czwartek, 12 października 2017

Bezbramna brama

Czy też za bezbramną bramą lub przed, albo może pomiędzy, tu i tam, wiersz napisany przez mnicha zen Mumona Ekai (ch. Wu-men Hui-k'ai) w XIII wieku w Chinach (przetłumaczony pod koniec XX stulecia z angielskiego na polski przez Jerzego Jastrzębskiego), pochodzący ze słynnego zbioru koanów Mumonkan (czyli Bezbramna brama właśnie). Po tym wszystkim co się wydarzyło w polskiej poezji w drugiej połowie minionego wieku, kiedy nastąpiło definitywne zerwanie z tradycją melodyjnych rymowanek, tekst Mumona brzmi niebezpiecznie współcześnie... 

Na to samo pytanie 
Pada ta sama odpowiedź.
W ryżu jest piasek,
W błocie są ciernie.

środa, 11 października 2017

Tymczasem przenoś moję duszę utęsknioną... (2)

Bernardo Bellotto, Canale Grande z Palazzo Corner-Spinelli w stronę Rialto, Wenecja (1738-40)

[Ołówek, piórko, brązowy tusz, 265 x 389 mm, praca w kolekcji Rijksmuseum, Amsterdam. Skan z książki Canaletto, Bernardo Bellotto Paints Europe, Hirmer Verlag, Munich 2014, str. 161. Będę do tego albumu - jak to wcześniej zapowiadałemjeszcze nie jeden raz wracać. Słucham sobie właśnie Suitte d'un Goût Etranger, Pièces de viole du IV Livre, 1717 Marina Marais w wykonaniu Jordi Savalla (et consortes), co dziwnie pasuje mi do tego obrazka (mimo, że francuski barok, to jednak inna bajka, niż włoski, no i utwory wcześniejsze co najmniej o 20 lat), a także do jesiennego widoku za oknem...]

wtorek, 10 października 2017

Patrząc w świat prosto i daleko...

Wiersz Grzegorza Kwiatkowskiego z książki Sową, która 6 listopada będzie miała premierę w Biurze Literackim. Tak się składa, że znam ten zestaw tekstów od dłuższego czasu (metoda pracy Kwiatkowskiego jest mi bardzo bliska i nie dotyczy to tylko sfery słowa) tym bardziej więc się cieszę, że ujrzy światło dzienne w postaci publikacji, domykającej trylogię, składającą się z wydanych wcześniej tomów Radości (2013) i Spalanie (2015)


SS-Unterscharführer Franz Suchomel, który tak ładnie odśpiewał Hymn Treblinki w obecności ekipy Claude'a Lanzmanna pracującej nad dokumentem Shoah (nie wiedział jednak, że jest filmowany ukrytą kamerą), w rozmowie z reżyserem stworzył też swoistą definicję tego ośrodka zagłady. 

Suchomel: Treblinka war ein zwar primitives, aber gut funtktionierendes Fließband des Todes.
Lanzmann: Fließband?
Suchomel: ...des Todes. Verstehen Sie?
Lanzmann: Ja, ja. Aber primitiv.
Suchomel: Primitiv. Zwar primitiv, aber gut funtktionierendes Fließband des Todes.

Pozwoliłem sobie do niej nawiązać w jednym z wierszy z książki Realizm

niedziela, 8 października 2017

„Schauenviertel‟

Wim Wenders, „Schauenviertel, Berlin, 1992

Podczas pierwszego dłuższego pobytu w Berlinie w 1993 roku, zupełnie przypadkowo trafiłem do dzielnicy Prenzlauerberg, w której wiele miejsc wyglądało jak na tej fotografii Wendersa. Oczywiście robiłem wtedy zdjęcia, ale w zupełnie innej stylistyce... Trochę czasu zajęło mi skrócenie dystansu do realnego i dojście do weryzmu, z jakim Wenders był od dawna za pan brat. Jeśli idzie o kwestie techniczne, to fotografia powyższa wykonana została kamerą Makina 67, którą reżyser - jak wspomina o tym w wywiadach - kupił w komisie. Urządzenie zostało wymyślone przez niemiecką firmę Palubel (aparat nawiązywał do reporterskiego Paubela Makiny z lat trzydziestych, w którym obiektyw z miechem wyciągało się z korpusu na nożycowych prowadnicach), a firmowane przez japońską firmę Komio Doi. Japończycy zakupili Palubela pod koniec lat siedemdziesiątych i podrasowali prototyp, do którego w wersji produkcyjnej korpusy wytwarzała Konica, a obiektywy Nikon. Makina 67 wyposażona była w szkło o ogniskowej 80mm i świałosile 2.8, nieco później ofertę poszerzono o wersję 67W z szerokokątnym obiektywem o ogniskowej 55mm.

piątek, 6 października 2017

Kurier (nie) dzwoni dwa razy


Ten granat z okładki po lewej stronie to raczej kwaśny będzie...
Chyba nadszedł ten moment, żeby kupić oratorium Il serpente di bronzo w  kapitalnym wykonaniu Ensemble Inégal. I może jeszcze serenadę Il diamante (która była prezentem ślubnym Marii Józefy, żony Augusta Sasa III, dla żeniących się - szwabskiej baronessy Joanny von Stein i księcia Jerzego Ignacego Lubomirskiego)?

czwartek, 5 października 2017

Pionowo (z Góry Syjon)

Wim Wenders, Jerusalem seen from Mount Zion, 2000

[Już nie pamiętam, gdzie czytałem wywiad z Wendersem, w którym mówił, że do panoram używa (używał?) japońskiej kamery o nazwie Art Panorama. Ponieważ oprócz modelu 617 firma Tomiyama produkowała też wersję 624, więc sprawdziłem proporcje widoku z Syjonu (zdecydowanie pierwsza opcja). Kiedyś byłem o krok od kupienia Linhofa Technoramy 612pc, a nieco później chińskiego wynalazku o nazwie Widepan Pro II 140 (można było na Ebay'u trafić na sprawny egzemplarz za 4-5K). Stare dzieje, aż mi się łza w oku zakręciła...
Bardzo lubię zdjęcia Wendersa i chociaż ich autor ma zwyczaj opowiadać o nich w nieco pretensjonalny sposób, to zdecydowanie trudno by go było nazwać fotografikiem. Zresztą Niemcy nie mają w swoim słowniku tego kretyńskiego terminu. Ot differentia specifica...
Tak jak poprzednio jest to skan z albumu: Wim Wenders Bilder von der Oberfläche der Erde, Schrimer/Mosel, München 2001.]

środa, 4 października 2017

Pionowo

Wim Wenders, Jerusalem seen from the Mount Olives, 2000

[Tytuł zdjęcia (innych też) po angielsku, a książki po niemiecku, dotyczy to także esejów w niej zawartych... Skan z albumu: Wim Wenders Bilder von der Oberfläche der Erde, Schrimer/Mosel, München 2001. Obrazy z powierzchni ziemi... Zawsze uważałem, że fotografia to działalność mocno powierzchniowa.]

wtorek, 3 października 2017

Poezja TVN

I ty także możesz zostać Harunem Farockim...
W Berlinie trwa teraz jego duża retrospektywa (prawdę mówiąc, nie za bardzo przepadam...).

poniedziałek, 2 października 2017

Szkoda...

Tak sobie myślałem (żywiłem tzw. nadzieję), że może tym razem Szanowne Żuri Nagrody Najki wyłamie się ze schematu i nagrodzi (jednak zerknąwszy na skład żurorów oraz ich szefa, wiedziałem od razu, że to nieprawdopodobne) np. Genowefę Jakubowską-Fijałkowską... Co oczywiście nie nastąpiło, ponieważ trzeba było wyróżnić przedstawiciela rodzimej literatury zastępczej, czyli reportażu ;)) Więc na pohybel (wiadomo komu) wklejam poniższy skan z książki Paraliż przysenny. Szkoda...

niedziela, 1 października 2017

Małgorzata Lebda o "Blue Pueblo" w Prologu

No tośmy się doczekali z Grzegorzem Wróblewskim tekstu o Blue Pueblo w piśmie naukowym (sic!) z bibliografią oraz przypisamy... Małgorzata Lebda pisała już wcześniej o projekcie w ArtPapierze, a tu proszę, pismo Prolog i numer o tytule Literatura wykadrowana. Ale najpierw dwie uwagi. Wydaje mi się, że Barthesowskie kategorie punctum i studium, można odnieść też do samego fotografującego oraz procesu wykonywania zdjęć, w tym sensie, że owo nakłucie może być sygnałem płynącym od tego, co niejako domaga się rejestracji. Czyli, że cała sprawa nie dotyczy (nie powinna dotyczyć) wyłącznie wrażeń z lektury zarejestrowanych przez kogoś obrazów fotograficznych. Druga istotna kwestia to pierwszy, oddzielony dywizem, moduł tytułu ekspozycji w MOCAK-u o brzmieniu Poezja i fotografia, który nie pochodził od nas, a był efektem żmudnych negocjacji z dyrekcją tej instytucji (dlatego też po wspomnianej pauzie pojawia się słowo projekt)... Moją i Grzegorza intencją było uniknięcie takiej kategoryzacji i prezentacja przedsięwzięcia jako rodzaju gestamtkunstwerku, czym w istocie jest Blue Pueblo. Miłej lektury!





piątek, 29 września 2017

39,80 >>> 9,95

Wydanie z 2001 roku... Nie pamiętam już dokładnie, ale to chyba wtedy widziałem wystawę z tym materiałem w C/O Berlin? Albo rok, dwa lata później? Zawsze warto zaglądnąć do Langera-Blomqvista! :))

czwartek, 28 września 2017

THE SOVIET PHOTOBOOK

Trochę wytarty na rogach przez oglądaczy (i chałmaczy), ale za 1/3 ceny wyjściowej... Warto zawsze zaglądnąć do Buchhandlung Walther König w Martin Gropius Bau :))

niedziela, 24 września 2017

Tymczasem przenoś moję duszę utęsknioną...

[Giovanni Antonio Canal, Weneckie dachy, widok z okna mieszkania artysty, The British Museum, Londyn - skan z albumu Canaletto, Bernardo Belotto Paints Europe, Hirmer, Munich 2014, str. 29.]

Obaj weneccy malarze, posługujący się pseudonimem Canaletto (Giovanni Antonio był wujkiem Bernardo), nie przestają mnie zadziwiać. Bardzo ciekawe są ich rysunkowe szkice do przyszłych wedut. Więc może niebawem co nieco tu powklejam (coś mnie ostatnio zdecydowanie odrzuca od zdjęć...). A Wenecja wręcz przeciwnie, jest jak w tytule wpisu, który pożyczyłem od wieszcza.