czwartek, 13 września 2012

Wałbrzych, koksownia "Chrobry", 10.10.2003


10.10.2003 (Horizon 202 + Fuji Neopan 400)

A właściwe to, co z niej wówczas jeszcze zostało... Do Wałbrzycha pojechałem wtedy, żeby spotkać się z Andrzejem Ślusarczykiem i wstępnie wybrać jego prace na wystawę "Fotorealizm" w Zderzaku. Ale zanim się z nim spotkałem, podjechałem do znanego mi sprzed 9 lat terenu koksowni Chrobry (nazwa wyjątkowo idiotyczna w kontekście dolnośląskim i industrialnym...), no i naświetliłem trochę klatek Horizonem i X-Panem, zanim mnie stamtąd nie przegoniła ochrona. 
A następnego dnia już całkiem legalnie (Andrzej załatwił pozwolenie na robienie zdjęć) łaziliśmy po tych ruinach, a także po terenie dawnej koksowni "Mieszko" (c.d. idiotycznych nazw) oraz czynnej do tej pory koksowni "Victoria". I właśnie na "Chrobrym" (w takiej konfiguracji brzmi to nawet ciekawie...) wymieniliśmy się aparatami, ja pracowałem Mamiyą 6, którą wziął wtedy ze sobą, a Andrzej moim X-Panem. I dwie wykonane przez niego wówczas panoramy znalazły się w albumie "Wałbrzych - Powidoki", który wiosną zeszłego roku wydała oficyna Fine Grain. 
Miałem napisać tutaj o tej książce... w ogóle chciałem napisać o niej dłuższy tekst (muszę wreszcie to zrobić!), bo jest to wydawnictwo wyjątkowe ze względu na dokumentowany rejon i same fotografie - pod względem obrazowania, mogące się kojarzyć ze zdjęciami amerykańskich fotografów krajobrazowych z lat '30, '40 zeszłego stulecia. Tyle, że Ślusarczyk w podobnej konwencji fotografował postindustriale lub czynne jeszcze zakłady, pogórnicze hałdy, osadniki oraz przecinające raz po raz krajobraz sudeckiego pogórza rurociągi na betonowych podporach. Książka miała chyba nie za dobrą dystrybucję, recenzji było niewiele (jak to w Polsce...), a szkoda bo to ważna, warta nie tylko omówienia publikacja.

wtorek, 11 września 2012

VIATA DE DUPA VIATA



A właściwie to Viaţă după viaţă, czyli Życie po życiu. Już choćby dla brzemienia samego tytułu warto było mieć wystawę w Bukareszcie... ;)
Chociaż szczerze mówiąc, to najbardziej chciałbym mieć prezentacje w dawnym pałacu Nicolae Ceauşescu, gdzie mieści się obecnie Muzeum Sztuki Współczesnej.
Wystawa odbyła się w galerii tamtejszej ASP wiosną 2009 (jak ten czas zap...), a na filmik trafiłem dzięki dr googlowi.

poniedziałek, 10 września 2012

ARGUMENT ZE STACJI ENGHAVE


Grzegorz Wróblewski

ARGUMENT ZE STACJI ENGHAVE

Stacja Enghave. Na peronie zmęczony
karzeł i jego potężna, starodawna
walizka. Umięśniony mastiff ślini się
na widok białego gołębia... Dlatego
musisz zawsze jeść płatki - mówi
ojciec do 6-letniego Clausa.


Jeden z tych tekstów Grzegorza, które najbardziej lubię (no cóż, jest ich całkiem spora liczba), gdzie widać jak bardzo poezja posługująca się obrazem, jest daleka od obrazu zapisanego mechanicznie... Zupełnie inny poziom i rodzaj komunikacji. Ale np. w przypadku autora tego tekstu, któryś z rodzimych komentatorów, napisał swego czasu, że jego wiersze to "fotografie" i miało to mieć wydźwięk negatywny... (sic!). Bo, co ciekawe, w przypadku polskiej literatury oraz większości osób piszących prozę, poezję, eseje czy zajmujących się krytyką, fotografia (a szczególnie ta dokumentalna) wciąż jawi się jako medium mocno podejrzane i podejrzanie przy tym "łatwe". 

niedziela, 9 września 2012

"6 metrów przed Paryżem"


Wczoraj dostałem prawdziwego "maila niespodziankę". Elektroniczny list wysłany przez Marikę Kuźmicz z Fundacji Arton, zawierał informacje o wystawie projektu "6 metrów przed Paryżem" Eustachego Kossakowskiego w berlińskim Freies Museum oraz, co ważniejsze, o publikacji albumu, w którym znajdą się wszystkie zdjęcia z tej serii (czyli 159 szt.). Brzmi rewelacyjnie!
Wystawa we Freies Museum (Postdammerstrasse 91) otwiera się 21 września 2012 o 19:00 (i trwać będzie do 24 października).
Tego samego dnia o godzinie 17:00 w księgarni Walther König (Burgstrasse 27 - czyli rzut beretem od Instytutu Polskiego) odbędzie się promocja albumu "6 metrów przed Paryżem", opublikowanego przez wydawnictwo Nous (specjalizującego się raczej w esejach i filozofii) z tekstami François Barré, Gerarda Wajcmana, Cezarego Wodzińskiego, Adama Mazura oraz Anki Ptaszkowskiej.
I już żałuję, ale raczej na pewno nie pojadę do Berlina.



Projekt "6 metrów przed Paryżem" Eustachego Kossakowskiego z 1971 roku, to prawdziwy unikat, jeżeli śledzić będziemy rozwój (a najczęściej niedorozwój) polskiej powojennej fotografii z czasów PRL. Pomysł na serię jest tutaj niezwykle prosty. Artysta ustawiał się wymienione w tytule 6 metrów przed tablicą z nazwą Paris i robił zdjęcie. A ponieważ topografia tego terenu zurbanizowanego nie pokrywa się z granicami administarcyjnymi miasta, więc sam moment przejścia od nie-Paryża do Paryża, jest zazwyczaj kompletnie niezauważalny. No i za wspomnianą tablicą można oglądać bardzo różne, miejskie i mniej lub bardziej przedmiejskie lub peryferyjne krajobrazy. Sposób podejścia do tematu i metoda realizacji tego cyklu kojarzyć się może trochę (czy też nawet  bardzo) ze zdjęciami, jakie zaprezentowano 4 lata później na wystawie "New Topographics: Photographs of a Man-Altered Landscape" oraz z postulowaną przez Williama Jenkinsa - kuratora tego pokazu - "stylistyczną anoniomowością". W przypadku Kossakowskiego paryska "topograficzna" seria była jednak tylko rodzajem wypadku przy pracy, chociaż przy jej pomocy odniósł wtedy spektakularny sukces (prezentacje w Musée des Arts Decoratifs, w  Moderna Museet w Sztokholmie i innych europejskich galeriach). W swoich późniejszych projektach, co dobrze można było zaobserwować podczas retrospektywnej wystawy w Zachęcie w 2004 roku, nie kontynuował i nie rozwijał takiego sposobu działania (no może wyłączywszy serię "Palisady" z lat 1972-77). A szkoda, bardzo szkoda! 

sobota, 8 września 2012

„Starzy dokumentaliści albo podrabiane archiwum"


w ostatnim, obecnym od wakacji na sklepowych półkach, wydaniu Kwartalnika Fotografia (nr 38). Czyli mój tekst traktujący o zjawisku starych dokumentalistów w polskiej fotografii, o czym - nagle to spostrzegłem - nie informowałem na tej stronie. Wspomniany artykuł powstał trzy lata temu i był odczytany, w trakcie sesji naukowej „Wielkie i małe historie fotografii” w Instytucie Historii Sztuki w Warszawie (4-5.11.2009), którą organizowała Magda Wróblewska. A ponieważ wydanie posesyjnej książki się opóźniało, więc zdecydowałem się na publikację w Fotografii, gdzie referatowi towarzyszy polemiczny tekst autorstwa Wojciecha Zawadzkiego, jednego z głównych bohaterów mojego artykułu. Warto przeczytać też tę polemikę, gdzie Zawadzki zwraca się do mnie konsekwentnie per Pan Wojciech Wilczyk”, co ma być oczywiście uszczypliwe, ale na płaszczyźnie polemicznej kontrargumentacji jest już znacznie gorzej... Ponieważ pismo jest obecnie w sprzedaży, nie będę tutaj wklejać tekstu w całości, tylko mały fragment, jako zachętę do lektury.

(...) Ten dość powszechny zabieg postarzania współczesnej tematyki, jaki można zaobserwować w fotograficznym dokumencie z okolic millenium, jest zapewne spowodowany oddziaływaniem silnego środowiska artystycznego, wywodzącego się z ruchu fotografii elementarnej, zwłaszcza iż widać też wyraźnie lokalny charakter tego zjawiska, które ogranicza się w zasadzie do terenów Polski północno-zachodniej (oraz oczywiście reprezentantów w Paryżu i New Jersey). Ale to nie wyjaśnia przecież omawianego problemu. Wymienionym wcześniej przez mnie autorom, trudno odmówić wizualnej wrażliwości, która skłoniła ich przecież do fotografowania Polski w okolicach milenijnej zmiany. Dlaczego jednak w momencie konfrontacji ze współczesną rzeczywistością, starali się oni ubrać ją zazwyczaj w kostium przeszłości? Dlaczego znacznie łatwiej przychodziło im zanurzenie tematu np. w piktorialnym sosie bułhakowskim, co paradoksalnie jest częstą przypadłością autorów kojarzonych ze „szkołą jeleniogórską” (celuje w tym szczególnie Ewa Andrzejewska), niż stanięcie oko w oko z  tematem i rezygnacja z estetycznych nawyków? Z postawionymi przed chwilą pytaniami wiąże się pierwszorzędna kwestia „znaczenia” tych fotografii. Czy da się je ułożyć w spójny cykl, przekazujący nam coś więcej, niż tych kilka komunałów na temat czasu i przemijania, które zwykle wygłasza się przy okazji oglądania starych zdjęć?

piątek, 7 września 2012

the delinquent, WIERSZE W METRZE, The Nation, "Kopenhaga"


Wczoraj wyciągnąłem ze skrzynki przesyłkę z londyńskim magazynem the delinquent, którego sierpniową edycję ozdabiają na okładce obrazy Grzegorza Wróblewskiego.



A w środku znajdowała się pocztówka z akcji www.wierszewmetrze.eu z jednym z moich faworytów.


Który chodził mi ostatnio po głowie i pod wpływem którego, krążyłem tydzień temu z pożyczoną Mamiyą7 w okolicach Świdnicy w poszukiwaniu krajobrazowych pustostanów. Nie wiem czy skutecznie? Okaże się po wywołaniu filmów (chemia C-41 z fotonegatywu w drodze). Obrazy to jednak nie słowa... fotografie to nie wiersze... chociaż kiedyś myślałem, że  pokrewieństwo jest tutaj bliższe. Ale nie jest. Czego przykładem też może być  widoczny wyżej tekst Grzegorza, który chciałbym wykorzystać do cyklu zdjęć. 
Zgadałem się wczoraj via Fecebook z jego autorem i okazało się, że tej jesieni w amerykańskim tygodniku The Nation, ukażą się fragmenty "Kopenhagi", która jest obecnie tłumaczona na angielski, a w postaci książkowej zostanie opublikowana w przyszłym roku przez oficynę Zephyr Press. Bardzo się z tego cieszę, bo jest to świetna, mocno egzystencjalna proza, która jakoś nie została zauważona po jej publikacji przez białostockie pismo "Kartki" w 2000 roku (czy ten mało starannie wydawany nieregularnik w ogóle jeszcze istnieje?)

czwartek, 6 września 2012

Wat About Di Workin' Claas?


Obrabianie plików i przygotowywanie ich do druku w separacji na duotony (nie moje zdjęcia - zlecenie) wymaga muzyki. Ponieważ nie słucham radia (nie znoszę tembru głosów współczesnych namolnych spikerów, którzy włażą słuchaczowi w d...), więc pozostaje LP albo CD. Tym razem CDs i Linton Kwesi Johnson, m.in. z wydanej w 1983 roku płyty "Making History". Którą po raz pierwszy usłyszałem w 1984 w radiowej audycji (a jednak...), na pewno w programie III prowadzonej (chyba?) przez Włodzimierza Kleszcza (a może Sławomira Gołaszewskiego?). Nieważne, ważne, że jest tam brawurowy kawałek (obok innych także mocno zaangażowanych) pod zacytowanym w nazwie tego posta tytułem Wat About Di Workin' Claas?, gdzie pojawiają się też akcenty polskie (rodzimy ruch związkowy był podziwiany w Anglii, ale bez jakiejś specjalnej wzajemności...). 
Linton Kwesi Johnson, dla mnie osobiście numer jeden, jeśli idzie o dub poetry, odwiedził też Polskę, dwukrotnie zresztą. Po raz pierwszy przy okazji  festiwalu Solidarność-Anti apartheid, jaki odbył się 13 grudnia 1989 roku w hali Stoczni Gdańskiej i miał być wyrazem solidarności z Nelsonem Mandelą. Na który tak spektakularnie się wtedy wypiął, wówczas jeszcze związkowiec Lech Wałęsa... Po raz drugi wystąpił w 2008 na festiwalu Reggaeland w Płocku, gdzie śpiewał dla garstki publiczności... 
OK., po małej przerwie wracam do plików, ustalania ich skali tonalnej i kontrastu, nucąc razem z Johnsonem: So what about di workin' claas? Comrade Chairman. What about di workin' claas? 


Linton Kwesi Johnson 

Wat About Di Workin' Claas?

From Inglan to Poland
Every step across di ocean
The ruling class is dem in a mess, oh yes
Di capitalist system are regress
But di Sovjet system nah progress
So wich one of dem yuh think is best
When di two of dem work as a contest
When crisis is di order of di day
When so much people cryin' out for change nowadays

So what about di workin' claas? Comrade Chairman.
What about di workin' claas?
Dem pay the cost, dem carry the cross
An' dem nah go forget dem tanks in Gdansk
Dem nah go forget dem tanks

From the east to the west
To di land I love the bes'
The ruling classes dem is in a mess, oh yes
Crisis is di order of di day
Di workers dem demandin' more pay every day
Di peasants want a lot more say nowadays
Di youth dem rebellin' everywhere, everywhere
Insurrection is the order of the day
Is a lot of people cryin' out for change nowadays

Nah badda blame it 'pon the black working class, Mr. Racist
Blame it 'pon the ruling class
Blame it 'pon your capitalist boss
We pay the costs, we suffer the loss
And we nah go forget new New Craas
We nah go forget New Craas


Linton Kwesi Johnson Wat About Di Workin' Claas? z płyty Making History (1983)

środa, 5 września 2012

NA TEMAT


piórem Patryka Chilewicza wyróżniło hiperrealizm w tekście "Top 10 polskich blogów o sztuce". Obok stron: Kumple (kiedyś często zaglądałem, ale od roku blog jest w stanie głębokiej hibernacji), Zrób to Warszawie (zaglądam sporadycznie), Blog o sztuce (j.w.), The Krasnals (nie lubię, najpopularniejszy chyba prawacki blog o sztuce...), Sztuka polska (nie znałem do tej pory), Straszna sztuka (czytam regularnie i polecam), Vlep[v]net (kiedyś mnie tam przekierował dr google), art bla-bla (nie znałem), ArtBazar (czytam regularnie i polecam).

Nie na temat (chociaż w temacie). Dzielnie wczoraj pracowałem nad tekstami do katalogu wystawy w MOCAk-u i przygotowałem też 16 zdjęć postindustriali do tej publikacji. Będzie to najobszerniejsza prezentacja (16 prac) cyklu "Postindustrial" - który realizowałem w latach 2003-2006 - po pierwszym i jak dotąd jedynym pokazie (7 prac) w CSW-Zamek Ujazdowski na "Nowych dokumentalistach" (latem 2006). Z tym, że w Zuju to były baryty w rozmiarach 48x48cm (pole obrazu 46x46cm), a w MOCAK-u pokażę wydruki na papierze Hahnemühle Photo Rag Baryta 315 o rozmiarze 60x60cm (pole obrazu 50x50cm). Mam już próbne wydruki z lablabu i to co dostałem przerosło moje oczekiwania. Fotografie wyglądają rewelacyjnie i śmiem twierdzić, że używając mojego Mgnifaxa 4 z (wyjątkowo ostrym) Anaretem 105mm i naświetlając z użyciem dedykowanych filtrów papier Ilford Multigrade IV FB, nie miałem tak fajnej rozpiętości tonalnej oraz kontrastu. I widząc powyższe efekty, zaczęło mnie korcić, żeby zrobić coś w przyszłości w monochromie. Oczywiście nie poprzez ściągnięcie koloru w PS, tylko na tradycyjnych srebrowych materiałach, bo ziarno jakie one dają to coś kapitalnego... Nie do podrobienia w cyfrze, czy jak to określa Rafał Bigda w "syfrze" ;)

Koksownia Huty Królewskiej, 14.12.2005

To czego od kilkunastu dni już nie ma...
A powyższe zdjęcie (jest to dokładnie ten sam plik) wykorzystane zostało w roli ilustracji w magazynie Edinburgh Review z 2007, który w całości poświęcony był polskiej literaturze. Szkoci kupili ode mnie wtedy 8 postindustrialnych fotografii, ale jak to zostało złożone i wydrukowane nie mam bladego pojęcia, ponieważ jak to bywa w tego typu kontaktach, nie otrzymałem autorskiego egzemplarza (kasa dotarła). Pismo można nabyć na Amazonie za jedyne 3,93$, więc może je kupię i w końcu oglądnę.

wtorek, 4 września 2012

Karl Jaspers


Wstałem wcześnie rano (05:00) w celu napisania tekstu do katalogu wystawy w MOCAK-u i cały czas (jest 09:12, tekst napisany, ale to tylko nieco ponad 3600 znaków), nie wiedzieć czemu, chodził mi po głowie właśnie ten wiersz Krzyśka Jaworskiego z kapitalnego tomu pt. „Dusze monet” (str. 20).


Krzysztof Jaworski

KARL JASPERS

Ruchaj, Krzysiek, ruchaj,
za 20 lat tylko to będziesz pamiętał,
a nie to, co powiedział
Karl Jaspers!

poniedziałek, 3 września 2012

Requiem dla Koksowni Huty Królewskiej (3)


Koksownia Huty Królewskiej, 28.11.2002

Powyższe zdjęcie ukazało się w drukowanej fotoTAPECIE nr 1 (2)/2003, przy okazji prezentacji/promocji książki "Kapitał", gdzie obok wierszy Krzysztofa Jaworskiego, znajdują się 24 fotografie wykonane na Górnym Śląsku (część z nich weszła do albumu "Czarno-Biały Śląsk"). Po trzech latach robienia zdjęć w kwadracie, byłem już wtedy trochę znużony tym formatem i zdecydowałem się na "budżetowy" zakup rosyjskiej kamery typu swing-lens o nazwie Horizon 202. I w 2002 oraz 2003 roku dość sporo nią fotografowałem - głównie postindustrialne ruiny - ale ostatecznie żadne z tych zdjęć nie zostało wykorzystane w albumie... (może więc warto zrobić nieco rozszerzonego replaya?).

Googlując dzisiaj Hutę Kościuszko, natrafiłem na filmik umieszczony na youtubie, gdzie widać wysadzenie widocznej wyżej "mniejszej wieży węglowej". Smutne to wszystko...

24.08.2012

niedziela, 2 września 2012

Requiem dla Koksowni Huty Królewskiej (2)


12.02.2002


Ten sam motyw, ale trochę inaczej i nieco wcześniej (słońce dopiero co wzeszło). Według kalkulatora wschodów i zachodów słońca, było trochę po siódmej rano.

piątek, 31 sierpnia 2012

Stan wyjątkowy z powodu szpaków


A taki fajny wierszyk Juliana Kornhausera znalazłem kilka dni temu, a ściślej rzecz ujmując, dotychczas go - nie wiedzieć czemu - pomijałem. Utwór z roku 1974, wydrukowany w tomiku HURRRAAA! z roku 1985 w części pt. "Linia", zawierającej wiersze zatrzymane wcześniej przez cenzurę. Bardzo fajny tekst, w którym jest wszystko, co lubię: cytat oraz konkret. I jak współcześnie w wielu miejscach brzmi ten tekst, skompilowany z prasowych tytułów lub śródtytułów. Pod pewnymi względami, język prasy totalitarnej niewiele się różni od tej wolnorynkowej...


Julian Kornhauser

Stan wyjątkowy

Stan wyjątkowy z powodu szpaków
Pionierski i rekordowy rejs statku „Profesor Siedlecki”
Trudne zadanie zlecone polskim żołnierzom w Egipcie
Jutro pogoda w rejonie Krakowa kształtować się będzie
Na skraju wyżu
Szwedzka koncepcja wygodnego fotela
Tragiczny wypadek na stadionie piłkarskim w Kairze
W cieśninie Skagerrak zatonął frachtowiec norweski
Mona Lisa ma głos pełen słodyczy
Na penetrowanych łowiskach odkryto m.in. znaczne koncentracje
Morszczuka
Komentator agencji TASS ujawnił kłamliwość informacji
Amerykańskiej agencji AP
Powstańcy odcięli całkowicie wszelkie połączenia Phnom Penh
Ze światem zewnętrznym
Papież mianował administratorem apostolskim diecezji Esztergom
Biskupa Laslo Lekaia
Port Północny zostanie oddany do użytku 22 lipca
Wymagajmy od szarego obywatela aby wspierał służbę porządku
Publicznego
Spośród 630 posłów do Izby Gmin około 100 jest członkami rządu
Dyrektorzy szkół i nauczyciele niechętnie ujawniają
Wypadki chuligaństwa w swoich szkołach
Kołysanie statku kołysanie mojej myśli
Stan wyjątkowy podsuszonego świata
Oszczerstwa przy pomocy których oczernia się rewolucyjne posunięcia
Młodego państwa radzieckiego – mówi Jan Kozák – są niczym innym
Jak wzywaniem do kontrewolucji
Stan wyjątkowy z powodu szpaków niszczących część upraw

(1974)

środa, 29 sierpnia 2012

Requiem dla Koksowni Huty Królewskiej


12.02.2002

Widoczne na zdjęciu betonowe silosy wysadzono w powietrze przedwczoraj i wczoraj (informację o tym podał na Facebooku Maciej Mutwil).
Pierwszy raz na teren dawnej Huty Królewskiej (mającej w swej historii imiona: Konigshutte, Piłsudski i Kościuszko) wszedłem przez dziurę w ogrodzeniu zimą 1997. Miałem ze sobą Nikona F90.
W tym samym roku latem kupiłem Hasselblada 500C/M (używam go do tej pory) i jesienią wszedłem znowu na wspomniany teren, jednak zdjęcia robione z ręki i standardowym Planarem (nie miałem wtedy innej optyki), nie za bardzo mi podeszły.
Na a kilka lat później, tzn. w 2001, 2002 i 2003 podczas realizacji "Czarno-Białego Śląska" bywałem tam wielokrotnie (i zawsze nielegalnie)...
12 lutego 2002 przyjechałem do Chorzowa wcześnie rano, była lekka mgła i część zdjęć zrobiłem tuż przed wschodem słońca. A potem, kiedy ognista tarcza gwiazdy wysunęła się ponad horyzont, ustawiłem się w cieniu filara sześcionożnego silosu na węgiel i wykonałem serię wariantowych ekspozycji, nie będąc pewny, jak na takie ekstremalne oświetlenie zareaguje poczciwy Ilford FP-4 plus (zareagował wprost idealnie).

wtorek, 28 sierpnia 2012

"WYMYŚLONY ŻYD"


opowiadanie Johna Berrymana, opublikowane 33 lata temu w Literaturze na Świecie, nr 12 (104) 1979 (w przekładzie Jarosława Andersa). Rewelacyjna proza (pierwsze wydanie w 1945?), która idealnie opisuje pewien mechanizm napiętnowania i wykluczania, mający się ostatnio jak najlepiej - ewidentna zwyżka formy, chociaż na ewidentnie brunatnych sterydach - w rodzimej prawicowej publicystyce... Bo bo wieźmy np. coś takiego z portalu wPolityce, artykuł Krzysztofa Kłopotowskiego o Andrzeju Wajdzie, napisany jawnie antysemickim tekstem. Czytając te wynurzenia byłego felietonisty tygodnika Film, miałem wrażenie, że śnię jakiś koszmar... 

 Literatura na Świecie, nr 12 (104) 1979, str 220-221
 Literatura na Świecie, nr 12 (104) 1979, str 222-223
 Literatura na Świecie, nr 12 (104) 1979, str 224-225

niedziela, 26 sierpnia 2012

Andrew Borowiec i jego postindustriale


Po przeczytaniu wywiadu z Andrew Borowcem, zajrzałem na jego autorską stronę i czekała ta na mnie niespodzianka, ponieważ pojawiła się nowa seria zdjęć, o których zresztą mówił w rozmowie z Randy Foxem. Konkretnie chodzi fotografie z najnowszego cyklu The Post-Industrial Rust Belt. Tytułowa Rust Belt, to uprzemysłowiona na przełomie XIX i XX północno-wschodnia część USA, obejmująca stany: Illinois, Indiana, Michigan, Ohio oraz Pennsylvanię. Borowiec fotografował te tereny w latach 80., kiedy ciężki przemysł jeszcze tam funkcjonował (choć prawdę powiedziawszy, już ledwo wtedy dychał), a teraz po niemal trzydziestu latach powrócił, ale już z Laiką M9 i wszystkie jego zdjęcia są w kolorze. Gdy oglądałem niedawno czarno-białe fotografie z cyklu The Rust Belt in 80s, obstawiałem, że ich autor posługuje się kamerą Fuji GW 690. I faktycznie w tamtym czasie, a także w przypadku serii takich jak Cleveland, Along the Ohio i częściowo The New Heartland, taki aparat był w użyciu. Po przejściu na cyfrę, Borowiec do swojej Leiki podpiął obiektyw 40mm, czyli o takim samym kącie widzenia, jak Fujinon 90/3,5 w Fujice GW (ciekawe, czy jest to Summicron 40/2 od Leiki CL czy też może Nokton 40/1,4 Voigtlandera?), ale jego wybór miejskich i industrialnych tematów i sposób ich fotografowania nie uległ specjalnej zmianie, poza tym oczywiście, że są to  teraz wyłącznie zdjęcia kolorowe. Fotografie Borowca wydają się być jak najbardziej oczywiste i na pierwszy rzut oka absolutnie "łatwe" w realizacji. Jeżeli jednak przyjrzymy się im uważniej i pojedynczo, i w ułożonej przez autora sekwencji, okaże się, że ich pozorna "łatwość" kryje mnóstwo istotnych informacji (Borowiec bardzo świadomie stara się pokazać skutki działania amerykańskiego modelu ekonomii w wydaniu konserwatywno-neoliberalnym) i że sam wybór motywu oraz jego podanie w kadrze, nie są bynajmniej proste, ani przypadkowe. 

Andrew Borowiec, z cyklu Post-Industrial Rust Belt, Monongahela, Pennsylvania, 2009

Andrew Borowiec, z cyklu Post-Industrial Rust Belt, Braddock, Pennsylvania, 2011 

Andrew Borowiec, z cyklu Post-Industrial Rust Belt, East Liverpool, Ohio, 2005

Andrew Borowiec, z cyklu Post-Industrial Rust Belt, Lorain, Ohio, 2010

Andrew Borowiec, z cyklu Post-Industrial Rust Belt, Homestead, Pennsylvania, 2009