[21.11.2013]
piątek, 6 grudnia 2013
środa, 4 grudnia 2013
wtorek, 3 grudnia 2013
CZTEROLECIE BLOGA!
Które wybije dokładnie o 16:45, bo wtedy opublikowałem pierwszego posta, ale nie chce mi się czekać do popołudnia.
A więc już teraz nieco statystyki.
A więc już teraz nieco statystyki.
W ciągu tych czterech lat odnotowałem 301016 odsłon (stan na 07:13), co daje średnią dzienną na poziomie 206 wizyt
Do tej pory opublikowałem 956 postów.
Zamieszczonych do nich komentarzy jest 3269, czyli na jeden wpis przypadają stystycznie 3 wypowiedzi z ogonkiem (dokładnie 3,4194560... i tak dalej).
Trzy najpopularniejsze wpisy to:
1. Babi Jar - 1369 odsłon
2. Warszawskie ruiny w kolorze - 740 odsłon
3. Inne Miasto nominowane do Deutsche Börse Photography Prize 2014 - 574 odsłony.
Hm...
W przyszłym roku najprawdopodobniej (wszystko lub... prawie wszystko na to wskazuje) razem z Krzysztofem Jaworskim wystartujemy z sieciowym pismem hiperrealizm2, czyli pewną kontynuacją wydawanego 10-11 lat temu "pierwszego" hiperrealizmu. Co niniejszym anonsuję.
Z okazji dzisiejszego niewątpliwego jubileuszu grupa Ленинград i koncertowe wykonanie ich szlagieru Шоу-бизнес (pod tytułowym linkiem w kryje się też wersja płytowa z krążka Mат без электричества)
poniedziałek, 2 grudnia 2013
TA HISTORIA
TA HISTORIA (nieznany wiersz Piotra Bernatowicza,
[źródło: Piotr Bernatowicz Degradacje. Polscy rzeźbiarze eksportowi. Mirosław Bałka, Arteon, nr 11 (163) listopad 2013, str. 29]
napisany owszem siekierą, ale jakże na czasie…)
Sztuka abstrakcyjna potrzebuje kontekstów. Dom,
otoczenie, w którym artysta dorastał, stają się źródłem
jego znaczeń, którymi dzieło nasiąka jak gąbka.
Tworzy
artystyczną mitologię. Cmentarz żydowski, getto
w Otwocku. „Getto było tuż obok domu, w którym
się wychowałem. Towarzyszyło mi napięcie związane
z zagładą ludzi. Cywilów” – dodaje Bałka.
Ale przecież
chciałoby się powiedzieć,
artysta urodził się
kilkanaście lat po wojnie (1958). Wtedy
po lasach ścigano niedobitki polskiego podziemia nie-
podległościowego, ostatnich żołnierzy wyklętych.
Ta historia
nie zostawia cienia? Bo ofiary zostawiła, a nawet
ostatni kaci wciąż żyją wśród nas.
[źródło: Piotr Bernatowicz Degradacje. Polscy rzeźbiarze eksportowi. Mirosław Bałka, Arteon, nr 11 (163) listopad 2013, str. 29]
niedziela, 1 grudnia 2013
Świadectwa
Charles Reznikoff
[ze Świadectw]
II
Amelia miała tylko czternaście lat i wyszła właśnie z sierocińca; do swojej pierwszej pracy - introligatorni, i - tak proszę pana, tak jest proszę pani, ach, jakże chciała, żeby byli z niej
zadowoleni.
Stała przy stole, jasne włosy opadały jej na ramiona, i "odklepywała" pracę za Mary i Sadie,
zszywaczki
("odklepywała", czyli liczyła i układała książki w stosy do przeniesienia).
Na podłodze stało dwadzieścia drutozszywarek napędzanych przez wał obracający się
pod stołem;
zszywaczki kładły gotowe książki na maszynę,
ona rzucała swoje na stół. Stos książek rósł szybko
i kilka zsunęło się na ziemię
(mistrzyni ostrzegała: trzymajcie książki z dla od podłogi!)
i Amelia pochyliła się, żeby je podnieść -
trzy albo cztery upadły pod stół
między deski przybite dla oparcia nóg.
Czuła jak coś delikatnie chwyta ją za włosy;
podniosła rękę i poczuła, że wał się ciągle obraca
a razem z nim jej włosy, nawinięte i nawijające się wokół niego,
dopóki nie zerwał jej z głowy skalpu,
a krew nie zalała twarzy i tułowia.
[przekład Piotra Sommera w: LnŚ nr 12/2000, str 291-292]
[ze Świadectw]
II
Amelia miała tylko czternaście lat i wyszła właśnie z sierocińca; do swojej pierwszej pracy - introligatorni, i - tak proszę pana, tak jest proszę pani, ach, jakże chciała, żeby byli z niej
zadowoleni.
Stała przy stole, jasne włosy opadały jej na ramiona, i "odklepywała" pracę za Mary i Sadie,
zszywaczki
("odklepywała", czyli liczyła i układała książki w stosy do przeniesienia).
Na podłodze stało dwadzieścia drutozszywarek napędzanych przez wał obracający się
pod stołem;
zszywaczki kładły gotowe książki na maszynę,
ona rzucała swoje na stół. Stos książek rósł szybko
i kilka zsunęło się na ziemię
(mistrzyni ostrzegała: trzymajcie książki z dla od podłogi!)
i Amelia pochyliła się, żeby je podnieść -
trzy albo cztery upadły pod stół
między deski przybite dla oparcia nóg.
Czuła jak coś delikatnie chwyta ją za włosy;
podniosła rękę i poczuła, że wał się ciągle obraca
a razem z nim jej włosy, nawinięte i nawijające się wokół niego,
dopóki nie zerwał jej z głowy skalpu,
a krew nie zalała twarzy i tułowia.
[przekład Piotra Sommera w: LnŚ nr 12/2000, str 291-292]
I ten kapitalny i bardzo smutny zarazem wiersz/zapis Charlesa Reznikoffa skojarzył mi się ze zdjęciami Lewisa Hine'a, które przed pierwszą wojną światową wykonywał on na zlecenie National Child Labor Commitiee - organizacji walczącej o ustawowy zakaz pracy dzieci w USA (co ciekawe, ostatnie regulacje w tej kwestii uchwalone zostały przez Kongres dopiero w roku 1938...). Hine nie tylko robił zdjęcia nieletnich pracujących w amerykańskich fabrykach, ale także rozmawiał z nimi, notując informacje dotyczące ich wieku oraz sytuacji rodzinnej, co w formie maszynopisowych notatek dołączane było do naklejanych na tekturki fotografii.
Lewis Hine, fotografia wykonana na zlecenie National Child Labor Commitiee - One of
the spinners in Whitnel Cotton Mill. She was 51 inches high. Has been in the
mill one year. Sometimes works at night. Runs 4 sides - 48 cents a day. When
asked how old she was, she hesitated, then said, "I don't remember,"
then added confidentially, "I'm not old enough to work, but do just the
same." Out of 50 employees, there were ten children about her size.
Whitnel, N.C.
sobota, 30 listopada 2013
Refleksyjna sobota
A.R. Ammons
Refleksowy
Znalazłem
chwast
z lusterkiem
w środku
i to
lusterko
zerkało do
lusterka
we
mnie
z chwastem
w środku
Ich współżycie
Jedno niepowodzenie kładzie się
Plackiem na drugim
Mała Piosenka
Trzciny drżą
przed wiatrem
i drżeniem
zdradzają wiatr
[wiersze w przekładzie Pawła Marcinkiewicza przepisałem z Literatury na Świecie nr 12/2000, str. 233, 234, 235]
piątek, 29 listopada 2013
Marek Sobczyk "Badania mózgu w Polsce"
Po powrocie do Krakowa czekała na mnie miła niespodzianka, a mianowicie w skrzynce pocztowej znalazłem przesyłkę od Marka Sobczyka, której były dwa katalogi (DZIĘKI!).
[Katalog wystawy w DAP w Warszawie, 2013]
[Katalog wystawy w Legnicy, Jeleniej Górze i Wałbrzychu, 2012-2013]
No więc od razu prostuję informację, że warszawskiej wystawie w Domu Artysty Plastyka nie towarzyszyło żadne katalogowe wydawnictwo. Towarzyszyło! I wklejam poniżej dwa przykłady "badań" Marka Sobczyka (jak myślę bardzo istotnych w rodzimym artystycznym kontekście) z komentarzami autora.
Marek Sobczyk Co pan czuje jak pan maluje? [1979/198, 90x90cm, spray-lakier na płótnie]
Groszkowy lakier samochodowy (zaprawka wzięta z malucha), szablon, w którym każda sylwetka, każdego kolejnego człowieczka była osobno wycinana, ostatecznie jedno długie psikanie w celu odpowiedzi na postawione pytanie: Co Pan czuje jak Pan maluje?
Marek Sobczyk Bruno Schulz obcina i zakopuje penisa w jamce [1986, 180x210cm, olej na płótnie]
Bruno Schulz w montażu filmowym dwóch kadrów, w jednym zobaczeniu na obrazie naraz obcina i zakopuje penisa w jamce. Przy takim ujęciu mniej ważne wydaje się psychoanalityczne ujęcie, możliwe do rozważenia przez analizę Lacana (penis zajmuje specjalne miejsce w relacji rozkoszy, organ erekcyjny zaczyna symbolizować miejsce rozkoszy, nie jako on sam, ani nawet nie jako obraz, lecz jako brakująca część pożądanego obrazu), ważniejsze staje się przejście ponad ograniczeniami konwencji filmowej i malarstwa, i ostatecznie nie brak pożądanego obrazu, a jego nadmiar. Dodatkowo nieruchomy obraz malarski można oglądać tak samo długo jak film, po czym wrócić do niego i ponownie oglądać tak samo długo jak film.
I ten ostatni cytat oraz obraz kojarzą mi się nieodparcie z alegorycznymi poczynaniami niektórych polskich fotografów. Ciekawe dlaczego?
------------------
AKTUALIZACJA!
O 14:20 LICZNIK POKAZAŁ 300.000 ODSŁON :)))
------------------
AKTUALIZACJA!
O 14:20 LICZNIK POKAZAŁ 300.000 ODSŁON :)))
czwartek, 28 listopada 2013
Farvel Amager, jag vil savner dig
2013-11-27 12:46
Jednak wyszedłem wczoraj i zrobiłem trochę zdjęć w mżawce. I kiedy złożyłem już sprzęt i przyczepiłem statyw do plecaka, wracając na Elbę zobaczyłem w połowie Amagerbrogade widoczne na zdjęciu podwórko...
I za każdym razem (dla pewności strzeliłem trzy ekspozycje) przed naciśnięciem spustu migawki musiałem wycierać soczewkę obiektywu z wody.
Farvel Amager, jag vil savner dig...
środa, 27 listopada 2013
Polski badziew i Latidos del Olvido
Wyjrzałem przez okno "dziupli na Elbie" - jak nazywa Grzesiek swoje mieszkanie, a tu leje. Niby - wg. new.meteo.pl - pogoda ma się ustabilizować w okolicach przedpołudniowych, ale na razie fotografowanie odpada. Więc ogłoszenia prafialne.
1. Na łamach magazynu SZUM ukazała się moja recenzja książki Filipa Springera Wanna z kolumnadą. Tekst się nazywa Polski Badziew. Zapraszam do lektury!
2. Na hiszpańskim portalu Latidos del Olvido można ogląda moje zdjęcia z cyklu Postindistrial. Prezentacja będzie się stopniowo powiększać o kolejne odsłony i fotografie. Zapraszam do oglądania!
wtorek, 26 listopada 2013
"Blue Pueblo" isn (4)
Wczoraj (dalej i tylko i wyłącznie Amager - tym razem piony):
14:40
14:50
15:10
I dzisiaj rano:
08:02
08:17
08:22
09:08
poniedziałek, 25 listopada 2013
"Blue Pueblo" isn (3)
Amager wczoraj (i na tym kadrze się skończyło, bo zaraz wylazło ostre słońce, a ja za późno się wybrałem):
08:52
Amager dzisiaj rano (fotoGienia wszystko zmienia - połączenie fotograficznych możliwości mojego szajsunga s5610 z wizjerem pryzmatycznym ArcBody, który jak mi się wydaje nie jest oryginalny...):
08:03
08:09
08:21
08:27
08:39
08:53
09:04
niedziela, 24 listopada 2013
piątek, 22 listopada 2013
"Blue Pueblo" in statu nascendi
12:27
13:03
13:08
14:14
Dopiero koło południa zorientowałem się, że nie robię żadnej dokumentacji...
czwartek, 21 listopada 2013
Andrzej Dobosz "Monument"
Andrzej Dobosz, zdjęcie z serii Monument
Linka do strony kolektywu Promachine z fotoreportażem Andrzeja Dobosza wrzucił na Facebooku Łukasz Najder, więc zachęcony jednym z wyświetlających się zdjęć ze statuą JP II z Parku Miniatur Sakralnych w Częstochowie (pomnik błogosławionego papieża bynajmniej nie jest miniaturowych rozmiarów), momentalnie kliknąłem na hiperłącze. I co ciekawe, nie zwiodłem się... Materiał zarejestrowany przez Dobosza w "mieście świętej wieży", to kapitalny przykład fotograficznego dokumentu, który w zdystansowany sposób, rejestruje przejawy współczesnej polskiej religijności, bez zbędnego "dynamizowania" fotografowanych - jak zresztą widać ze zdjęć, statycznych raczej - sytuacji czy późniejszego podręcania obrazów w photoshopie. Więc nie znajdziemy tu np. tych wszystkich postprocesingowych (i nie) zabiegów, jakie w serii Faith Macieja Nabrdalika, przekształcają polskich katolików w zombie, ani też fotoreporter nikomu z odwiedzających częstochowski Park Miniatur Sakralnych, nie włazi na głowę. Świetne, wyważone zdjęcia!

Andrzej Dobosz, zdjęcie z serii Monument
Andrzej Dobosz, zdjęcie z serii Monument
Andrzej Dobosz, zdjęcie z serii Monument
Andrzej Dobosz, zdjęcie z serii Monument
środa, 20 listopada 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.jpg)
.jpg)





































