piątek, 13 stycznia 2012

trzynastego w piątek


Dzień wolny. Słucham sobie Rinaldo Haendla w interpretacji René Jacobsa i Freiburger Barockorchester ze świetną Vivicą Genaux w tytułowej roli. Rano byłem w lalblabie zobaczyć próbki wydruków. Wyglądały OK i materiał zapewne właśnie się drukuje. Odbiorę go w poniedziałek po południu i zaraz pójdzie do oprawy w firmie Rama w bramie, gdzie od kilku lat daję do wstawienia w szkło swoje prace. 
Podczas obrabiania plików też słuchałem na okrągło interpretacji Jacobsa, ale tym razem oper Mozarta: Don Giovanniego i Czarodziejskiego Fletu, REWELACJA (a właściwie REWELACJE!). Oba pięknie wydane przez Harmonię Mundi trzypłytowe boxy, to prezenty: pierwszy urodzinowy, drugi dostałem na gwiazdkę. O Don Giovannim czytałem wcześniej pozytywne, a częściej entuzjastyczne recenzje i całkowicie się muszę z nimi zgodzić (chociaż przy pierwszym słuchaniu, scena gdzie pojawia się duch komandora, wydawała mi się zbyt mało dynamiczna...). Mam teraz potężny apetyt na Wesele Figara oraz Cosi fan tutte także pod dyrekcją René Jacobsa.
Mała zmiana klimatu (za oknem pociemniało i pada śnieg, po prostu klasyczna zadymka), nadal Haendel, a teraz Giullio Cesare w interpretacji Marca Minkowskiego. Mam też bardzo fajne nagranie tej opery na analogach. Wydanie z 1967 roku, monofoniczne z układem stron 1-6, 2-5 i 3-4, do ówczesnych  gramofonów zmieniających automatycznie płyty. Jest to skrócona wersja w wykonaniu New York City Opera Chorus and Orchestra pod dyrekcją Juliusa Rudla (śpiewają: Norman Treigle,  Beverly Sills, Maureen Forrester, Beverly Wolf, Spiro Malas, Dominic Cossa, Michael Devlin i William Beck). Mam ogromny sentyment do tego nagrania sprzed 45 lat, ale słucham go tylko przy specjalnych okazjach, na pewno nie w piątek trzynastego ;)
 
Bytom, 2001 (to zdjęcie też nie weszło do zestawu wystawowego)

czwartek, 12 stycznia 2012

Bytom, ulica Wałowa



Ta fotografia niestety nie weszła do zestawu. Ponieważ wszystkie zdjęcia w latem 2001 roku robiłem z ręki, a Hasselblad ma lustro, więc nawet przy pewnym chwycie i czasie 1/30-1/60 sek., pojawiają się drgania korpusu, których nie widać na niewielkim wydruku. Przy powiększeniu klatki 55x56mm do rozmiarów 80x80cm, czyli ponad czternastokrotnym zwiększeniu rozmiarów kadru, wszelkie mikrowstrząsy, spowodowane przez klapnięcie lustra dają boleśnie o sobie znać... Szkoda. Trzeba było fotografować ze statywu.

środa, 11 stycznia 2012

ŚWIAT NIEPRZEDSTAWIONY



ZEGARMISTRZ z Bytomia. Ulica? Chyba Józefa Kwietniewskiego? Ale nie jestem pewien. Na pewno rok 2001. Z zestawu 10 fotografii, które zostaną pokazane na wystawie „Świat nieprzedstawiony. Dokumenty polskiej transformacji po 1989 roku”, kuratorowanej przez Adama Mazura (wernisaż 3 lutego w CSW Zamek Ujazdowski), chyba najbardziej lubię właśnie to zdjęcie. Kończę teraz opracowywanie plików, jutro jeszcze popatrzę na nie świeżym okiem, a potem powieszę na ftpie lablabu. Druk 13 w piątek... Jestem trochę przesądny i raczej unikam takiego zestawienia, ale ponieważ w maju 2008 roku, także 13 i we wtorek (są tacy, co uważają, że ta konfiguracja ma bardzie fatalny potencjał) spotkaliśmy się razem z Adamem z szefem Atlasu Sztuki P. Jackiem Michalakiem, z czego wyniknęła wystawa Niewinne oko nie istnieje” w tejże galerii oraz album, więc... że się tak wyrażę - śmiało patrzę w przyszłość”.
Niewinne oko w lutym pokazane będzie w Muzeum Chagalla w Witebsku (poinformuję o tym jeszcze bardziej szczegółowo) a pod koniec maja w Katowicach. Wystawa ciągle krąży, co oczywiście cieszy, a katowicka ekspozycja to będzie już czternasta prezentacja tego materiału.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Wałbrzych, ul. Skarżyska



A właściwie zaplecze ulicy Skarżyskiej. Namiary na widocznego tu Trabanta znalazłem w albumie Andrzeja Ślusarczyka pt. Wałbrzych powidoki” (oczywiście była to fotografia czarno-biała). Ponieważ jednak zdjęcia w tej książce nie są podpisane, zgooglowałem pojawiające się w tle obiekty i na satelitarnej mapie odnalazłem nawet wspomniany wrak (w postaci kreseczki na dachu). 
Tak w ogóle, to muszę wreszcie napisać o albumie Andrzeja, który jest ważnym i ciekawym wydawnictwem. A gdy weźmiemy pod uwagę dokumentalne dokonania tzw. „szkoły jeleniogórskiej”, to w wielu aspektach widać też zdecydowaną przewagę autora „Powidoków”. 

Wczoraj dzienna liczba odwiedzin przekroczyła po raz pierwszy liczbę 200 (konkretnie licznik stat4u pokazał 235 wejść), więc z w/w okazji kolejny motyw z serii byle co i byle jak albo jak to kiedyś napisał mi w komentarzu pewien troll z warszawskim IP (pisownia oryginalna) w TEJ! oplsce  ;)

niedziela, 8 stycznia 2012

Auto Salon Bodzio-Bis


Katowice-Szopienice, ul. ul Generała Józefa Hallera

[Kartonik z wczoraj. Fotografowałem go też 6 lat temu. Wczoraj rano padał śnieg i liczyłem na zimowe realia, tymczasem po południu wszystko stopniało i zza chmur wylazło słońce...]

-----
W tzw. międzyczasie, a konkretnie to o 12:35 licznik wystukał 55.000 wejść :)

sobota, 7 stycznia 2012

ULICA SKOWRONKÓW


Jak na Polskę, to żadne zaskoczenie. Niestety.

Ruda Śląska-Bykowina, 2012-01-07, 13:16 (Nokia 2700)

I hasło, które wprawiło mnie w pewną zadumę...

Zabrze-Zaborze, 2012-01-07, 12:40 (Nokia 2700)

piątek, 6 stycznia 2012

MUSIALIKA OFFICIAL HOOLIGAN'S


Bytom, ul. Feliksa Musialika, 2001

Wreszcie zabrałem się za zrobienie skanów na wystawę Adama Mazura w CSW, która ma traktować o polskiej transformacji. Wybraliśmy 10 fotografii z materiału, który zarejestrowałem latem 2001 na terenie górnośląskich miast. Zdjęcia będą miały rozmiary 100x100cm (pole obrazu 80x80cm) i zostaną wydrukowane na papierze Hahnemühle Photo Rag 308 (moim ulubionym zresztą). Oprawa w ramy podobne (może nawet identyczne), jak na wystawie „Niewinne oko nie istnieje” w Atlasie Sztuki.

W 2001 roku, kiedy pracowałem nad „Czarno-Białym Śląskiem”, po intensywnej „sesji” zimowo-wiosennej, miałem serdecznie dość monochromatycznych klimatów i postanowiłem zrobić trochę zdjęć w kolorze. Po pierwsze zwróciłem wtedy uwagę na zjawiskowe witryny małych sklepików w górnośląskich miastach, po drugie... nabyłem po okazyjnej cenie kilkanaście rolek filmów Agfacolor 400 oraz Superii 400. Zanim zacząłem robić zdjęcia, przyszła mi do głowy nazwa dla tego przedsięwzięcia. Biorąc pod uwagę widoczny gołym okiem upadek industrialnego regionu, neoliberalne brednie wypowiadane przez dyżurnych fachowców od ekonomii, wreszcie powstające jak grzyby po deszczu, te wszystkie malutkie handelki: bary, lombardy, szmateksy i spożywczaki, wybrałem tytuł... „Kapitał” (rok później zresztą razem z Krzysztofem Jaworskim zrobiliśmy wspólną książeczkę tak właśnie nazwaną, ale zamieszczone tam fotografie były monochromatyczne i pochodziły z „Czarno-Białego Śląska”).

Ponieważ nie dysponowałem wtedy wystarczającym „kapitałem” do kupna skanera, a nawet zrobienia przyzwoitych stykówek, więc wywołane filmy przeleżały sobie kilka lat... I w sumie dobrze się stało, bo gdybym od razu zobaczył zarejestrowane wtedy kadry, to rzuciłbym w pierony „Czarno-Biały Śląsk” i nie byłoby wystawy oraz albumu.

czwartek, 5 stycznia 2012

URODZINOWA POCZTÓWKA


jaką dostałem od Eli Janickiej (razem z esejem Nadine Fresco Śmierć Żydów. Fotografie). A zarazem zapowiedź jej własnej książki Festung Warschau (skąd właśnie pochodzi to zdjęcie), która lada chwila ujrzy światło dzienne w wydawnictwie Krytyki Politycznej. Gdzie znajduje się też trochę naszych wspólnych fotografii, robionych w ramach projektu Nowe Miasto.

Elżbieta Janicka d. Umschlagplatz, ul. Stawki 5/7 (sierpień 2011)

środa, 4 stycznia 2012

51


o 03:15. 

W sumie dziwnie się z tym czuję...

Do 03:15 Hiperrealizm odwiedziło 54436 osób.

Z w/w okazji czeka na mnie butelka OMAINE FAILLENC Sainte MARIE z 2009 roku.

[Bytom 2001]

niedziela, 1 stycznia 2012

WYMIANA 2011/2012



nastąpiła w sumie bezproblemowo (a także bezkacowo).

W związku z powyższym: 

WSZYSTKIM CZYTELNIKOM HIPERREALIZMU 
ŻYCZĘ WSZELKIEJ POMYŚLNOŚCI 
I CO TAM SOBIE KTO WYMYŚLI 
(rasistowskie marzenia wykluczone),
ŻYWIĄC JEDNOCZEŚNIE NADZIEJĘ, 
ŻE NIE ZNAJDZIE SIĘ OSOBA, ISTOTA, INSTYTUCJA,
KTÓRA CHCIAŁA BY NAS SAMYCH
PODDAĆ WYMIANIE...  ;)))

piątek, 30 grudnia 2011

ULICA ROBOTNICZA 1


30-12-2011, 14:02 (Nokia 2700)

we Wrocławiu. Przed 1945 Arbeiterstraße? To chyba mało prawdopodobne... ;)

Wybrałem się na Robotniczą za podpowiedzią Wojtka Sienkiewicza, żeby zrobić kolejne zdjęcie do Afterlife, konkretnie chodziło o Trabanta z olbrzymią oponą na dachu, reklamującego - jak nie trudno się domyślić - zakład wymiany opon. Ale ponieważ znajduję się tam wjazd do firmy Archimedes, więc parking, na którym to autko stoi jest permanentnie zapchany i tak też było dzisiaj. Dodatkowo aura/światło takie sobie. Więc odpuściłem, ale ponieważ sama ulica Robotnicza jest zjawiskowa, więc postanowiłem się nie przewieźć w obie strony i wracając, tuż obok dawnego Dworca Świebodzkiego trafiłem na powyższą artystyczną instalację prima sort. Jak dobrze jest błądzić.

Zamontowany na dachu baru dla taksówkarzy samochód (tzn. jego lewy bok), mający się chyba kojarzyć z nowojorskimi taksówkami, to całkiem europejski Opel Rekord P1. Model ten był produkowany w latach 1957-1961. Piękne auto!

czwartek, 29 grudnia 2011

Krzysztof Pijarski w tekście „Po końcu fotoreportażu” m.in. o „Nowym Mieście”

Artykuł wydrukowany w miesięczniku Foto (nr 9/2011), można teraz przeczytać na stronie POLSKA.DOC, za którą stoi Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę. Pod tekstem znajdują się też linki do rejestracji wideo cyklu wykładów Krzysztofa Pijarskiego Po końcu fotoreportażu, jakie wygłosił w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Polecam.

Elżbieta Janicka/Wojciech Wilczyk Nowe Miasto, ul. Śliska -- 15.04.2001

wtorek, 27 grudnia 2011

„ZACHODNI KURS IMPERIUM”


Mark Ruwedel, z cyklu Westward the Course of Empire - Columbia and Western #20, 2000

Tak sobie roboczo przetłumaczyłem tytuł projektu, a także albumu Marka Ruwedela, który w przypadku serii „Machine in the Graden” Jeffa Brouwsa, przywołany został przez jej autora, jako jedna z istotnych inspiracji (obok „Walking the High Line” Joela Sternfelda). „Westward the Course of Empire” to wizualna eksploracja zachodnich obszarów (zgodnie z tytułem zresztą) USA oraz Kanady, a bardziej konkretnie – miejsc, którymi przebiegały budowane w XIX wieku szlaki kolejowe. To dążenie na zachód, przy okazji którego z terenów tych wypierano rdzennych mieszkańców Północnej Ameryki, czyli indiańskie plemiona, ma oczywiście fotograficzną dokumentację. Fotografowie byli uczestnikami wypraw naukowych, towarzyszyli budowniczym kolejowych tras, dokumentowali też zasiedlanie wspomnianych ziem, budowę miast oraz obiektów industrialnych. Wspomniany proces dobrze można obserwować w wydawanej na przełomie XIX i XX stulecia przez Detroit Publishing Company serii barwnych fotolitografii pt. „Obrazy z Ameryki Północnej” (a jeszcze lepiej, oglądnąć zeskanowane negatywy z archiwum tej firmy, dostępne na stronie Biblioteki Kongresu USA). Kolonizacja „Dzikiego Zachodu” przy pomocy obrazów odbywała się w kilku etapach, których swego rodzaju zwieńczeniem było, przeniesienie ich wizualnych reprezentacji na teren „sztuki wysokiej”, by przywołać nietknięte przez cywilizację przemysłową tereny amerykańskich parków narodowych, tak chętnie fotografowane przez Ansela Adamsa czy Edwarda Westona.

Mark Ruwedel, z cyklu Westward the Course of Empire - Tonopah and Tidewater #25, 2002

Mark Ruwedel, z cyklu Westward the Course of Empire - Denver and Rio Grande Western #7, 1996

Monochromatyczne obrazy Marka Ruwedela zrobiły na mnie spore wrażenie i myślę sobie, że ich kształt jest świetnie sporządzoną i pojawiającą się w różnych proporcjach mieszanką, wymienionych wcześniej tradycji obrazowania amerykańskiej fotografii z wyraźnym dodatkiem tego, co pojawiło się na słynnej wystawie „New Topographics: Photographs of a Man-Altered Landscape” Williama Jennkinsa. Zdjęcia Ruwedela są rodzajem dokumentacji, ale bardzo atrakcyjnie podanej, w której znajdziemy też sporo wizualnych odniesień do dokonań ludzi z F64, do Williama Henry Jacksona (od 1897 udziałowca Detroit Publishing Co.) czy stricte użytkowych zdjęć, prezentujących szlaki kolejowe, np. autorstwa Williama Henry Raua (zlecenia dla Pennsylvania Railroad i Lehigh Valley Railroad, zrealizowane w ostatniej dekadzie XIX w.). Pisząc o tych wizualnych nawiązaniach, muszę od razu zastrzec, że pojawiają się one wtedy, gdy pozwala na to sam fotografowany motyw (uwzględniając jego kształt, aurę, światło etc.) i nic nie jest tutaj robione na siłę. Amerykańscy krytycy fotografii podkreślają silny związek Redewela z „nowymi topografami” i trudno się z takim sadem nie zgodzić. Podobnie jak uczestnicy wystawy kuratorowanej przez Jenkinsa, tak samo jak ma to miejsce w przypadku serii zdjęć Edwarda Ruschy z lat 60. XX w. (przywoływanego zresztą przez kuratora „New Topographics”), Rudewel w swym przedsięwzięciu o nazwie „Westward the Course of Empire”, które składa się z monochromatycznych zdjęć wykonanych aparatem wielkoformatowym, zdecydowanie i konsekwentnie posługuje się „stylem zerowym”, co nie wyklucza przecież aluzji (że o ironii nie wspomnę). 

Mark Ruwedel, z cyklu Westward the Course of Empire - Canadian Pacific #3, 2000

  Mark Ruwedel, z cyklu Westward the Course of Empire - Tecopa #1, 1996

Mark Ruwedel, z cyklu Westward the Course of Empire - Tonopah and Tidewater #6, 1995

Mark Ruwedel, z cyklu Westward the Course of Empire  - Deep Creek #2, 1999