i Domel, który najprawdopodobniej nie wyrobił się na ostrym zakręcie DK 5 w okolicach Radomierza. Ten na pierwszy rzut oka, mało atrakcyjnie prezentujący się motyw, zobaczyłem podczas wyprawy do Miedzianki. Wybraliśmy się tam z moją żoną podczas grudniowego pobytu w Bagieńcu pod Świdnicą, żeby zobaczyć miasteczko (tzn. to co z niego pozostało) opisane w reportażu Filipa Springera „Miedzianka. Historia znikania”, na temat którego zresztą popełniłem recenzję dla A&B (można ją przeczytać w lutowej edycji miesięcznika). Książka świetna, celnie dotykająca tematyki ziem zachodnich (celowo nie chcę używać terminu „ziemie odzyskane”, bo wymyślono go przy okazji aneksji Zaolzia w 1938), których dzieje obok relacji polsko-żydowskich, są kolejnym „trupem w szafie” w naszej (w tym konkretnym przypadku powojennej) historii. Wracając do reklamy umieszczonej na zakręcie DK 5, wróciłem tam następnego dnia o wcześniejszej porze, kiedy słońce miałem idealnie za plecami i wykonałem całą serię ujęć, nie bardzo wierząc w powodzenie całego przedsięwzięcia. Tymczasem... po wywołaniu filmów i ich zeskanowaniu, okazało się, że jest co najmniej dobrze.
wtorek, 21 lutego 2012
poniedziałek, 20 lutego 2012
Synagoga Izaaka (powtórnie)
Napis kredą Cracovia Dziady jest ciągle widoczny na murku otaczającym synagogę, ale poza tym całkiem sporo się zmieniło. Po pierwsze nie ma już ulicznej pompy vis a vis wejścia, na obramowaniu której - jak to widać na wcześniejszym zdjęciu ojca - siedzi kilku młodzieńców. Po drugie nawierzchnia ulicy Kupa jest już asfaltowa. Po trzecie zniknęły drewniane słupki, które widoczne są też na przedwojennej pocztówce zreprodukowanej w albumie Likhodedova. Kadr pochodzi z aparatu Praktisix, więc są to wczesne lata 60 (ten wcześniejszy, widoczny poniżej był z Flexareta).
Eugeniusz Wilczyk [1959-1964]
sobota, 18 lutego 2012
Boniol i Piosek (Mysłowice)
07:41 (Nokia 2700)
07:53 (Nokia 2700)
08:48 (Nokia 2700)
09:00 (Nokia 2700)
11:02 (Nokia 2700)
11:35 (Nokia 2700
Między Boniolem a Pioskiem, zaliczyłem jeszcze Wielką Skotnicę wraz z przyległościami.
piątek, 17 lutego 2012
Dwie krakowskie synagogi z albumu Vladimira Likhodedova
z dedykacją dla bloga Bobe Majse :)
Pocztówki datowane są na lata 30. XX w. Co ciekawe, Synagoga Kupa (obrazek dolny) występuje tam jako Гοспитальная Синагога - czyli jako Synagoga Szpitalna (?). W przypadku Synagogi Izaaka (zdjęcie górne) widać zewnętrzne schody prowadzące na emporę dla kobiet, zniszczone przez Niemców w czasie okupacji, których nie ma na fotografii ojca z końcówki lat 50. (odbudowano je pod koniec lat 90.) Widać także napis na elewacji, który nie został zrekonstruowany.
Oglądam książkę Likhodedova i nie mogę wyjść z podziwu. I zastanawiam się też, jak taka publikacja mogła przejść w Polsce kompletnie bez echa... Swietłana Poleszczuk relacjonując w 2009 roku na łamach photoscope.by „dyskusję o stylu w fotografii”, oczywiście wspomina o tym wydawnictwie.
czwartek, 16 lutego 2012
TAXI BAR (Wrocław, ul. Robotnicza)
08:29. Pada śnieg. Mam w bliskim sąsiedztwie (przy ulicy Juliusza Lea) kapitalny mural do sfotografowania, ale nie chce mi się ruszyć czterech liter. Jeszcze piętnaście minut i będzie za późno, ponieważ malowidło jest niezbyt (dla mnie) fortunnie umieszczone na północnej ścianie. Na razie piję świeżo zaparzoną herbatę (Yunnan) i słucham „Muzyki na wodzie” Haendla w najlepszym (chyba) wykonaniu Collegium Aureum. Kiedy kupiłem tego analoga na floumarkcie w Berlinie dość mocno trzeszczał i w jednym miejscu przeskakiwał. Po kilkudziesięciu odsłuchach, igła mojego gramofonu przeorała się przez te wszystkie zabrudzenia i teraz płyta brzmi zupełnie przyzwoicie...
Wychodzić czy nie wychodzić? Pada coraz bardziej intensywnie. Więc może po południu się tam wybiorę (chyba nawet popołudniowe światło będzie bardziej korzystne?). A tymczasem dla własnej i czytelników (I hope so) przyjemności, wklejam zdjęcie Opla Rekorda, a właściwie jego lewego boku, który robi obecnie za reklamę baru dla taryfiarzy vis a vis śp. Dworca Świebodzkiego we Wrocławiu (jak się domyślam, ma udawać nowojorską taksówkę). Płyta właśnie się skończyła, nastawię teraz Concerto Grosso nr 10 z op. 6 także Haendla, moje ulubione.
***
11:15. Jednak się przemogłem. I dobrze.
środa, 15 lutego 2012
Есть ли стиль в фотографии?
Aleksiej Matiuszonok z Instytutu Polskiego w Mińsku podesłał mi linki z reakcjami prasowymi po wystawie w Witebsku (raz, dwa, trzy), a wśród nich także ссылку, by użyć rosyjskiego terminu, do pisma/portalu photoscope.by, gdzie znalazłem białoruskie echo głośnej trzy lata temu „dyskusji o stylu w fotografii”, jaka odbyła się na łamach internetowego Obiegu, a potem drukowanej Fotografii. Artykuł pt. Есть ли стиль в фотографии? został napisany przez Swietłanę Poleszczuk i jest streszczeniem polemiki, jaka odbyła się między Krzysztofem Jureckim a Adamem Mazurem, po wystawie „Niewinne oko nie istnieje” w Galerii Atlas Sztuki w Łodzi. Biorąc pod uwagę, że w języku rosyjskim ciągle funkcjonuje termin фотохудожник, który jest odpowiednikiem naszego nieśmiertelnego fafika-fotografika, więc tekst jak najbardziej na miejscu. Swietłana od jakiegoś czasu jest moją „znajomą” na Facebooku, więc mam nadzieję, że przy okazji zbliżającej się prezentacji „Niewinnego oka” w Mińsku, poznamy się w realu.
wtorek, 14 lutego 2012
poniedziałek, 13 lutego 2012
TRZYNASTY...
2012-02-13 14:44 (Nokia 2700)
to trzynasty (trzeba uszanować „tradycję”...).
Wyciągając dzisiaj z torby Noblexa wyzerowałem sobie licznik naświetlonych klatek (przycisk jest niezbyt fortunnie umieszczony na górze korpusu), a ponieważ coś za lekko przewijał mi się film, więc pomyślałem, że aparat jest pusty i go otwarłem...
Nie był pusty. Fuck!
Ciekawe co utraciłem i ile to było klatek? Z notatek wychodzi mi, że mogły to być kadry naświetlone ostatnio na ulicy Lisa w Katowicach-Załężu.
niedziela, 12 lutego 2012
„Zapomniane ofiary Holokaustu”
Przypomniane w swoistym stylu w artykule
Piotra Zychowicza w Rzeczpospolitej (wyd. sobota-niedziela, 4-5 lutego 2012)
pod takim właśnie tytułem. Sprawa dotyczy niemieckich Żydów deportowanych z III
Rzeszy do gett na terenie Lubelszczyzny. Pisze Zychowicz:
Starosta
powiatu Krasnystaw oraz wójtowie z trzech tamtejszych miejscowości – Izbicy,
Gorzkowa i Kraśniczyna – wysłali list do ambasadora RFN w Polsce. Powołują się
w nim na umowę zawartą między Warszawą a Berlinem w 2003 roku. W jej ramach
rząd niemiecki zobowiązał się do upamiętnienia i utrzymania miejsc spoczynku
obywateli Niemiec zabitych na terytorium Polski podczas II wojny światowej.
W
ramach układu Berlin sfinansował w Polsce 13 pięknych parków-cmentarzy
wojennych, na których spoczywa 165 tys. żołnierzy Wehrmachtu. Tymczasem na
żydowskich cmentarzach w Izbicy, Gorzkowie i Kraśniczynie do dziś w zbiorowych
mogiłach leżą zakopani tam niemieccy Żydzi. Deportowani do tamtejszych gett z
Trzeciej Rzeszy i tam zabici przez niemieckich oprawców.
„Zwracamy
się do społeczeństwa i władz niemieckich z roszczeniem o przyznanie
odpowiedniego budżetu w celu uporządkowania i utrzymania cmentarzy, na których
oni spoczywają. Standard tych cmentarzy powinien być analogiczny do wysokiego
standardu cmentarzy wojennych. Jest to obowiązek władz i społeczeństwa
niemieckiego wobec swoich obywateli, niewinnie zamęczonych i
pomordowanych" – napisano w liście.
No i pięknie, słusznie i naukowo. A z tonu
cytowanego listu oraz artykułu Piotra Zychowicza należy się chyba domyślać, że „standard cmentarzy” na których leżą wyłącznie Żydzi-obywatele II
RP „jest analogiczny do wysokiego standardu” tamtejszych cmentarzy katolickich. Jak to wygląda w realu, wie każdy kto odwiedza opuszczone kirkuty… I to nasze
„upamiętnienie” dawnych żydowskich sąsiadów, którzy zginęli w czasie Holokaustu
woła o pomstę do nieba. Właściwie nie powinien się dziwić tym artykułem,
ponieważ czytuje teksty Zychowicza, a także organ prasowy w którym pracuje.
Moją uwagę zwróciło natomiast ilustrujące
rzeczony artykuł zdjęcie. Kolorowa fotografia, zatytułowana Żydzi w Izbicy. Ocenia się, że przez
tamtejsze getto przeszło kilka tysięcy niemieckich Żydów, została wykonana w 1941 roku przez Maxa
Kirnbergera i można ją zobaczyć na internetowej stronie Ośrodka Brama Grodzka w Lublinie. Kirnberger,
oficer oddziału łącznościowego Wermachtu, w 1940 i 1941 roku właśnie wykonał
na terenie okupowanej Polski kilkaset fotografii, które przechowywane są
obecnie w Deutsches Historisches Museum w Berlinie. 77 z nich pokazujących
Lublin, teren późniejszego getta oraz jego mieszkańców, przekazanych zostało
Bramie Grodzkiej, która w 2007 roku opublikowała je w albumie „Max Kirnberger.
Fotografie getta”. Wracając do interesującego nas zdjęcia, to pozostaje ono
nadal w zbiorach Deutsches Historisches Museum i można je tam znaleźć pod
sygnaturą DHM_6131. Opis na stronie Bramy Grodzkiej zawiera dwie dodatkowe informacje. Po pierwsze tytuł tej fotografii ma
następujące brzmienie: Członkowie
Judenratu w Izbicy. Po drugie jest tam też dodatkowa notatka o treści: W tle zdjęcia widoczny budynek synagogi w
Izbicy. Tymczasem w papierowym wydaniu Rzeczpospolitej oprócz cytowanego
już wcześniej tytułu, pojawia się też podpis zdjęcia REPR: RAFAŁ GUZ, który w internetowej edycji dziennika ma treść… autor: Rafał Guz, źródło: Fotorzepa (sic!).
Pomińmy to redakcyjne niedbalstwo i wróćmy
do samej fotografii i jej autora. Informacje na temat Maxa Kirnbergera są nad
wyraz skąpe. Wiadomo, że był żołnierzem Wermachtu, fotografem amatorem, nauczycielem
w ośrodkach dla niesłyszących w Straubing, w 1942 wrócił z frontu do domu z powodów
zdrowotnych (choroba wrzodowa dwunastnicy), po wojnie znowu pracował w zakładzie
w Straubing, pisał artykuły z zakresu historii sztuki i fotografii, zmarł w
1983. Kolekcja slajdów Kirnbergera zgromadzona w Deutsches Historisches Museum w
Berlinie (na stronie Ośrodka Brama Grodzka uparcie nazywane są one kolorowymi
negatywami…) liczy 480 kadrów, naświetlonych w latach 1937-1942. No więc np. na
wykonanym w 1939 roku zdjęciu widać paradę Wermachtu w Regensburgu. Na fotografii
o dwa lata wcześniejszej Reichsparteitag w Norymberdze i udekorowaną flagami ze
swastyką budowlę Alberta Speraa (?).
Czy więc Kirnberger był nazistą, czy należał
do NSDAP? Jakimi intencjami kierował się wykonując zdjęcia polskim Żydom w 1941 roku, kiedy wraz z agresją na ZSRR 21 czerwca, oddziały Einsatzgruppen rozpoczęły praktyczną realizację Endlosung der Juden Frage (bo przecież
nie po konferencji w Wannsee w styczniu 1942). To pytanie wydaje mi się być niezwykle
istotne, ponieważ nawet po oglądnięciu wszystkich zdjęć zamieszczonych w
albumie, wydanym przez Ośrodek Brama Grodzka, motywacje Kirnbergera nie są do
końca jasne. A to że na jego kadrach nie zobaczymy aktów przemocy, tak jak np. na wykonywanych
powszechnie przez żołnierzy Wermachtu zdjęciach, przedstawiających proceder
golenia bród ortodoksyjnych Żydów, nie oznacza wcale, że mamy tu do czynienia z
obserwacją pełną empatii. Na fotografiach z getta w Kutnie, zarejestrowanych
przez nazistowskiego korespondenta wojennego Hugo Jaegera w październiku 1939, na
pierwszy rzut także oka nie widać dyskryminacji, choć oglądnięcie całości materiału z
tego miejsca przekonać może, że ofiarom fotoreportera kazano uśmiechać się do
obiektywu (popatrzymy na pierwsze i ostatnie zdjęcie z sekwencji dostępnej pod
tym adresem).
Wykonane w 1941 roku zdjęcie autorstwa Maxa
Kirnbergera, oficera oddziału łącznościowego Wermachtu, które przedstawia
trzech ortodoksyjnych Żydów, członków narzuconego przez niemieckich okupantów
Judenratu w Izbicy, użyte jako ilustracja tekstu do Piotra Zychowicza, gdzie eksponuje
się także konflikt między osadzonymi w gettach Żydami z terenów II RP i tymi
deportowanymi z III Rzeszy (autor artykułu z Rzeczypospolitej używa tu terminów: Westjuden i Ostjuden), powinno być szczegółowo opisane i podpisane. W
przeciwieństwie do Claudea Lanzmanna (autora filmu „Shoah”), który kwestionował
czerpanie z dokumentalnych zapisów niemieckiego autorstwa, mam przekonanie, że
takie obrazy lub filmowe sekwencje mogą być wykorzystywane, ale we właściwym kontekście
i zawsze z komentarzem.
sobota, 11 lutego 2012
Витебск, болшая синагога на Суворовской улице
Widok z początku XX wieku.
Widok z roku 1932, po przemianowaniu na Kinoteatr Armii Czerwonej.
Oba zdjęcia pochodzą z wydanej w 2007 roku na Białorusi książki Vladimira Likhodedova СИНАГОГИ. Еврейская жизнь, którą za radą Aleksieja Matiuszonka, naszego białoruskiego opiekuna, przewodnika i koordynatora witebskiej wystawy (jeszcze raz DZIĘKI Aleksiej za wszystko!), kupiłem wczoraj w Mińsku. Świetna rzecz, gdzie można znaleźć reprodukcje kilkuset pocztówek przedstawiających budynki synagog, stojące kiedyś na terenie (w takiej właśnie kolejności): Białorusi, Rosji, Ukrainy, Polski, Łotwy, Litwy, Estonii, Azerbejdżanu, Kazachstanu oraz Chin. Starannie opracowana i wydana książka, której pojawienie się jakoś w naszym kraju przemilczano...
Podczas piątkowego wernisażu wystawy „Niewinne oko nie istnieje” w Centrum Sztuki Marca Chagalla w Witebsku (powitalne przemówienie udalo mi się wygłosić po rosyjsku), wśród przemawiających osób, obok dyrektorki tej placówki Pani Ludmiły Chmielnickiej, kuratora projektu Adama Mazura, pojawił się też Pan David Simanowicz, założyciel tamtejszego Komitetu Chagallowskiego, który mówił m.in. o istnieniu około 70 synagog i domów modlitwy w tym mieście w czasach przedrewolucyjnych.
Przed wyjazdem na Białoruś zastanawiałem się, jaki będzie reakcja widzów na „Niewinne oko” w tym kraju? Pytania zadawane podczas konferencji prasowej, która odbyła się godzinę przed otwarciem wystawy, a potem przebieg samego wernisażu, przekonały mnie i Adama Mazura, że mamy do czynienia z wyjątkowy odbiorem i zrozumieniem intencji tego przedsięwzięcia... Niesamowita i bardzo miła sytuacja.
Ale biorąc pod uwagę dzieje Białorusi, a wcześniej Białoruskiej Republiki Rad i wcześniej jeszcze mińskiej oraz (częściowo) witebskiej guberni (w okresie istnienia carskiego imperium), by zakończyć tę wyliczankę na czasach Wielkiego Księstwa Litewskiego, wszelkie kwestie dotyczące historycznej pamięci oraz manipulacji na niej dokonywanych, są przez mieszkańców tych terenów na pewno uważnie obserwowane. Oczywiście ważny jest też fakt, że Żydzi w przed i porewolucyjnym Witebsku stanowili do momentu niemieckiej agresji na ZSRR spory procent populacji miasta (w 1897 - 52,4%, w 1923 - 47,3%, w 1926 - 37,5%).
***
Witebska prezentacja projektu „Niewinne oko nie istnieje” doszła do skutku dzięki współpracy: Centrum Sztuki Marka Chagalla w Witebsku, Instytutu Polskiego w Mińsku oraz Galerii Atlas Sztuki w Łodzi.
czwartek, 9 lutego 2012
ОТЕЛЬ «ЗРИДАН»
w Witebsku i elementy aranżacji korytarza, który prowadzi do mojego pokoju (wernisaż dziś o 16:00):
(Nokia 2700)
wtorek, 7 lutego 2012
Cheder przy ulicy Szerokiej
Eugeniusz Wilczyk, Kazimierz, ul. Szeroka [przed 1962]
Uwielbiam to zdjęcie. I wreszcie porządnie je wyczyściłem.
Widoczny tutaj budynek chederu przy ulicy Szerokiej, który stał obok wejścia na podwórko przed Synagogą Remuh (oraz na sąsiadujący z nią cmentarz), przetrwał wojnę i okupację, a na początku lat 60. ubiegłego stulecia po prostu go rozebrano... Pozostała po nim widoczna do tej pory wnęka w cmentarnym murze.
Kwadratowy kadr z czeskiej dwuobiektywowej lustrzanki o nazwie Flexaret.
Co do rozbiórki, to o ile pamiętam, ojciec mówił o roku 1962 (próbowałem zweryfikować tę datę w sieci, ale nie znalazłem żadnych informacji). Sądząc po układzie i rozmiarach cienia rzucanego przez kamienice po przeciwległej stronie ulicy (całkiem dosłownie) Szerokiej, zdjęcie zostało wykonane wcześnie rano.
poniedziałek, 6 lutego 2012
НЯВIННЫХ ВАЧЭЙ НЯМА (katalog do wystawy w Witebsku)
Wernisaż w czwartek 9 lutego o 16:00 w Centrum Sztuki Marca Chagalla w Witebsku.
W najbliższy wtorek wyruszamy razem z Adamem Mazurem wieczornym pociągiem z Warszawy do Mińska, a w środę rano już samochodem jedziemy do Witebska montować ekspozycję.
-----
STATYSTYKA: 60000 o 22:40:20, gość z IP z Wrocławia.
sobota, 4 lutego 2012
„POSTDOKUMENTY”
2012-02-03 17:52-17:53
(to chyba adekwatne określenie...) z gabloty w przejściu podziemnym przy Placu na Rozdrożu, czyli rzut beretem od CSW Zamek Ujazdowski albo jakby ktoś chciał inaczej - od budynku Sejmu RP.
Po co są te obrazy przedstawiające ortodoksyjnego Żyda, który na najpopularniejszym wizerunku, trzyma zwykle w palcach złoty pieniążek, jak katolicki ksiądz hostię? Jakiemu zapotrzebowaniu służy to figuratywne malarstwo utrzymane w stylistyce Stürmera? Otóż w kraju, gdzie miała miejsce zagłada Żydów, nabywa się taki obrazek i wiesza w chrześcijańskim zazwyczaj domu, aby zapewnić sobie powodzenie finansowe. Ale to nie wszystko. Żeby talizman działał skutecznie, przez część roku obrazek musi wisieć do góry nogami, aby oddawał zakumulowane bogactwo... Jak pierwszy raz o tym usłyszałem, to nie mogłem w to uwierzyć, dopóki nie zobaczyłem na własne oczy takiej sytuacji...
piątek, 3 lutego 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















.jpg)




.jpg)



.jpg)
