niniejszym - fotografii Briana Griffina pokazano na Fotofestiwalu więcej niż trzy i muszę w to wierzyć (Karol masz może jakieś fotki z tej ekspozycji?), bo drugi raz się nie wybiorę.










sobota, 11 czerwca 2016

DZIEWCZYNKA BEZIMIENNA

Genowefa Jakubowska-Fijałkowska


JUTRO POWINNAM SMAŻYĆ PLACKI ZIEMNIACZANE W POŁUDNIE

pod wieczór małym fiatem 126 p (jutro) na porodówkę powinnam jechać
gdy nic mnie nie bolałaś i nie byłaś w terminie

gdy nie przygotowałam nocnej flanelowej z guzikami
nie wygoliłam włosów na wzgórku łonowym na łydkach pod pachami

nie zabrałam do fiata żyletek ani brzytwy
tylko Marlboro i czechowickie zapałki

(och lata siedemdziesiąte:
kartki na żarcie papierosy wódkę żółty ser mleko w proszku)

gdy się tak bardzo nie przygotowałam matka po raz drugi
mogły mi przecież pękać żylaki na wargach sromowych i w odbycie

(kurwa jak się bałam wtedy gdy jechałam tym małym fiatem)

na izbie szok że rodzę że rozwarcie że pośladkowy że kleszcze
a ty po kawałku ze mnie w czwartą RP


NOC W WIELKIM MIEŚCIE

wzięłam pokój w hotelu Royal miałam spać w Zamkowym
ale na dziedzińcu paw ogonem zasłaniał mi widok twarz

jadłam barszcz czerwony z kołdunami
poeta w ciągłym napięciu drganiu wpisywał mi w Drugie ja dedykację

w hotelu noc przy otwartym oknie gorąco duszno nadchodziła burza
lądowały awaryjnie wszystkie jumbo jety (spałam bez majtek)

złoty księżyc po burzy napierdalał w oczy jak słońce
lunatykowałam na krawędzi okna potem śniła mi się Krystyna Janda

człowiek z żelaza chodził po schodach tam i z powrotem
od moich drzwi hotelowych w ciasny korytarz po bordo dywanie

i jeszcze raz tam i z powrotem po schodach kruszył się marmur
o świcie wiertarki młoty pneumatyczne gwoździe do krzyża

autoalarmy napady na banki i ten zamkowy paw też
miała od samego rana rozpierdolony mózg kosmetyki i bieliznę


DZIEWCZYNKA BEZIMIENNA

nadano mi wszystkie imiona: Słowian Barbarzyńców Germanów
i żydowskie i imiona bogiń greckich (któraś z nich byłą kurwą i żoną boga)

wybierałam też imiona własne
chciałam być Matką Bożą z Guadalupe mieć swojego Juana Diego i lilie

(między nogami)

na bierzmowaniu dostałam na imię Michalina
nie o to chodziło chciałam być piękna jak Michele Morgan

a byłam tylko kobietą twojego życia
o plecach z linią horyzontu z meszkiem wodorostów bliżej łona

w ramie okna miałam perłowe włosy i dla ciebie przycięłam udo szkłem drzwi
żebyś smakował słodycz mej krwi

kot ciągle mi liże tę bliznę na udzie i nie krwawię
stoję w śniegu kryształowa naga zimna

ktoś otwiera mi nożem zamarznięte usta
mam swoją opowieść o nieśmiertelnym głodzie kolonii mrówek


[Jak to się stało, że wcześniej przeoczyłem te teksty i ich autorkę? Więc pożytek z czytania antologii... W której dominują liczbowo faceci, kobiety to zaledwie 1/7 staffu (jak sobie to policzyłem), jednakowoż świetnej Genowefy Jakubowskiej-Fijałkowskiej nie uświadczymy np. w Solistkach. Antologii poezji kobiet... 
Wiersze przepisałem z tomu: PRZEWODNIK PO ZAMINOWANYM TERENIE. HELIKOPTER, antologia tekstów z lat 2011-2015, wybór i opracowanie - Krzysztof Śliwka, Marek Śnieciński, Ośrodek Postaw Twórczych / Biuro Festiwalowe IMPART, Wrocław 2016, str. 58-59]

piątek, 10 czerwca 2016

czwartek, 9 czerwca 2016

KICK OUT THE JAMS, MOTHER FUCKERS!

Piekłem wczoraj w nocy chleb (na zakwasie) i słuchałem/oglądałem MC5! CZAD!

[MC5 at Tartar Field, Wayne State University, Detroit on July 19th] 

środa, 8 czerwca 2016

Amazonki

Wioletta Grzegorzewska

Amazonki

W internacie rytuał obcinania paznokci,
roztocza mają ucztę, kiedy dziewczynom
z filologii łuszczy się po solarium naskórek.
W kabinie prysznicowej rozkleiła się podpaska,
bordowa stróżka płynie po płytkach jak Orinoko.
W nocy pora polowań, deszcze niespokojne,
w tropikach giną koledzy z politechniki.


[także ten świetny wiersz Wioletty Grzegorzewskiej przepisałem ze zbioru Solistki. Antologia poezji kobiet (1990-2009) pod redakcją: Marii Cyranowicz, Joanny Mueller i Justyny Radczyńskiej, wyd. Staromiejski Dom Kultury, Warszawa 2009, str. 196]

wtorek, 7 czerwca 2016

MIKROMANIA


MIKROMANIA (nieznany wiersz Jarosława Kaczyńskiego
napisany w odpowiedzi na pytanie czy akceptuje hasło
w stylu „Polacy nic się nie stało” skandowane przez
kibiców po przegranych meczach)

Trzeba grać ostro.
Jak się przegrywa, to się stało.
To trzeba sobie uświadomić. Ten

czas minimalizmu, mikromanii
narodowej powinien minąć.
I nie tylko w piłce nożnej. Ale

w szerszej skali. Piłka nożna
to dziś zjawisko narodowe,
sięgające nawet do sfery

politycznej. Jeżeli chodzi
o kondycję narodu,
o jego pozycję

[http://wpolityce.pl/sport/295697-jaroslaw-kaczynski-przed-euro-2016-trzeba-grac-ostro-czas-minimalizmu-powinien-minac-i-nie-tylko-w-pilce-nożnej]

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Obraz nadchodzi

Wioletta Grzegorzewska


Obraz nadchodzi

Matka bije dywany, podlewa szlauchem chodnik,
myjemy nawet listki kwiatów czule jak niemowlaka.
Wszystko lśni, gdy Obraz wchodzi z sanktuarium,
pobrudzone woskiem atłasy opierają się o próg,
tłum jak zagazowane muchy rozprasza się w sieni.

Niepojęta jest pieśń do pudła, z którego macki
madonny jak wymyte resztki pelargonii schodzą
pojedynczo na gumolit, niepojęty jest ten Obraz,
który mnie przemienia w przestraszone dziecko.


Lokatorki

Siostry wyrzuciły mnie z poddasza za uciekanie
w nocy przez ostrą bramę, tam gdzie świat
nie wlecze się monotonnie jak obłąkany pacierz.
Kto posprząta śmieci po pielgrzymach,
umyje ludwikiem gliniane twarze madonnom.
Skończy się zeskrobywanie gumy po wikarym,
który udzielał miętowych rozgrzeszeń i podkradał
z refektarza gulasz dla swoich lśniących piesków.
W pokoju, który jeszcze nie wywietrzał
zamieszkała zakonnica z przyjaciółką paprotką.


[wiersze Wioletty Grzegorzewskiej przepisałem ze zbioru Solistki. Antologia poezji kobiet (1990-2009) pod redakcją: Marii Cyranowicz, Joanny Mueller i Justyny Radczyńskiej, wyd. Staromiejski Dom Kultury, Warszawa 2009, str. 198-197]

sobota, 4 czerwca 2016

MAGIA WIELKIEGO FORMATU (aktualizacja, cd.)

Wenecja (Castello), Chiesa di San Lorenzo, 29.05.2016

Wielki format daje radę ;)
Posługując się D810, do którego przypinałem szkła niekoniecznie obliczone pod matrycę (i porównując to do efektów otrzymywanych z użyciem D700) zrozumiałem, że mnożenie pikseli ma jakiś sens...
Być może Nikon wypuści wkrótce body z matrycą 42 Mpix (bo przecież ta w D810 jest produkowana przez koncern Sony)?
Zdjęcie zdesakralizowanego kościoła San Lorenzo zrobiłem o 05:27 i była to idealna pora tego dnia. Dodatkowo gama kolorystyczna, jaką wygenerowała matryca D810 (+ software) bardzo przypomina to, co można zobaczyć na wedutach autorstwa Bernardo Bellotto... Co cieszy.