środa, 11 września 2013

Goździk z Pruszkowa


[2013-09-10  16:32]

Radziecka samobieżna haubica 2S1 Goździk - 2C1 Гвоздикa z armatą 122mm (produkowana w latach 1971-1994), którą fotografowałem w kombinacji: 500C/M + PC-Mutar 1,4X Shift-converter + Planar 80/2,8 CF + Ektar 100.
Co ciekawe, inne armaty na gąsienicach z czasów ZSRR także miały botaniczne nazwy: tulipan, akacja, hiacynt...

poniedziałek, 9 września 2013

John Margolies "Roadside America"

Pomysł tę serię jest niezwykle prosty. John Margolies, zajmujący się na codzień zawodowo architekturą i wzornictwem o komercyjnym przeznaczeniu, sfotografował przydrożne reklamy, bary oraz sklepy na terenie USA. A ponieważ robił to konsekwentnie przez... 30 lat i równie uporczywie wybierał słoneczną zwykle aurę, używając do fotografowania wyłącznie slajdów (tak mi się przynajmniej wydaje), uzyskał materiał o bardzo spójnym charakterze i niezłej jakości. Ogląda się to dobrze, nie ma wątpliwości o co w tym wszystkim chodzi, jedyne co z każdym kolejnym kadrem może zaskoczyć, to absurdalny najczęściej kształt tych reklam i barów. Ameryka (nie byłem) jest chyba krajem równie pokręconym jak Polska... Bo właściwie niemal wszystkie te sfotografowane przez Johna Margoliesa "durnostojki" są bardzo w naszym rodzimym klimacie (czy "prom kosmiczny" z napisem Advance Roofing nie przypomina Wam słynnego Tu-154 z Sanktuarium Maryjnego w Kałkowie?). Tyle tylko, że te nasze lokalne dokonania nie są za bardzo fotografowane, w każdym razie jeżeli już ktoś to robi, to zdjęcia prezentują najczęście poziom podobny do zdjętych obiektów (takie zwykle obrazki można znaleźć na jajcarskim portalu wszystkozle.pl czy naukowym niewidzialnemiasto.pl, gdzie całkiem świadomie - i niesłusznie moim zdaniem - przyjęto "amatorski" punkt widzenia). Biorą pod uwagę, że fotografowane przez Johna Margoliesa obiekty, to motywy eksploatowane od kilku dekad przez malarstwo hiperrealistyczne, ścieżka odbioru tych zdjęć za Atlantykiem nie jest trudna, z tym zastrzeżeniem jednak, że malarze unikają raczej miejsc oraz "instalacji" o takim poziomie absurdu i żenady...









John Margolies, fotografie s serii Roadside America

Wszystkie te zdjęcia można zobaczyć w wydanym przez Taschena albumie Roadside America i dość duży ich wybór na stronie artsy.net (książki jeszcze nie mam, więc tylko "poglądowo" wkleiłem obrazki z wymienionego przed chwilą portalu, aczkolwiek ewidentnie są onne zbyt lekkie...).


niedziela, 8 września 2013

RATATOUILLE

Douglas Dunn

RATATOUILLE

I

Proszę popatrzeć na takie ratatouille.
Nie będzie wkraczać do Afganistanu
Ni w złości bojkotować Olimpiady.
Ma słabość do obrazów Raula Dufy.
Karmi bawidamka i człowieka pracy.
Nigdy mu nie dość wina ani słońca.
I nie ma wrogów, nie są nimi nawet
Salade Niçoise ani kłamliwe przepisy
Leonid Breżniew, ani, gdzie tam, Ronald Regan.
Całe jest z płodów ziemi, to ratatouille,
I ma wielu przyjaciół, wśród których jestem ja.
Dalejże miłośnicy ratatouille, połączcie się!

II

To takie marzenie, co się zbiega w czasie
Z odprężeniem, zwanym Rzeczywistością
Pożądaną. Mężczyźni, którzy lekcewarzą
Tak czule posiekane ząbki ail, co gardzą
Skrojeniem dwóch dorodnych papryk, oraz
Dwóch dużych cebul i dwóch bakłażanów -
Tych długich, namiętnych, królewskich filetów -
Które tak jak i sześć kabaczków, solisz
I na pełną godzinę przykrywasz talerzem;
Albo mężczyźni, którzy zaniedbują osiem
Dojrzałych pomme d'amour potrzebnych żonom
By zrobić ratatouille, którym na myśl nie przyjdzie
W najcięższym rondlu, w domu podgrzewana
Oliwa z oliwek, i cebula, smażona
Z czosnkiem przez pięć minut, zanim się dołoży
Bakłażany, kabaczki, paprykę, pomidory;
Lub mężczyźni, którym przez głowę nie przejdzie
O czym myślą żony, gdy stoją nad kuchnią
I wsypują przyprawy, jeszcze przed wrzuceniem
Bouqet garni - właśnie ci mężczyźni
Wkraczają do Afganistanu, bojkotują Olimpiadę,
Odwołują spotkania i idą na wojnę.

III

Godzinę duś, podaj gorące albo zimne.
Lepiej smakuje tam, gdzie świeci słońce
lecz jeśliś jest z Północy, wyobraź sobie, 
że jesz swoje ratatouille w Prowansji.
Możesz mi wierzyć, że pasuje do wszystkiego,
Tak jak miłość, jak pokój, tak jak lato
Czy inna pora roku, jak całe życie.
Więc zaopatrz się w niezbędne składniki
I przyrządź tę miłosną zupę, i proś o dokładkę.
Prędzej, nim zrobi się za późno, Bon appetit!


[wiersz w przekładzie Piotra Sommera z tomu: Douglas Dunn Wyprowadzka z Terry Street, Fort Legnica '99, tom 11, str. 75-76.
Obkupiłem się ostatnio książkami Biura Literackiego, bo są tam pozycje przecenione o połowę, a także takie, które kosztują kilka złotych... Co potwierdza chyba publikowane w prasie dane o czytelnictwie w Polsce, co nazwać by raczej wypadało "nieczytelnictwem".
Jeśli idzie o pyszny i polityczny zarazem wiersz Douglasa Dunna, to moja wersja ratatouille ma nieco inne składniki - dodaję także fasolkę, a zamiast kabaczków kroję cukinię lub patisony, no i trochę inaczej wygląda sama procedura gotowania. Co do reszty, to całkowita zgoda (oprócz Afganistanu, mamy teraz dodatkowo Syrię...]

sobota, 7 września 2013

Finis Poloniae (2).

Gottfried Benn

Finis Poloniae

Finis Poloniae -
wyrażenie,
które niezależnie od swej historycznej treści
oznacza koniec wielkich
królestw.

Aura zaczarowana,
oddycha się trwożnie,
obojnacze powietrze - gdyby myślało,
byłyby to myśli o nieeuropejskich monsunach
i żółtych oceanach.

Wielkość niszczy sama siebie,
mówi do siebie, wydając ostatni dźwięk,
to obca pieśń, zwykle nie rozumiana,
czasem tolerowana -

Finis Poloniae -
może w pewien deszczowy dzień, niezbyt lubiany,
jednak jak na ten przypadek to szmer szczęść,
a potem solo na rogu, 
na koniec najspokojniejszy z kwiatów, hortensja,
która wytrzymuje na deszczu aż do listopada,
cicho na grób.

[przekład Tomasza Ososińskiego z książki: Gottfried Benn Nigdy samotniej i inne wiersze (1912-1955), Biuro Literackie, Wrocław 2011, str. 87.
Chyba ten wiersz w tłumaczeniu Feliksa Przybylaka bardziej mi podchodzi... 
Przypomina mi się jeszcze inny przekład, który (tylko ostatnia strofa) pojawia się w powieści Adama Zagajewskiego Ciepło, zimno. Wygląda on tak:


Finis Poloniae -
być może w dzień deszczowy, niemiły
ale w danym wypadku szmer szczęśliwości
i potem solo na rogu
i jako ciąg dalszy hortensja, najspokojniejszy z kwiatów,
który aż do listopada wytrwać może na deszczu:
pada cicho na mogiłę.

Do momentu gdy ponownie przeczytałem, żywiłem przekonanie, że była to najtrafniejsza wersja. Ale nie jest. W książce nie ma żadnej informacji o autorze przekładu, więc może to dzieło samego Zagajewskiego?]

piątek, 6 września 2013

William Eggleston "Chromes"


[William Eggleston]

Od razu ujęło mnie to zdjęcie. To drugie niżej zresztą też.

[William Eggleston]

A oba pochodzą z trzyczęściowego albumu Chromes, jaki wydał w 2011 Steidl i którego z pewnością sobie nie kupię, ponieważ to ekskluzywne wydawnictwo chodzi teraz po minimum... 500$. 



Od czego jednak jest portal youtube? ;))
Pod podanymi niżej linkami można oglądnąć zawartość tych 3 tomów:

czwartek, 5 września 2013

NEW TOPOGRAPHICS - WSTĘP

Siedzę i piszę tekst (do następnego Herito) poświęcony przedsięwzięciu o nazwie Eine Sammlung Topohrafischer Fotografien in Ostdeutschland, posiłkując się przy tej robocie studiowaniem albumu New Topographics, który życzliwie udostępnił mi Krzysztof Eberle (DZIĘKI!). To edycja Steidla z 2010 roku, w której umieszczono też na końcu książki reprodukcje stron oryginalnego katalogu wystawy New Topographics. Photographs of a Man-altered Landscape, pokazywanej w International Museum of Photography at George Eastman House w Rochester w roku 1975. I jest to bardzo wciągająca lektura - tego jak wyglądała ta publikacja oraz samego kuratorskiego tekstu Williama Jenkinsa (który - co ciekawe - nie został przedrukowany w tej albumie Steidla...). A ponieważ proponowana w nim kategoria "bezstylowości" bywa przywoływana przez komentatorów fotografii w Polsce i zazwyczaj w negatywnym raczej znaczeniu, warto poznać jak ją rozumiał sam Jennkins i do kogo się odwoływał:



[skany z albumu New Topographics, Steidl Publishers and Center for Creative Photography in cooperation with George Eastmann House, 2010, str. 250]

środa, 4 września 2013

...to dobrze że jest nas tak wiele rodzajów...


[DK 94, 04.08.2013]

Frank O'Hara

[Na otwartej autostradzie]

Na otwartej autostradzie
gdzie śmierć ochoczo pędzi
w świetle słońca a o czwartej olbrzymie przęsła
rzucają cienie swych łuków
na przystań dowiaduję się
o niewierności Portorykańczyków
i nikczemności Żydów
z ust irlandzkiego taksówkarza
to dobrze że jest nas ta wiele rodzajów
w ten sposób śmierć będzie miała wybór
a może nawet będzie wolała
tego co rzuca pierwszy cień dnia
na tych którzy próbują dożyć zmierzchu

[1 stycznia 1960]


[wiersz w przekładzie Piotra Sommera z jak najbardziej "kultowego" tomu: Frank O'Hara Twoja Pojedynczość, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987, str. 93. Na obwolucie książki zreprodukowano rysunek Saula Steinberga "Widok świata z 9-tej Avenue" (1975)]



wtorek, 3 września 2013

Amsterdam, festyn na cześć królowej

Reiner Kunze

Amsterdam, festyn 
na cześć królowej

Deutschland, Deutschland über alles

Kopali szprychy roweru
przyczepionego do latarni, aż się
osunął

Nie umknęła ich uwadze twoja złość,
fala piwa
okryła ci okulary pianą

Że też znowu
zimnym chluśnięciem
umiejętnie przywrócili świadomość

Że też inni odwracali wzrok

Jak wtedy u nas


[przekład Jakuba Ekiera. W książce: Reiner Kunze Remont poranka. Wybór przekład i posłowie Jakub Ekier, Biuro Literackie, Wrocław 2008, str. 132. 
Wiersz jak najbardziej na czasie... (dokładnie to samo napisałem cytując inny wiersz Kunzego przydrożny hotelik transmisja telewizyjna). A nie mam/nie miałem racji?]

poniedziałek, 2 września 2013

JAK ROZPĘTAŁEM TRZECIĄ WOJNĘ ŚWIATOWĄ RAZEM Z TVN24

Wniosek o zgodę na atak już w Kongresie
"Świat stoi dziś na skraju kolejnego konfliktu"
"Wielu sądziło, że rakiety będą już w powietrzu". "Obama w potrzasku"
"Kongres nie byłby zwoływany, gdyby jego zgoda nie była pewna"
Turcja szykuje się do wojny. Relacja reportera "Faktów" TVN
Wojsko się zbroi, a turyści wypoczywają. "Każdy wie, że coś może się wydarzyć"
Co zaatakują Amerykanie? Mają bomby do niszczenia broni chemicznej
Przypadkowo ostrzelał gdyński port, teraz popłynął do Syrii
Amerykańska analiza prawna: atak na Syrię nielegalny
Biskupi: pilnujcie, czego uczą wasze dzieci
"Pan Tadeusz" zniknie z listy lektur
Pociąg Pendolino przemknął przez Warszawę
Nasza służba zdrowia lepsza od niemieckiej?
Polskie dzieci tyją na potęgę, pożyją krócej niż rodzice
Prognoza pogody na dziś: pierwszy września pochmurny i deszczowy
Roczny chłopczyk zmarł po wypiciu trującej cieczy
Zginęli motocyklista i pasażerka
Podniebne akrobacje w Bielsku-Białej
Legia ograła Cracovię i znowu jest liderem
Popis kibiców Pogoni. Tak "modlą się" o mistrzostwo
Zawiesił członkostwo w Platformie
"Pożyczali 300 zł, musieli oddać 2000"
13 Polaków chce kolonizować Marsa. Przejdą rekrutację?
"Trzymał mi ręce wykręcone do tyłu. Chcieli zatrzeć ślady łamania prawa"
Policjanci i strażnicy miejscy z zarzutami po bójce na ulicy
Trąba wodna zdewastowała marinę
Radwańska walczy o ćwierćfinał US Open
Maja prywatnie. Też błyszczy
NAJNOWSZE INFORMACJE ZE ŚWIATA
Polak zabił żonę na oczach dzieci
Pendolino, tańczący żołnierze czy dom Celine Dion? Wybierz wideo tygodnia

(2013.09.01  09:23)

[Kiedyś, chyba z jakieś 10 lat temu, Jarek Lipszyc prowadził w Radiu Jazz audycję, w trakcie której dzwonił do mnie, a ja mu "na żywca" czytałem takie wierszyki, sporządzane metodą "ctrl+c, ctrl+v" z ówczesnej prasy. Zabawa trwała chyba ze dwa lata i miałem nawet nadzieję, że zrobię z tego jakąś książeczkę, ale sprawa ostatecznie upadła czy też wygasła (zabrakło mi konsekwencji i tzw. "zapału"). No ale, niektóre daty mają ładunek wielce symboliczny (a media informacyjne są, jakie są), więc wczoraj rano, popijając kawę postanowiłem wypróbować portal TVN24 i z każdym kopiowanym tytułem zaliczałem coraz większy opad kopary... Konkretna poezja.]

niedziela, 1 września 2013

Dwa wiersze na pierwszego września

Gottfried Benn

FINIS POLONIAE

Finis Poloniae –
zwrot językowy,
który, pominąwszy jego treść historyczną,
oznacza
koniec wielkich państw.

Atmosfera jakby ktoś rzucił czary,
wszystko oddycha z trudem,
niepewne powietrze – gdyby mogło zawierać myśli,
to byłyby te o nieeuropejskich monsunach
i żółtych morzach.

Wielkie samo przez się ginie,
mówi do siebie i w ostatnim głosie,
ta obca pieśń, zazwyczaj niedoceniana,
tolerowana czasem –

Finis Poloniae –
może w dzień deszczowy, niezbyt lubiany,
lecz w danym wypadku jakieś szmery szczęść,
no a później solo na rogu,
do tego hortensja, najspokojniejszy z kwiatów,
utrzymujący się aż do mżawki listopada,
cicho na grób

[przełożył Feliks Przybylak, wiersz skopiowałem ze strony Podgórskiej Sceny Poezji]


Nelly Sachs

MARTWE DZIECKO MÓWI

Matka trzymała mnie za rękę.
Nagle ktoś podniósł nóż pożegnania:
Matka wyrwała swą rękę z mojej,
Aby nie trafił we mnie.
Dotknęła jednak lekko mego biodra –
I ręka jej krwawiła –

Odtąd rozcinał mi nóż pożegnania
Każdy kęs w gardle na dwoje –
Wypływał w zmierzchu porannym ze słońcem
I w moich oczach zaczynał się ostrzyć –
W uszach mych szlifowały się wiatry i woda
I każdy głos pociechy w serce mnie kłuł –

Kiedy na śmierć mnie wyprowadzono,
Poczułam jeszcze w ostatniej chwili
Wydobycie wielkiego noża pożegnania.

[przełożył Leopold Lewin, wiersz przepisałem z Literatury na Świecie nr 1 (117) z 1981 r., str. 230-231]

sobota, 31 sierpnia 2013

Pracowita sobota


 2013-08-31  10:47
2013-08-31  12:04
 2013-080-31  12:09
2013-08-31  14:08

Raczej nieszczególnie wyglądają te foty zrobione via hasselbladowski wizjer PME-3, ale trochę "sztuki" od święta/weekenda nie zawadzi... ;))

piątek, 30 sierpnia 2013

Innego życia nie ma (cd.)


Kraków, ul. Jerzego Giedroycia, 04.08.2013

[Trabanta 601 produkowano w latach 1964-1990.

Fabrykę VEB Sachsenring Automobilwerke w Zwikau opuściło podobno aż 2 818 547 szt. tego modelu...

Odporny na korozję materiał użyty do produkcji karoserii Trabiego nazywał się duroplast.

Ze sfotografowanych Trabantów  (w niemieckim i łacinie słowo to oznacza satelitę, bo na cześć pierwszego radzieckiego sputnika auto zostało tak nazwane) mógłbym właściwie utworzyć indywidualny subcykl w Afterlife.

Policzyłem, że od 1989 roku zasiadam za kierownicą siódmego z rzędu samochodu. Co się stało z poprzednikami? Poszły na żyletki.

Tymczasem wyśmiewane w dowcipach "mydelniczki" wciąż są używane jako reklamy składnic złomu oraz szrotów i w tym kontekście mamy do czynienia z zestawieniem o właściwościach oksymoronu...

Kiedyś wytwarzano małe, proste w konstrukcji samochody, które rzadko pędziły szybciej niż 120 kilometrów na godzinę. Zdarza mi się tęsknić za tamtymi czasami...]

czwartek, 29 sierpnia 2013

WSZYSTKO MOMENTALNIE PODUPADA

to tytuł wywiadu, jaki dla kwartalnika AUTOPORTRET (nr 1 [40] 2013) przeprowadziła ze mną Katarzyna Mrugała, a który jest teraz dostępny online i za free. ZAPRASZAM DO LEKTURY!



środa, 28 sierpnia 2013

Ben Marcin "Last House Standing"

Facebook doprowadza mnie czasem do czarnej rozpaczy i mam szczerą chęć wymeldować się z tego interesu... Czytam wpisy na łolach różnych ludzi, których znam od 20 i więcej lat, także np. dawnych znajomych z krakowskiego knajpianego szlaku i obserwuję, jak z uporem godnym lepszej sprawy, pakują się w jakieś smutne prawicowe czy nacjonalistyczne historie. 
Z drugiej strony jednak przez ten "portal społecznościowy" (który w dużej mierze służy chyba do jakiejś formy inwigilacji jego użytkowników...) poznałem ostatnio np. Andrzeja Maciejewskiego i jego świetny cykl Lisbon-Moscow. Coś za coś.
No i dzisiaj rano trafiłem na podlinkowaną przez Andrzeja stronę z internetowego magazynu feature shot z materiałem pod tytułem Forgotten Solo Row Houses Photographed in Baltimore, Philly and New Jersey ze zdjęciami Bena MarcinaŁOŁ! Poczekam jeszcze z tym wypisaniem się z Fb... ;))


Ben Marcin, z serii Last House Standing - Baltimore, MD

 Ben Marcin, z serii Last House Standing - Philadelphia, PA

O intencjach, jakie przyświecają mu podczas pracy nad serią Last House Standing Ben Marcin (mieszkający w Baltimore fotograf ma niemiecko-polskie korzenie) pisze w sposób następujący:

One of the architectural quirks of certain cities on the eastern seaboard of the U.S. is the solo row house. Standing alone, in some of the worst neighborhoods, these nineteenth century structures were once attached to similar row houses that made up entire city blocks. Time and major demographic changes have resulted in the decay and demolition of many such blocks of row houses. Occasionally, one house is spared - literally cut off from its neighbors and left to the elements with whatever time it has left.
My interest in these solitary buildings is not only in their ghostly beauty but in their odd placement in the urban landscape. Often three stories high, they were clearly not designed to stand alone like this. Many details that might not be noticed in a homogenous row of twenty attached row houses suddenly become apparent when everything else has been torn down. And then there's the lingering question of why a single row house was allowed to remain upright. Still retaining traces of its former glory, it is often still occupied. One morning, while photographing what I thought was an abandoned solo row house, the front door swung open and an older man wearing a bath robe and jeans walked out and confronted me. Was I from the city, he wanted to know, ready to defend his narrow piece of turf. At that moment, I understood why this row house was still standing.

 Ben Marcin, z serii Last House Standing - Baltimore, MD

Ben Marcin, z serii Last House Standing - Baltimore, MD

Projekt Bena Marcina bardzo mi się podoba na tym etapie, jaki można oglądać na jego internetowej stronie, ciekawie mnie jednak, jak się to wszystko dalej rozwinie? Podjęty przez niego temat ma nie tylko spory ciężar gatunkowy ale też i wizualny potencjał, na pewno więc warto tę sprawę pociągnąć dalej. Istotna kwestia to, jakie obszary zostaną jeszcze sfotografowane i czy autor Last House Standing pokusi się o interpretację, tego co rejestruje, np. dotykającą wpływu amerykańskiego modelu ekonomicznego na powstawanie takich miejsc w terenach zurbanizowanych? Typologizujące ujęcie tematu, uwzględniające oczywiście charakter fotografowanych obiektów oraz ich lokalizację, jest tutaj oczywistym wyborem, ale też ten język wizualny jest już dość dobrze oswojony przez widzów i komentatorów fotografii, więc z odbiorem takiego seryjnego ujęcia nie ma specjalnych problemów (oczywiście niekoniecznie u nas w kraju, już słyszę jak pewien krytyk "średnio-starszego pokolenia" mówi z przekąsem o "postbecherowszczyźnie"...).

Ben Marcin, z serii Last House Standing - Baltimore, Camden NJ

Ben Marcin, z serii Last House Standing - Baltimore, Camden NJ