niedziela, 19 maja 2013

Selektion - Neunter November Nacht


czyli nazwa instalacji Gottfrieda Helnweina z 1988 roku (dalej z uwagą i przejęciem oglądam jego stronę), która w 50 rocznicę Kristal Nacht została ustawiona w Kolonii pomiędzy Muzeum Ludwig a katedrą.  Była to mierząca około 100 ściana, stworzona z gigantycznych zdjęć dzieci (chrześcijańskich, żydowskich oraz niepołnosprawnych) żyjacych współcześnie mieście nad Renem. Co ciekawe (i czego w sumie można się było spodziewać...), następnej nocy po otwarciu tej ekspozycji wydruki zostały uszkodzone. "Nieznany sprawca" (sprawcy?) podrżnął dzieciom gardła nożem... I tu jesteśmy bardzo blisko sytuacji, jaka w 1949 w Poznaniu spotkała Rozstrzelanie II Andrzeja Wróblewskiego.


Gottfried Helwein, Selektion - Neunter November Nacht 1988, scanachrome on vinyl, Installation, Museum Ludwig, Cologne.

piątek, 17 maja 2013

Downtown, Gottfried Helnwein


Jeden z moich znajomych na fejsie wrzucił ostatnio Epiphany I (adoration of the Magi) Gottfrieda Helnweina. Ponieważ nazwisko niewiele mi mówiło, więc natychmiast je zgooglowałem i trafiłem na stronę artysty, częściowo polskojęzyczną zresztą. Obrazy tam udostępnione zrobiły na mnie spore wrażenie, więc zacząłem też szukać w sieci jakichś polskich recenzji, omówień czy też głosów sprzeciwu. Ni chu chu... (czego się można było spodziewać). Wewpomnianej internetowej prezentacji jest też zakładka o nazwie "prasa", gdzie można znaleźć teksty w różnych językach, w tym także 3 (słownie: trzy) polskie, które nie są osobnymi omówieniami działalności Helnweina, ale jego nazwisko jest w nich po prostu wymieniane. I tak np. jest w przypadku recenzji autorstwa Anny Koniecznej (zamieszczonej na portalu www.reporter.edu.pl - strona już nie działa), dotyczącej wydanego przez Taschena albumu Fotografia XX wieku. Museum Ludwig w Kolonii. Ponieważ mam tę książkę i parę razy oglądnąłem ją od deski do deski, pomyślałem, że coś mnie ominęło... No więc prezentacja Helnweina wygląda tam w sposób następujący:

[skan z książki/leksykonu Fotogarfia XX wieku. Museum Ludwig w Kolonii, Taschen/TMC Art 2005]

I... w sumie można się przez coś takiego bezboleśnie prześlizgnąć, ale nie gdy się przeczyta (czego nie zrobiłem), kim jest pan trzymający zjęcie Josefa Beuysa (to Arno Breker - ulubiony rzeźbiarz Hitlera).

Na stronie Gottfrieda Helnweina można znaleźć mnóstwo świetnego malarstwa (np. kolejne Epifanie), moją uwagę przyciągnął jednak cykl Downtown. The American Paintings II. Zawsze się zastanawiałem jak mogła by wyglądać współczesna kontynuacja Edwarda Hoppera, jak można by pociągnąć pewne wątki pojawiające się w jego obrazach. No i znalazłem co najmniej ciekawą odpowiedź.

 Gotfried Helwein, Downtown 10 2002, 66cm x 101cm mixed media (oil and acrylic on canvas)

 Gotfried Helwein, Downtown 7 2002, 66cm x 101cm mixed media (oil and acrylic on canvas)

 Gotfried Helwein, Downtown 8 2002, 71cm x 101cm mixed media (oil and acrylic on canvas)

 Gotfried Helwein, Downtown 16 2002, 66cm x 96cm mixed media (oil and acrylic on canvas)

 Gotfried Helwein, Downtown 20 2002, 76cm x 101cm mixed media (oil and acrylic on canvas)

czwartek, 16 maja 2013

Latarnik


Przyszedł właśnie pocztą wylicytowany na Allegro Latarnik, 2002, zeszyt I (były jakieś inne?). Ponieważ wziąłem sobie do serca zapis spotkania autorskiego Bohumila Hrabala w restauracji Leśna w Kersku (zamieszczony w książce Piękna rupieciarnia, wydanej przez Czarne w 2006 roku), a szczególnie wygłoszone tam słynne zdanie "bez przerwy pić też się nie da, więc się dokształcam". Więc i ja też się chcę dokształcać (chociaż wspomnany pierwszy zeszyt Latarnika kosztował równowartość piętnastu Karakauerów Niefiltrowanych, uff...). No i od razu zajrzałem do środka, a tam regularnej "fotogenii" tyle (spodziewałem się tego zresztą...), że jak to wszystko oglądnę i przeczytam, będę mógł sobie darować do końca roku jakikolwiek kontakt z szarościami Bogdana Konopki... ;))

[pismo nie zmieściło mi się w skanerze, więc 
pani z okładki ma lekko ucięte jedno ucho...]

środa, 15 maja 2013

ŻYCIE PO ŻYCIU w Stanach Zjednoczonych, lata 40.


[April 1941. "Chicago. Lunch wagon for Negroes." 35mm negative by Edwin Rosskam for the Resettlement Administration, zdjęcie z es trony www.shorpy.com]

[An uncaptioned photo from a group of pictures taken by Edwin Rosskam in the Northeast in the late 1930s, zdjęcie ze strony www.shorpy.com]

Na Shorpy'm wieje ostatnio nudą, ale i tak udało mi się trafić na takie dwie perełki. Jak widać fotografowany przeze mnie w Polsce (głównie tutaj, ale mam też zdjęcia z Francji, Niemiec i Węgier) proceder wykorzystywania pojazdów mechanicznych lub części, z których zostały złożone w ich życiu po życiu, jest pochodną funkcjonowania dość konkretnego modelu ekonomicznego... Systemu produkującego bez sensu i za dużo oraz generującego przy okazji potężne rozwarstwienie społeczne.

[Edwin Rosskam, April 1941. Storefront church and adjacent lunch 
wagon in the Chicago Black Belt, zdjęcie ze strony memory.loc.gov]

wtorek, 14 maja 2013

Grzegorz Wróblewski "Gender"


Książka dotarła do mnie piątek. To całkiem świeże wydawnictwo. Od razu sprawdziłem w sieci, czy nie ma już jakichś recenzji, ale na razie reakcji brak. Ciekawe, czy będą i jakie będą, bo proza (w zestawie jest też jednoaktowa sztuka teatralna Lodówka) świetna! Gregor w wysokiej formie, co cieszy. No i na poziomie języka jest to bardzo interesujące i świeże - świetne operowanie kolokwializmami. Czytam sobie Gender wolno i z przyjemnością (lektury, bo opisywane sytuacje niekoniecznie do przyjemnych się zaliczają). I już polecam opowiadania: Cllaaariiiis i Świnka. 

[Grzegorz Wróblewski Gender, Wydawnictwo FORMA. Fundacja Literatury im. Henryka Berezy Szczecin, Bezrzecze 2013]

poniedziałek, 13 maja 2013

INNE MIASTO już wkrótce


08.04.2011 [widok z budynku przy ul. Grzybowskiej 5 w kierunku południowo-zachodnim]

Właśnie (od kilku dni - Ela w tym czasie robi opisy do zdjęć) siedzę nad plikami do katalogu wystawy Innego Miasta w Zachęcie (wernisaż 21 czerwca 2013). Negatwy zeskanowane w skanerach niewiarygodnych są ostre jak brzytwa i wreszcie (w przeciwieństwie do  używanego przez mnie do robienia prewek urządzenia o nazwie Epson V700) mają właściwie kolory. Ale też niewiarygodne ilości kurzu, a więc duposiedzenie przed ekranem nad opracowaniem plików do druku wystawowych odbitek, zajmie trochę (i jeszcze trochę więcej) czasu... 

Zdjęcie okładkowe i zaproszeniowe.

niedziela, 12 maja 2013

STWORZENIE ŚWIATA W NOWYM JORKU (cz. 2)


I porcja druga (miłej lektury):







[skany z książki: Krzysztof Jaworski Pod prąd, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1999, str. 144-155]



sobota, 11 maja 2013

STWORZENIE ŚWIATA W NOWYM JORKU (cz. 1)


Krzysztof Jaworski wydaje właśnie w Biurze literackim swoją najnowszą książkę Do szpiku kości (reklamowaną jako "ostatnia powieść awangardowa Jaworskiego", premiera 23 maja 2013). A ja przy tej okazji przypomniałem sobie o jego porzedniej powieści Pod prąd (PIW 1999) i jej brawurowym zakończeniu, w którym znalazła się wklejona poniżej sztuka Stworzenie świata w Nowym Jorku, napisana przez jednego z bohaterów tej prozy (filologa). Ponieważ Stworzenie zajmuje 12 rozkładówek, więc wklejam ją w dwóch częściach.







[skany z książki: Krzysztof Jaworski Pod prąd, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1999, str. 132-143]


czwartek, 9 maja 2013

Obraz na temat okropności wojennych (i nie tylko)


Andrzej Wróblewski, Obraz na temat okropności wojennych, 1948 (Ryby bez głów) Ol. pł. 72x100. [skan z albumu Andrzej Wróblewski, wyd. Galerii Sztuki Współczesnej Zachęta, Muzeum Narodowe w Krakowie, Fundacja Instytut Promocji sztuki, Warszawa 1998, str. 58].

Wstrzasający obraz Andrzeja Wróblewskiego. 

A poniżej realizacja współczesna (zamalowana). Raczej trudno przypuszczać, aby jej twórca (twórcy?) znał płótna autora Rozstrzelań, jednak bardzo intuicyjnie "wstrzelił" się w obrazowanie przemocy...

[Nieistniejące już graffiti na budynku sali gimnastycznej Społecznej Szkoły Podstawowej nr 7 w Krakowie przy ul. Stanisława ze Skalbmierza]

wtorek, 7 maja 2013

Rozstrzelanie "poznańskie"


Andrzej Wróblewski, Rozstrzelanie "poznańskie", 1949. (Rozstrzelanie II) Ol. pł. 200x275. [skan z albumu Andrzej Wróblewski, wyd. Galerii Sztuki Współczesnej Zachęta, Muzeum Narodowe w Krakowie, Fundacja Instytut Promocji sztuki, Warszawa 1998, str. 89].

Obraz pokazany na wystawie Międzyszkolnych Popisów Państwowych Wyższych Szkół Artystycznych w 1949 roku w Poznaniu i podczas tej ekspozycji uszkodzony przez tzw. "nieznanego sprawcę". Nieznany sprawca zaatakował nożem postać starej kobiety z gwiazdą Dawida na ubraniu. Drugi z trzech obrazów Wróblewskiego prezentowanych w Poznaniu też uległ uszkodzeniu. W przypadku płótna pt. "Likwidacja getta", żółtą substancją została oblana postać z gwiazdą Dawida na plecach.



Andrzej Wróblewski, Likwidacja getta, 1949. (Pacyfikacja getta, Rozstrzelanie, Scena z powstania w getcie warszawskim) Ol. pł. 120x89. [skan z albumu Unikanie stanów pośrednich. Andrzej Wróblewski (1927-1956), wyd. Fundacja Andrzeja Wróblewskiego & Hatje Canz, Warszawa 2014, str. 203].

O Rozstrzelaniu "poznańskim" bardzo ciekawie napisał ostatnio Jan Michalski w tekście pt. "Stara Żydówka w turkusowych papuciach wchodzi do polskiego Muzeum Narodowego", który jest polemiką z opnią Jerzego Hanuska, wyrażoną w audycji Radia Kraków. Tekst Michalskiego (opatrzony copyrightami) można przeczytać na stronie Galerii Zderzak, ale ponieważ trochę  trudno na niego trafić, więc wklejam go poniżej w całości, mając nadzieję, że autor nie będzie miał mi tego za złe. To bardzo ważna interpretacja malarstwa Andrzeja Wróblewskiego.

Jan Michalski

Stara Żydówka w turkusowych papuciach wchodzi do polskiego Muzeum Narodowego
tekst polemiczny

We wczorajszym programie Radia Kraków, poświęconym pamięci Jerzego Beresia, jeden z dyskutantów, eks-krytyk Jerzy Hanusek, stwierdził lekceważąco:

„Jan Michalski do dziś się zastanawia, czemu Bereś protestował przeciwko zakupowi do krakowskiego Muzeum Narodowego obrazu «Rozstrzelanie II» Andrzeja Wróblewskiego. A Bereś uważał po prostu, że to kicz”.

W związku z tym, że nie mam szansy ripostować publicznie, a temat jest ważny dla naszej kultury, chciałbym oświadczyć, co następuje.

1. Jan Michalski doskonale rozumie dlaczego Bereś protestował przeciwko obrazowi Wróblewskiego. Bereś protestował przeciwko obecności w Muzeum Narodowym starej Żydówki w rozdeptanych, turkusowych papuciach.

2. „Rozstrzelanie II” z 1949 roku należy do najważniejszych dzieł europejskiego malarstwa XX wieku. Ludzka małoduszność, zawiść, czy podłość nie powinny Go nam przysłonić. A doświadczył ich w nadmiarze...  Nigdy za wiele przypominania jego historii, choć ciężko o niej mówić – nic tu nie jest „po prostu”.

3. Podczas wystawy Wyższych Szkół Artystycznych w Poznaniu w 1949 roku, w której wziął udział Wróblewski z Grupą Samokształceniową, obraz spotkał się z druzgocącą krytyką czynników oficjalnych. Reakcję można nazwać nagonką. Autor obrazu zmuszony został do publicznego wyparcia się swoich przekonań estetycznych. Zgodnie z obyczajami epoki terroru musiał złożyć tzw. samokrytykę. Na dodatek ktoś pociął nożem postać starej Żydówki. Autor, wedle świadectwa jego najbliższych, był tym przerażony. Nie przypuszczał, że ktoś może rzucić się z nożem na dzieło sztuki.

Należy dodać, że także drugi obraz Autora wystawiony na tejże wystawie został zdewastowany przez nieznanego sprawcę. Przedstawia „Likwidację Ghetta”, czyli bunt żywych trupów – ludzi wyjętych spod prawa, „ludzkie wszy” wg Hitlera. Oblano go żółtą substancją – zamazując martwe dziecko na rękach matki oraz Gwiazdę Dawida na plecach żydowskiego męczennika.

Reprodukcje obu obrazów wraz ze śladami zniszczeń zamieściłem w książce „Andrzej Wróblewski nieznany”. Jerzy Bereś mógł je tam sobie dokładnie obejrzeć i porządnie się wkurzyć.

4. Jesienią 1993 roku znalazłem obraz zniszczony i zrolowany w mieszkaniu Wróblewskich. Do dziś mam wątpliwości czy postąpiłem słusznie, zlecając jego konserwację i usuwając ślady zamachu. Ponieważ był to zbrodniczy zamach. Sprawca ciął nożem pod brzuchem kobiety w okolicach pachwiny i ciągnął cięcie przez udo i tętnicę udową aż za kolano.

Następnie uderzył drugi raz – przeciął prawą nogę nad kolanem. Przecięcie tętnic musiało spowodować błyskawiczne wykrwawienie się ofiary. Starą Żydówkę zabito dwa razy. Może te straszne cięcia trzeba było zachować na świadectwo?

5. „Rozstrzelanie II” jest wyjątkowe w całym cyklu „Rozstrzelań”. Akcentuje godność osoby ludzkiej i jest jedynym, w którym nie zachodzi proces destrukcji i degradacji człowieczeństwa.

Jest wyjątkowe także pod tym względem, że przedstawia zagładę wielopokoleniowej, częściwo zasymilowanej rodziny żydowskiej: babki, matki, wnuka. Że jest to wielopokoleniowa i częściwo zasymilowana rodzina można domniemywać na podstawie szkicu do obrazu. Wspólnemu losowi Polaków i Żydów Wróblewski poświęcił kilka godnych uwagi dzieł. Tyle o socjologii obrazu.

6. Trzecim powodem jego wyjątkowości jest postać Starej Żydówki ubranej w czarny chałat. Stara Żydowka z rękoma związanymi na plecach oznacza matkę Izraela – Matkę Syjon. Symbolizuje ona całą żydowską wspólnotę religijną, stojącą w obliczu zagłady, wspólnotę, która została wyrwana z domu, co dobitnie, krzycząco ukazują turkusowe papucie na bosych stopach starej kobiety.

„Oznacza ona pojmowaną jako osoba wspólnotę ludu jako religijnej postaci. Występuje w Talmudzie i w midraszu w licznych wypowiedziach rabinów jako działająca i przemawiająca postać, jako duchowy typ, rzeczywistość sfery sakralnej i historii. Nic dziwnego, że wcześni Ojcowie Kościoła przekształcili poddany hipostazie obraz «Synagogi» w chrześcijańską «Eklezję»” – opisuje przemiany wyobrażenia Matki Syjon swoim uczonym piórem Gershom Scholem („O mistycznej postaci bóstwa”, Warszawa 2010, s. 162 i n.).

Symboliczną pochodną Matki Syjon jest figura Matki Polki z wiersza Adama Mickiewicza („Do Matki Polki. Wiersz pisany w 1830 roku”). Pierwowzorem obu Matek była Rachela z Trenów Jeremiaszowych, opłakująca idące na wygnanie dzieci.

7. Ja także, podobnie jak Bereś, uważam, że „Rozstrzelanie II” to kicz. Turkusowe papucie gryzą po oczach, takoż czerwony krawat młodego komunisty. Są to składniki heterogenicznej estetyki Wróblewskiego. Jako postmodernista cenię tę estetykę wyżej od monogenicznej estetyki awangardy, do której ślepo przywiązany był Bereś.

8. Starą Żydówkę zabito dwa razy. Widz – miłośnik malarstwa – ogląda rozstrzeliwanych zakładników oczami oprawców. Któryś z widzów wystawy poznańskiej, być może także miłośnik malarstwa, był oprawcą. Nie wytrzymał – uderzył.

W piecu ognistym historii oba narody, polski i żydowski, połączyło cierpienie. Taka jest lekcja „Rozstrzelania II”.

Jan Michalski
Kraków, 30.1.13

Andrzej Wróblewski Rozstrzelanie "poznańskie", 1949. (Rozstrzelanie II), stan przed konserwacją w 1993 roku [fot. Marek Gardulski]

poniedziałek, 6 maja 2013

Matka z zabitym dzieckiem


Andrzej Wróblewski, Matka z zabitym dzieckiem (Matka z zabitym synem), 1949. Ol. pł. 120x90. Nie sygn, Kolekcja Marii i Józefa Głuchowskich, Kraków [skan z albumu Andrzej Wróblewski, wyd. Galerii Sztuki Współczesnej Zachęta, Muzeum Narodowe w Krakowie, Fundacja Instytut Promocji sztuki, Warszawa 1998, str. 73].

I to płótno Andrzeja Wróblewskiego, które właściwie chyba po raz pierwszy uważniej oglądnąłem na wystawie Sztuka polska wobec holokaustu w Żydowskim Instytucie Historycznym im. Emanuela Ringelbluma w Warszawie, zrobiło na mnie teraz potężne wrażenie. Prace powstałe w 1949 roku, a szczególnie osiem wersji Rozstrzelań, komentuje się zwykle jako "serię obrazów ukazujących jeden aspekt drugiej wojny światowej" (cytat za albumem Andrzej Wróblewski, wyd. Galerii Sztuki Współczesnej Zachęta, Muzeum Narodowe w Krakowie, Fundacja Instytut Promocji sztuki, Warszawa 1998, str. 62), a tymczasem niektóre z tych półcien mają znacznie bardziej konkretny adres. Także obraz widoczny powyżej. W przypadku Rozstrzelań, jako wizualną inspirację dla tego cyklu, przywołuje się zbiór zdjęć, przedstawiających egzekucję ludności polskiej w Bydgoszczy we wrześniu 1939. I zapewne tak sprawa się przedstawiała, ale z pewnością nie w odniesieniu do wszystkich płócien z serii (będzie o tym jeszcze mowa). A jaki adres? Warto spojrzeć na szkice, poprzedzające namalowanie Rozstrzelań i Matki z zabitym dzieckiem, z całą pewnością widoczna na jednym z nich naga kobieta, trzymająca wobjęciach nagie dziecko, to nie ofiary bydgoskiej pacyfikacji.

Andrzej Wróblewski, Szkice do "Rozsztrzelań" [skan z książki Andrzej Wróblewski nieznany, wyd. Galeria Zderzak, Kraków 1993, str. 87.]

środa, 1 maja 2013

Wiersz na majówkę


Andrzej Bursa, poemat Noc długich noży. Pomyślałem, że może to pasuje do tzw. ogólnej atmosfery... ;) 
No i poza tym wiersz przedni. 


 

[skany z książki: Andrzej Bursa Utwory wierszem i prozą, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1973, Wyd. II. - strony 90-95]



wtorek, 30 kwietnia 2013

Prawdziwe Poloki


 [2013-04-30  06:41, ul. Generała Stefana Grota-Roweckiego - Kraków]

[2013-04-30  07:28, ul. Lucjana Rydla - Kraków]

niedziela, 28 kwietnia 2013

BIAŁE KWADRATY Elżbiety Janickiej


Elżbieta Janicka, z cyklu Miejsce nieparzyste - Bełżec (03.07.2003)

Na wystawie Sztuka polska wobec holokaustu w Żydowskim Instytucie Historycznym, która otwarła się 17 kwietnia (i na którą już tutaj zapraszałem), pokazywane są także prace Elżbiety Janickiej wybrane z jej świetnego cyklu Miejsca nieparzyste. I patrząc przedwczoraj na trzy całkowicie białe kadry w czarnych negatywowych ramkach, które są fotografiami powietrza nad  obozami zagłady w Polsce, nagle dotarła do mnie oczywistość dość przewrotnego dialogu, jaki autorka prowadzi tutaj z... Kazimierzem Malewiczem, jego Czarnym kwadratem na białym tle (1913) oraz późniejszym Białym kwadratem na białym tle (1918). Przeciwstawienie bieli i czerni w pierwszym obrazie zastąpiona zostaje w drugim tylko jednym kolorem, a geometryczną figurę, tym razem umieszczoną asymetrycznie i ukośnie, rozpoznać można wyłącznie fakturze nakładanej farby. I chociaż ten drugi obraz w interpretacji samego Malewicza mający być "supremację czystego uczucia lub percepcji w sztuce malarskiej", zaś komentatorzy jego dzieła wskazują też na postrzeganie rewolucji bolszewickiej, jako przewrotu torującego drogę do nowego społeczeństwa, sam proces znikania czarnego kwadratu (tak wyraźnego w opozycji do bieli) jest jednak... nad wyraz niepokojący.

Elżbieta Janicka, z cyklu Miejsce nieparzyste - Kulmhof am Ner (31.08.2004) 

Przy okazji prezentacji Miejsc nieparzystych w Galerii Atlas Sztuki w Łodzi w 2006 roku, ukazał się katalog z tekstami Eleonory Jedlińskiej, Rafała Jakubowicza oraz wywiad z autorką wystawy, przeprowadzony przez Krzysztofa Cichonia. Warto przeczytać tę interesującą rozmowę.

PORTRETY POWIETRZA z Elżbietą Janicką rozmawia Krzysztof Cichoń

Krzysztof Cichoń: Skąd wzięła się ta praca?
Elżbieta Janicka: Z powietrza i z tego, co piszczy w trawie. Z codziennej krzątaniny tu i teraz. Z wypraw do Bełżca, Sobiboru i tak dalej.
KC: Kiedy Pani zaczęła tam jeździć?
EJ: Przed sześcioma laty.
KC: Podróżuje Pani samochodem?
EJ: Nie, autobusami PKS, pociągiem osobowym, a trochę piechotą, bo to zupełnie inne
doświadczenie czasu i przestrzeni. I nieporównanie szersze pole obserwacji.
KC: Rozumiem, że na początku nie robiła Pani zdjęć.
EJ: Nie.
KC: Za którym razem zaczęła Pani fotografować?
EJ: Podczas trzeciej podróży, czyli po dwóch latach. Wtedy wiedziałam już, co chcę zrobić. Wcześniej nie fotografowałam, świadoma pułapki konwencji. Nie wyobrażałam sobie, że wyjmę aparat, spojrzę w obiektyw, zacznę kadrować, szukać najdogodniejszego punktu widzenia, czekać na najlepsze oświetlenie, bo jakimi właściwie kryteriami miałabym się kierować - tymi co zawsze? I co by to w ogóle miało być? Reportaż? Pejzaż? Martwa natura? Dlatego z góry założyłam, że nie wykonuję żadnego zadania, żadnej pracy, a już zwłaszcza ze sztuką daję sobie spokój. To znaczy, wie Pan, trochę fotografowałam. Aparatem małoobrazkowym. Turystycznie. Fotografowałam i nie fotografowałam. Dosyć w sumie przypadkowo. Na pewno pamiętam zdjęcie stacyjnej chatki i kuriozalnego pomnika „ofiar faszyzmu” w Sobiborze, który wygląda jak pomnik Matki Polki i który - mam nadzieję - w końcu zniknie na rzecz czegoś bardziej do sensu. Z Treblinki przywiozłam zielnik fotograficzny - bardzo starannie, metodycznie sporządzony. Bo, wie Pan, człowiek rusza w podróż wypełniony po brzegi obrazami - na przykład ziemi wymiotującej trupami w rozkładzie. Obóz w Bełżcu położony był na wzniesieniu, więc to spuchnięte, gnijące, śmierdzące i ociekające cieczami mięso zsuwało się po zboczu. Te doły się tak właśnie przelewały. Słowem, robiło się coś, co jeden z SS-manów określił jako „straszny bałagan”. Również jednak tam, gdzie zamiast strasznego bałaganu panował straszny porządek, trwało przemysłowe przerabianie ludzi oznaczonych sześcioramienną gwiazdą na trupy, następnie zaś toczyła się zażarta walka z wyprodukowanymi trupami. Wyciąganie z samochodów czy z komór - rękami albo hakami - rozrąbywanie, dźwiganie, ciągnięcie i upychanie w dołach albo od razu palenie. Psujące się i zapychające krematoria o zawsze niewystarczającej mocy przerobowej. Młynki do mielenia kości, które też nie były doskonałe, bo nie mełły tak znowu na zupełny proch i pył. Tam gdzie ciała zakopywano w ziemi, odkopywano je i wydobywano na powrót po upływie miesięcy. Znowu dźwigano, ciągnięto - mimo odpadających kończyn i głów - upychano na stosach i palono na tak zwanym świeżym powietrzu. Spalone szczątki mielono. No więc dociera człowiek na miejsce, a tam jest... Są zioła i kwiaty. Grzyby, jagody, jeżyny, maliny, poziomki, motyle i ptaki, pszczoły i świerszcze. Zaskrońce wygrzewające się leniwie na słońcu. Opadające lub wstające mgły. Balsamiczne aromaty. Czyste niebo albo niebo z chmurami. Słońce i księżyc, planety i gwiazdy. Zieleń, zieleń i zieleń. To są miejsca piękne, dobre, bezpieczne - figury raju po prostu. I komunikat jest jeden: „Nic się nie stało. Wszystko w porządku”. Oczywiście dopóty, dopóki człowiekowi nie wejdzie w ciało drzazga z ludzkiej kości. Przywiozłam coś takiego z Lasu Rzuchowskiego, czyli z Kulmhof am Ner - niechcący, w skarpetce. Przywiozłam i odwiozłam z powrotem - na miejsce. Najkrócej rzecz biorąc, ląduje człowiek w kosmosie. To są naprawdę wyprawy w kosmos. A jednocześnie to jest dwa kroki stąd - na wyciągnięcie ręki.
KC: Dlaczego zwróciła Pani uwagę właśnie na powietrze?
EJ: W powietrzu krążą popioły. My tym powietrzem oddychamy. A wiatr, chmury, deszcz, Popioły są w ziemi, w rzekach, na łąkach i w lasach - poddawane nieprzerwanemu recyklingowi, w którym uczestniczymy, nie ruszając się z miejsca zamieszkania, kupując w osiedlowym spożywczym ser żółty ze spółdzielni mleczarskiej w Kosowie Lackim, miód z tamtych terenów czy sos tatarski z Wizny. Bo tam się pasą zwierzęta. W Treblince stoją przy drodze żółte, trójkątne znaki drogowe z krową. Znak z krową obok znaku „Treblinka”. Jesteśmy skonfrontowani z problemem niepochowania i niemożności wyprawienia pochówku. Problem ten ma wymiar zarówno symboliczny, jak fizyczny - by nie rzec: fizjologiczny. Nie ma pogrzebu bez, tak czy inaczej rozumianego, sarkofagu - „sarkofag” znaczy po grecku mięsożerny - którego funkcja polega na pochłanianiu doczesnych szczątków i wyłanianiu duchowego wizerunku zmarłego. W największym skrócie można powiedzieć, że pogrzeb to sarkofag. Tu sarkofag nie wchodzi w rachubę, chyba że to my jesteśmy sarkofagami - absorbującymi te szczątki zewsząd i na różne sposoby.