Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbigniew Dmitroca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbigniew Dmitroca. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 lutego 2024

Pan aptekarz

i lekarz z Birkenau... Wróciłem do lektury wierszy Igora Pomierancewa (które zgrabnie na polski przełożył Zbigniew Dmitroca). Bohater utworu widocznego poniżej umarł na udar mózgu podczas kąpieli w oceanie 7 lutego 1979 roku. Żałuję, że Mosad go nie dorwał i nie wywiózł do Izraela, tak jak Adolfa Eichmanna. Podobno go namierzyli, ale Eichmann był dla nich ważniejszy. No cóż, zawsze są jakieś priorytety... I to nie jest OK.

piątek, 12 sierpnia 2022

KGB i inne wiersze

Ależ to jest świetna książka! Igor Pomierancew KGB i inne wiersze, wybór i przekład Zbigiew Dmitroca, Wydawnictwo Warsztaty Kultury w Lublinie. Rzecz świeżo zeszła z prasy drukarskiej. Będziemy do niej tutaj wracać. Na początek dwa wiersze napisane po napaści Federacji Rosyjskiej na Ukrainę.

wtorek, 22 lutego 2022

(Sam jestem tylko strzępem tkaniny nadpalonej)

A jaką frekwencję zaliczy Maria Stiepanowa? 
Pytanie retoryczne... 
(kontynuujemy czynność papugi - patrz wczorajszy wpis - czyli autodestrukcyjny eksperyment, słowem ********** oglądalność)
Wspaniały poemat Stiepanowej Wojna bestii i zwierząt przetłumaczył Zbigniew Dmitroca, a książkę opublikowało Wydawnictwo Wolno przy okazji Festiwalu Miłosza w 2018 roku.

niedziela, 23 czerwca 2019

(Nie ma kto pisać do pułkownika)

Jelena Fanajłowa

[Tu taki straszny upał]

Tu taki straszny upał.
Przychodzisz do domu -
Pachnie zleżałym kurzem, duszno.
Nie ma kto pisać do pułkownika.
Mnóstwo obowiązków wobec bliskich.
Lepiej ich nie wypełniać, zachowywać się wyniośle.
Liście zmieniły się w proch, nie zdążywszy zżółknąć.
Miłość zamieniła się w gazę z chloroformem.
W szczeniacką celofanową torebkę z trucizną.

Nie, żeby było ładniej: faceci w czerni wciągają kokainę,
Srebrne papierośnice, pincety, folia,
Lustra, wszystko prawdziwe, nie teraz,
Brązy, marmury, uprzejmi, kpiarscy mężczyźni.
(Jakoś we śnie czekałam na ciebie w podobnej kawiarni,
Dokładniej, w hotelowym barku, w szarozielonej, perłowej sukni z odkrytymi plecami).

Puszek drży w ramie okna.
Drzewa się kołyszą. Światło oślepia,
Jakby to wcale nie był wrzesień
I sieci,
Rozsiane w powietrzu i na podłodze,
Łowią oczy, wyławiają skórę i serce,
Ty u wezgłowia, przy sercu stoisz.


[Wiersz Jeleny Fanajłowej (albo jak kto chce - Eleny Fanailovej, gdy zastosować  angielską transkrypcję rosyjskich imion i nazwisk) w tłumaczeniu Zbigniewa Dmitrocy pochodzi z antologii Radio Swoboda wydanej w 2015 roku przez Biuro Literackie. Okazało się, że przy okazji wklejania tekstów z tej książki na hiperrealizm nigdy nie przedstawiłem skanu okładki. No to teraz ten brak uzupełniam.]





sobota, 22 czerwca 2019

Elena Fanailova „Lena i ludzie‟

 
 


[Wiersz w tłumaczeniu Leszka Szarugi z książki: Elena Fanailova, Szybki numerek w Hotelu Europa, Instytut Mikołowski, Mikołów 2019. Spotkanie autorskie z Eleną Fanailovą to dla mnie najważniejsze/najciekawsze wydarzenie tegorocznego Festiwalu Miłosza. Przy okazji tej imprezy ukazała się też wspomniana książka, która jednak nie jest zbyt obszernym wydawnictwem i pozostawia pewien niedosyt. Owszem, Fanajlovą tłumaczył już Zbigniew Dmitroca (antologia Radio Swoboda), ale może dobrze byłoby opublikować w całości np. jej tom Rosyjska wersja, oczywiście w edycji dwujęzycznej? Siedziałem sobie na tym spotkaniu, słuchałem czytającej wiersze poetki (to duża przyjemność słuchać na żywo języka rosyjskiego, nawet gdy autorka dość nonszalancko czyta swoje utwory), słuchałem ich polskich wersji w wykonaniu tłumacza i nie mogłem się nadziwić, że sala jest zapełniona zaledwie do połowy. ... A gdyby uważniej przyjrzeć się widowni, to okazałoby się, że w jej składzie przeważają ludzie z branży: piszący, tłumacze, wydawcy i akademiccy wykładowcy.]


wtorek, 30 sierpnia 2016

Pierwsza babcia

Jelena Fanajłowa


Pierwsza babcia

Pierwsza - dlatego, że mamina.
Mama - to podstawa mojego umysłu
I serca. Babcia jej piedestałem -
Jej barszcz gotuję do tej pory.
Była moją boginią. Nie mogę jej krytykować.
Choć jest za co. Teraz by była za Krymem.
Jak swego czasu za Stalinem.
Można ją zrozumieć.
Córka ukraińskiego parobka

Ukraińscy osiedleńcy
Byli czymś normalnym w naszych stronach.

Poszedł na zarobek do stolicy i porzucił rodzinę,
Czworo dzieci.

Ona rzuciła się w wir rewolucji. Odnalazła w niej siebie.
Miała 15 lat. Tam, oczywiście zwrot w lewo.
Sprawiedliwość. Złotouści chłopcy.
Między innymi mój dziadek.
Uczyła się z Płatonowem w woroneskiej szkole kadr partyjnych.
Wątpliwe czy ktoś pamięta ten świat,
Należący do uczelni medycznej budynek
Z czerwonej cegły
W Parku Dziecięcym

Rozkułaczała w Tambowie
Strzelała
Tam posiwiała
Gdy w jej furmankę rzucali nożem w plecy
Ona naprawdę nie rozumiał
Że dziadek był połowie Żydem
Ich w ogóle nie interesował
Problem narodowowściowy
Tylko seks i rewolucja
Wojna domowa
Zwycięstwo komunizmu
Byli zwykli i piękni
Blond bestie

Brązowe oczy mam po obu rodzinach
Jestem dokładną kopią dwóch cudem zachowanych zdjęć:
Matki dziadka, polskiej Żydówki Raisy,
I charkowskiej babki, Awdotii Pietrowny

Ale Ganna, Anna Iwanowna,
Blond bestia z bezczelnym rosyjskim aryjskim ukraińskim spojrzeniem
Niebieskich wyblakłych oczu historycznego zwycięzcy,
Znanym mi między innymi ze zdjęcia z lat trzydziestych,
Galina Bujwołowa to moja pierwsza dziecięca miłość,
Jej ręce nigdy nie wydawały mi się szorstkie.
Jej biust nigdy nie wydawał mi się zbyt brudny,
Choć zawsze upuszczała nań swojego barszczu -

Wrzeszczałam na nią, gdy przerywała moje rozmowy przez telefon
Z pierwszymi chłopakami.
Bawiło mnie i wzruszało,
Gdy próbowała naprawić moje stosunki z nimi

Obcinałam jej zrogowaciałe żółte paznokcie
I wycierałam za nią gówno
Gdy nie potrafiła donieść go do ubikacji
Byłam jej partnerem w interesach, gdy moja matka umierała
I trzeba było dwa lata
(tutaj film się urywa)

Wczoraj znów miałam sen, że przekazuje mi w spadku
Do niepodzielnego użytku
Swój czarodziejski dom na Południu okręgu woroneskiego, przy ukraińskiej granicy,
Który będę miała po śmierci.

[dalej Radio Swoboda Zbigniewa Dmitrocy i kapitalna Jelena Fanajłowa ze str. 68-70. Jej zestaw wierszy jest bardzo mocny! Nie wiem czy nie najbardziej mi się podoba z tej antologii.]

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Sen Zoszczenki

Wiaczesław Kuprijanow

Sen Zoszczenki

Przed wschodem słońca
Fale morza
Wychodzą na brzeg
Jako ogromne ogniste tygrysy

Tygrysy wchodzą do mojego domu
Wnoszą do niego
Zapach słońca i morza

Ratują mnie
Przed chmarą przygnębiających żebraków
Pod moimi drzwiami

Żebracy pod moimi drzwiami
Nie pozwalają mi
Wyjść
Nad Morze

[dalej antologia Zbigniewa Dmitrocy Radio Swoboda i ten intrygujący tekst ze str. 22.
Przy okazji, jak czytam prawicowe media (a czytam je regularnie... najwyraźniej dla jakichś swoistych perwersyjnych doznań), a szczególnie teksty mające wychwalać "dobrą zmianę" i jej autorów, to nieuchronnie przychodzi mi na myśl Michaił Zoszczenko i jego nieśmiertelne Opowiadania o Leninie. W moim posiadaniu jest polski przekład tej kapitalnej prozy wydany przez Naszą Księgarnię w 1970 roku, polecam więc czytelnikom  hiperrealizmu tę książkę, gdzie znajdziecie Moi Drodzy pierwowzór publicystyki Michała i Jacka Karnowskich oraz innych politruków z portalu wPolityce i tygodnika wSieci.
Miłej lektury ;)) ]

niedziela, 28 sierpnia 2016

Spośród wszystkich rewolucji

Igor Pomierancew

[Spośród wszystkich rewolucji]

Spośród wszystkich rewolucji podoba mi się tylko ta jedna.
W XI wieku w Niemczech doły społeczne powstały przeciwko szarej odzieży.
Walczyły o prawo do noszenia karminowego, chabrowego, żółtego i obroniły wolność koloru.
W rezultacie koncentracja piękna w Europie gwałtownie wzrosła.
Osobiście jestem głęboko wdzięczny rewolucyjnym dołom niemieckim.

[wiersz w przekładzie Zbigniewa Dmitrocy z jego antologii przekładów współczesnej poezji rosyjskiej Radio Swoboda, str. 47]

piątek, 26 sierpnia 2016

Gwałtownie wchodzi druga

Linor Goralik

[Gwałtownie wchodzi druga]

Gwałtownie wchodzi druga.
Widzi pierwszą -
nigdzie się już nieśpieszącą, oswojoną
z tym gęstym ciepłem.
- Bogu dzięki, Natasza! Chodź szybko do mnie. Natasza!
Druga się kołysze,
mgnienie albo dwa.
Ale najpierw prędko przechodzi
do tylnej ścianki lewego płuca,
robi maleńką dziurkę,
wygląda na zewnątrz.
Nie, nie, nie ma tam nic dobrego - zimno, deszcz, huk.
Tak się tutaj śpieszyła, niczego nie obejrzała.
To wszystko takie niespodziewane, rano jeszcze w łódce nabojowej -
a teraz już są dorosłe.
tak się wystraszyłam.
Jak dobrze, że jesteś tu, Katiu.
Nie, nie, już się zagrzałam.
Jak dobrze, że jesteś tu, Katiu.
To takie niespodziewane, nie pożegnałyśmy się nawet.
Myślałam, że Cię więcej nie zobaczę.
O Boże, głuptasku, czemu płaczesz?
Przecież widzisz, że nigdzie nie idę, no co tobie?
Jesteśmy w cieple, razem, nic się nam nie przytrafi.
Znasz przecież mamę,
jasne, że mama nas znajdzie.
Przestań, głuptasku, bo inaczej i ja się popłaczę.

[wiersz w przekładzie Zbigniewa Dmitrocy przepisałem z książki: Zbigniew Dmitroca Radio Swoboda. Współczesna poezja rosyjska, Biuro Literackie, Wrocław 2015, str. 176]