piątek, 14 października 2016

Bob Dylan z literackim Noblem

co osobiście, ani mnie ziębi, ani grzeje (no, może raczej to drugie w umiarkowanej ilości) i przypomniał mi się pobyt w Kopenhadze w 2011 roku, kiedy tradycyjnie wybrałem się do Statens Museum for Kunst, żeby popatrzeć na obrazy Emila Noldego (mają tam świetną kolekcję) oraz przede wszystkim na płótna Vilhelma Hammershøia. A na miejscu okazało się, że budynek jest w remoncie, więc nici z zaplanowanego oglądania, ponieważ w nieremontowanych salach rozgościła się kolekcja obrazów namalowanych przez... Boba Dylana. Wyszedłem stamtąd szybko, ponieważ zrobiło mi się jakoś dziwnie słabo.

I dalej hiperrealistyczna ścieżka, choć z tego co pamiętam (jakkolwiek mogę się tutaj mylić) Hammershøi nie malował z fotografii:

[zdjęcie z katalogu: Vilhelm Hammershøi Danish Painter of Solitude and Light, The Salomon R. Gugenheim Foundation, New York 1998. Oba obrazy mają identyczny tytuł: Interior of the Great Hall in Lindegården (Kalundborg), 1909, Cat. no. 61 i 62]

czwartek, 13 października 2016

PRESTIŻ (3)

A to jest mój ulubiony kadr z tej serii:

[Piaseczno, kwiecień 2016]

Nie byłoby tych zdjęć, w każdym razie na pewno nie w takim kształcie, gdyby nie Krzysztof Eberle, który udostępnił mi swojego 5D oraz shifta 24mm T-SE, DZIĘKI!
Pracuje się takim zestawem świetnie, powiedziałbym nawet, że wręcz intuicyjnie. Szkoda, że firma Nikon, której sprzętu jestem użytkownikiem (raczej zadowolonym), daje pod tym względem d*py...

Aha, wśród fotografów pokazywanych na wystawie Wreszcie we własnym domu. Dom POLSKI W TRANSFORMACJI (wernisaż w sobotę 22 października 2016 o godz. 19:00), będzie też Mark Power, którego nazwiska zapomniałem wcześniej wymienić.

środa, 12 października 2016

MIAŁO IMIĘ

MIAŁO IMIĘ (najnowszy, nieznany
wiersz Jarosława Kaczyńskiego,
utrzymany w typowej dla niego
poetyce turpistycznej)

Będziemy dążyli do tego, by nawet
przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy
dziecko jest skazane na śmierć, mocno
zdeformowane, kończyły się jednak
porodem, by to dziecko mogło być
ochrzczone, pochowane, miało imię.

[źródło: tym razem nie podaję konkretnej strony, bo ta wypowiedź jest cytowana wszędzie...]

wtorek, 11 października 2016

PRESTIŻ (2)

Albo ludzie ludziom zbudowali ten dom (te domy... nie tylko zresztą domy).

[Piaseczno, kwiecień 2016]

Więcej na wystawie Wreszcie we własnym domu. Dom POLSKI W TRANSFORMACJI podczas VIII edycji festiwalu WARSZAWA W BUDOWIE.

W trakcie ekspozycji w budynku dawnej drukarni, przy ul. Nowogrodzkiej 84/86 będzie można zobaczyć też zdjęcia: Łukasza Biedermana, Krzysztofa EberleŁukasza Knitera, Jarosława MatliAgaty Pankiewicz & Marcina PrzybyłkoMacieja RawlukaJędrzeja Sokołowskiego i Krzysztofa Zielińskiego

poniedziałek, 10 października 2016

PRESTIŻ

[Piaseczno, kwiecień 2016]

Powyższe oraz innych 29 zdjęć z tego mini-cyklu już niedługo do obejrzenia na wystawie Wreszcie we własnym domu. Dom POLSKI W TRANSFORMACJI podczas VIII edycji festiwalu WARSZAWA W BUDOWIE.
Organizatorzy - Instytut Architektury (Kraków) & Muzeum Sztuki Nowoczesnej (Warszawa) & Muzeum Warszawy (wiadomo).
Wernisaż - 22 października o godzinie 19:00.
Miejsce - budynek dawnej drukarni, ul. Nowogrodzka 84/86.

niedziela, 9 października 2016

Waverly Place

Richard Estes, Waverly Place, 1980. Olej na płótnie, 35,18 x 80,35".

Obraz o rok późniejszy od wczorajszego. Także (jak widać) namalowany z fotografii. Widoczne na płótnie miejsce wygląda teraz (wrzesień 2014) tak:


No cóż, googlerejestrator wyraźnie się nie postarał... Co wynika oczywiście z konstrukcji tego urządzenia, jakkolwiek preset "kolory Kodachrome" nie byłby chyba zbyt trudny do zaprogramowania?

Zastanawiam się, co jest bliższe naszemu oglądowi realnego, obrazek u góry, czy to coś na dole? 

sobota, 8 października 2016

Jone’s Diner

Richard Estes, Jone’s Diner, 1979. Olej na płótnie, 36,5 x 48"


[Powrót po krótkiej przerwie. Wprawdzie płótno pochodzi z kocówki lat '70, ale Richard Estes jest tutaj w formie sprzed dekady i więcej. I cieszy oko...]

sobota, 1 października 2016

Powinowactwo z wyboru

(mojego)

Frank Gholke, Landscape, Mineapolis, 1974 [z albumu: New Topohraphics
Steidl, third edition, Göttingen 2013, str. 168]

Ivan Lutterer, Praha mezi Rozcestim a Spořilovem, 14.9.1991 [z albumu: Ivan Lutterer 1954-2001, Studio JB, Lomnice nad Popelkou 2014, str. 124]

piątek, 30 września 2016

Na zapleczu rzeczywistości

By nawiązać nie tylko do tytułu wiersza Allena Ginsberga, kiedyś cytowanego na hiperrealizmie. Ivan Lutterer raczej nie jest w Polsce znany, co zresztą wcale nie dziwi... (choćby dlatego, że był wybitnym fotografem). Po zakupie na wiosnę tego roku monograficznego albumu, w którym można oglądać jego niepublikowane wcześniej zdjęcia, zorientowałem się, że w Czechach z tą popularnością też nie jest (nie było) najlepiej. Choć z drugiej strony, wydany w 2004 roku (trzy lata po samobójczej śmierci Lutterera) album Panoramatické fotografie był dość szeroko komentowany (czego ślady można jeszcze znaleźć w sieci), a wystawa panoram była prezentowana w Langhans Gallery. Wydana w 2014 roku przez Sudio JB książka Ivan Lutterer 1954-2001 zawiera mocno kontemplacyjne zdjęcia czeskich realiów z lat '70, '80 i początku '90. Motywy, miejsca i sposób ich prezentacji nie będą zaskoczeniem dla tych, którzy znają panoramiczne fotografie Lutterera, mnie natomiast te jego najpóźniejsze kadry - rejestrowane na peryferiach Pragi - nasunęły skojarzenia z setem Franka Gholke, jaki był prezentowany na słynnej ekspozycji Nowych Topografów w George Eastman House w 1975 roku. Oczywiście nie mamy tu do czynienia z bezwolnym naśladownictwem, co raczej z inspiracją i pewnie też podobną (melancholijnie czułą) relacją wobec tego, co można zbiorczo nazwać "zapleczem rzeczywistości".


[Ivan Lutterer 1954-2001, Studio JB, Lomnice nad Popelkou 2014, str. 116-117]

czwartek, 29 września 2016

VIA DELLA SANITA

Thomas Struth, z albumu Unconscious Places, Via della Sanita, Naples, 1988 (str. 120)

I pojawia się dość istotne pytanie, czy np. po takim kadrze - jak widoczny powyżej - ma jeszcze sens fotorealistyczne eksplorowanie okolic Gowanus Canal?

środa, 28 września 2016

From 6th Street

Randy Dudley, Coal Bunker From 6th Street. 1991. Olej na płótnie, 18x30".

Cały czas ta sama okolica: Brooklyn, Gowanus i Randy Dudley. 
Miejsce namalowane przez niego w 1991 roku (a wcześniej oczywiście sfotografowane - proszę zwrócić uwagę na widoczną w tym pejzażu... winietę)  wygląda teraz tak:

[tzn. wyglądało we wrześniu 2014]

wtorek, 27 września 2016

Gowanus Canal (4)

Mam ewidentną fazę na oglądanie (i kontemplowanie) obrazów Randy'ego Dudley'a...

Randy Dudley, The IND Viaduct Over 9th Street. 1992. Olej na płótnie, 28 1/2 x 54".

28 1/2 x 54 cala to 72,39 x 137,16 centymetrów.
Widoczne powyżej miejsce oglądane z końcówki Huntington Street wygląda teraz (tzn. w styczniu 2013) tak:



W tym przypadku googloerejestrator postarał się nawet o atrakcyjny kadr... Aczkolwiek zdecydowanie wolę obraz Dudley'a, który tym razem przefotografowałem (lepsza jakość niż skan) ze strony 85, wspomnianego już na hiperrealizmie albumu Photorealism at the Millennium (wyd. Louis K. Meisel, Harry N. Abrams, Inc, New York 2002).

poniedziałek, 26 września 2016

I cóż to za różnica?

Na moim ulubionym portalu śrubkologicznym optyczne.pl dokonano właśnie testu obiektywu Irix 15mm f/2,4 Blackstone. Na co czekałem niecierpliwie, ponieważ pod kątem pewnego przedsięwzięcia przymierzam się do zakupu ultra szerokiego szkła. Pod względem rozdzielczości stałka Irixa wypadła średnio dobrze (zupełnie nieźle w centrum kadru i dość średnio na krawędzi):


Obiektyw mocno też winietuje, ale po przysłonięciu do wartości f8 spadek jasności wynosi 36%. Ponieważ jednak mam zamiar używać Irixa głównie w opcji 4:5, wada ta specjalnie mnie nie rusza. Od dwóch lat jestem użytkownikiem Nikkora AF-S 20mm f/1,8 G ED, który w optycznym teście rozdzielczości uzyskał dość zbliżone wyniki:


Ze szkła Nikona jestem raczej zadowolony, więc jeżeli Irix wypada tak średnio dobrze jak moja dwudziestka, to jest to dla mnie... bardzo dobra wiadomość ;))