sobota, 6 lipca 2013

Patriotyczny bukinista


z Dworca Głównego w Krakowie wywiesił na swoim kramie reprint antysemickiego niemieckiego plakatu katyńskiego z 1943 roku (autorstwa Theo Matejko), na którym polskiemu oficerowi strzelają w tył głowy dwaj enkawudziści o karykaturalnych semickich rysach (zbrodnię w Katyniu, Ostaszkowie, Starobielsku, etc. propaganda Goebbelsa nazywała "judeobolszewickim mordem rytualnym"...). Powinienem może przymiotnik "patriotyczny" umieścić tak jak teraz w cudzysłowie, ale biorąc pod uwagę charakter obecnego prawicowego patriotyzmu, który jest najczystszej wody nacjonalizmem (eufemistycznie rzecz ujmując), nie muszę tego robić...

2013-07-06  07:10

piątek, 5 lipca 2013

Bytom-Karb, 04.11.2001



Widok z widuktu w ciągu ulicy Wrocławskiej. Wracając wczoraj do domu dziewięćdziesiatką czwórką, zobaczyłem, że tych budynków (na których ktoś namalował znak szczęśliwych Hindusów) już nie ma... Żal.
Powyższe zdjęcie to skan z klasycznej odbitki, którą zrobiłem jakieś 11 lat temu podczas przygotowań do publikacji Czarno-Białego Śląska. Myślę, że nagatywowa żałobna ramka (w albumie zdjęcia pojawiły się bez żałoby) jest w tym przypadku jak najbardziej na miejscu.

czwartek, 4 lipca 2013

AUTO KASACJA revisited



2013-07-04  17:43

Miejscowość nazywa się (chyba?) Sucha i to jest kilka kilometrów przed Strzelcami Opolskimi. Już kiedyś wcześniej fotografowałem tego Forda Fiestę na drągach, ale nie do końca byłem zadowolony z rezultatu. I zimą tego roku powtórnie (z podobnym efektem). No więc wracając dzisiaj z Dolnego Śląska postanowiłem zrobić ripleja. Co z tego wszystkiego wyniknie? Nie mam bladego pojęcia ;)

Sam samochód, no i też lokalizacja, nie wyglądają jakoś specjalnie zjawiskowo... Ale ten napis na prawej burcie o treści AUTO KASACJA jest bardzo pociągający i pasuje mi do wznowienia Afterlife.

wtorek, 2 lipca 2013

Wiązów revisited


Wstałem o 03:30, żeby równo ze wschodem słońca być we Wiązowie (co mi się nie do końca udało, bo droga 384 jest w przebudowie i musiałem jechać objazdami). Na miejscu byłem ok. 05:12 i od razu zabrałem się do pracy. Rozstawiłem statyw, ustawiłem kadr i nic już nie przestawiałem, tylko patrzyłem jak wędrują cienie po elewacji budynku i co pewien czas robiłem zdjęcia. Co z tego wszystkiego wyjdzie (i czy w ogóle coś?) nie mam bladego pojęcia. Mam nadzieję, że tak (prawdę mówiąc, wolałbym od razu sprawdzić to na ekraniku, tak jak jest to możliwe w cyfrze...).

[2013-07-02  05:41]

niedziela, 30 czerwca 2013

sobota, 29 czerwca 2013

FOTOGRAFIA NA SERIO


Żyjemy w czasach, kiedy fotografia jest jednym z najbardziej oczywistych środków komunikacji i ekspresji wizualnej, ale zarazem nie doceniamy chyba zaawansowanych procesów ideologizacji jakim podlega. Nasz lokalny dyskurs fotograficzny plącze się w siatce mało operatywnych kategorii: fotografii artystycznej, dokumentalnej, komercyjnej, prasowej etc. Tymczasem fotografia staje się na nowo polem realnej, politycznej polemiki i perswazji. Narodowo-religijny, konserwatywny etos utwierdzają choćby kolejne albumy fotograficzne Adama Bujaka, ukazujące słoneczne piękno polskiego krajobrazu i wzniosłość religijnych obrzędów, a wśród nich na przykład sylwetkę Antoniego Macierewicza przyjmującego komunię świętą. „Pokazuję wyłącznie dobro” − deklaruje prominentny krakowski artysta. Intrygujący temat na osobną rozprawę, wspominam tu o tym jedynie by podkreślić, że „Inne miasto” dokonuje w polu polskiej fotografii zmiany bardziej istotnej, niż się może z pozoru wydawać. To szczęśliwa adaptacja na rodzimy grunt anglosaskiej szkoły miejskiej fotografii o wyrazistym, społecznym przesłaniu.

Pisze Łukasz Gorczyca o Innym Mieście w najnowszym wydaniu Dwutygodnika. Więc na zachętę wklejam powyższy fragment jego felietonu/recenzji i zachęcam wszystkich do lektury. Nie tylko dla tego, że tekst jest naszemu projektowi bardzo przychylny, ale też - jestem o tym przekonany - jego autor idealnie odczytuje nasze intencje. DZIĘKI ŁUKASZ!

piątek, 28 czerwca 2013

Nareszcie w domu!


Siedzę wreszcie w domu, pijąc mocną herbatę (Yunnan, nie Ulung) i przeglądając album VorOrt. Eine Sammlung topographischer Fotografien Ostdeutschlands (stęskniłem się za tą książką). I słucham przy tym Pere Ubu z winylowej reedycji płyty Modern Dance. Jako że, epoka analogowa jest ewidentnie passe, więc niejako w temacie dwie bardzo fajne fotografie Petera Oehlmanna z terenu VEB Filmfabrik Wolfen z połowy lat '90. Firma ta produkwała materiały fotograficzne znane pod marką ORWO, np. zupełnie niezły negatyw czarnobiały NP 22 albo konfekcjonowany w Polsce przez Foton Bydgoszcz barytowy papier BBN o normalnej gradacji i pięknych ciepłych tonach... Ale kto to jeszcze pamięta?

Peter Oehlmann, Wolfen, Filmfabrik, 1995 [skan z albumu VorOrtEine Sammlung topographischer Fotografien Ostdeutschlands, Hatje Canz, Leipzig 1997. Str. 178]


Peter Oehlmann, Wolfen, Verwaltungsgebaude der Filmfabrik, 1996 [skan z albumu VorOrtEine Sammlung topographischer Fotografien Ostdeutschlands, Hatje Canz, Leipzig 1997. Str. 68]

środa, 26 czerwca 2013

ZAPROSZENIE NA SPOTKANIE AUTORSKIE


które odbędzie się jutro w Zachęcie o godz. 18:00 w sali warsztatowej. Prowadzenie: Joanna Kinowska. ZAPRASZAM SERDECZNIE.

Janicka & Wilczyk, INNE MIASTO, 15.03.2011

wtorek, 25 czerwca 2013

Skrzyżowanie Marszałkowskiej i Królewskiej w 1970 i 2012


W minioną sobotę odwiedziłem Galerię Raster i kupiłem wydaną przez nich książkę Mister Warszawy. Architektura mieszkaniowa lat 60. XX wieku pod redakcją Łukasza Gorczycy i Marka Czapelskiego. Publikacja niezmiernie interesująca ze względu na zamieszczone w niej teksty - oprócz wymienionych wcześniej redaktorów, także autorstwa: Tomasza Fudali, Marii Sołtys i Agnieszki Skolimowskiej oraz zdjęcia z lat 60. i 70. XX w., nad których  edycją czuwała Karolina Andrzejewska. 
No i na stronie 170 znalazłem fotografię bardzo dobrze mi znanego miejsca...

Fot. Marian Sokołowski, 1970 [skan z książki Mister Warszawy. Architektura mieszkaniowa lat 60. XX wieku, Fundacja Raster, Warszawa 2012, str. 170]

A teraz ten sam teren sfotografowany przez nas po 42 latach, ale trochę bardziej w lewo i z nieco wyższej perspektywy.

Janicka & Wilczyk, INNE MIASTO, 15.03.2012

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Miasto, którego nie było


(i którego nie ma), czyli artykuł Dwida Karpiuka o Innym Mieście w najnowszym Newsweeku. Zapraszam do lektury (na razie w wersji papierowej lub płatnej, jak go powieszą na portalu ogólnodostępnym, to wkleję linka).

[Newsweek, 26/2013  24-30.06.13]

sobota, 22 czerwca 2013

Po otwarciu


Miałem robić komórką zdjęcia na wernisażu, ale przyszło tyle znajomych osób, że o tym... zapomniałem.
Na całe szczęście Przemek Pokrycki cykał foty iPhonem, więc wklejam zdjęcie, jakie zamieścił na Facebooku.

fot. Przemysław Pokrycki

Prezentacji Innego Miasta w Zachęcie towarzyszy katalog. Polecam to wydawnictwo, ponieważ znajduje się tam 30 fotografii z lat 2011-2012 (bardzo starannie wydrukowanych), esej Gabrieli Świtek i wywiad z Elą i ze mną, który przeprowadziła Lidia Ostałowska. Wystawa trwa do 28 lipca 2013.

Natomiast w czwartek 27 czerwca 2013 o godz. 18:00 także w Zachęcie, odbędzie się moje spotkanie autorskie pt. Dlaczego hiperrealizm?, które poprowadzi Joanna Kinowska. ZAPRASZAM!

czwartek, 20 czerwca 2013

Wystawa już wisi,



ja siedzę,
Ela robi zdjęcie.
Podpisów jeszcze nie ma (14:09).
Tzn. pewnie (na pewno) już są.
Jutro o 12:00 konferencja prasowa.
A o 19:00 wernisaż.
Z A P R A S Z A M Y !!!

wtorek, 18 czerwca 2013

Dlaczego nie tak


Krzysztof Jaworski

Dlaczego nie tak

Chodzi mi o większą swobodę artystyczną
Pisząc swobodę artystyczną, czy masz na myśli możliwość nierobienia niczego
Ale absolutnie niczego?


[wiersz z tomu: Krzysztof Jaworski Do szpkiu kości, Biuro Literackie, Wrocław 2013. str. 94.]

Ten tekst jest mi szczególnie bliski na 3 dni przed wernisażem Innego Miasta. "Chodzi mi o większą swobodę artystyczną" oraz o "możliwość nierobienia niczego", "absolutnie niczego" ;))
W tle Bill Laswell i Praxis z płytki nagranej podczas koncertów w Polsce w 1997.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

ZAPROSZENIE DO ZACHĘTY


21 czerwca 2013 w piątek o godz. 19:00 w Narodowej Galerii Sztuki - Zachęta odbędzie się wernisaż wystawy INNE MIASTO autorstwa Elżbiety Janickiej i Wojciecha Wilczyka, na który niniejszym SERDECZNIE WSZYSTKICH ZAPRASZAM!


niedziela, 16 czerwca 2013

Over!!!


Ostatnie obrazy (być może właśnie w tej chwili) przechodzą przez maszynę w lablabie. Jutro podklejanie, oprawa i we wtorek transport do Zachęty. 
Dziwnie się czuję, bo nagle nic nie mam do roboty.
Przez półtora miesiąca ślęczałem przez ekranem komputera. I pracując sluchałem też sporo muzyki. Np. odświeżyłem sobie Coltrane'a (bez obaw, nie moczyłem tiffów w herbacie Ulung), a tu szczególnie przypadł mi do gustu album zawierający komplet nagrań do Africa/Brass Session. I idąc tropem rozszerzonych składów, także Charles Mingus i Dynasty. I po raz pierwszy chyba od nabycia tego CD, wysłuchałem do końca nagrań Milesa Daviesa z orkiestrą Gila Evansa w Corngie Hall w 1961 roku. W ogóle big bandy z epoki swingu, a tu szczególnie te sesje, w których brał udział Lester Young. Ale też nagrania Charlie Parkera i bardzo wczesne rejestracje występów Milesa Daviesa (czteropłytowy box Young Miles). Itd, itd. 
W pewnym momencie przerzuciłem się dla odmiany na - jak to kiedyś określali muzycy jassowi - "poważkę". I zapuściłem pięciopłytowy box z Parsifalem Wagnera (Wiener Philharmoniker & Georg Solti). Genialna muzyka (uwielbiam uwerturę) i nawet dotrwałem do czwartego winyla oraz jego strony "B", gdzie zaczyna się ostre teutońskie wycie, ale dalej już nie mogłem... Muszę przynać, że nigdy mi sie nie udaje wysłuchać finału tego dramatu muzycznego, może powinienem zacząć od końca? Genialna muzyka - jak już powiedziałem - chociaż kompozytor był niezłym skurwielem i do tego antysemitą...
Parsifala bardzo lubił też pewien nieudany malarz z prostokątnym wąsikiem (uważam, że zdecydowanie należy dawać stypendia artystom, to tańsze i - by rzecz ująć eufemistycznie - mniej kłopotliwe, niż walka z partiami, które zakładają...) i chyba też po klęsce pod Stalingradem, niemieckie radio grało to na okrągło. 
Na odtrutkę zapuściłem lp. z VIII Symfonią Szostakowicza, która to miała być niby o zwycięstwie pod Stalingradem, a tak naprawdę piła do czystek z czasów jeżowszczyzny (salwy egzekucyjne w II części), na czym zresztą poznał się generalissimus-językoznawca i kompozytor podał w niełaskę (uwielbiam Szostakowicza!).
Podczas retuszu negatywów i opracowywyania plików do edycji świetnie mi się słuchało. To bardzo ważne doświadczenie. Jeśli zaś idzie o wiedzę dotyczącą "magii wielkiego formatu", którą chcąc nie chcąc nabyłem (np. zobaczyłem, że wszystkie moje wielkoformatowe obiektywy nieźle winietują, a najostrzejszy z nich - 135mm - ma poteżną aberację chromatyczną), to nie czuję jakoś, żeby była ona dla mnie czymś koniecznym i niezbędnym... ;)
A teraz kłaniam się Państwu wieczornie, wyciągam z zamrażalnika trzecią butelkę Łomży-Export-Niefiltrowanej i zapuszczam Closera Joy Division, ma się rozumieć z analoga (180 Gram LP).