Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pejzaż symboliczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pejzaż symboliczny. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 maja 2023

Walenty

[Ruda Śląska - Koksownia „Walenty‟ - kwiecień 1993]

Jak widać, grzebię trochę w archiwum, a właściwie to staram się zdygitalizować cały materiał z Górnego Śląska. Wszystkie zdjęcia zrobione w ramach projektu „Czarno-Biały Śląsk‟ (1999-2003) mam już w postaci cyfrowych wglądówek, teraz przyszła pora na lata 1991-1999. Jest tego trochę, a czy znajdę w tych negatywach jakieś skarby, dopiero się okaże. Walentego fotografowałem intensywnie w latach 1992-1996 i była z tego wystawa „Pejzaż symboliczny‟, pokazana w 1997 roku w Galerii ZPAF w Krakowie. Fotografowanie postiundustriali przy pomocy małego obrazka nie było zbyt dobrym (eufemizm) pomysłem... 

sobota, 8 czerwca 2019

Warto było ponownie odwiedzić wystawę Joanny Helander „Baby patrzą‟

w Muzeum Etnograficznym w Krakowie, a tam zreflektować się, że na recepcji można nabyć książkę Gerard K. breven frản Polen, na którą od dawna polowałem (dlaczego nie zauważyłem wcześniej, że wystawiono ją do sprzedaży?).

[Tytułowy Gerard K. na okładce Gerard K. breven frản Polen, zdjęcie z czwartej strony wykonane zostało przez Joannę Helander]

Rzeczone Listy z Polski Gerarda K. to mocno autobiograficzna proza w formie epistolarnej (Gerard K. jest ojcem narratorki i autorki), gdzie jednak pojawiają się też elementy fikcyjne. Oczywiście nie poczytam sobie zawartości tego tomu, ponieważ tekst jest w języku szwedzkim (znam jedynie tłumaczenie fragmentów, które opublikowano w 1994 roku w piśmie NaGłos), jednak obok słów znajdują się tam też zdjęcia, bardzo dużo zdjęć, głównie z Rudy Śląskiej. Chyba już kiedyś tutaj wspominałem, ale mogę to powtórzyć jeszcze raz (i nie raz), że główną inspiracją podczas pracy nad moim Czarno-Białym Śląskiem były śląskie fotografie Joanny Helander, zobaczone po raz pierwszy właśnie we wspomnianym numerze Nagłosu (a obok niej także dwóch fotografów z kręgu FSA - Johna Vachona i Todda Webba). Kiedy w lutym 2000 roku postanowiłem systematycznie fotografować Górny Śląsk, pierwsze miasto, do którego dotarłem to była Ruda Śląska, gdzie niemal automatycznie trafiłem w podwórko z zakładem fotograficznym „Foto-Maria‟... 

[Skan z książki: Joanna Helander, Gerard K. breven frản Polen, Nordstedts, Södertälje 1986, s.66-67.]

Widoczny na rozkładówce poniżej obiekt na lewej stronie, to budynek administracyjny KWK „Walenty-Wawel‟. W latach 1992-1996 fotografowałem rozbieraną wówczas Koksownię „Walenty‟ (primo voto „Wolfgang‟ - w Czarnych Diamentach Maxa Steckela jest też zdjęcie tego obiektu), a fotografie z tej serii znalazły się na wystawie Pejzaż symboliczny, prezentowanej w krakowskie galerii ZPAF w 1997 roku. Nic nie jest przypadkowe... 

[Skan z książki: Joanna Helander, Gerard K. breven frản Polen, Nordstedts, Södertälje 1986, s.84-85.]

piątek, 25 lutego 2011

„Walenty”


w kwietniu 1993.

Ruda Śląska, koksownia „Walenty”, kwiecień 1993

Ilford Pan F, naświetlany na 50 ASA (jak czytam na stykówce) i wołany w ID-11 w rozcieńczeniu 1:1. Zależało mi wtedy na dobrej jakości obrazu: ostrości i małym ziarnie. Ale zamiast użyć po prostu średnioformatowego Praktisixa ze wspaniały Tessarem, wolałem się męczyć małym obrazkiem… I zmagałem się z nim aż do 1997, kiedy w komisie na ulicy Szpitalnej nabyłem Hasselblada (w międzyczasie Praktisxowi padła migawka i nie było sensu jej naprawiać).
To chyba był początek kwietnia, do Rudy pojechałem w niedzielę o świcie, więc nie było tam pracowników rozbierających koksownicze instalacje, ani złomiarzy, którzy właśnie w święta głównie tam grasowali, ale znowuż nie tak wcześnie rano.
Po wywołaniu filmu i zrobieniu płachty, doszedłem do wniosku, że warto jeździć i fotografować „Walentego”, co czyniłem przez najbliższe 3 lata, aczkolwiek uzyskiwane efekty nie były dla mnie satysfakcjonujące. Zupełnie.

Ruda Śląska, koksownia „Walenty”, kwiecień 1993

środa, 23 lutego 2011

Epitafium dla F90 i koksowni „Walenty”


Ruda Śląska, koksownia „Walenty”, luty 1996

Bardzo lubiłem nim robić zdjęcia. Idealnie leżał w dłoni, dobrze mierzył parametry ekspozycji, precyzyjnie otwierał migawkę. Kupiłem go wiosną 1993 w Berlinie w sklepie fotograficznym Foto Meyer, mieszczącym się na Victoria Luiza Platz. Podczas fotografowania Walentego właśnie, w trakcie mroźnej zimy w 1995, w paru miejscach delikatnie popękała mi obudowa pryzmatu. Poza tym nigdy żadnej awarii. A po kilkunastu latach użytkowania, wnętrze wyglądało niemal jak nowe. Rok temu znalazłem podobny egzemplarz na Allegro z ceną wywoławczą 100 zł… Co za upadek.
Walentego od dawna już nie ma. W lutym 2002 wysadzono w powietrze widoczne na tych zdjęciach „dziesięcionożne” betonowe silosy (młyny węglowe?), czyli w sumie dość późno, bo gdy pierwszy raz ujrzałem je w oknie samochodu, jadąc z Wirka w stronę Rudy jesienią 1992, koksownia była już nieczynna. Zobaczone przez szybę cementowe konstrukcje, przypominały mi jakoś dekoracje do filmu sf o upadku cywilizacji po konflikcie nuklearnym, więc postanowiłem się tam wybrać z aparatem fotograficznym. I zrobiłem to dopiero w kwietniu 1993. Po czym przez kolejne 4 lata jeździłem tam robić zdjęcia, z których byłem kompletnie niezadowolony. Tak samo, jak z wystawy w 1997 w krakowskiej Galerii ZPAF, zatytułowanej „Pejzaż symboliczny”.

Ruda Śląska, koksownia „Walenty”, luty 1996

Ruda Śląska, koksownia „Walenty”, luty 1996