Uwielbiam oglądać poniższą fotografię Mathew Brady'ego (ściągnąłem je oczywiście - świadczy o tym znak wodny w lewym dolny rogu - ze strony www.shorpy.com). Pomimo wykorzystania archaicznej techniki mokrych płyt kolodionowych, zdjęcie to wygląda bardzo współcześnie, jeżeli wziąć pod uwagę sposób postępowania fotografa. Robiąc dokument 150 lat po naświetleniu tego kadru, właściwie działa się bardzo podobnie... Z tą uwagą jednak, że współcześni użytkownicy technologii mokrego kolodionu, najczęściej stylizują swe fotografie na stare zdjęcia i robią wszystko, aby emulsja im się tu i ówdzie porozlewała. ;)
Mathew Brady or his assistant, 1863. Hanover Junction, Pennsylvania. Passenger train at depot.
Chris Killip Angelic Upstarts at a Miners’ Benefit Dance at the Barbary Coast Club, Sunderland, Wearside, 1984
Bardzo lubię to zdjęcie Chrisa Killipa (przy okazji - to 666 post... a i też zapomniałem o zaznaczeniu 3 rocznicy powstania bloga, która wypada 3 grudnia...).
Bardzo też lubię Angelic Upstarts...
Zespół ten nagrał w 1983 roku piosenkę Solidarity, której tekst nawiązuje do strajków na Wybrzeżu. Co ciekawe song miał dwie wersje, różniące się słowami. W wariancie (pierwotnym?), jaki pojawił się na kompilacyjnej płycie Lost and Found (1991), w piosence słychać refren-aklamację: Dear God, Dear God, Dear God, let this
strike, cruel strike carry on, co przypomina trochę solidarnościowy song, wykonywany m.in. przez Macieja Pietrzyka, ze słowami: Boże Nasz, Boże Nasz, jak ten strajk, jak ten strajk, długo trwa. W wersji z singla z 1983 roku, w refrenie usłyszymy natomiast: Give
them hope, give them strength, give them live, like a
candle burning in the black of night. Reszta tekstu też się całkowicie rożni. Co ciekawe, w tej naszej "solidarnościowej" tradycji Angelic Upstarts są niezwykle słabo obecni...
[Solidarity, wersja z płyty Lost and Found, 1991]
[Solidarity, wersja singlowa, 1983]
Angelic Upstarts
SOLIDARITY (wariant z płyty Lost and Found)
we the
shipwrights and the dockers here we stand
and
behind us every worker hand in hand
we'll
get independent unions that are free from party minions
when
we'll win we'll built a free and happy land
dear god, dear god, dear god,
let this
strike, cruel strike carry on
though
they cling to depiction and want our crucifixion
we shall
stand every pain 'til we are done
all our
women and our children stand with us
and
we'll stand come tanks, starvation, tear gas
we'll
get independent unions that are free from party minions
nothing
will deter the polish working class
dear god, dear god, dear god,
let this
strike, cruel strike carry on
though
they cling to depiction and want our crucifixion
we shall
stand every pain 'til we are done
wired
camps, crooked courts, prison cells
swollen
faces, broken bones and bloody heads
we'll
get independent unions that are free from party minions
they can
kill us and we never, never be quell'd
dear god, dear god, dear god,
let this
strike, cruel strike carry on
we shall
stand every pain until we are done
though
they cling to depiction and want our crucifixion
those
who have and have not are apart
but
don't explain 'cause you would not know where to start
face
realities my brother only we can help each other
join
with us and we shall give you some heart
dear god, dear god, dear god,
let this
strike, cruel strike carry on
though
they cling to depiction and want our crucifixion
we shall
stand every pain 'til we are done
dear god, dear god, dear god,
let this
strike, cruel strike carry on
many of
those who were lucky to be free
will not
speak, will not hear, will not see
they
would help at (???) passion but are scared of repercussions
we'll
fight alone as long as it need be
dear god, dear god, dear god,
let this
strike, cruel strike carry on
though
they cling depiction and want our crucifixion
[Chris Killip Tyne Pride, c. 1976 z książki: Davida Allana Mellora No Such Thing As Society. Photography in Britain 1967-87, From the British Council and Arts Council Collection, Hayward Publishing 2007, str. 118]
Szukałem wczoraj w sieci zdjęcia Chrisa Killipa, zatytułowanego Tyne Pride (w przyzwoitej rozdzielczości, bezskutecznie - a chciałem je wkleić na bloga) i przy tej okazji natrafiłem na informację o wydaniu retrospektywnego albumu z jego fotografiami. Książka pt. Arbeit/Work, którą firmują Steidl i Museum Folkwang w Essen, liczy 136 stron, gdzie w tritonach wydrukowano 86 prac z lat 1969-2005. Nakład... (tu małe zaskoczenie) to tylko 3.500 egzemplarzy. Wybór zdjęć jest dziełem autora i Ute Eskildsen - kuratorki z Museum Folkwang. I już chcę mieć ten album... Bardzo.
Przy okazji tej publikacji, warto chyba zwrócić uwagę na charakter obiegu informacji, dotyczących fotograficznych wystaw oraz ukazujących się albumów. W przypadku książki Chrisa Killipa próżno by było ich szukać na rodzimych portalach fotograficznych lub w działach kultury dzienników czy tzw. "tygodników opinii". Zabrakło też informacji o wystawie w Museum Folkwang (3 luty - 15 kwiecień 2012), gdzie pokazano 116 prac i późniejszej ekspozycji w paryskiej LE BAL pt. What Happened - Great Britain 1970-1990(12 maja - 8 sierpnia 2012), która była zredukowaną wersją wcześniejszego pokazu (76 prac).
Killip nie jest tak znany/popularny w Polsce jak Joel Sternfeld, ale o jego retrospektywie w C/O Berlin, informowały głównie fotograficzne blogi, a jedyna recenzja, krótka i dotycząca wznowienia albumu Stranger Passing, ukazała się na portalu fotopolis.pl.
Poniżej kilka zdjęć Chrisa Killipa, których wcześniej nie znałem, jakie pojawiły się albumie wydanym przez Steidla/Folkwang (znalazłem je na stronie Le Journal de la Photographie):
I na koniec może jeszcze dość chyba ważny czy też znaczący fragment rozmowy z Chrisem Killipem, jaką znalazłem na jego stronie (wywiad ten został przeprowadzony przez Michaela Almereyda dla Aperture Magazine w tym roku):
MA: You were close with a lot of the people in the pictures you took. That's been an important ingredient in what you do.
CK: Yes. I remember speaking with Josef Koudelka in 1975 about why I should stay in Newcastle. Josef said that you could bring in six Magnum photographers, and they could stay and photograph for six weeks - and he felt that inevitably their photographs would have a sort of similarity. As good as they were, their photographs wouldn't get beyond a certain point. But if you stayed for two years, your pictures would be different, and if you stayed for three years they would be different again. You could get under the skin of a place and do something different, because you were then photographing from the inside. I understood what he was talking about. I stayed in Newcastle for fifteen years. I mean, to get the access to photograph the sea-coal workers took eight years. You do get embroiled in a place.
Na stronie Tomasza Tomaszewskiego znalazłem linka do pisma www.lifeforcemagazine.com, a tam znowuż świetny fotoreportaż Michaela Biacha o dzieciach z osiedla Lunik IX w Koszycach na Słowacji, które zamieszkiwane jest przez Romów. Materiał jest wstrząsający i pomyślałem sobie, że warto go oglądnąć właśnie dzisiaj, gdy tzw. mainstreamowe media (tak je ochrzcili prawicowcy) odmieniają słowo ŚWIĘTA przez wszystkie przypadki, a media prawicowe w niczym im na tym polu nie ustępują, dokładając jeszcze deklinację słowa... ZAMACH.
Sam autor na swojej stronie opisuje ten projekt tak: The Kids from Lunik IX Lunik IX is an apartment complex
in the southwestern suburbs of Košice, Slovakia. Originally built as home for
middle-class families with a capacity of 2,500 people, the Slovakian government
started to resettle thousands of Slovakian people affiliated to the Roma
minority in the 1990′s. Today Lunik IX is home to an estimated 8,000 Roma
making it the largest Roma community within Slovakia.
Over the years Lunik IX has evolved into an urban slum. The
unemployment rate is nearly 100% meaning inhabitants aren’t able to pay their
water, gas or electricity bills. The waste disposal isn’t working, inhabitants
constantly throw their rubbish right out of their windows. Everything that
isn’t nailed down has been stolen and resold. Several buildings are in an
unacceptable condition, at least one complex is at risk to collapse. The toxic
standard of the waste disposal has reached a dangerous level, even starting to
harm the town’s ground water. Only during certain hours each day people are
supplied with freshwater.
The children from Lunik IX are
the first who suffer from these horrible conditions and they should be the last
to blame for their situation. Lunik IX is overcrowded, more and more flats
become uninhabitable and winters are long and cold. Open fires inside the
flats, rat plagues, diseases, malnutrition and bad hygiene standards are among
the fatal things threatening the children in Lunik IX.
Maurycego Gomulickiego, czyli Najlepszy album o Warszawie, jak kiedyś napisałem o tym na łamach Obiegu. Oglądałem tę książkę niedawno i właściwie, gdybym chciał wkleić tutaj zdjęcia, które mi się podobają, to musiałbym zeskanować 2/3 tego wydawnictwa...
Maurycy Gomulicki, z książki W-WA
Maurycy Gomulicki, z książki W-WA
Album ukazał się nakładem Fundacji Bęc Zmiana w 2007 roku. Wystawa ze zdjęciami z tego cyklu, pokazywana była w dniach 2-7.12.2007 w Kinie Iluzjon (dawniej Stolica) przy Placu Narbutta 50a w Warszawie.
Chyba nigdy nie przepadałem za twórczością Zbigniewa Herberta... Ale ten tytuł mi spasował do postawienia pewnej tezy. Najpierw jednak kilka zdjęć, które ściągnąłem ze strony www.shorpy.com.
[Russell Lee, Hammond Ranch general store. Chicot, Arkansas. January 1939]
[Russell Lee, Gas station. Edcouch, Texas. February 1939]
Teraz dla odmiany fotografia w ramce negatywowej.
[Russell Lee, Secondhand tires for sale at a gas station in San Marcos, Texas, March 1940]
Gdy patrzy się na te fotografie z końcówki czwartej dekady XX wieku, które powstały na zamówienie federalnej agencji o nazwie FSA, nie dziwi zupełnie pojawienie się "nowej topografii" i np. zdjęć Stephena Shore'a (nota bene jedynego autora, który przedstawił prace w kolorze na tej słynnej wystawie kuratorowanej przez Williama Jenkinsa). Nie dziwią też wcześniejsze o 10 lat serie Eda Ruschy, by przywołać jego Twentysix Abandoned Gasoline Stations lub Some Los Angeles Apartments. I spróbujmy wyobrazić sobie do czego mógł się odnosić na przełomie lat 70/80 Michał Cała, kiedy realizował swój "Śląsk". Do Bułhaka? Wańskiego? Hartwiga? Mógłby się pewnie odnieść (i byłoby to bardzo pomocne) do zdjęć Maxa Steckela czy Henryka Poddębskiego, ale nie sądzę, żeby znał wtedywymienionych autorów...
Wróćmy do Herberta, który w trzeciej części swojego wiersza pisze:
jeśli
tematem sztuki
będzie
dzbanek rozbity
mała
rozbita dusza
z
wielkim żalem nad sobą
to
co po nas zostanie
będzie
jak płacz kochanków
w
małym brudnym hotelu
kiedy
świtają tapety
I jak najbardziej chodzi właśnie o to, co zresztą w przypadku autora "Pana Cogito" było chyba solą jego egzystencji. O "dzbanek rozbity", o "małą rozbitą duszę z wielkim żalem nad sobą", o "płacz kochanków w małym brudnym hotelu kiedy świtają tapety"...
[Russell Lee, Abandoned garage on Highway No. 2. Western North Dakota, October 1937]
Waldemara Śliwczyńskiego, czyli album ze zdjęciami dawnych rezydencji ziemiańskich z Wielkopolski w końcu do mnie dotarł.
Książka jest pięknie wydana, oszczędny layout (darowałbym sobie tylko ten fiolet na kilku stronach - ale to drobnostka), który służy przede wszystkim prezentacji zdjęć. Fotografie wydrukowane są rewelacyjnie (Moś i Łuczak), do czego świetnie nadaje się też wybrany papier: Phoenix Motion Xantur 170 gsm.
Mam w tym przedsięwzięciu pewien udział, bowiem Waldek zaproponował mi napisanie wstępu do albumu. Co zrobiłem z przyjemnością, ponieważ od momentu, gdy autor pokazał mi pierwszą porcję zarejestrowanego materiału (a było to jakoś w 2009), stałem się entuzjastą tego projektu.
Już wtedy przy oglądaniu prostych wglądówek (które zostały zrobione na na Epsonie V750 - negatyw był skanowany w koszulce), widać było, że jest to materiał o sporym ciężarze gatunkowym i że jego autor dokonał istotnej transgresji w swojej działalności fotograficznej. I to wszystko bardzo wyraźnie możemy zobaczyć, gdy ogląda się ten album strona po stronie, zdjęcie po zdjęciu. Świetne kadry, idealnie trafione, bardzo atrakcyjne wizualnie, gdzie cały ten zespół estetycznych walorów obrazu nie przesłania "znaczenia" sfotografowanych motywów.
W swoim tekście wstępnym pt. "Topografia z historią w tle" (autorem drugiej przedmowy jest Ewa Kostołowska - kustosz Muzeum im. Adama Mickiewicza w Śmiełowie) piszę tak:
(...) Na czym więc polega topograficzne myślenie
Waldemara Śliwczyńskiego, bo z fotograficzną topografią ewidentnie mamy tu do
czynienia? Nie rezygnując z estetycznych walorów czarnobiałej technologii
rejestracji obrazu, sposób podejścia do eksplorowanego tematu ma tutaj
charakter planowo sporządzanej dokumentacji. Każdy z wybranych do publikacji
kadrów posiada spory potencjał wizualnej atrakcyjności, który nawet dla
odbiorcy nie oswojonego z fotograficznymi konwencjami, będzie całkowicie
czytelny. Ale przecież nie tylko o przyjemność patrzenia tutaj idzie, chociaż
sam moment podziwu i pewien rodzaj akceptacji obrazu jest ważny, bo decyduje o
tym, że chce się oglądać dalej taki cykl (a chce się bardzo). Charakter oraz
pierwotna funkcja fotografowanych przez Śliwczyńskiego dworskich budynków, są
łatwo rozpoznawalne, nawet jeśli nie znamy ich lokalizacji oraz daty wykonania
zdjęcia. Jeżeli przy pierwszej oglądanej fotografii moglibyśmy mieć co do tego
jakieś obiekcje, to już kolejne obrazy w serii pozbawią nas wątpliwości, a prawie
wszystkie sfotografowane dawne ziemiańskie rezydencje, prezentują stan daleko
idącej dewastacji oraz opuszczenia. Kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z tym
materiałem, nastrój i klimat oglądanych obrazów, przywołał mi na myśl zdjęcia Walkera
Evansa z głębokiego Południa USA, jakie pokazano podczas jego głośnej wystawy
„American Photographs” w MOMA w 1938 roku. W serii tej można natrafić na fotografie
zrujnowanych budynków dawnych latyfundystów, plantatorów bawełny i właścicieli
niewolników, tyle jednak, że jest to tylko kilka kadrów, a nie odrębny cykl. Sposób
postępowania Śliwczyńskiego przypominać też może całkiem niedawne działanie
Marka Ruwedela, który w projekcie „Westward the Course of Empire” sfotografował
opuszczone szlaki kolejowe na północnym zachodzie Stanów Zjednoczonych. Używający
czarno-białych materiałów Ruwedel i również posługujący się wielkoformatową
kamerą, swój zapis śladów bezwzględnej ekonomicznej ekspansji z końca XIX
wieku, która często całkiem dosłownie wryła się w dziewicze do tej pory tereny,
rozegrał w odniesieniu do obrazowania amerykańskiej fotografii krajobrazowej
spod znaku Ansela Adamsa czy też wcześniejszych działań o komercyjnym
przeznaczeniu, by przywołać wykonywaną przez Wilelma H. Raua dokumentację
kolejowych szlaków dla Pennsylvania Railroad lub zdjęcia Williama Henry
Jacksona.
Eksponowana w International Museum of
Photography at the George Eastman House w 1975 roku wystawa „New Topographics:
Photographs of a Man-Altered Landscape” Williama Jenkinsa, w której
uczestniczyło 10 osób i których nazwiska, poza Stephenem Shore’m, Berndtem i
Hillą Becherami, Nicolasem Nixonem czy Lewisem Baltzem, raczej rzadko się
dzisiaj wymienia, stanowiła ważny moment rozszerzenie pola tematycznego fotografii,
rozumianej jako „działalność artystyczna”. Pokazane na niej krajobrazy zurbanizowane
oraz poprzemysłowe, banalne do bólu „nie-miejsca”, trudne były wcześniej do
wyrażenia lub zaakceptowania z użyciem wyłącznie estetycznych kategorii czy
konwencji. Pokłosiem prezentacji „nowych topografów” są projekty, gdzie
wspomniana tematyka, wprowadzona do wystawowych sal rozmaitych „instytucji
sztuki”, poddawana jest autorskiej interpretacji. Przy pomocy sekwencji
ułożonych obrazów, twórcy takich przedsięwzięć starają się np. pokazywać skutki
procesów historycznych, społecznych lub ekonomicznych, ale trzeba tutaj
zauważyć, że te późniejsze fotograficzne działania inspirowane wystawą
Jenkinsa, bardziej zwracają uwagę na wizualną atrakcyjność rejestrowanych
kadrów, co jest pewnym odejściem od jego koncepcji „stylistycznej
anonimowości”.
Przy okazji pisania tekstu o obrazowaniu PRL-u w fotografii, uważnie przeglądam posiadane albumy i w książce Polska, sierpień 1980 - sierpień 1989 autorstwa zmarłego niedawno Erazma Ciołka, natrafiłem na coś takiego (jak mogłem to wcześnie przeoczyć?).
No i zaliczyłem tzw. potężny opad kopary...
[w albumie: Erazm Ciołek Polska, sierpień 1980 - sierpień 1989, Editions Spotkania, Warszawa 1990, str. 136]
Pierwszy z wklejonych zrzutów był dla mnie wczoraj pewnym zaskoczeniem, ale kiedy chciałem zrobić print screena, na czołówce Gazety pojawili się już pisarze (i jedna pisarka): Szczygieł, Tokarczuk, Stasiuk i Bieńczyk... Na całe szczęście ubiegł mnie Adam Mazur i wrzucił obrazek na Facebooka.
Hm, "Magiczne zdjęcia dawnych fabryk"... Jak widać, bez "magii" w Polsce się nie obejdzie.
Zrzut drugi to strona bloga projektu Photo Proxima (byłem zaproszony do drugiej edycji tego wydarzenia, wykreowanego przez Muzeum Etnograficzne w Krakowie), który przez autorki/autorów jest opisany tak: Fotografia zbliżająca – medium, które przybliża
rzeczywistość, ale także praktyka społeczna, która buduje relacje. Tak
nazwaliśmy projekt MEK, w ramach którego tworzymy międzynarodową sieć
współpracy na rzecz wymiany doświadczeń w zakresie zarządzania zbiorami
fotograficznymi, szczególnie w odniesieniu do fotografii etnograficznej. Zapraszam do lektury tekstu Eweliny Lasoty o "Przestrzeniach postindustrialnych".
Odbiór wystawy w MOCAKU-u jest dość szeroki i (zazwyczaj) pozytywny, co oczywiście cieszy, zwłaszcza , że jest to projekt, do którego raczej już nie wrócę.
I przy okazji tego cmentarnego zdjęcia przypomniał mi się wiersz Billa Knotta pt. Death (prawdę mówiąc szukałem pretekstu, żeby wkleić na bloga ten piękny tekst).
Bill Knott
Death
Going to sleep, I cross my hands on my chest.
They will place my hands like this.
It will look as though I am flying into myself.
[pierwodruk wAsheville Poetry Review
10, no. 1., a tekst przepisałem ze strony POETRY FOUNDATION]
Krzysztof Jaworski O IDEI RÓWNOŚCI Kolejna rocznica stanu wojennego. Czas ulicznych sond urządzanych przez lokalne telewizje. Większość ankietowanych potwierdza słuszność decyzji wydania rozkazu wyruszenia przeciw Czejenom. W porze największej oglądalności Erich H. kieruje ku nam swoje mistyczne oblicze. W podstawówkach trwają przygotowania do jasełek. Każdy chce być Matką Boską. Aniołowie opuszczają Sierra Maestra i wkraczają do Hawany. Liczy się tylko tu i teraz. Za ścianą dogorywa produkt niegdyś przyjaznej nam myśli technicznej, lodówka, którą nazwałem Towiański. Nie mieszam się do polityki. Towiański kołysze się bezbronnie na swoich czterech nogach.
Krzysztof Jaworski«Wojciech Wilczyk KAPITAŁ w słowach i obrazach, 2002
Pomyśleliśmy sobie z Elą (Janicką), że dobrze by było niektóre motywy do "Nowego Miasta" sfotografować w zimie. No więc, tak jak to wymyśliliśmy, postanowiliśmy zrobić. Pogoda na poniedziałek/wtorek zapowiadała się interesująco, tzn. pochmurnie z lekkimi prześwitami słońca (tu szczególnie wtorek wg. prognoz dobrze się zapowiadał), więc we wtorek rano ruszyłem w kierunku ulicy Okopowej, gdzie znaleźliśmy fajny punkt widokowy z widokiem na Cmentarz Powązkowski:
3012-12-11 08:25-08:55
Śnieg padał cały czas. Około 13:30 faktycznie się przejaśniło, ale widoczność i przejrzystość nadal pozostawiała sporo do życzenia... A ściślej (i bez ogródek) rzecz ujmując, uniemożliwiała robienie topograficznych cityscapes.