W postaci pdf jest już dostępny na stronie Otwarta Zachęta. O czym z przyjemnością wszystkich cztelników hiperrealizmu informuję i ZAPRASZAM DO OGLĄDANIA oraz CZYTANIA!
środa, 24 lipca 2013
wtorek, 23 lipca 2013
Petrochemical America
to album Richarda Misracha & Kate Orff, na który natknąłem się zeszłą sobotę w berlińskiej księgarni Walthera Königa. Rzecz dotyczy rzeki Mississippi, a konkretnie jej stupięćdziesięciomilowego odcinka od Baton Rouge aż po Nowy Orlean, noszącego też nazwę Cancer Alley - z racji zlokalizowania przy jej brzegu dużej liczby zakładów chemicznych. W książce można zobaczyć 150 fotografii tego terenu autorstwa Richarda Misracha (wykonanych w dwóch podejściach: w 1998 i 2010 roku) oraz rysunki Kate Orff, które są rodzajem "tablic edukacyjnych" pokazujących kulturowe, ekologiczne i ekonomiczne aspekty degradacji wspomnianego obszaru. Album wydała Fundacja Aperture w 2012 roku i na rodzimych portalach lub blogach poświęconych fotografii przeszedł on chyba bez echa... Szkoda, bo zdjęcia nie tylko są świetne (jak zawsze w przypadku Misracha), ale też dotyczą kwestii dewastacji środowiska naturalnego przez turbo-kapitalizm, z czym coraz bardziej mamy do czynienia również w Polsce (i niemal wszyscy obywatele tego kraju kładą na to laskę...). O Petrochemicznej Ameryce Fundacja Aperture pisze na swojej stronie w sposób następujący:
Petrochemical America features Richard Misrach’s
haunting photographic record of Louisiana’s Chemical Corridor, accompanied by
landscape architect Kate Orff’s Ecological Atlas—a series of “throughlines,”
speculative drawings developed through research and mapping of data from the
region. Their joint effort depicts and unpacks the complex cultural, physical,
and economic ecologies along 150 miles of the Mississippi River from Baton
Rouge to New Orleans, an area of intense chemical production that first garnered
public attention as “Cancer Alley” when unusual occurrences of cancer were
discovered in the region.
This collaboration has resulted in an unprecedented,
multilayered document presenting a unique narrative of visual information.
Petrochemical America offers in-depth analysis of the causes of decades of
environmental abuse along the largest river system in North America. Even more
critically, the project offers an extensively researched guidebook to the way
in which the petrochemical industry has permeated every facet of contemporary
life. What is revealed over the course of the book is that Cancer
Alley—although complicated by its own regional histories and
particularities—may well be an apt metaphor for the global impact of
petrochemicals on the human landscape as a whole.
A zdjęcia wyglądają (m.in.), jak poniżej. To oczywiście mój subiektywny wybór - więcej fotografii Richarda Misracha można zobaczyć np. na stronie Fraenkel Gallery, która go reprezentuje.
Richard Misrach, Holy Rosary Cemetery and Dow Chemical Corporation (Union Carbide Complex), Taft, Louisana, 1998
Richard Misrach, Playground and Shell Refinery, Norco, Louisiana, 1998
Richard Misrach, Norco Cumulous Cloud, Shell Oil Refinery, Norco, Louisiana, 1998
Richard Misrach, View of Exxon Refinery, State Capitol, Baton Rouge, Louisiana, 1998
Richard Mirach, Swamp and Pipeline, Geismar, Lousiana, 1998
Richard Misrach, Hazardous Waste Containment Site, Dow Chemical Corporation, Plaquemine, Louisiana, 1998
niedziela, 21 lipca 2013
sobota, 20 lipca 2013
piątek, 19 lipca 2013
FRÜH !!!
Przed galerią PIGASUS Polish Poster Gallery Asi i Mariusza Bednarskich przy Danziger Straße 52 w Berlinie, FRÜH!!! Zdjęcia zrobione wczoraj o 16:52, ale - jak nie trudno się domyślić - nie byłem w stanie wkleić ich wieczorem... ;))
środa, 17 lipca 2013
GOLGOTA NARODOWA
w sanktuarium Matki Bożej Bolesnej Pani Świętokrzyskiej w Kałkowie. To tam gdzie stoi betonowy Tupolew - upamiętnienie katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. I gdzie w kaplicy bł. ks. Jerzego Popiełuszki znajduje się autentyczny Fiat 125p (kaplica znajduje się we wnętrzu kamiennej Golgoty, bardzo podobnej do tej z Lichenia). Widoczne na zdjęciu poniżej wlepki przylepiono do skrzynki, która przymocowana jest do krzyża na szczycie wspomnianej instalacji...
[2013-07-15]
wtorek, 16 lipca 2013
Kielce, ul. Na ługach
[2013-07-16 15:59]
Czegoś takiego mi brakowało :)
Czekałem wytrwale aż słońce mocniej zaświeci przez dziurę w chmurach i zdarzyły się trzy takie momenty. Co z tego wyniknie (wynikło) okaże się niebawem...
poniedziałek, 15 lipca 2013
Marek Wykowski
o którego istnieniu nie miałem do tej pory pojęcia. Kilka dni temu Piotr Bekas wrzucił na Facebooka widoczne poniżej zdjęcie,
Marek Wykowski, z cyklu Silesian Ballad, Jaworzno
a ponieważ jest to dobrze mi znane skrzyżowanie na obwodnicy Jaworzna, które często przejeżdżam w drodze na Śląsk, więc zgooglowałem autora i znalazłem spory set jego fotografii na serwisie Flickr, a wśród nich serię o nazwie Silesian Ballad. Jak się można domyślić na pierwszy ogień otworzyłem Śląską balladę i... z wrażenia aż krzyknąłem sobie ŁAŁ!
Marek Wykowski, z cyklu Silesian Ballad, Jaworzno
Marek Wykowski, z cyklu Silesian Ballad, Zabrze
Bo w większości są to miejsca, które dobrze znam (powiedziałbym, że te obrazy mam pod powiekami), a Marek Wykowski w niezwykle prosty i zarazem celny sposób przedstwia je za pośrednictwem fotograficznego medium.
Marek Wykowski, z cyklu Silesian Ballad, Paniówki
Marek Wykowski, z cyklu Silesian Ballad, Chełmek
Marek Wykowski, z cyklu Silesian Ballad, Katowice
Oczywiście można poruszyć tutaj kwestię wpływologii. Sam autor nie okrywa inspiracji dla tego co robi i w wywiadzie dla portalu ILOVETHATPHOTO wymienia nazwiska takie jak: Clare
Richardson, Adam Jeppesen, Karin Apollonia Müller, Sophie Ristelhueber, Alec
Soth, Guy Tillim i Jem Southam (w rozmowie na blogu madaboutportraits dochodzi jeszcze Joel Sternfeld). Od siebie dodałbym może (zapewne znanego Wykowskiemu) Marka Powera.
Marek Wykowski, z cyklu Silesian Ballad, Zabrze
Marek Wykowski, z cyklu Silesian Ballad, Ruda Śląska
Marek Wykowski, z cyklu Silesian Ballad, Modlnica
Bardzo podoba mi się sposób działania Marka Wykowskiego i chociaż śląska seria udostępniona na serwisie Flikr, ma cechy materiału roboczego (niektóre skany są nie do końca wyczyszczone), to widać w tych fotografiach zręby wizualnej narracji, która dość dobrze i w - trafnie określonej przez tytuł cyklu - "balladowej" konwencji prezentuje topografię Górnego Śląska oraz Zagłębia. Mam nadzieję, że autor tych zdjęć będzie kontynuował swoje przedsięwzięcie, tak żeby można było z zarejestrowanych kadrów ułożyć albumową publikację.
Marek Wykowski, z cyklu Silesian Ballad, Zabrze
Marek Wykowski, z cyklu Silesian Ballad, Dąbrowa Górnicza
Marek Wykowski, z cyklu Silesian Ballad
niedziela, 14 lipca 2013
JANICKA, WILCZYK: WARSZAWA. POLSKA. ŚWIAT NIEPRZEDSTAWIONY
Czyli wywiad, jaki przeprowadziła z nami Lidia Ostałowska, który znalazł się w katalogu wystawy Inne Miasto, a teraz można go także w całości przeczytać na portalu Krytyki Politycznej. Na zachętę wklejam początek tej rozmowy:
Lidia
Ostałowska:
Wystawa Inne Miasto pokazuje Śródmieście Warszawy nieznane.
Wojciech
Wilczyk:
Oglądamy je z wysokiej perspektywy, chociaż nie z lotu ptaka. W XIX wieku tego
typu zdjęcia nazywano widokiem administracyjnym. Perspektywa wysoka, w
przypadku malarstwa nazywana napowietrzną, to także nawiązanie do
XVIII-wiecznej weduty. Podobny typ działania fotograficznego nigdy nie był w
Polsce szczególnie popularny.
Nadal pozytywnie wartościowany jest natomiast
wzorzec stworzony przez grupę fotografów związaną z Janem Bułhakiem. Najpierw
była to, anachroniczna pod względem obrazowania, konwencja piktorializmu.
Później „mistrz Jan” — zainspirowany niemiecką Heimatphotographie — przekształcił ją w rodzimy, etnocentryczny
program „fotografii ojczystej”. Zaczęto wówczas akcentować tzw. narodową
specyfikę pejzażu, a fotografię zaprzęgnięto w służbę idei „Polski
mocarstwowej”.
„Zdjęcia powinny obrazować naszą ziemię
ojczystą i ludzi ją zamieszkujących z najlepszej strony oraz posiadać wartość
artystyczną i piętno narodowe” — pisał wtedy Bułhak.
Elżbieta
Janicka:
Kiedy czyta się w pismach Bułhaka pochwałę „tradycji i rasy” wymierzoną w
„pasożyty przybłędy”, skóra cierpnie. W Innym
Mieście sięgamy do wcześniejszych, pierwotnych funkcji fotografii. Karol
Beyer, pierwszy zawodowy fotograf warszawski, wykonał serię widoków ze
świetlika kopuły kościoła ewangelicko-augsburskiego św. Trójcy, sąsiadującego
dzisiaj z Zachętą. Powstała panorama miasta złożona z 12 zdjęć. Beyer
sfotografował to, co jest, a nie to, co i jak powinno być. W wydanym niedawno
albumie z jego zdjęciami znalazły się tylko dwa widoki z serii. Idea opisania
przestrzeni wyraźnie nadal nie znajduje w Polsce uznania nawet w gronie
specjalistów.
WW: Tym bardziej
doceniamy np. archiwum Detroit Publishing Company pokazujące amerykańskie
miasta na przełomie XIX i XX wieku lub całkiem świeże prace angielskiego
fotografa Johna Daviesa zainteresowanego współczesnymi procesami
urbanistycznymi. Widoki miasta zarejestrowane z wysokiej perspektywy pozwalają
spojrzeć inaczej i zobaczyć więcej niż zdjęcia z poziomu chodnika. Jest to tym
ważniejsze, że operujemy na terenie postrzeganym jako pozbawiony wyrazu,
banalny i opatrzony. Zmiana perspektywy na bardziej zdystansowaną jest kluczowa
w sytuacji, w której przez sposób opisu przestrzeni chcielibyśmy się przyczynić
do zmiany potocznej świadomości.
Dlaczego
pokazujecie dawną Dzielnicę Północną, która stała się terenem getta?
EJ: Chcemy pokazać
centralne usytuowanie obszaru, który Jacek Leociak nazwał „miejscem-po-getcie”.
Takie ujęcie wchodzi w polemikę z przekonaniem, że miejsce Żydów, a później
Zagłady, było w historii Polski marginalne. Postrzegamy Warszawę jako stolicę,
a więc wizytówkę kraju. W tym sensie jest to dla nas przestrzeń reprezentacyjna
i reprezentatywna. Nasz projekt przynosi wizualizację tego, co na wierzchu i co
tkwi w centrum kultury i społeczeństwa, a co kultura i społeczeństwo dotąd
pomijały. Próby leczenia snem i milczeniem nie przyniosły rezultatu. Pora
dokonać bilansu i podjąć konfrontację ze stanem faktycznym.
[JANICKA & WILCZYK INNE MIASTO / OTHER CITY, 17x21cm, 112 str., wstęp Hanny Wróblewskiej, esej Gabrieli Świtek Grunt i horyzont, 30 kolorowych fotografii z opisami, wywiad przeprowadzony z autorami przez Lidię Ostałowską, biogramy, podziekowania oraz mapa getta opracowana przez Roberta Marcinkowskiego - użyczona nam przez Barbarę Engelking i Jacka Leociaka, autorów książki Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście. Wyd. Zachęta - Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa 2013]
[JANICKA & WILCZYK INNE MIASTO / OTHER CITY, 17x21cm, 112 str., wstęp Hanny Wróblewskiej, esej Gabrieli Świtek Grunt i horyzont, 30 kolorowych fotografii z opisami, wywiad przeprowadzony z autorami przez Lidię Ostałowską, biogramy, podziekowania oraz mapa getta opracowana przez Roberta Marcinkowskiego - użyczona nam przez Barbarę Engelking i Jacka Leociaka, autorów książki Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście. Wyd. Zachęta - Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa 2013]
sobota, 13 lipca 2013
POCHWALONY...
Wklejona poniżej wypowiedź Mariusza Foreckiego z Fecebooka wygląda jakby została wyrwana z kontekstu jakiejś dyskusji na temat wystawy Inne Miasto w Zachęcie. I pojawiająca się w niej swoista pochwała - biorąc pod uwagę typowo fotoreporterską konwencję obrazowania, w której jej autor się zazwyczaj wypowiada - musiała mu przyjść ze sporym trudem (i ja naprawdę ten duuuży wysiłek doceniam). Sytuację braku reakcji rodzimych dokumentalistów czy fotoreporterów na procesy zachodzące w Polsce po transformacji ustrojowej (i próby ich interpretacji), o czym później Forecki pisze, dobrze można było zaobserwować na wystawie Świat nie przedstawiony. Dokumenty polskiej transformacji, którą rok temu w CSW pokazał Adam Mazur. Dla mnie najlepszym próbnikiem w przypadku tego zjawiska jest Łódź. Poprzemysłowy zespół miejski, "polski Manchester", zjawiskowy postindustrialny plener, który w ciągu 24 lat jakie minęły od momentu ustrojowej transformacji nie doczekał się porządnego dokumentalnego zapisu... (a działa tam przecież słynna uczelnia filmowa z wydziałem fotografii).
piątek, 12 lipca 2013
czwartek, 11 lipca 2013
Spotkanie z Elżbietą Janicką w Zachęcie
dzisiaj o 18:00, sala warsztatowa, ZAPRASZAMY!
Elżbieta Janicka, Zielnik (od 2004), praca pokazywana na wystawie Sztuka polska wobec Holokaustu w Żydowskim Instytucie Historycznym im. Emanuela Ringelbluma.
środa, 10 lipca 2013
FUGA ŚMIERCI
Paul Celan
FUGA ŚMIERCI
Czarne mleko poranku pijemy je pod wieczór
Pijemy w południe o świcie piejmy je nocą
Pijemy pijemy
Grób kopiemy w powietrzu tam się nie leży ciasno
Człowiek mieszka w tym domu który się bawi z wężami ten pisze
Pisze gdy zmierzcha do Niemiec złoto twoich włosów Małgorzato
Tak pisze wychodzi przed dom i gwiazdy migocą przyzywa gwizdem swe psy
Gwizdem wywleka swych Żydów każe im kopać grób w ziemi
Nam rozkazuje teraz zagrajcie do tańca
Czarne mleko poranku pijemy nocą
Pijemy o świcie w południe pijemy cię wieczór
Pijemy pijemy
Człowiek mieszka w tym domu który się bawi z wężami ten pisze
Pisze gdy zmierzcha do Niemiec złoto twoich włosów Małgorzato
Popiół twoich włosów Sulamit kopiemy w powietrzu grób tam się nie leży ciasno
Krzyczy głębiej wrzynajcie się w glebę wy tutaj a wy tam śpiewajcie i grajcie
Chwyta za broń u pasa i wymachuje oczy jego niebieskie
Głębiej wryjcie łopaty wy tutaj w a wy tam grajcie do tańca
[wiersz w tłumaczeniu Stanisława Jerzego Leca z tomu: Paul Celan Psalm i inne wiersze (oprócz Fugi śmierci wszystkie utwory w wyborze i przekładzie Ryszarda Krynickiego), Wydawnictwo a5, Kraków 2013, str. 37]
wtorek, 9 lipca 2013
Bałwanienie do entej potęgi
Podobnie jak Krzysztof Varga pasjami czytam bloga Wojciecha Wencla (mam nadzieję, że jednak nie zaszkodzi mi to tak jak Vardze, felietonista Gazety Wyborczej popełnił bowiem swego czasu idiotyczny artykuł na temat Festung Warschau Eli Janickiej). Czytam Wencla w miarę regularnie i mam wrażenie, że każdym swoim felietonem pisanym dla Gościa Niedzielnego lub Gazety Polskiej, próbuje on przebić poprzednie teksty. Jeżeli więc artykuł dla pierwszego z wymienionych tygodników jest bałwanieniem do kwadratu (by przywołać termin użyty przez Jaroslava Haška w nieśmiertelnych Przygodach dobrego wojaka Szwejka), to w drugim mam już do czynienia z bałwanieniem do sześcianu, itd., itd. Przykładem bałwanienia do entej potęgi jest jeden z nowszych wytworów pióra Wencla, a mianowicie zamieszczony w Gościu Niedzielym (nr 27/2013) felieton pod tytułem Młodziankowie z Wołynia. Dzieci obmyte we krwi Baranka triumfalnie wstepują do nieba. Rzecz dotyczy czystki etnicznej na Wołyniu, której latem 1943 oddziały OUN i UPA dopuściły się na polskich mieszkańcach tych terenów, a czego skutkiem było brutalne wymordowanie ok. 60.000 osób. Wencel z właściwą sobie swadą pisze o tych tragicznych wydarzeniach w takiej oto poetyce (ręce opadają i nie tylko one zresztą...):
W
centrum rzezi wołyńskiej znajduje się Jezus Chrystus. Ci, którzy Jego ofiarę
sprowadzają wyłącznie do historycznej drogi krzyżowej, mają pewnie problem z
faktem, że nasi męczennicy na Wołyniu – fizycznie rzecz biorąc – doświadczyli
okrutniejszych, bardziej bolesnych tortur niż wcielony Bóg. Jednak Boża miłość
nie dlatego jest bezgraniczna, że Chrystus na Golgocie wycierpiał najwięcej,
lecz dlatego, że dobrowolnie zszedł na Ziemię, by uświęcać nasz los swoją
krwią. Był także tam, na Wołyniu, przed siedemdziesięciu laty. Bóg mocny,
przedziwny Doradca, Książę Pokoju. Szczęśliwi młodziankowie, ich rodzice i
dziadkowie, których ze spalonego raju poprowadził ku bramom niebios.
poniedziałek, 8 lipca 2013
Do poczytania w Newsweeku
o Innym Mieście (nr 26/2013 24-30.06.13). A jeżeli ktoś przegapił lub nie kupił, to wklejam poniżej skan całego artykułu Dawida Karpiuka:
Subskrybuj:
Posty (Atom)

,+Taft,+Louisana,+1998.jpg)




















.jpg)



