Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jelena Fanajłowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jelena Fanajłowa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 lutego 2022

(Pamięć składa się z rozpaczy)

Ostatni wpis z tekstami Jeleny Fanajłowej miał fatalną oglądalność... Kontynuuję więc tę straceńczą misję (jak papuga z suchara, która powtarza Na chuj mi te pióra) i wklejam przywołanego przez rosyjską poetkę Serhija Żadana. Wiersze pochodzą z książki Antena, którą w 2020 roku wydały Warstwy, a przełożył je Bohdan Zadura. Czytajcie ludzie poezję!

niedziela, 6 października 2019

(Колыхаясь на волнах, как в русской cтрашной сказке или песне o васильках и об Оле гибнущей от любви)

No to może teraz wersja oryginalna, rosyjska, którą wyhaczyłem w sieci. Wiersz pochodzi z książki Черные костюмы (Czarne garnitury), wydanej w 2008 roku, a więc data "2009" jak się pojawia w polskiej książce to błąd. Fanailova powinna mieć w Polsce dużą publikację! Co zapewne nie nastąpi...


Елена Фанайлова

Черные костюмы

          1. Солнце

Они стояли рядом, близко, очень близко
От них пахло дорогим одеколоном
Загорелые – то ли солярий,
То ли только что с моря.
В черных костюмах, как итальянцы, хорошо пошитых
Улыбались вежливо
И быстро смотрели по сторонам
Коротко говорили друг другу: там, на машине —
Станешь спиной, закроешь.
Они достали
Длинные блестящие ножи, как в кинофильмах
Девяностых – Тарантино? Такеши Китано?
Они достали, короче, свои ножички
И сказали: если ты ее не оставишь,
Будет плохо. И улыбались.
Они стояли плотно.
Я чуял запах
Их кожи, их одеколонов, они явно читают
Журнал GQ, возможно, «Эсквайр»,
Возможно, прочтут
Какое-нибудь интервью со мною. Возможно,
Потом скажут друг другу: чувак, да этот тот парень,
Которого мы прикололи,
Вот смеху, чувак.
С интонациями переводчиков американских фильмов.
  
Наверху были мои девчонки.
Почему-то я сказал, что выйду первым
И подожду их внизу.
Там уже меня ждали
В черных итальянских костюмах
Двигались под ярким солнцем,
Как танцоры в балете
Короче, ты ее оставишь, понял?
Я сказал: отойдем, здесь моя дочь, не надо.
Они сказали: да мы уже все сказали.
И ушли. Сели в машину и отвалили.

Мои девочки спустились.
Мы сели в машину и уехали.

Позже я рассказал женам,
Первой, которая тогда была со мною,
И второй, из-за которой 
Состоялся этот балет,
Уточнив, что бросать ее не намерен.


          2. Бандитская свадьба в Pиге

Было яркое солнце в конце июня.
Мы с Леней и пианистом Вадимом Сахаровым
По прозвищу Птица
Гуляли перед концертом
За Домской площадью
(Они играли Пьяццолу,
Марию де Буэнос-Айрес)

Навстречу
Медленно двигалась группа плотных парней
В черных костюмах, белых рубашках и солнечных очках
В цветных оправах: красных, желтых и зеленых
Как клоуны.
В жару
Они были в плотных черных костюмах
Хорошо пошитых, двубортных и однобортных

И невеста
Как положено, в белом воздушном платье и фате
И рядом с нею жених, один из этих, в черных костюмах,
Но выделялся одною странной деталью:
Правая штанина была подвернута
Над белой, почти белой, свежевыструганной деревянной
ногой,
Он шел
На липовом костыле,
Как медведь из сказки, скырлы-скырлы,
На ярком-ярком солнце

Словно кадры из фильма Феллини,
Такеши Китано,
Они надвигались
И прошли как мираж,
Улыбаясь,
Как солнечный удар.

Через триста метров
Мы оказались
На набережной, мы смотрели
На предзакатную речную воду
Она текла так медленно, так спокойно

И в ней вниз лицом
Лежала утопленница

Ее обнаружили
Двое местных, но сомневались,
Вызывать ли полицию
К тому же у них не было мобильника
Позвонили по моему
Полиция приехала почти мгновенно
Но мы успели
Разглядеть ее черные туфли
И колоколом пеструю юбку До колена
Только лица было не увидать

Она лежала ничком,
Колыхаясь на волнах, как в русской
Страшной сказке или песне
О васильках и об Оле
Гибнущей от любви

sobota, 5 października 2019

(Kłębiąc się w falach, jak w rosyjskiej strasznej bajce lub pieśni o chabrach i Oli umarłej z miłości)

Elena Fanailova


CZARNE GARNITURY


          1. Słońce

Stali razem, blisko, bardzo blisko
Pachnieli drogą wodą kolońską
Ogorzali - albo to solarium,
Albo morska bryza.
W czarnych garniturach, jak u Włochów, świetnie skrojonych
Uśmiechając się grzecznie
I bystro rozglądając wokół
Krótko rozmawiali ze sobą: ta, w samochodzie -
Odwrócisz się, zasłonisz.
Wyciągnęli
Długie błyszczące noże, jak w filmach z lat 
Dziewięćdziesiątych - Tarantino? Kateshi? Tikano?
Wyciągnęli, krótko mówiąc, swoje nożyki
I powiedzieli: jeśli jej nie zostawisz,
Będzie źle.
Poczułem zapach
Ich skóry, wody kolońskiej, pewnie czytali
Pismo GQ, być może „Esquire‟, 
Być może przeczytają
Jakiś wywiad ze mną. Być może,
Powie potem jeden drugiemu: koleś, ten tu to facet,
Którego przykarauliśmy,
Ale jaja, koleś.
Z intonacją tłumaczy amerykańskich filmów.
Na górze były moje dziewczyny.
Z jakiegoś powodu powiedziałem, że wyjdę pierwszy
I zaczekam na nie na dole.
Tam już na mnie czekali 
W czarnych włoskich garniturach
Poruszali się w żarze słońca,
Jak tancerze w balecie
Krótka piłka, zostaw ją, jasne?
Powiedziałem: odejdziemy, to moja córka, dajcie spokój.
Odparli: nie ma o czym gadać.
I odeszli. Wsiedli do samochodów i odwalili się.

Moje dziewczyny odpuściły.
Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy.

Potem opowiedziałem to żonom,
pierwszej, która była wtedy ze mną.
I drugiej, z powodu której
Rozegrał się ten balet
Uściślając, że nie zamierzam jej porzucić.


          2. Bandyckie wesele w Rydze

Żar słońca w końcu lipca.
Z Leną i pianistą Wadimem Sacharowym
O przydomku Ptica
Bawiliśmy się przed koncertem
Za Placem Katedralnym
(Grali Marię z Buenos Aires
Plazolli)

Naprzeciwko
Z wolna przemieszczała się grupa mocnych chłopców
W czarnych garniturach, białych koszulach i okularach słonecznych
W kolorowych oprawkach: czerwonych, żółtych i zielonych
Jak klauni
W upale
W sutych czarnych garniturach
Świetnie skrojonych, dwurzędowych i jednorzędowych

I narzeczona
Jak należy, w białej ażurowej sukni i welonie
A wraz z nią narzeczony, jeden z tych w czarnych garniturach,
Lecz wyróżniający się dziwnym szczegółem:
Prawa nogawka była podwinięta
Nad białą, niemal białą, świeżo wystruganą drewnianą
nogą.
Szedł
Na lipowym kosturze,
Jak niedźwiedź z bajki, kuśtyk-kuśtyk,
Pod jaskrawym-jaskrawym słońcem.

Dosłownie kadry z filmu Felliniego,
Takeshi Kitano,
Wyglądali
I przeszli jak zjawy,
Uśmiechając się
Jak słoneczny udar.

Po trzystu metrach
Znaleźliśmy się 
Na wybrzeżu, patrzyliśmy
Na rzeczną wodę przed zachodem
Która tak wolno i spokojnie płynęła

I w niej twarzą do dołu
Leżała topielica

Wykryło ją 
Dwoje miejscowych, lecz wątpiliśmy,
Czy wezwą policję
Ponieważ nie mieli komórki
Zadzwoniliśmy z mojej
Policja przyjechała prawie natychmiast
Lecz zdążyliśmy
Wygładzić jej czarne pantofle
I kloszową pstrą spódnicę do kolan
Tylko twarzy nie było widać

Leżała twarzą do dołu,
Kłębiąc się w falach, jak w rosyjskiej
Strasznej bajce lub pieśni
O chabrach i Oli
Umarłej z miłości

2009


[Z książki: Elena Fanailova, Szybki numerek w Hotelu Europa, wybór, przypisy i przekład: Leszek Szaruga, Instytut Mikołowski, Mikołów 2019, s.27-30.]

niedziela, 18 sierpnia 2019

(Jej maniera, by wskazywać chłopom ich miejsce)

Elena Fanailova

DRUGA BABKA

W dzieciństwie jej nie lubiłam
Cały czas milczała lub żartowała posępnie
Jej rosyjski (w istocie krymski Grek
Po dziadku) dostał się do niewoli pod Smoleńskiem
I zginął w koncentraku w 44.
Tak to później ustalił ojciec chrzestny
Mojego brata.
Fotografię nagrobka przysłała
Lena Isajewa.
Jej dziadek też tam pochowany.

Na nas, dzieci, nie zwracała uwagi
Interesowała się tylko swoją krową
Doić wstawała o 4 rano

Jej modlitwy przed papierowymi ikonami
Mikołaja Cudotwórcy i Bogarodzicy
Obłożonymi tanią sztywną folią
Po prostu mnie przerażały
Kubek ciepłego mleka o 6 rano
Drażnił
Szczególnie pyłki w kubku
Ale w ogóle smak mi 
odpowiadał, i znosiłam to
Poranne przebudzenie, by zasnąć później
Do wspólnego rodzinnego wstawania
Zazwyczaj o dziewiątej

Dzięki bogu potrafię doić
I znam w mowie niemiecki
Ona najpierw przeżyła kolektywizację
Gdy ją, córkę rozkułaczonego charkowskiego chłopa,
Posłali do niemieckiego koncentraka w Rosji
A potem żyła pod okupacją

O tym, jak samoloty nadlatywały nad Don
Jak bombardowały mosty
Jak potem dobrzy byli Niemcy i Węgrzy
I jak chłopcy ślizgali się na trupach,
Oblanych wodą, jak na sankach
Tego dowiedzieliśmy się z bratem dopiero od ojca

Ręce miała suche i żylaste
Nigdy mnie nie obejmowała
A gdy obejmowała, lepiej by było bez tego
Jej odciski drapały mi plecy
Dotykanie jej nie było przyjemne
A ona sama też tego nie chciała

Gotowała okropnie
Wszystko, oprócz uchy.
Także barszcz, co u Ukrainki dziwne.
Jej śniadania były szybkie
Jej serniki zawsze przypalone
To dziecku wystarcza, by się bać takiej babki

Ale gdy dorosłam
Coraz bardziej mi się podobał
Jej mroczny autyzm
Jej żelazny charakter
Jej maniera, by wskazywać chłopom ich miejsce
I nie bać się ich alkoholowej bezmyślności
Zdałam sobie z tego sprawę gdy miała 11 lat

Jej drugi mąż był pijaczkiem
Ze zruszczonych jeszcze w XVIII wieku Niemców
Jej wioskę podzielono między Moskali i chochołów
Zwanych tak po przodkach, bez emocji
Po ojcu nosiła nazwisko Pjanycja
Zaś potocznie - Pietrowa

Dziadka Piotra ukrywała
W swojej piwnicy niemal do wojny
Póki nie umarł
Pochowali go w ogrodzie
Zbiegł z etapu na Sołowki
Na etapie umarła jego matka
Ojciec opowiadał potem, że na południu
Obwodu woroneżskiego
Służby specjalne pracowały niedbale

I co mam teraz odczuwać, co?

Babka zręcznie oprawiała ryby
Jazgarze, leszcze i karasie
Złowione przez synów w Donie
W procederze drobnego kłusownictwa

Z ojcem jeździliśmy do niej
Stateczkiem z woroneżskiej przystani
Przez sinozielone śluzy

Serce dziecka zamierało
Gdy one opadały i wznosiły się
Wśród ogromnych kredowych gór

Do dziś mi się śni
Że lekko, jak mocna ryba,
Przepływam przez ten gęsty świat wielkiej europejskiej rzeki,
Z jej wodnymi wrotami i wodorostami,
Z zatopionymi statkami, z głębokowodnymi skrytkami,
Plamami mazutu i benzyny
Z peronami i przystaniami, żeby dotrzeć do niej po Donie, do jej białego
       ukraińskiego domu
Z malwami przy parkanie

2014

[Wiersz w mistrzowskim przekładzie Leszka Szarugi z książki: Elena Fanailova, Szybki numerek w hotelu Europa, Instytut Mikołowski, Mikołów 2019, s. 40-42. 
A ja tymczasem skończyłem wstęp do SŁOWNIKA POLSKO-POLSKIEGO... Wyszło 22.439 znaków i jak myślę wystarczy. W związku z czym, niejako z rozpędu przepisałem ten dość długi wiersz rosyjskiej poetki. Elena Fanailova powinna mieć wydaną w Polsce grubą książkę, najlepiej w wersji dwujęzycznej. A czy tak się stanie w najbliższym czasie? Nie sądzę...]


niedziela, 23 czerwca 2019

(Nie ma kto pisać do pułkownika)

Jelena Fanajłowa

[Tu taki straszny upał]

Tu taki straszny upał.
Przychodzisz do domu -
Pachnie zleżałym kurzem, duszno.
Nie ma kto pisać do pułkownika.
Mnóstwo obowiązków wobec bliskich.
Lepiej ich nie wypełniać, zachowywać się wyniośle.
Liście zmieniły się w proch, nie zdążywszy zżółknąć.
Miłość zamieniła się w gazę z chloroformem.
W szczeniacką celofanową torebkę z trucizną.

Nie, żeby było ładniej: faceci w czerni wciągają kokainę,
Srebrne papierośnice, pincety, folia,
Lustra, wszystko prawdziwe, nie teraz,
Brązy, marmury, uprzejmi, kpiarscy mężczyźni.
(Jakoś we śnie czekałam na ciebie w podobnej kawiarni,
Dokładniej, w hotelowym barku, w szarozielonej, perłowej sukni z odkrytymi plecami).

Puszek drży w ramie okna.
Drzewa się kołyszą. Światło oślepia,
Jakby to wcale nie był wrzesień
I sieci,
Rozsiane w powietrzu i na podłodze,
Łowią oczy, wyławiają skórę i serce,
Ty u wezgłowia, przy sercu stoisz.


[Wiersz Jeleny Fanajłowej (albo jak kto chce - Eleny Fanailovej, gdy zastosować  angielską transkrypcję rosyjskich imion i nazwisk) w tłumaczeniu Zbigniewa Dmitrocy pochodzi z antologii Radio Swoboda wydanej w 2015 roku przez Biuro Literackie. Okazało się, że przy okazji wklejania tekstów z tej książki na hiperrealizm nigdy nie przedstawiłem skanu okładki. No to teraz ten brak uzupełniam.]





sobota, 22 czerwca 2019

Elena Fanailova „Lena i ludzie‟

 
 


[Wiersz w tłumaczeniu Leszka Szarugi z książki: Elena Fanailova, Szybki numerek w Hotelu Europa, Instytut Mikołowski, Mikołów 2019. Spotkanie autorskie z Eleną Fanailovą to dla mnie najważniejsze/najciekawsze wydarzenie tegorocznego Festiwalu Miłosza. Przy okazji tej imprezy ukazała się też wspomniana książka, która jednak nie jest zbyt obszernym wydawnictwem i pozostawia pewien niedosyt. Owszem, Fanajlovą tłumaczył już Zbigniew Dmitroca (antologia Radio Swoboda), ale może dobrze byłoby opublikować w całości np. jej tom Rosyjska wersja, oczywiście w edycji dwujęzycznej? Siedziałem sobie na tym spotkaniu, słuchałem czytającej wiersze poetki (to duża przyjemność słuchać na żywo języka rosyjskiego, nawet gdy autorka dość nonszalancko czyta swoje utwory), słuchałem ich polskich wersji w wykonaniu tłumacza i nie mogłem się nadziwić, że sala jest zapełniona zaledwie do połowy. ... A gdyby uważniej przyjrzeć się widowni, to okazałoby się, że w jej składzie przeważają ludzie z branży: piszący, tłumacze, wydawcy i akademiccy wykładowcy.]


wtorek, 30 sierpnia 2016

Pierwsza babcia

Jelena Fanajłowa


Pierwsza babcia

Pierwsza - dlatego, że mamina.
Mama - to podstawa mojego umysłu
I serca. Babcia jej piedestałem -
Jej barszcz gotuję do tej pory.
Była moją boginią. Nie mogę jej krytykować.
Choć jest za co. Teraz by była za Krymem.
Jak swego czasu za Stalinem.
Można ją zrozumieć.
Córka ukraińskiego parobka

Ukraińscy osiedleńcy
Byli czymś normalnym w naszych stronach.

Poszedł na zarobek do stolicy i porzucił rodzinę,
Czworo dzieci.

Ona rzuciła się w wir rewolucji. Odnalazła w niej siebie.
Miała 15 lat. Tam, oczywiście zwrot w lewo.
Sprawiedliwość. Złotouści chłopcy.
Między innymi mój dziadek.
Uczyła się z Płatonowem w woroneskiej szkole kadr partyjnych.
Wątpliwe czy ktoś pamięta ten świat,
Należący do uczelni medycznej budynek
Z czerwonej cegły
W Parku Dziecięcym

Rozkułaczała w Tambowie
Strzelała
Tam posiwiała
Gdy w jej furmankę rzucali nożem w plecy
Ona naprawdę nie rozumiał
Że dziadek był połowie Żydem
Ich w ogóle nie interesował
Problem narodowowściowy
Tylko seks i rewolucja
Wojna domowa
Zwycięstwo komunizmu
Byli zwykli i piękni
Blond bestie

Brązowe oczy mam po obu rodzinach
Jestem dokładną kopią dwóch cudem zachowanych zdjęć:
Matki dziadka, polskiej Żydówki Raisy,
I charkowskiej babki, Awdotii Pietrowny

Ale Ganna, Anna Iwanowna,
Blond bestia z bezczelnym rosyjskim aryjskim ukraińskim spojrzeniem
Niebieskich wyblakłych oczu historycznego zwycięzcy,
Znanym mi między innymi ze zdjęcia z lat trzydziestych,
Galina Bujwołowa to moja pierwsza dziecięca miłość,
Jej ręce nigdy nie wydawały mi się szorstkie.
Jej biust nigdy nie wydawał mi się zbyt brudny,
Choć zawsze upuszczała nań swojego barszczu -

Wrzeszczałam na nią, gdy przerywała moje rozmowy przez telefon
Z pierwszymi chłopakami.
Bawiło mnie i wzruszało,
Gdy próbowała naprawić moje stosunki z nimi

Obcinałam jej zrogowaciałe żółte paznokcie
I wycierałam za nią gówno
Gdy nie potrafiła donieść go do ubikacji
Byłam jej partnerem w interesach, gdy moja matka umierała
I trzeba było dwa lata
(tutaj film się urywa)

Wczoraj znów miałam sen, że przekazuje mi w spadku
Do niepodzielnego użytku
Swój czarodziejski dom na Południu okręgu woroneskiego, przy ukraińskiej granicy,
Który będę miała po śmierci.

[dalej Radio Swoboda Zbigniewa Dmitrocy i kapitalna Jelena Fanajłowa ze str. 68-70. Jej zestaw wierszy jest bardzo mocny! Nie wiem czy nie najbardziej mi się podoba z tej antologii.]