poniedziałek, 10 marca 2014

Jason Vaughn "Hide"

Jason Vaughn, z serii Hide


Jeżdżąc po Polsce i widząc gdzieś przez szybę myśliwskie ambony, które stawia się zwykle na skraju pól i lasów, zawsze myślałem, że to dobry motyw do zrobienia wizualnej narracji. Temat wielce znaczący i mocny, właściwie to samograj, bo mamy tu i obserwację z ukrycia, zasadzanie się na czyjeś istnienie, brutalną przemoc i archaiczny "męski sport", polegający na napier... z karabinu do bezbronnych zwierząt. Temat, którego jednak nikt w tym kraju do tej pory nie podjął... Ale to akurat jakoś mnie nie dziwi.
Zdjęcia Jasona Vaughna z serii Hide wykonane zostały w stanie Visconsin. Cykl ten prezentujący tamtejsze ambony, na które zabierano kiedyś całe rodziny, aby "rodzinnie" strzelać do jeleni to rodzaj przewrotnej typologii, która w wydaniu Vaughna ma też mocny podtekst osobisty.


Na zdjęcia Jasona Vaughna trafiłem dzięki facebookowej stronie pisma Stand Quartely.

Jason Vaughn, z serii Hide

Jason Vaughn, z serii Hide

 Jason Vaughn, z serii Hide


 Jason Vaughn, z serii Hide

Jason Vaughn, z serii Hide

Jason Vaughn, z serii Hide

niedziela, 9 marca 2014

KRESY (II)



[skan z książki: Wojciech Wilczyk Steppenwolf, Centrum Sztuki - Teatr Dramatyczny, Legnica 1997]

Niejako na własny użytek, ale też z wrodzonej przekory, nazywałem kiedyś zachodnie tereny Polski - czyli ziemie przydzielone nam w efekcie konferencji jałtańskiej - "kresami". Wczesną jesienią 1987 roku wylądowałem w Żaganiu w batalionie rozpoznawczym (o adresie JW 2943...), wchodzącym w skład 11 Drezdeńskiej Dywizji Pancernej im. Jana III Sobieskiego. Ponieważ otrzymałem tam od razu stałą przepustkę (tzw. "stałkę"), więc w ramach pielęgnacji zdrowia psychicznego, zaraz po porannym apelu wskakiwałem w "cywilki" (czyli cywilne ciuchy) i urywałem się z koszar. W ten sposób udało mi się zwiedzić dość kompleksowo Ziemię Łużycką (czyli tereny, które przed 1945 nazywały się Niederlausitz) oraz przyległe obszary. Jeździłem PKS-em, jeździłem PKP korzystając z 50% ulgi na bilety, a jak mi się kasa wreszcie skończyła, to... niespodziewanie i szczęśliwie przenieśli mnie do Krakowa.

Dworzec, który pojawia zeskanowanym wierszyku jest w Żaganiu. Spędziłem na nim wiele okołopołudniowych godzin półleżąc na peronowej ławce, paląc papierosy i gapiąc się w niebo. Przez chwilę miałem wątpliwości, czy te schodzące jeden za drugim do lądowania odrzutowce (patriota współczesny stanowczo użyłby wobec nich przymiotnika "sowieckie" zamiast "rosyjskie"), to były faktycznie Migi, a nie np. Su-27. No więc sprawdziłem jakie maszyny stacjonowały na pobliskim lotnisku w Szprotawie i wyszło mi, że musiały być to samoloty MiG-25 (pamiętam dokładnie ich oglądane od dołu podwójne tylne ustrzeżenie), radzieckie ciężkie myśliwce przechwytujące, osiągające prędkość ponad 3 Ma i zdolne do skutecznej pogoni za amerykańskimi Blackbirdami. Spalinowa lokomotywa to poczciwa SM-42, a piętrowe wagony to model Bipa, który wytwarzano w zakładach VEB Wagonbau Görlitz (czyli też w pobliżu). Rozmiary żagańskiego dworca były odwrotnie proporcjonalne do panującego tam ruchu, a pociąg do Legnicy tłuk się i wlókł niemiłosiernie po wybitych torach.

Aha, byłbym zapomniał. Na wypadek "W" moja jednostka miał zaatakować Danię...

piątek, 7 marca 2014

Pracowity piąteczek

Nie, nie czułem, że spaceruję samotnie (wręcz przeciwnie), wiedziałem dobrze, że jestem w Łodzi (a szerzej - w Polsce) i że otaczają mnie rodowici (1908) Łodzianie...




Kurtyna!

czwartek, 6 marca 2014

POLSKA W KRZYWYM ZWIERCIADLE FOTOGRAFII

Wygląda to jak redaktorski lapsus, ale chyba nie? Nikt temu podtytułowi wystawy Teraz Polska, której kuratorem był Krzysztof Miękus, nie zaprzeczył. Także sam zainteresowany. No i osoby udzielające się jakoś na rodzimym rynku fotograficznym, fotografowie (w wydarzeniu brało udział 31 osób pokazujących zdjęcia podpadające mniej lub bardziej pod kategorę dokumentu), krytycy, kuratorzy... Gdy zwróciłem na ten napis uwagę Adamowi Mazurowi, nie krył zaskoczenia, ale też i rozbawienia. Czy nikt wtedy, tzn. w roku 2006 w momencie prezentacji zdjęć śp. Yours Gallery lub na Miesiącu Fotografii w Krakowie, kiedy na pewno ukazał się już 04/05 numer pisma Pozytyw, będący katalogiem tej ekspozycji, nie zwrócił uwagi na ten wiele znaczące słowa (szczególnie w kontekście naszych polskich fotograficznych "tradycji" - równie dobrze można by mówić o braku tychże...). 

Poranne pisanie niniejszego posta od razu wprawiło mnie w dobry humor ;))




środa, 5 marca 2014

BODHIDHARMA ÜBER ALLES


[skan z książki: Wojciech Wilczyk Eternit, Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2002, str. 19]

Przy okazji poprzedniego wpisu i skanu ściągnąłem z regału Eternit i przeczytałem ponownie (po 12 latach?) trochę własnych tekstów. Prawdę mówiąc bez jakiejś specjalnej przyjemności i widzę też dokładnie, że nie trzeba się było aż tak spieszyć z wydaniem tej książki... Pewne kawałki są OK, ale sporo też należałoby wywalić, żeby publikacja miała sens. Lampa i Iskra Boża to było wtedy (jest nadal?) takie mocno punkowe wydawnictwo, więc o pracy stricte redakcyjnej nie było co marzyć... Książeczka miała mieć pierwotnie inną okładkę i chciałem, żeby znalazło się na niej zdjęcie, które ostatecznie powędrowało na jej IV stronę. Okładkowy portret autora namalował Marcin Maciejowski (o ile pamiętam obraz ten jest jednak w "skali szarości") na podstawie kolorowej fotografii, jaką kiedyś zrobił mi Dunio swą idioten kamerą. Różowy kolor okładki nawiązuje do "fioletowej serii" bruLionu z 1992 roku, bo książka ukazała się w dziesięciolecie tamtego wydarzenia razem z innymi tomikami, których było... no właśnie, nie jestem tego pewien, chyba jakieś 10 szt.? W przypadku przywołanego (i zeskanowanego) wierszyka miałem wtedy (12 lat temu) pewne wątpliwości, a teraz widzę, że niesłusznie.


wtorek, 4 marca 2014

JW 2943

[skan z książki: Wojciech Wilczyk Eternit, Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2002, str. 54]

Tak mi się skojarzyło z tym wszystkim co się teraz dzieje na wschodzie Ukrainy... Skojarzyło niedobrze, bo przed oczami stanęła mi cała wojenna machina, którą - wprawdzie w stanie pokojowym - miałem okazję obserwować podczas spełniania "zaszczytnego obowiązku" (maj 1987 - kwiecień 1988).

Kilka przypisów. Opisana w wierszyku historia jest autentyczna, aczkolwiek wydarzyła się tak naprawdę rok wcześniej i nie w Żaganiu (jak wskazywałby numer jednostki wojskowej), ale w tzw. "Zmechu" we Wrocławiu. Dlaczego dokonałem takiej podmiany, nie mam teraz pojęcia... Występujący w tekście oficer to postać realna, chociaż na potrzeby utworu awansowałem go o jeden stopień. Czteromisięczny pobyt we Wrocławiu nie był dla mnie jednak aż tak uciążliwy, ponieważ przed poborem dobry znajomy zaopatrzył mnie w porcję szczytów canabis indica ze swojego ogródka, więc wojenną rzeczywistość oglądałem ze sporym dystansem (koledzy z "izby żołnierskiej" zachodzili w głowę, jak to się dzieje, że popołudniami jestem narąbany, a nie czuć ode mnie alkoholu...). 

I tu przypomniała mi się jeszcze inna historyjka. W parku maszynowym naszej jednostki obok złomu typowego dla wojsk Układu Warszawskiego, stał jeden nowiutki T-72 (był to jedyny pojazd, którego nie można było fotografować). Więc przy okazji jakiejś uroczystości wypatrzyłem pułkownika od broni pancernej i zapytałem go o szanse takiej maszyny w przypadku konfrontacji z natowskim Leopardem 2. Pułkownik popatrzył na mnie drwiąco (oczywiście zwracałem się do niego per "obywatelu pułkowniku") i rzekł zawieszając głos, tak jakby się krztusił: "Podchorąży... podchorąży... kurwa jego mać... podchorąży... jak was kurwa Leopard namierzy... to macie piętnaście sekund, żeby wy-pier-da-lać!".

niedziela, 2 marca 2014

Sound Bombing

w wykonaniu formacji BNNT (Konrad Smoleński & Daniel Szwed), których instalację oglądałem w zeszłą środę (właściwie jest to dokumentacja plenerowych akcji "bombardowania dźwiękiem") na wystawie Co widać w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, jakoś upiornie spasowała mi do... aktualnej sytuacji na Wschodniej Ukrainie i Krymie. Anschluss tych terenów w wykonaniu Federacji Rosyjskiej wisi w powietrzu, co przypomina bardzo rok 1938, kiedy to III Rzesza pod wodzą nieudanego malarza (pewnie już o tym pisałem na hiperrealizmie, ale powtórzę po raz kolejny - uważam, że stanowczo należy dawać stypendia także kompletnie nieudanym artystom,  to znacznie prostsze i tańsze, niż walka ze skutkami działania partii, jakie zakładają... vide agresja werbalna naszego rodzimego "salonu odrzuconych") najpierw przyłączyła Austrię, a później dokonała rozbioru Czechosłowacji, w czym II RP miała też swój udział, dokonując aneksji Zaolzia (przy okazji - właśnie wtedy ukuto propagandowy termin "ziemie odzyskane"). Wracając do instalacji z MSN-u, z dużą frajdą, ale i niepokojem oglądnąłem dokumentację Sound Bombing BNNT, patrząc w wnętrza karoserii VW Transporter (T3 pick up) na ekran projekcji i słuchając miażdżących dźwięków, jakie wydobywały się z zainstalowanych w środku głośników.

BNNT, Sound Bombing na Dolnym Mieście w Gdańsku, 21-22 sierpnia 2013.

sobota, 1 marca 2014

Na sobotę dwa piękne zdjęcia Henryka Poddębskiego do kontemplacji

Z książki pod tytułem - typowo kolonialnym dla naszego myślenia o tamtych terenach - Kresy w fotografii Henryka Poddębskiego, wydanej w 2010 roku przez lubelską oficynę Ad Rem (zabawna koincydencja, bo taki był pseudonim Jerzego Urbana, gdy pisywał felietony do Szpilek). Dwa rewelacyjne kadry, pierwszy z Poczajowa, drugi z Pińska. 
Dałbym się chyba za nie pokrajać...



piątek, 28 lutego 2014

SŁYSZĘ, ŻE ZAKWITŁA SIEKIERA

Paul Celan

SŁYSZĘ, ŻE ZAKWITŁA SIEKIERA
słyszę, że tego miejsca nie da się nazwać

słyszę, że chleb, który na niego spogląda,
uzdrawia powieszonego, 
chleb, który mu upiekła kobieta,

słyszę, że nazywają życie
jedyną ucieczką

[wiersz w przekładzie Ryszarda Krynickiego z tomu: Paul Celan Pslam i inne wiersze, Wydawnictwo a5, Kraków 2013, str. 317]

Trochę a propos siekiery, to w lutym dokonałem małego eksperymentu i nie reklamowałem w ogóle bloga na Facebooku. No i co? No i nic, nic się nie zmieniło poza charakterem frekwencji. Odpadło to wnerwiające mnie klikanie, które spowodowane jest zalinkowanie nowego posta (jednak zwykle bez lektury treści tegoż), ale sama częstotliwość czy ilość wejść na stronę się nie zmieniły. Pora więc na kolejne eksperymenty,... ;)

czwartek, 27 lutego 2014

3 X Grzegorz Wróblewski & Amir Hadziahmetovic

vJest jeszcze jedno nagranie z sesji sprzed dwóch lat, ale na razie nie ma go na YouTubie. Od pewnego czasu Krzysztof Jaworski wrzuca na swojego bloga utwory zarejestrowane przez Grzegorza Wróblewskiego i Amira Hadziahmetovica. Od razu powiem, że dla mnie są to nagrania REWELACYJNE! I mam nadzieję, że obaj artyści na tym nie poprzestaną oraz że będzie regularna płyta! 
18 lat temu w Kopenhadze powstała formacja Slurp, którą Grzegorz Wróblewski tworzył wspólnie z Amirem Hadziahmetovicem (gitara basowa) i Sławomirem Słocińskim (perkusja - czy ktoś pamięta niebieską płytę Brygady Kryzys?). Zespół w tym składzie funkcjonował jednak krótko, czego należy żałować znając choćby materiał, jaki został zarejestrowany podczas koncertu w cmentarnej kaplicy na kopenhaskim Asystent Kierkegaard (1996). Muzyczne drogi Wróblewskiego i Hadziahmetovica zeszły sie ponownie 16 lat później i mamy te świetne uwtory (wiersz Schyłek pochodzący z tomiku Ciamkowatość życia Wróblewski wykonywał właśnie ze Slurpem).

Grzegorz Wróblewski & Amir Hadziahmetowic Pięści władzy

Grzegorz Wróblewski & Amir Hadziahmetowic Wiara

Grzegorz Wróblewski & Amir Hadziahmetowic Schyłek

wtorek, 25 lutego 2014

"Jedynka" Macieja Rawluka

No i jest rewelacja! Staram się regularnie zaglądać na bloga Macieja Rawluka, na którym można oglądać jego zdjęcia kamienic w Łodzi (12.000 - nazwa strony to liczba budynków, jakich się doliczono w tym mieście), ale ostatnio pojawiały się tam co prawda nowe wpisy, jednak aura widoczna na fotografiach wskazywała, że zapisu dokonano raczej w okresie pełnej wegetacji. Czy autor nie korzysta z jesiennej pogody i rozproszonego światła, tak korzystnych dla tego typu rejestracji - zastanawiałem się, a tymczasem Maciej pracował intensywnie nad równoległym przedsięwzięciem, o którego istnieniu powiadomił mnie (via Facebook) zaledwie przedwczoraj. Jedynka to projekt poświęcony Drodze Krajowej nr 1, która jest główny szlakiem komunikacyjnym przecinającym Polskę z południa na północ. Cykl wprawdzie nie jest ukończony, a zdjęcia udostępnione na internetowej stronie ułożono w tymczasowej kolejności, która nie respektuje drogowej topografii, ale... to co można tam zobaczyć już robi kolosalne wrażenie! Prawdziwa rewelacja, że się powtórzę. Projekt, w którym widać dużą świadomość wizualną oraz dyscyplinę działania. Chapeau bas!

Maciej Rawluk, z serii Jedynka

Tym razem odstępuję od "tradycyjnej" dla hiperrealizmu formy prezentacji wyboru zdjęć i ZAPRASZAM na autorską stronę Macieja Rawluka, jest co oglądać!

poniedziałek, 24 lutego 2014

Faust i Herito

Na niemieckim portalu www.faust-kultur.de przy okazji wystawy War hiereine Synagoge? Synagogenbauten in Polen w Kraszewski-Museum w Dreźnie ukazał się artykuł dr Stefany Sabin, poświęcony projektowi Niewinne oko nie istnieje. Zapraszam do lektury!


W najnowszym kwartalniku Herito (nr 13/2013) natomiast można przeczytać mój szkic Po co tworzyć fotograficze "archiwum rzeczywistości"?, którego tematem są zdjęcia, jakie można oglądać w albumach Vor Ort Ost. Eine Sammlung Topografisher Fotografien Ostdeutschlands (Hatje Canz Verlag, Leipzig 1997) oraz Stadt Land Ost (Hatje Canz Verlag, Leipzig 2001), będące efektem planowo sporządzanej dokumentacji wschodnich landów przez grupę kilkunastu fotografów, finansowanych przez koncern VNG (o czym kilkakrotnie pisałem na hiperrealizmie)
Wspomniany tekst nie powstałby bez niemieckiego fotografa Louisa Volkmanna, ponieważ to on sprezentował mi pierwszą z wymienionych książek, a potem wyszukał dla mnie w tamtejszych antykawriatach kolejne publikacje z tej "serii". Wielkie Dzięki Louis!
Zapraszam więc wszystkich do lektury nowego, bardzo interesującego numeru Herito, który poświęcony jest - jak głosi zajawka na okładce - konfliktom pamięci.



A poniżej wklejam dla zachęty fragment mojego tekstu:

Dokumentalne zdjęcia zgromadzone w tomie Vor Ort, które w Polsce zarówno przeciwnicy jak i admiratorzy tego rodzaju obrazowania mają zwyczaj określać czasem mianem „nudnej fotografii”, wydają się rodzajem rejestracji rzeczywistości, który dostępny jest każdemu użytkownikowi kamery fotograficznej. I o ile same techniczne uwarunkowania procesu zapisu obrazu są dość łatwe do opanowania (czy wręcz banalnie proste, szczególnie po cyfrowej rewolucji, która przeorała to medium), o tyle decyzja o wykonania zdjęcia w konwencji werystycznej nie jest wcale czymś oczywistym. Warto tutaj zaznaczyć, że kolekcja fotografii zgromadzona przez VNG ma charakter unikatowy i to nie tylko w Niemczech, gdzie w sztukach wizualnych żywe są przecież tradycje realistycznego obrazowania spod znaku Neue Sachlichkeit. tak kompleksowych zapisów nie zrealizowano w innych państwach byłego bloku wschodniego. Procesy transformacyjne, które zaszły na tych terenach i doprowadziły do poważnego przemeblowania krajobrazu, czemu towarzyszyły przecież silne społeczne zwirowania, nie były konsekwentnie dokumentowane.

Fotografie zebrane w albumie Vor Ort wyróżnia swoiste „zawieszenie osądu”, zdefiniowane przez Williama Jenkinsa w kurtorskiej przedmowie do słynnej wystawy New Topographics: Photographs of a Man­Altered Landscape (pokazywanej w Georg Eastman Hause w 1975 roku) w następujący sposób: ­ „Fotografowie dokładają wszelkich starań, aby w ich prace nie wkradł się choćby najdrobniejszy ślad osądu czy komentarza”. Przymiotnik „topograficzny” użyty jako określenie charakteru fotografii, pojawia się więc w tytule tej publikacji nieprzypadkowo, bo obok przywołanej wcześniej Nowej Rzeczowości to właśnie zdjęcia „nowych topografów” są tutaj płaszczyzną odniesienia. Powstrzymywanie się od wydawania sądów w trakcie rejestrowania miejskich lub przemysłowych krajobrazów byłej NRD ma też swój wymiar praktyczny. W powszechnym odbiorze takie tereny (dotyczy to także innych państw dawnego bloku wschodniego) są przede wszystkim „brzydkie” i „naznaczone komunizmem”. Jeżeli popatrzymy na zdjęcia rodzimych fotoreporterów, którzy fotografowali schyłek PRL­u oraz czasy politycznej transformacji, to raczej nie dowiemy się z nich, jak wyglądał miejski, wiejski czy industrialny krajobraz. Działo się tak nie tylko dlatego, że wizualnym odniesieniem dla krajowych fotografów była zwykle anachroniczna estetyka prac Jana Bułhaka, ale także dlatego że – tu mrugniecie okiem ­ „prawdziwe życie jest (było) gdzie indziej”.

niedziela, 23 lutego 2014

Jesus Christ Pentium Inside


Jesus Christ Pentium Inside

                                Robertowi Tekielemu

Robercie Tekieli,
Klubowe z odrywanym ustnikiem w 1990.
Kino Stolica w 1993 albo 1994.
3,5 miliona starych złotych.
Albo 2,5 miliona.
Które przepiłem natychmiast po przyjeździe,
Robercie Tekieli.
Nie miejcie złudzeń, co do jego osoby.
3 rozmowy telefoniczne.
Albo cztery.
Jeden list.
Bez daty.
Robercie Tekieli,
w 92 mieszkałem blisko miejsca, w którym RAF
trzymała Schleyera.
Garaż, jak garaż.
Robercie Tekieli,
czy uwierzyłeś w samobójstwo Raspego,
Enslin i Baadera?
Ja też nie. Stałem
i pobrzękiwałem butelkami, nie wierząc.
Heckler & Koch ma ramę długości 15,7 cm.
Butelka ma 23 cm wysokości.
No właśnie.
Nie wierzę też w Warszawę i Kraków.
Robercie Tekieli,
nasze listy się zestarzeją.
Nasze rozmowy pójdą w zapomnienie.
Nie odgrzebie nas żaden antropolog.

[wiersz z tomu: Krzysztof Jaworski Drażniące przyjemności. 1988-2008, Biuro Literackie, Wrocław 2008, str. 119]

80586 Inside

Na internetowej stronie Gazety Polskiej lub na portalu niezalezna.pl przy inkwizytorskich artykułach sygnowanych przez Roberta Tekielego zazwyczaj pojawia się widoczny powyżej awatar, którego poddałem procesowi stukrotnej "warcholizacji". 
Sam wizerunek byłego szefa pisma bruLion został jednak najpierw mocno "skaszpiryzowany" (to chyba jakieś dalekie echo wcześniejszych satanistycznychcznych zainteresowań autora tomu wierszy Nibyt?), a także nieco "wylaszczony", ponieważ wyjściowy portret jest jak widać poniżej dość przaśny, choć na pewno niepokojący... ;))

[źródło: http://niezalezna.pl/33551-nowa-ksiazka-roberta-tekieli-o-psychomanipulacji]

sobota, 22 lutego 2014

REMINISCENCJE DREZDEŃSKIE

Wystawa Niewinnego oka w Kraszewski-Museum w Dreźnie wypadła bardzo fajnie. W pomieszczeniach dawnej willi Ignacego Kraszewskiego przy Nordstraße 28 zmieściło się 13 prac (tym razem nie było slideshowu, nie było na niego po prostu miejsca). Zdjęcia zrobiłem przed i w trakcie konferencji prasowej, na wernisażu nie miałem już na to czasu, poza tym wnętrze było pełne ludzi. Na ostatniej fotografii widać plakaty dwóch poprzednich wystaw, prezentowanych w Kraszewski-Museum. Hm... niezłe towarzystwo.