wtorek, 17 maja 2011

ESEJ O STYLU


Podczas swojego wystąpienia w czasie sesji „Archiwum jako projekt”, mówiłem m.in. o stylu wypowiedzi fotograficznej, nazywając ją na własny użytek „strategią postępowania”, a wszystko to trochę w nawiązaniu do polemiki, jak odbyła się dwa lata temu na łamach „Obiegu”. I przyszedł mi wtedy do głowy poniższy wiersz Franka O’Hary w przekładzie Piotra Sommera, jak myślę bardzo w temacie (mój ulubiony fragment dotyczy „dorosłego mężczyzny ubierającego choinkę”).

***

Frank O’Hara

Esej o stylu

Czyjaś Leica przycupnęła na stole
czarny kuchenny stół maluję
podłogę na żółto, Bill również
czyżbyś nie przeczuł że moja matka zadzwoni
i będzie
             narzekać?
                              moja siostra jest w ciąży i
pojechała na weekend na wieś nic jej nie
mówiąc
             właściwie dlaczego miałbym nie pójść
z nią gdzieś na kolację lub nie „pozwolić jej” wpaść
do mnie? cóż jeśli burmistrz Wagner zabroni prywatnym
wozom wjazdu na Manhattan z powodu śniegu, już
pewnie nigdy jej nie zobaczę
                                             zważywszy na
mój coraz bardziej trwały stan i jakże
można powiedzieć ze skrzydła tamtego anioła u Ficka
są „przyczepione” jeżeli anioł jest prawdziwy? otóż

któregoś wieczoru wpadłem na myśl to znaczy
ona wpadła na mnie że Sheridan Square
jest zdumiewająco piękny, kiedy siedziałem u JACKA
DELANEYA patrząc na wilgoć przez to panoramiczne
okno
        pijąc koniak podczas gdy Edwin czytał mój nowy
wiersz pomyślałem sobie jakie to niemożliwe
nabrać Edwina nie to żebym nie wiedział tyle
co inni o niezrozumiałości współczesnej poezji
ale on
          zawsze wie o co w niej chodzi jak również
czym ona nie jest czy sądzisz że uda nam się kiedyś
wywalić jak, a także lecz, z języka później
można by zabrać się do cóż bo ono w ogóle
nie ma zastosowania ani jako opis stanu ani jako
przystanek dla myśli nic z tych rzeczy
nie jest mu dostępne
                                    jak myślisz gdzie
dotarłem? przedstawienie jakie daje dorosły mężczyzna
ubierający
                 choinkę budzi mój niesmak właśnie
tu
   to jedno z miejsc jednaleczjakcóż
rad jestem że wczoraj wieczór poszedłem na przyjęcie na cześć
Eda Dorna chociaż on sam się nie pokazał czy nie uważasz
,Bill, że można by się także pozbyć choć, i także?
możliwe że
                   jedynym wyjściem jest twoja literackość uznać
maszynę do pisania za narząd intymny dlaczego nie?
żadna inna rzecz nie jest (intymna)
                                                       nie nie chcę żebyś
„wpadała” na kolację ani sam nie chcę „wpadać”
chcę resztę życia jeść samotnie

[19 lutego 1961]

poniedziałek, 16 maja 2011

The Disciples / Wyznawcy


James Mollison, The Casualties, The Winter Gardens, Blackpool, UK, 10th August 2007

James Mollison, Oasis, Manchester Stadium, Manchester, UK, 3rd July 2005

Jamesa Mollisona, zobaczone przez mnie wczoraj w Łodzi na głównej wystawie dziesiątej już edycji Fotofestiwalu, to projekt ze wszech miar rewelacyjny! O nim jednak za chwilę.
Po pobycie w Warszawie i uczestnictwie w konferencji „Archiwum jako projekt”, pojechałem do „polskiego Manchesteru”, głównie żeby zobaczyć na żywo prace Alexeya Titarenki i retrospektywę Andrzeja Jerzego Lecha. W przypadku tego drugiego i jego wystawy w Galerii FF pocałowałem jednak klamkę (tak to już jest, że instytucjom kulturalnym finansowanym z budżetów miejskich, najbardziej przeszkadza odwiedzająca je publiczność, a niedziela w czasie trwania Fotofestiwalu to chyba dobry dzień, żeby przyjechać do innego miasta i zobaczyć wystawę?). Potężna dawka prac Titarenki w Atlasie Sztuki zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenia. Trochę obawiałem się tych częściowych odbarwień i tonowania odbitek, o czym traktuje filmik zamieszczony na stronie artysty, jednakże w naocznym oglądzie zakres wspomnianych ingerencji jest niewielki i nie wpływa negatywnie na charakter fotograficznego obrazu. W sali pomalowanej na kolor biały, tuż obok wejścia po lewej stronie znalazłem moje ulubione zdjęcie, przedstawiające petersburski Plac Sienny (jak mogłem przeczytać w opisie pracy). Bardzo ładna wystawa, logicznie powieszona (czuwał nad tym sam artysta), standardem ekspozycyjnym przypominająca działania galerii fotografii w Londynie lub w Berlinie.
Ale wróćmy do Jamesa Mollisona i jego „Wyznawców”. Pomysł na ten cykl jest niezwykle prosty. Przez cztery lata (2004-08) Mollison objeżdżał koncerty w Europie oraz USA i w przenośnym studio fotografował fanów poszczególnych zespołów muzycznych. Następnie z tak uzyskanych indywidualnych portretów, zmontował panoramy, w których sfotografowane osoby stoją obok siebie. Na Fotofestiwalu w Łodzi The Disciples pojawili się w postaci slideshowu, a właściwie fotokastu, w którym najpierw z towarzyszeniem adekwatnego utworu muzycznego, widzimy przesuwające się postaci fanów (tak jak gdyby kamera dokonywała panoramicznego ujęcia przesuwając się wzdłuż ich szeregu), a na koniec każdego setu pojawia się panorama w całości. Założyłem słuchawki na uszy i oglądnąłem projekt Jamesa Mollisona w całości!
Wiele jest tutaj oczywiście zabawnych momentów (szczególnie w kontekście dobranych utworów muzycznych), sporo też ironii (której obecność w „nowym dokumencie” tak niepokoi co poniektórych krytyków), nie ma jednak szyderstwa, czy prób poniżania portretowanych osób. Prezentacja, którą oglądałem w Łodzi jest ludyczna, atrakcyjna i rozrywkowa, ale też posiada cechy, które zadowoliłyby badaczy współczesnej kultury ludowej, czyli zjawiska znanego pod nazwą popkultury. Mollison bardzo świadomie pokazał pewien istotny jej aspekt, czyli potrzebę autoidentyfikacji, która swój kształt bierze ze wzorców transmitowanych nieustannie przez posługujące się obrazem media (i to już wcale nie jest śmieszne, szczególnie kiedy weźmiemy pod uwagę czteroletni czas trwania projektu oraz ilość równolegle funkcjonujących „prototypów”). Jego wizualna antropologia - w trakcie wspomnianego przedsięwzięcia sfotografował blisko 500 osób, które pojawiają się na 58 zmontowanych panoramach - to kapitalny zapis dokumentalny, w którego przypadku, co ważne, elektroniczne narzędzia obróbki fotografii, nie zdeformowały zapisanych obrazów.

James Mollison, Madonna, The Forum, Los Angeles, 21st May 2006

James Mollison, Mc Fly, Kings Dock, Liverpool, UK, 9th July 2005

James Mollison, Dolly Parton, Wembley Arena, London, 19th March 2007

środa, 11 maja 2011

Tu jest Polska (kibolska)


Przy okazji ostatniej zadymy z zamykaniem stadionów piłkarskich (po zadymie i demolce w Bydgoszczy), niezwykle łaskawym okiem spojrzała na kibiców i kiboli nacjonalpopulistyczna partia, znana też pod nazwą Prawo i Sprawiedliwość. Czego należało się zresztą spodziewać… Otóż okazało się, że polskie stadiony są autentyczną wylęgarnią wartości narodowych, a zasiadający na stadionowej widowni, prawdziwymi polskimi patriotami. To mruganie okiem ze strony „dupowatych faszystów” - jak ich całkiem słusznie nazywa Cezary Michalski w swoich felietonach, publikowanych na portalu Krytyki Politycznej - jest znamienne, ale też niebezpieczne. Tak samo zresztą, jak zaliczanie wszystkich tych grup i bojówek w poczet przestępczości zorganizowanej, co czyniono po spektakularnej egzekucji „Człowieka”, jaka miała miejsce w styczniu br. Bo przy takim zabiegu (obu tych zabiegach) na plan dalszy schodzą, kultywowane przez sporą część fanów footballu: mowa nienawiści, rasizm oraz posługiwanie się symboliką nazistowską. Zdjęcie z ostatniej soboty: Kraków, ulica Juliusza Lea, litery AJ umieszczone po obu stronach przekreślonej gwiazdy Davida, to skrót od Anty Jude.

piątek, 6 maja 2011

Alexey Titarenko i jego miasta cieni


Alexey Titarenko, z cyklu Time Standing Still (1998-2000)

Dzisiaj o 19:00 w Atlasie Sztuki wernisaż wystawy Alexey Titarenko Fotografia (1986-2010). Bardzo żałuję, że nie mogę być na tym otwarciu, ale obiecuję sobie zobaczyć pokaz w Atlasie w następnym tygodniu (a także inne ekspozycje łódzkiego Festiwalu Fotografii). Do katalogu towarzyszącego tejże prezentacji, napisałem tekst, który niniejszym polecam, a oczywiście jeszcze bardziej zdjęcia rosyjskiego fotografa.

środa, 4 maja 2011

Zmiany. Ed Panar. I ponownie Todd Webb.


Zmiany, zmiany, zmiany… Postanowiłem odświeżyć trochę wygląd strony. Poza wymianą winietki, chciałem też, żeby wstawiane zdjęcia mogły mieć większe rozmiary. Wydaje mi się, że teraz jest znacznie lepiej.

Podczas długiego weekendu posurfowałem trochę po sieci i znalazłem kilka(naście) ciekawych stron autorskich, głównie z USA. W najbliższym czasie napiszę o tych „odkryciach”.  

Zdjęcia Eda Panara z Johnstown w Pensylwanii spodobały mi się od razu i z niegasnącą ciekawością oglądałem kolejne cykle, zaprezentowane na jego stronie. No i w serii Out West / Back East natknąłem się na powyższą fotografię.

Ed Panar, z cyklu Out West / Back East

Czy nie przypomina Wam to czegoś Szanowna Publiczności? Swego czasu poświęciłem posta zdjęciom Todda Webba wykonanym w 1948 w Pittsburghu. Przecież to jest dokładnie to samo miejsce, tyle, że zdjęte z nieco innej perspektywy i po ponad pięćdziesięciu latach.

Todd Webb, Looking toward Pittsburgh, 1948

wtorek, 3 maja 2011

New York, Singer Building under construction (x2)


New York circa 1907, Singer Building under construction (www.shorpy.com)

New York circa 1907, Singer Building under construction (memory.loc.gov)

Na Shorpy’ego zawsze warto zaglądać. Strona ma oczywiście swój wymiar komercyjny, ponieważ prezentowane tutaj zdjęcia, można zamówić w postaci wielkoformatowych wydruków. Wczoraj pojawiłam się tam fotografia z 1907 przedstawiająca budowę wieżowca Singera na Manhattanie. Ponieważ właściciel strony korzysta z zasobów archiwalnych Biblioteki Kongresu USA, wszedłem na stronę internetową tej instytucji, żeby zobaczyć jakim modyfikacjom poddany został archiwalny skan. Na załączonych obrazkach widać, że prace te były dość… intensywne. Oczywiście sporządzanie odbitki z negatywu w tradycyjny sposób, też zwykle nie polegało na prostym naświetleniu papieru fotograficznego. Poszczególne partie można było silniej lub słabiej doświetlać, można też był w trakcie tych doświetleń zmienić filtr w szufladzie powiększalnika, co skutkowało zmianą gradacji papieru w wybranym fragmencie. Proces żmudny i wymagający pewnego doświadczenia oraz cierpliwości. Podobny efekt można uzyskać w Photoshopie, korzystając np. z „pędzla pamięci”. Jednak modyfikacje, jakim poddane została fotografia, przedstawiająca budowę siedziby firmy Singer, w znacznym stopniu wykracza poza możliwości tradycyjnej techniki ciemniowej. Tytułowy budynek dość mocno wyostrzono, zaś zdecydowana ingerencja w kontrast na przestrzeni całego kadru, przypomina tutaj w efekcie jakiś rodzaj… „grafizacji”.

poniedziałek, 2 maja 2011

Buildings on Tremont Street, Boston (1975)


Nicholas Nixon, Buildings on Tremont Street, Boston (1975)

Podczas pobytu w Berlinie, odwiedziłem oczywiście księgarnię muzeum sztuki współczesnej Hamburger Bahnhof, z nadzieją, że w tamtejszej księgarni znajdę jakieś fajne albumy z przeceny. Tym razem jednak nic specjalnie ciekawego nie wystawiono, natomiast spośród książek w dziale fotografii, natychmiast wyłowiłem album/katalog ripleja wystawy „The New Thopographics”, która jakiś czas temu odbyła (jeszcze odbywa?) turę po muzeach sztuki. Ponieważ pozycję wyceniono na 50 €, odpuściłem sobie warunkowo jej zakup, mając przy tym nadzieję, że w niedalekiej przyszłości i przy kolejnej wizycie w Berlinie, trafię na jej przecenę. Niemniej jednak, oglądnąłem uważnie książkę, znajdując w środku kapitalny set Nicholasa Nixona (znanego obecnie najbardziej z cyklu portretów czterech sióstr Brown, jakie wykonywał na przestrzeni 30 lat). I z tego zestawu najbardziej wpadło mi w oko powyższe zdjęcie. Patrząc na miejskie pejzaże Nixona, jakie eksponowano podczas pierwszej i drugiej edycji „The New Thopographics”, widać jak na dłoni, że są one elementem całkiem logicznie prezentującej się ewolucji miejskiej fotografii krajobrazowej, poczynając od Eduarda Baldusa i autorów pracujących dla Mission Heliographique, przez zdjęcia wykonywane przez prawdziwy kolektyw kilkunastu fotografów na zlecenie Detroit Publishing Co. (sporo prac z archiwum tej instytucji pojawia regularnie się na stronie www.shorpy.com), nowojorskie kadry Charlesa Sheelera, późnego Alfreda Stieglitza, aż po Düsseldorfer Schule i całkiem świeże prace Johna Daviesa z jego kolorowego cyklu „Metropoli”.
Widmo fotograficznego dokumentu krąży po miastach na całym świecie!

sobota, 30 kwietnia 2011

Pocztówka z Berlina


Mały spacer architektoniczny od Le Corbusier Haus do Olympiastadion. Bardzo przy tym pouczający. Jednostka mieszkalna z Berlina, wybudowana w 1957 przypomina bardzo warszawskie bloki Osiedla za Żelazną Bramą. Tzn. na odwrót. Tamte blokhausy to dalekie echo idei Corbusiera. Akurat przy okazji Nowego Miasta poznałem je bardzo dobrze, ponieważ gros zdjęć wykonujemy z okien klatek schodowych na piętnastej kondygnacji. No i właśnie, te szczegóły, np. korytarze w typ Berlin są znacznie szersze, każde piętro ma inny kolor, chociaż mimo to są równie klaustrofobiczne, jak te warszawskie. Elewacja berlińskiego budynku, to już zupełnie inna bajka. Przez prosty zabieg naniesienia kolorów na ściany loggi, elewacja budynku oglądana z boku i pod ostrym kątem, wygląda jak opartowy obraz lub rzeźba (przy prostopadłym ustawieniu obserwatora zresztą też). Warszawskie budynki autorstwa spółki Skopiński, Czyż, Furman & Józefowicz, pomimo rozmieszczenia mieszkań o różnej wielkości (podziały elewacji nie powtarzają się zbyt nahalnie), rzeźbami zdecydowanie nie są… Ot, subtelna różnica.
I drugi obiekt na naszej trasie, zaprojektowany na olimpijskie igrzyska w 1936 przez Wernera Marcha. Olbrzymia przestrzeń i mocno w niej zaznaczone akcenty… Jest w tym jakiś element grozy… Wszystko to coś mi przypomina… Zastanawiam się, no tak, ten sposób organizacji przestrzeni widoczny jest na fotografiach Dirka Reinartza jego projektu Totenstill, poświeconego nazistowskim obozom koncentracyjnym (pisałem o tym kiedyś, świetne zdjęcia). Opuszczamy plac przed stadionem, na który ściągają właśnie kibice Herthy Berlin z biało niebieskimi flagami (jest piątkowe popołudnie) i udajemy się w kierunku stacji metra U2. A tam prześwicie wiaduktu pojawia się budynek stacyjny, nasuwający znowu skojarzenia z tą horyzontalną, dobrze zorganizowaną architekturą… Coś jak budynek strażniczy w miejscowości na Dolnym Śląsku, noszącej obecnie nazwę Rogoźnica. Brr.

Korytarz typu Berlin, na dziesiątej kondygnacji (zdjęcie z kamery Sony)

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

NOWE MIASTO


- czyli osobny blog poświęcony projektowi "Nowe Miasto", jaki od marca tego roku realizujemy wspólnie z Elą Janicką - wreszcie ruszył!
O czym niniejszym informuję i jednocześnie zapraszam do odwiedzin.
Będziemy tam regularnie wrzucać nowe zdjęcia oraz wszelkie informacje o przebiegu tego przedsięwzięcia.

piątek, 22 kwietnia 2011

Ulica Nowolipie, 09.04.2011


 Elżbieta Janicka/Wojciech Wilczyk, Nowe Miasto

Przy okazji powyższego zdjęcia przyszedł mi na myśl „Utwór o Matce i Ojczyźnie” Bożeny Keff i pieśń chóru z rozdziału pt. „Związki zawodowe przeciw niewoli”:

***

Chór
Żydzi niby zabici, ale wiecznie żywi, maja taką moc, że mnożą się martwi,
na ich szczątkach stoi niejedna dzielnica, kościoły na ich kościach i bloki,
jezdnie i parki, miasto warszawa na żydowskich prochach.
A czy kto ich prosił by się rozkładali tutaj!?
Przez nich nocą nie ma słońca,
Ludziom się nie wiedzie,
sam bóg się powiesił
i zwisa –

czwartek, 21 kwietnia 2011

Wielki Czwartek


dzisiaj. Sześćdziesiąt osiem lat temu także trwał Wielki Tydzień, tyle że 21 kwietnia wypadał w środę. Chyba nie ma żadnych wątpliwości, że data rozpoczęcia likwidacji warszawskiego getta przez oddziały* dowodzone przez SS-Brigadeführera i generała policji Jürgena Stroppa, nie była przypadkowa, szczególnie biorąc pod uwagę wielkanocne „tradycje pogromowe” naszego kontynentu, którego kultura ma – jak to lubią podkreślać prawicowi politycy, publicyści i wszelkiej maści aktywiści – chrześcijańskie korzenie. Sześć dni wcześniej nazistowska propaganda ogłosiła odkrycie masowych grobów w Katyniu, co także nie jest zbiegiem okoliczności, kiedy przyjrzymy się np. niemieckiemu plakatowi z 1943, na którym sowieccy enkawudziści mają karykaturalnie semickie rysy.
Więc tym razem żadnych zdjęć, tylko wiersz Czesława Miłosza napisany w Warszawie w  1943, bardzo wymowny… I zapewne znany większości czytelników, ponieważ poddano go wnikliwej analizie w głośnym eseju Jana Błońskiego pt. „Biedni Polacy patrzą na getto” z 1987 roku.

***

Czesław Miłosz

BIEDNY CHRZEŚCIJANIN PATRZY NA GETTO

Pszczoły obudowują czerwoną wątrobę,
Mrówki obudowują czarną kość,

Rozpoczyna się rozdzieranie, deptanie jedwabi,
Rozpoczyna się tłuczenie szkła, drzewa, miedzi, niklu, srebra, pian
Gipsowych, blach, strun, trąbek, liści, kul, kryształów -
Pyk! Fosforyczny ogień z żółtych ścian
Pochłania ludzkie i zwierzęce włosie.

Pszczoły obudowują plaster płuc,
Mrówki obudowują białą kość,

Rozdzierany jest papier, kauczuk, płótno, skóra, len,
Włókna, materie, celuloza, włos, wężowa łuska, druty,
Wali się w ogniu dach, ściana i żar ogarnia fundament.
Jest już tylko piaszczysta, zdeptana, z jednym drzewem bez liści
Ziemia.

Powoli, drążąc tunel, posuwa się strażnik-kret
Z małą czerwoną latarką przypiętą na czole.
Dotyka ciał pogrzebanych, liczy, przedziera się dalej,
Rozróżnia ludzki popiół po tęczującym oparze,
Popiół każdego człowieka po innej barwie tęczy.
Pszczoły obudowują czerwony ślad,
Mrówki obudowują miejsce po moim ciele.

Boję się, tak się boję strażnika-kreta.
Jego powieka obrzmiała jak u patriarchy,
Który siadywał dużo w blasku świec
Czytając wielką księgę gatunku.

Cóż powiem mu, ja, Żyd Nowego Testamentu,
Czekający od dwóch tysięcy lat na powrót Jezusa?
Moje rozbite ciało wyda mnie jego spojrzeniu
I policzy mnie między pomocników śmierci:
Nieobrzezanych.

-----
* Wg. słynnego raportu Stroppa Es gibt keinen jüdischen Wohnbezirk in Warschau mehr, na siły biorące udział w - by użyć pojawiającego się tam określenia - „Wielkiej Operacji” składały się (pierwsza cyfra oznacza liczbę dowódców, druga liczebność formacji):

Formacje Wojskowe SS
3 batalion szkoleniowy i zapasowy grenadierów pancernych SS Warszawa - 4/440
Oddział szkoleniowy i zapasowy kawalerii SS Warszawa – 5/381

Policja Porządkowa
I batalion 22 pułku SS – 3/94
III batalion – 3/134
Pogotowie Techniczne - 1/6
Polska Policja - 4/363
Polska Straż Pożarna – 166

Policja Bezpieczeństwa – 3/32

Wermacht:
Bateria lekkiej przeciwlotniczej artylerii alarmowej III/8 Warszawa – 2/22
Oddział zapasowy pociągów pancernych, sekcja saperów, Rembertów - 2/42
14 Batalion zapasowy saperów Góra Kalwaria - 1/34

Obcoplemienne oddziały wartownicze
1 batalion strażników z Trawnik – 2/335

środa, 20 kwietnia 2011

30.000 !!!


Dokładnie o godz. 20:59:26. Numer IP wskazuje na Górny Śląsk, konkretnie na Zabrze. Tak więc z niniejszej okazji:

Zabrze (Stare Zabrze), 05.11.2005

wtorek, 19 kwietnia 2011

Oxygenerator versus utleniacz?


Elżbieta Janicka/Wojciech Wilczyk, „Nowe Miasto”, Plac Grzybowski/ul. Próżna, 18.03.2011

Nie jestem jakimś specjalnym fanem działań Joanny Rajkowskiej, ale w przypadku „Dotleniacza” muszę odszczekać. Forma oraz idea tej sadzawki, wyposażonej w zestaw urządzeń do ozonizacji wody i wytwarzania mgły, to Himalaje małej architektury w porównaniu do obecnej aranżacji Placu Grzybowskiego. Granitowa i toporna oprawa małego oczka wodnego z miniwodospadem i wodotryskami, nasuwać może skojarzenia z… memorialem obozu zagłady w Bełżcu. I o ile analogie te wydają się konweniować z charakterem miejsca, które znajdowało się na terenie tzw. „małego getta” (dzisiaj wypada 68 rocznica Powstania w warszawskim gettcie), to jednak projekt pracowni Pleneria s.c., nie wytrzymuje porównania z pełną finezji i polotu akcją Rajkowskiej.
A gdyby tak pójść na całość i w roli edukacyjnego przykładu przywołać działania np. duńskiej pracowni SLA Architects (więcej o ich projektach będzie można przeczytać w majowej edycji A&B) i ich realizacji w przestrzeni publicznej, takich jak choćby Sønder Boulevard czy The City Dune / SEB Bank (obie w Kopenhadze). No prawdziwe KO dla Plenerii s.c., a szczególnie tego, co można obecnie zobaczyć na Grzybowskim.
Ilustrujące ten post zdjęcie, zrobiliśmy z 15 piętra budynku przy ulicy Grzybowskiej 5. Widoczna na fotografii zabudowa ulicy Próżnej nie postoi zapewne już zbyt długo i ten kawałek przedwojennej Warszawy, zastąpiony zostanie architekturą równie toporną (obym się tu pomylił), jak aranżacja pobliskiego placu.

-----
Joanna Rajkowska „Dotleniacz” (2006-2007), Plac Grzybowski, Warszawa
Kurator: Kaja Pawełek
Koordynacja: Rafał Żurek
Architekci: Lech Mill, Maciej Walczyna
Inżynier: Piotr Kowalski
Specjalista od ozonatorów i zamgławiaczy: Roman Mrugałło
Realizacja: Zielony Horyzont, Garden Service, Firestone Pond Liner, Toro, Dom-Wit Ogrody, Grima Projekt, Związek Szkółkarzy Polskich, www.roslinywodne.pl, J.J.Majchrzak Ogrodnictwo, Magnolia

niedziela, 17 kwietnia 2011

WIELKANOCNY FESTYN OBRZĘDÓW I TRADYCJI


Albo „tradycji i obrzędów” (nie jestem pewien kolejności?), zobaczony przez mnie dzisiaj na Placu Wolnica na krakowskim Kazimierzu, czyli w samym centrum dawnej dzielnicy żydowskiej… Konferansjer ubrany w szaty przypominające strój szlachecki (?) czy może raczej krakowski mieszczański (cechowy?), mówił przez mikrofon, że „tym co wyróżnia nas w całej Europie, są tradycje wielkanocne właśnie”, a w tychże obrządkach „zdecydowanie przoduje Małopolska, mająca np. unikatowy lokalny święto pucheroków”.
Oczywiście to fajnie, że się tak „zdecydowanie” wyróżniamy ;)
Na placu pełno było straganów z wielkanocnymi palmami, a ja zacząłem się zastanawiać, jak długa jest tradycja tego festynu w tymże miejscu, bo jakoś nie pamiętam wcześniejszych edycji… (czy ich po prostu nie zauważyłem?). Biorąc jednak pod uwagę przedwojenny status Kazimierza, tak jak go np. opisują bohaterowie wywiadów zrobionych przez Ann Pordes w książce „Ich miasto”, tradycja to całkiem świeża.
Owszem, w północno-wschodnim rogu wspomnianego placu znajduje gotycki kościół pw. Bożego Ciała (też skądinąd nieźle), natomiast przy ulicy Bocheńskiej - wychodzącej z rogu południowo-wschodniego - mamy Bejt ha-midrasz Szejrit Bne Emuna (hebr. Pozostałe Dzieci Wiary), nieco dalej w podwórku przy Trynitarskiej dom modlitwy Hany i Abrahama Lednitzerów, trochę dalej przy Bożego Ciała Bejt ha-midrasz Hewra T’hilim (hebr. Bractwa Psalmowego) itd., itd., itd. „Tradycja”…
A w głównej sali modlitwy bóżnicy Szejrit Bne Emuna, zaprojektowanej przez Henryka Lamensdorfa (także autora m.in. projektu siedziby Gminy Wyznaniowej Izraelickiej przy ulicy Krakowskiej 41 – będącej też zachodnią pierzeją Placu Wolnica), w styczniu 1980 roku miałem… studniówkę. Budynkiem tym administrowało wówczas - jak mi się zdaje - krakowskie MPK, a ponieważ ojciec jednego z kolegów był w tej firmie wicedyrektorem, więc z wynajęciem pomieszczenia nie było problemów. Studniówka, jak to studniówka, syf, debilizm i totalne pijaństwo, nie mniej jednak wygląd sali, w której odbywała się impreza, zwrócił moją uwagę swym „dziwnym” - tak to wtedy odbierałem, nie mając pojęcia o wcześniejszym przeznaczeniu obiektu – wyglądem. Patrzyłem na te półkoliście zakończone okna i zadawałem sobie pytanie, o co tu właściwie chodzi, co jest w tym miejscu grane? No i podczas pracy nad „Niewinnym okiem”, tzn. już na etapie zbierania informacji o dawnych synagogach, znalazłem bardzo proste wyjaśnienie…

Kraków,  Bejt ha-midrasz Szejrit Bne Emuna 25.09.2008 (w widocznej na zdjęciu wnęce po lewej stronie, od roku stoi już budynek mieszkalny)

piątek, 15 kwietnia 2011

Warszawa, Starbucks, róg Solidarności i Jana Pawła II


Od siódmej rano robiliśmy zdjęcia z tarasu pracowni Henryka Stażewskiego przy Solidarności 64 (w tym miejscu POZIĘKOWANIA dla Aleksandry Ściegiennej i Andrzeja Przywary z Fundacji Galerii Foksal za klucze oraz zaufanie). Widać stamtąd doskonale srebrny wieżowiec przy Placu Bankowym, postawiony na miejscu, wysadzonej przez Niemców w powietrze Synagogi na Tłomackiem. A gdy się przejdzie na drugą stronę tarasowej platformy, można zobaczyć panoramę Nowego (starego) Miasta i szlak ulicy Długiej w stronę Placu Krasińskich (gdzie stała słynna karuzela w czasach powstania w gettcie - obecnie zlokalizowany jest tam pomnik Powstania Warszawskiego...).
Siedzimy w Starbuksie, ponieważ wylazło słońce i mamy teraz klasyczną blachę. Słońce wylazło jednak o godzinę później, niż to zapowiadała prognoza  na new.meteo.pl. I bardzo dobrze, bo wraz ze zmieniającymi się warunkami oświetleniowymi, zrobiliśmy kilka dubli i wariantowych ujęć.
Mniej więcej w okolicach 14:00 new.meteo.pl zapowiada chmury. Może więc, uda się zrobić widok Placu Grzybowskiego w stronę ulicy Próżnej (z 15 piętra wieżowca przy Grzybowskiej 5)? Mamy już jedno takie ujęcie, ale zrobione obiektywem 135mm, a chcielibyśmy je powtórzyć szerszym szkłem (90mm).
Kawa dobra.